Każdy ptak kocha swe gniazdo.

Każdy ptak kocha swe gniazdo.

Rozczulającem jest zaiste, jak bardzo ptaki kochają swe gniazda! Napewno każdy z nich swe gniazdko uważa za najlepsze, tak jak dom mój własny najpiękniejszym jest dla mnie pałacem.
Niema chyba człowieka, który nie kochałby gorąco swego domu rodzinnego. Jakże piękną wy­daje ci się jego omszona strzecha, jak drogim jest ci każdy kwiat i krzak przed chatą! Najdroższą jednak jest ci żona, która wnętrze domu utrzymuje schludnie i ładnie. Zaiste, nieszczęśliwymi są mę­żowie żon gadatliwych i nieporządnych, zanied­bujących swe obowiązki domowe. Jednak nie za­zdroszczę i tym żonom, których mężowie każdego wieczora przesiadują w szynku! Los takich żon gorszy jest od losu niewolnic. Nietylko więc żony ale i mężowie winni wszelkich dokładać starań, by dom ich był tem prawdziwem ogniskiem rodzinnem, do którego każde z nich i każde z dzieci tęskni, gdy jest odeń daleko, i do którego z największą wraca radością, powtarzając w myśli słowa poety:

Mój dom rodzinny prosty i ubogi,
Ale go na bogaty pałac nie wymienię:
Tu mnie pracy uczciwej uczył ojciec drogi,
Tu matka wzniosłych Bożych prawd mnie nauczała,
Tu razem z nami żyły drogich przodków cienie…
Hej, chatko ma rodzinna, taka jesteś mała,
Taka stara, zgarbiona i ciasna, a przecie
Wiem, że piękniejszej nigdzie nie znalazłbym w świecie!

Choćby mnie los na kraniec hen zapędził świata
I dał mi szczęście wielkie, bogactw co niemiara,
Jabym stęskniony wrócił do cię, chatko stara!
Siadłbym na twoim progu jak w minione lata
I wszystkobym serdecznie, tkliwie przypominał
Co mi matka mawiała, co ojciec poczynał,
Potem zasłuchałbym się w milczenie i ciszę
I śniłbym, śnił na jawie, że głos matki słyszę…

Gdzież szczęście znaleźć takie na calutkim świecie?
Gdzież pałac, który tyle, tyle szczęścia gości?
W którym sadzie tak cudne wiosną skwita kwiecie?
Gdzież szczęście takie wielkie, gdzie tyle miłości?
O, niema milszych progów nad twe szare progi,
Niema domu droższego nad mój dom ubogi.

Każdy Anglik nad wszystko kocha swój „home, sweet home”; niema chyba narodu na świecie, któryby nie posiadał popularnej piosenki, opiewającej ognisko rodzinne.
Nasz Kuba Doliwa twierdzi, że znudził mu się jego dom i dlatego woli siedzieć w karczmie. Istotnie, wielu jest mężów, którzy mając dobre i miłe żony, zdrowe i wesołe dzieci, każdego wie­czora uciekają ze swych wygodnych, przytulnych domów. Dlaczegoż to? Chyba nie dlatego, aby szukać milszego towarzystwa. Najmilszem bowiem towarzystwem jest towarzystwo kobiety, którą ko­chasz, która jest matką twych dzieci. Obawiam się, że magnesem, który przyciąga bywalców szynku, to piwo i wódka!
Drobne wasze dzieci, bracia robotnicy, nieraz pytają matkę, dlaczego ojca niema w domu? Cóż biedna zapłakana twa żona odpowie? Że siedzisz za stołem w szynku z pijanymi kompanami, zalewasz rozum wódką i piwem i przepijasz zapracowane grosze?
Przyłączam się do prośby tysięcy dziatek wa­szych, bracia robotnicy, i proszę was gorąco: wra­cajcie do domu, odnoście swoje zarobki żonom i uszczęśliwiajcie samych siebie przez uszczęśli­wianie swego otoczenia.
Na zakończenie niniejszych obrazków zwrócimy się myślą do Boga, mówiąc razem z poetą;

O, Panie, jakże wielkiem miłosierdzie Twoje!
Zanim cię oracz kornie o urodzaj prosi,
Już mu się niwa zbożem życiodajnem kłosi
I złote, ciężkie kłosy na żeńców czekają.
Twa hojna dłoń spragnionym daje żywe zdroje,
Roślinom w noc gwiaździstą śle ożywcze rosy
I spokój śle po pracy nad miasta i sioła.
Gdzież oko, co błękitne ogarnie niebiosy,
Gdzież moc, co wszechpotęgę Twą ogarnąć zdoła?
Człowiek jak pyłek drobny na świata bezmiarze
Gubi się w swoich troskach, swych myśli się trwoży,
Kiedy mu serce własne Ciebie szukać każe
I gdy w stworzeniu nagle ujrzy obraz Boży.
A Ty, Wszechmocny, Bezkresny, Bezmierny,
Niewymowny dla słowa, myślą niepojęty,
Wiesz o każdem stworzeniu, o każdym człowieku,
O każdem okamgnieniu i o każdym wieku,
Iż dusza na Twą drogę wchodząca z bezdroży
Przed majestatem Twoim bezmiernym się korzy
I w uniesieniu szepcze: Święty, Święty, Święty.
O, bądź-że nam miłościw i wiedź nas swą drogą
Tam, kędy Twe promienne jaśnieje oblicze,
Daj sercom, które tęsknią ową pewność błogą,
Że się pragnienia duszy ziszczą tajemnicze
I że człowieka, który wyszedł z Twej wszechmocnej dłoni,
Twe miłosierdzie przed złem łaskawie ochroni
I że go Twoja święta ojcowska ochrona
Przywiedzie tam, skąd wyszedł: do Twojego łona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *