Słowo wstępne
Niniejsza książeczka, nosząca tytuł« Chrześ¬cijańska strategia» została napisana w tym celu, aby wskazać na fakt, że każdy chrześ¬cijanin może mieć żywotny udział w dziele ewangelizacji świata.
Często niwa wydaje się tak ogromna, że nawet pełni entuzjazmu młodzi ludzie się zniechęcają i stają się jakby «walczącymi na wiatr» (l Kor. 9,26). Inni zaś wybierają sobie jakieś szczególne zadanie, a potem załamują się w obliczu ogromu pracy, która pozostaje jeszcze niedokonana.
Gdy czytamy Słowo Boże i przyglądamy się życiorysom Bożych ludzi, opisanych na jego stronicach, dochodzimy do wniosku, że Bóg przewidział dla Swoich dzieci szcze¬gólne, specyficzne zadania. Pragnie On wykonać przez nich dzieło, jakiego nie dokonał od czasu pierwszego wieku, gdy «Naśladowcy Drogi» ogłosili Radosną Wieść całemu podówczas znanemu światu. Autor ninijszej książeczki jest przeświad¬czony, że Bóg może użyć każdego pojedyn¬czego jej czytelnika do gruntownego zewan-gelizowania któregokolwiek miasta, powia¬tu, kraju, a nawet całego świata, jeśli Mu się spodoba tak uczynić. Autor również
3
wierzy, że Bóg istotnie to czyni obecnie w celu dokończenia dzieła ewangelizacji świata w tym pokoleniu i będzie to czynił, jeśli zasady biblijne, które tutaj zostały przedstawione, zostaną wprowadzone do praktyki codziennego życia.
W dobie dzisiejszej Bóg szuka mężów takich jak Jabes, który poprosił Boga o rozszerzenie granic jego usługiwania, ponie¬waż Bóg jest tym, który je’da je — i otrzy¬mał to, o co prosił (l Kron. 4, 10).
Wezwanie
Blisko dwa tysiące lat minęło od czasu, gdy Pan Jezus powiedział: «Idżcie!» Dzisiaj przeszło dwa tysiące nieosiągniętych jeszcze grup językowych ludzkości błaga: «Przyj-dźcie!»
Mając przed sobą przeszło połowę świata niezewangelizowaną i w obliczu wielu przeszkód natury językowej, fizycznej i nawet politycznej, chrześcijanin ma prawo zapytać się: «W jaki sposób świat może zostać zewangelizowany w obecnym poko¬leniu ?»
Dla tych, którzy znają swego Pana Jako wszechmogącego Boga, nadzieja Jest wielka. Ci, którzy wejrzeli w głąb potencjału ewangelicznego świata doby dzisiejszej, wykrzykują wraz z W. Cameron^em Towns-end^em, założycielem i kierownikiem «Towarzystwa Tłumaczy Biblii im. Wyc-liffe”a» — <To się stanie!^
Obietnica
— «l będziecie Mi świadkami… aż do krańców ziemi» (Dz. Ap. l, 8). Wydając ten rozkaz. Pan Jezus wyraził Swoje ży¬czenie, aby cały świat został zewangelizo-wany. Pisarze Starego Testamentu często przypominali Izraelitom, że celem Pańs¬kim było uczynienie znajomym Imienia Pańskiego wszystkim narodom (5. Mojż. 28,10;Hab.2, 14).
Paweł był przekonany, że jedynym narzę¬dziem, przy pomocy którego Bóg pragnie objawić ludzkości Swego Syna, jest Kościół Chrześcijański. W Dz. Ap. 13, 47 apostoł Paweł cytuje słowa Pana Jezusa, z których jasno wynika, że użyje On Swoich wierzą¬cych do dokończenia dzieła zewangelizo-wania całego świata.
Dokonanie tego dzieła było pragnieniem Bożym w każdym kolejnym pokoleniu. Pierwsze pokolenie chrześcijan rozszerzyło
znajomość Jego Słowa pomiędzy tymi wszystkimi ludźmi, którzy im podówczas byli znani. Gdy jednak minął pierwszy wiek ery chrześcijańskiej, Kościół w dużym stopniu zaniedbał swego posłannictwa.
Pan pragnie, aby każdy człowiek usłyszał o Jego miłości. Chrystus całkiem wyraźnie rozkazał uczniom Swoim, aby głosili Ewangelię — radosną wieść o zbawieniu, dokonanym przez Pana i nam w Jego Imieniu darowanym — każdemu pojedyn¬czemu człowiekowi, wszystkiemu stwo¬rzeniu (Mar. 16, 15). Widzenie Jana obra¬zuje nam tłum zbawionych, pochodzących z wszelkiego pokolenia, języka, ludu i narodu (Obj. 5, 9). Piotr napisał, że Bóg «nie chce, aby kto zginął» (2 Piotr. 3, 9). Troską więc Stworzyciela jest odsłonięcie tajemnicy Jego Dobrej Nowiny całej ziemi. Ten fakt przymusił niejako Pawła do opowia¬dania Ewangelii tam, gdzie dotąd Imię Chrys¬tusa nie było znane (Rży m. 15,20). Czy wie¬rzysz w to, że Pan jest w stanie dokonać tego dzieła? Czy wierzysz w to, że On to uczyni?
Aby osiągnąć ten cel, Bóg nie szuka na pierwszym miejscu ludzi o potężnym charakterze albo intelekcie, albo ludzi bardzo bogatych, On szuka ludzi, którzy
6
wierzą, że Pan zaspokoi Swoje największe pragnienie.
Jedni z tych, którzy jeszcze w czasie poby¬tu Pana Jezusa na ziemi pragnęli się dowiedzieć, czego Bóg od nich żąda, zwró¬cili się do Pana z następującym pytaniem:
«Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieło Boźe?» Całkiem nieoczekiwanie otrzymali następującą odpowiedź: «Toć jest dzieło Boże (albo innymi słowy służba Bożą), abyście wierzyli w Tego, którego On posłał, abyście się uchwycili, zaufali, powierzy li-się i mieli wiarę w Jego Posłańca» (Jan 6, 28—29). Człowiek nawraca się do Chrystusa poprzez uwierzenie, że Odku¬piciel umarł i zmartwychwstał dla niego, i przez czyny idące w ślad za taką wiarą, to jest oddanie całkowicie swego życia do dyspozycji Pana wszystkiego stworzenia. Zaś pozostawanie w służbie Bożej znaczy wierzenie, że On dokona Swego planu, i działanie zgodnie z tą wiarą — poprzez ufne złożenie całego swojego życia Mis¬trzowi.
Chrześcijaninowi nie wolno lekceważyć sprawy posłuszeństwa. Jeśli nie będziemy posłuszni, Bóg nie będzie wysłuchiwał na¬szych próśb, a wtedy tracimy wiarę. Żaden człowiek nie jest w stanie przez dłuższy
okres czasu ufać, że Bóg dokona wielkich spraw, jeśli w najściślejszym tego słowa znaczeniu nie jest posłuszny każdemu sło¬wu, które Duch święty objawia.
Paweł zapłacił za posłuszeństwo wyrzecze¬niem się żywności, odzieży i radości posia¬dania rodziny. Jan Chrzciciel miał mało ziemskich posiadłości. Młody książę nie mógł pogodzić się z surowymi wymaganiami Chrystusa (Mar. 10,17—22). A my obecnie posiadamy przeciętnie daleko więcej ziems¬kich dóbr, aniżeli współobywatele owego młodego księcia, co w pewnym sensie upodabnia naszą sytuację do jego sytuacji. Wezwanie Chrystusa odnosi się i do nas, i to w daleko większym stopniu, niż na ogół ludzie sobie z tego zdają sprawę. Słowa Chrystusa czynią wyraźny podział między ludźmi. Niektórych z tych, którzy poten¬cjalnie byli już jak gdyby Jego uczniami, Pan Jezus ostrzegł następującymi słowami:
«Tak i każdy z was, kto by się nie wyrzekł wszystkich majętności swoich, nie może być uczniem moim» (Luk. 14, 33).
On chce być naszym jedynym skarbem. To zaś, że jest Panem naszym, musi iść w parze z Jego znaczeniem dla nas jako Zbawiciela (Rzym. 10, 9). Czas kryzysu stawia wobec ludzi szczególne wymagania: ludzie opusz-
8
czają dom, rodzinę, luksusy, a nawet wiele takich rzeczy, które kiedy indziej nazy¬wają koniecznościami życiowymi. A my właśnie żyjemy w dobie takiego kryzysu. Miliony ludzi jeszcze nigdy nie słyszało o jedynej nadziei ludzkości. Każdy grosz, każda modlitwa i każdy człowiek, który poświęca się trzeźwej, głęboko zrozumianej pracy misyjnej, pomaga osiągnąć dusze, które słyszą, a które bez nich nigdy by nie usłyszały. Paweł powiedział, że naszym przywilejem jest nie tylko w Chrystusa wierzyć, ale i cierpieć dla Niego (Filip, l, 29; Rzym. 8, 18). Na początku ery chrześ¬cijańskiej do dyspozycji wierzących nie stało radio, literatura ewangeliczna, albo materialnie uzależnieni misjonarze, stąd też pierwsi chrześcijanie nie mogli udzielać ze swoich dóbr materialnych dla pracy Pańskiej i rozszerzania Ewangelii w sposób taki sam, w jaki my to czynić możemy w dobie obecnej. Natomiast udzielali ze swoich dóbr na cele dopomożenia biedą dotkniętym bliźnim. Z samozaparciem, jakie cechowało Uryjasza Hetejczyka (2 Sam. 11, 11), oddawali swoje mienie i ziemskie posiadłości, aby poświęcić się na pierwszym miejscu stojącemu przed nimi zadaniu (Dz. Ap. 2, 45; 4, 34). My mamy
9
możliwość udzielania pomocy w dziedzinie jeszcze ważniejszej, niż dopomaganie w biedzie tym, którzy niedostatek cierpią (jakkolwiek i to zadanie musi być nadal spełniane). Nam dana jest możliwość poświęcenia naszych dóbr materialnych w celu dostarczenia duchowego lekarstwa zgubionej ludzkości.
Jako chrześcijanie wyrażamy pogląd, że droższa nam jest Ewangelia Jana, aniżeli wiele luksusów, czy nawet tak zwanych konieczności życiowych. Twierdzimy, że miłujemy naszych bliźnich jak siebie samych. Z tego jednakowoż wynika, że wolelibyśmy, aby nasi bliźni na całym świecie mogli mieć tę małą cząstkę Słowa Bożego, raczej, ani¬żeli cieszyć się z używania wielu naszych nowoczesnych urządzeń i wygód. A jednak więcej niż połowa ludzkości jeszcze nigdy nie miała nawet jednego wersetu Słowa Bożego, nie mówiąc już o całej Ewangelii. Tymczasem inne religie wydają o wiele więcej pieniędzy na drukowanie swojej literatury, aniżeli czynią to ewangeliczni chrześcijanie. Mamy też na świecie ogromnie dużo literatury o charakterze politycznym. Czyż więc możemy siedzieć beztrosko? Jeśli pierwsi chrześcijanie umieli z ra¬dością poświęcać swoje dobra dla działał-
10
ności charytatywnej, o ileż więcej powin¬niśmy z radością podawać naszym bliźnim radosne wieści — Słowo Boże! A ile pragniesz poświęcić ty, aby inni mogli usłyszeć te Dobre Nowiny?
Przeszkody natury zewnętrzne)
Zagadnienie ewangelizacji świata, i czy nastąpi ona w naszym pokoleniu, nie jest uzależnione od tego deprymującego faktu, że przęsło 200 języków trzeba będzie ująć w formę pisanej literatury i przełożyć Sło¬wo Boże na te języki. W okresie ubiegłych dwudziestu pięciu lat chrześcijańscy języ¬koznawcy/głównie działający w połączeniu z Towarzystwem Tłumaczy Biblii im. Wy cliffeW wyspecjalizowali się w uczeniu chętnych pracowników, tak aby mogli udać się do tych grup językowych i podać im wieść o Jezusie Chrystusie w ich włas¬nym języku. Po spędzeniu zaledwie dwóch lat pośród danego szczepu, pracownik już może rozpocząć samodzielne tłumaczenie pierwszej Ewangelii.
Ale nawet wtedy, gdy jakiś pracownik nie jest w stanie otrzymać tych językozna¬wczych pomocy i nimi się posługiwać, nasz
11
Wszechmogący Bóg może i tak wylewać Swoje Słowo poprzez wierzące naczynie. Brat Townsend nie miał tych ułatwień, które obecnie stoją do naszej dyspozycji, gdy przełożył Nowy Testament na język Indian szczepu Cakchiquel. A jednak tysią¬ce wierzących, którzy już istnieją w tym szczepie, wydaje świadectwo o mocy Bożej, przełamującej bariery językowe.
Inny misjonarz, Dick Hillis, znalazłszy się pomiędzy szczepem, którego język posiada cztery zasadnicze dźwięki, jakich z począt¬ku w ogóle nie był w stanie rozróżniać, przy pomocy łaski Bożej dokonał tego, że — jak o tym świadczą Jego przyjaciele — językiem tym władał jak rodowity członek tego szczepu.
Nie zmienia też w niczym faktu, że świat może zostać zewangelizowany, ta nader przykra okoliczność, że do wielu okręgów można się dostać dopiero po kilku miesią¬cach żmudnej podróży. Era lotnictwa umożliwiła misjonarzom dostawanie się do tych miejsc, do których dawniej jechało się miesiącami, w przeciągu kilku goetżin. Radio zaś zapewnia pionierowi zachowanie łączności i pomoc w razie potrzeby. Jeszcze bardziej zachęciła do udawania się do no¬wych, zaniedbanych terenów również i
12
medycyna, aby usługiwać tym, którzy pozostają jeszcze w ciemności, a i sztuka drukarska rozszerzyła ogromnie zakres działalności pracownika Pańskiego doby obecnej.
Bywają i inne przeszkody. Gdy w roku 1930 brat Townsend udał się do Meksyku, głoszenie Ewangelii umiłowanym przez niego Indianom było rzeczą wzbronioną. A jednak ten sam rząd meksykański kilka lat później dopomógł w utrzymywaniu nie¬których z współpracowników Townsend^a, którzy zaangażowani byli w tejże pracy ewangelizacyjnej.
Przed trzema laty trzech młodych ludzi udało się w modlitwie do Boga, prosząc Go, al>y zechciał doprowadzić do zewan-gelizowania Meksyku. Jakkolwiek Ewan¬gelia już była dotarła do szeregu plemion w Meksyku, to jednak wiedzieli oni, że większość spośród mówiących po hiszpańs¬ku mieszkańców tego kraju nie znała Ewangelii zupełnie. Barierą zagradzającą ich pracę był zakaz rozdawania traktatów, głoszenia Ewangelii przez radio i publicz¬nego głoszenia Słowa Bożego. A jednak dane im było na własne oczy oglądać, jak Pan umożliwił Swoim sługom otrzymanie zezwolenia na głoszenie Ewangelii przez
13
radio, na rozdawanie bez przeszkód trak¬tatów ewangelizacyjnych / i to nawet tam¬tejszym policjantom / i na głoszenie Słowa Bożego w wielu ważnych ośrodkach Meksy¬ku. Sposobności pracy w tym kraju w dalszym ciągu stanowią wezwanie dla dal¬szych pracowników, którzy by poświęcili się pracy na tamtejszym terenie. Ale to, co tam się stało, jest wymownym świadectwem mocy Pańskiej, przezwyciężającej wszelkie przeszkody stawiane przez człowieka.
Ci, którzy się zniechęcają wskutek zamy¬kania się tu i ówdzie drzwi dla Ewangelii, winni w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę na te otwarte drzwi, przez które jeszcze nikt nie wchodził. Od czasu ukończenia II wojny światowej Japonia stanęła otworem dla Ewangelii, a jednak pozostają w tym kraju ogromne okręgi, w których Słowo Boże jeszcze nie zostało w ogóle opowie¬dziane nikomu. Podobnie się ma sprawa z kontynentem Afryki, który jest również w większości otwartym terenem dla pracy misyjnej.
Stosownie do prawa brytyjskiego wszystkie okręgi, znajdujące się powyżej dziesiątego stopnia szerokości geograficznej północnej, a które są opanowane przez muzułmanów,
są terenem, na którym nie wolno pracować chrześcijańskim misjonarzom. Z tego względu Północna Nigeria winna była być rejonem zamkniętym dla Ewangelii. Ale około roku 1940 przełożony nigerskiej admiralicji, który był chrześcijaninem, ofiarował Sudańskiej Misji Wewnętrznej poważny dar pieniężny — właśnie na cele pracy misyjnej w tym zamkniętym rejonie. Gdy bracia, wchodzący w skład zarządu tej misji, przedstawili sprawę rządowi Nigerii, otrzymali od tegoż rządu zezwolenie na dzia¬łalność misyjną na terenie ich kraju. A chociaż muzułmanie wierzą, że każdy, kto zabije chrześcijanina, będzie miał zapewnione. natychmiastowe wejście do nieba, w wyni¬ku czego przeciwko wierzącym panuje ogromna wrogość, to jednak obecny Emir Rokoto /muzułmański przywódca tamtego okręgu Nigerii, wyraził gotowość przy¬znania wolności religijnej.
Nawet do zamkniętych rejonów Pan może wysłać — i wysyła — Swoich pracowników na żniwo, aby zbierali choćby pojedyncze owoce. A w rezultacie za kilka lat i te rejony zapewne będą zewangelizowane z Bożą pomocą.
Wiele relacji biblijnych wskazuje na to, jak Pan otwierał drzwi dla rozszerzania się
15
Ewangelii. Nigdzie nie znajdujemy w Sło¬wie Bożym podstawy do przypuszczania, że tego rodzaju przeszkody jak trudności językowe, otoczenie, albo cokolwiek innego, mogłoby powstrzymać Boga od wykonania Swojej woli, zrealizowania Swego planu. To są tylko powierzchowne przeszkody. Bóg otwiera drzwi, gdy dzieci Jego wierzą, że On to uczyni i gdy są w zupełności Mu posłuszne.
Prawdziwe trudności
Wierzący pierwszego wieku mieli trudności językowe, nie mając do dyspozycji tych pomocy w ich pokonywaniu, jakimi my dysponujemy. Mieli do czynienia z różnymi prześladowaniami, co najmniej tak ci꿬kimi, z jakimi i my się spotykamy dzisiaj. Mieli do pokonania trudności natury fizycznej, a nie mieli niczego podobnego 3o naszych samolotów lub radia. A jednak dokonali dzieła, któremu nikt dotąd nie dorównał. Cóż więc mieli, czego nam brakuje? Mieli mężów posiadających wspa¬niałą wizję i wiarę. To właśnie ta wiara, która jest opisana w 11-tym rozdziale Listu do Żydów; wiara, która patrzyła dalej, niż
16
na widoczne przeszkody ku niewidocznemu Bogu, była siłą pierwszych chrześcijan. Wierzyli Mu do tego stopnia, że byli gotowi poświęcić wszystko.
Ponieważ zaś zlecone nam zostało usługi¬wanie pojednania (2 Kor. 5,18.19), Kościół jest odpowiedzialny za opowiadanie Ewan¬gelii wszystkim narodom (Mar. 13, 10). Musimy oczywiście starać się o to, aby być przygotowanymi dla Jego służby jak najle¬piej, ale nawet wtedy, gdyby materialne pomoce nas zawiodły, mimo to Pan cel Swój osiągnie.
Dwie rzeczy jednakowoż mogą Mu stać na przeszkodzie: nieznajomość planu Bożego i niewiara. «Gdy proroctwo / wizja / ustaje, lud bywa rozproszony» (Przyp. 29, 18). «I nie mógł uczynić tam żadnego cudu … I dziwował się ich niedowiarstwu» (Mar. 6, 5. 6). Oto jakie są prawdziwe przeszkody.
Gdy się modlimy, dzieją się takie rzeczy, które w innym wypadku by się nie działy. Gdy się nie modlimy, nie dzieją się te rzeczy, które mogły mieć miejsce, gdybyśmy się byli modlili. Bóg szuka takich, którzy by mieli wizję Jego planu, wierzyli Mu, i pragnęli być użytymi tak, jak On Sobie tego życzy. William Carey powiedział takie
_______________________fL.
słowa: «Spodziewajcie się wielkich rzeczy od Boga. Usiłujcie czynić wielkie rzeczy dla Boga.»
Oto, jakie były dwie przyczyny, dla któ¬rych Izraelici nie posiedli Ziemi Obiecanej, gdy Bóg polecił im ją posiąść: «Aleście nie chcieli iść, lecz byliście odpornymi Słowu Pana, Boga naszego» (5 Mojż. l, 26). Drugą zaś przyczyną było: «Ale i tak nie uwie¬rzyliście Panu, Bogu waszemu» (5 Mojż. l, 32).
Ponieważ dzieci Jego nie wierzyły i nie były skłonne uczynić wszystkiego w celu zewangelizowania świata. Bóg nie dokoń¬czył zadania tak drogiego Jego sercu, to jest opowiedzenia wszystkim ludziom o Swoim Synu.
Odpowiedź
Na pytanie, w jaki sposób cały świat może zostać zewangelizowany, jest tylko jedna odpowiedź: muszą być ci, którzy będą widzieli, co Bóg pragnie uczynić, i którzy by wierzyli, ze On to uczyni. Owocem tego rodzaju wiary jest życie całkowicie poświę¬cone Panu Jezusowi (Jak. 2, 20. 22. 26).
1R
Czego Bóg pragnie dla ciebie ?
«Albowiem ziemia będzie napełniona znajomością chwały Pańskiej, jako morze wody napełniają» (Abak. 2, 14).
Prorok Abakuk odsłania nam tutaj tajem¬nicę jednego z największych pragnień Pana Chwały, aby cała ziemia była napełniona znajomością Jego Osoby. W jaki sposób może się to stać rzeczywistością?
Na pierwszym miejscu musisz się Jednak zapytać, jakim jest życzenie Jego co do twojej osoby? Przede wszystkim t y «musisz być napełniony znajomością chwały Pańs¬kie j».
Ktoś mógłby może zapytać: Gdzie może człowiek znaleźć tę znajomość chwały Pańskiej? Czy w jakimś kościele, czy w jakimś człowieku? Czy też może w filo¬zofii? W drugim Liście do Koryntów w rozdziale 4 w. 6 apostoł Paweł stwierdza, że «rozświecenie znajomości chwały Bożej» jest «w obliczu Jezusa Chrystusa». Problem więc polega na tym, w jaki sposób człowiek może zostać napełniony Jezusem Chryst¬usem. Istnieje jedno tylko miejsce, gdzie Go możemy wyraźnie oglądać, a miejscem tym jest Słowo Boże, czyli Biblia. Najważ¬niejszym, pierwszym w kolejności zada-
19
niem jest więc być napełnionym Słowem Bożym.
To można osiągnąć dzięki ustawicznemu czytaniu, studiowaniu, uczeniu się na pamięć i rozmyślaniu na temat Słowa Bożego, a następnie poprzez zastosowy-wanie w praktyce tego, czego Słowo to uczy. Musimy podbić wszelką mysi pod posłuszeństwo Chrystusowe (2 Kor. 10, 5). Wysyłając Jozuego do wypełnienia swych zadań jako wodza narodu Izraelskiego, Bóg obiecał mu powodzenie we wszystkim, co będzie czynił, ale pod warunkiem, że będzie rozmyślał o Słowie Jego we dnie i w nocy, i że będzie strzegł wszystkich przykazań Bożych (Joz. l, 8). Psalmista w pierwszym psalmie pisze, że szczęśliwy jest ten człowiek, który w Zakonie Pańskim rozmyśla we dnie i w nocy (Psalm l, 2. 3). Apostoł Paweł radził Tymoteuszowi, aby o tych rzeczach — to jest o Piśmie świętym — rozmyślał, aby postęp jego był jawny wszystkim.
Jeśli porównamy Koi. 3, 16, Efez. 5, 19, stwierdzimy, że fakt zamieszkiwania w nas Słowa Chrystusowego obficie daje w wyni¬ku niewątpliwie napełnienie Duchem, i że te dwie rzeczy są niejako paralelą, czyli
20
dzieją się jednocześnie. Te dwie wielkie radości życia chrześcijańskiego są nierozer¬walnie ze sobą połączone. W miarę gdy człowiek napełnia się Słowem Chrystuso¬wym, napełnia go również Duch Święty. Słowo Boże dokonuje dzieła nawracania duszy (Psalm 19, 8; l Piotr, l, 23), oczy¬szcza życie (Psalm 119, 9; Jan 15, 3), zachowuje od grzechu (Psalm 119, 11), oświeca (Psalm 19, 9), poświęca (Jan 17, 17), jest mieczem Ducha (Efez. 6, 17), zapewnia skuteczność i wysłuchanie modli¬twy (Jan 15, 7), rozwesela serce (Psalm 19, 9) i daje wzrost jednostce (l Piotr. 2, 2). Dla Żydów rozmyślanie znaczyło koncen¬trowanie się na jakiejś myśli do tego stop¬nia, że rozmyślający wypowiadał ją wresz¬cie słowami. Zdyscyplinowany czas du¬chowej społeczności z Bogiem winien w rezultacie dawać obfitość duchowego po¬karmu, w miarę gdy człowiek wciąż na nowo przeżywa myśli i słowa, zaczerpnięte z Biblii, przetrawiając je w umyśle swoim w czasie dnia. Aby to mogło mieć miejsce, potrzeba czegoś więcej jak tylko zrozu¬mienia myśli przewodniej tego, co się czytało. Trzeba nauczyć się na pamięć, słowo za słowem, danych cytatów! Umysł nasz o wiele łatwiej potrafi zastanawiać
21
się nad słowami, aniżeli nad abstrakcyjnymi pojęciami. Słowo Boże kładzie wielki nacisk na słowa, większy nawet, aniżeli na Jakąś mysi przewodnią i pewne pojęcia (przeczy¬taj cały Psalm 119). Żydzi bardzo lubili uczyć się na pamięć fragmentów Pisma Świętego. Ich doświadczenia życia ducho¬wego miewały swój szczytowy punkt właś¬nie w pełnym uwielbianiu, w rozmyślaniu i rozmawianiu o Słowie Bożym. (Psalm 119, 54). To nastawienie ducha przechodzi i do Nowego Testamentu, w którym autorzy poszczególnych ksiąg z radością cytują i rozmyślają na temat Psalmów i słów Pana Jezusa Chrystusa (Efez. 5, 19; Koi. 3, 16). Ale kiedy winien człowiek rozmyślać o Słowie Bożym? Piąta księga Mojż. 6, 7 podaje cztery pory, kiedy człowiek winien na głos rozmyślać o Słowie Bożym: (l) siadając w domu swoim, tj. przy śniadaniu, obiedzie i kolacji; (2) będąc w drodze, tj. idąc do szkoły i wracając do domu, idąc do pracy itd.; (3) kładąc się przed udaniem się na spoczynek; (4) wstając, gdy się budzisz ze snu. Każdy, kto zalecenia tego wiersza wprowadza w życie, będzie mógł rozmyślać o Słowie Bożym świadomie i podświadomie we dnie i w nocy. Bóg za to obiecuje dużą owocność duchową.
22
Dobrym sposobem, aby tę zasadę wpro¬wadzić w życie jest znalezienie w porannym czytaniu Słowa Bożego i przy modlitwie jednego wiersza, który przemówił do na¬szego serca i zapisanie go na kartce papieru. Tę kartkę należy mieć przy sobie i wyjmo¬wać ją z kieszeni i czytać cztery razy dziennie, jak zaznaczono powyżej.
Wielu chrześcijan stwierdziło, że najłat¬wiejszym i najbardziej błogosławionym sposobem uczenia się na pamięć jest nau¬czenie się jakiegoś rozdziału lub księgi Biblii. Jeśli na przykład nauczysz się po jednym wierszu dziennie z 15-go rozdziału Ewangelii Jana, to po miesiącu będziesz już umiał cały rozdział, i będzie on niejako twoją własnością. Za trzy i pół miesiąca mógłbyś opanować List do Filipensów. A właściwie, co jeszcze lepiej oddałoby prawdę danej sytuacji—List do Filipensów opanowałby ciebie! Staraj się stosować jakiś systematyczny sposób powtarzania już opanowanego materiału tak, aby żaden wiersz nie pozostawał przez dłuższą chwilę nie powtórzony. Ucz się danych wierszy Słowa Bożego słowo za słowem. Biblia podaje nam Boże poselstwo w sposób jasny i dokładny. Nie powinniśmy się więc zada-
walać niczym innym, jak tylko stosowaniem w czytaniu Słowa Bożego jak największej dokładności, co będzie znaczyło, że nasze ustosunkowanie się do Samego Boga również będzie miało charakter realny. Należy usilnie walczyć z jedną rzeczą, a miano¬wicie aby ta dyscyplina nie stała się nam ciężarem lub czymś robionym z przymusu. Psalmista uczył się na pamięć i rozmyślał o Słowie Bożym w duchu wolności i radości (Ps. 119,14.16). Pan Jezus napominał Swoich uczniów, że przykazania, które On im dał, miały służyć w tym celu, aby Jego radość trwała w nich i aby była zupełna (Jan 15, 11). Proś Go, aby ci dał Swój pokój, radość i miłość w Swoim Słowie, wierz, że Pan ci to da i chętnie rób wszystko, co pragnie abyś czynił w celu osiągnięcia wzrostu i fazy dojrzewania na tym etapie duchowego życia. Jeśli uczenie się jednego wiersza dziennie jest dla ciebie rzeczą zbyt trudną, dostosuj swój program do twoich możli¬wości. W miarę, gdy będziesz wzrastał w znajomości Słowa, Pan ci da zarówno pragnienie jak i zdolność do robienia tego wszystkiego, czego On sobie będzie życzył. Czy gotów jesteś zdyscyplinować się, tak jak przystało na żołnierza, żyjącego dla PANA ?
24
Czego Bóg pragnie dla twych przyjaciół?
Trzeba uczynić jeszcze dwa dalsze kroki, które mogą łączyć się w jeden. Musisz starać się usilnie o to, aby niniejsza wizja postępowania nie straciła na świeżości z biegiem czasu, a następnie musisz zachęcić innych do rozpoczęcia kroczenia tą drogą duchowej owocności.
Można to osiągnąć poprzez naśladowanie przykładu Pana Jezusa, który miał dwu¬nastu bliskich sobie przyjaciół, z których najbliższymi było trzech — Jakub, Piotr i Jan. Pan wierzył w skuteczność wysyłania Swoich uczniów po dwóch (Mar. 6, 7). Piotr miał Marka jako swego towarzysza (l Piot)r. 5, 13), Barnabasz miał Pawła (Dz. Ap. 9, 27; 13, 2), a Paweł Tymoteusza (l Tym. l, 2; 2 Tym. l, 2). Poproś Boga, aby cl dał towarzysza, z którym byś mógł wspólnie przeglądać wiersze Słowa Bożego, które ci się kładą na serce, t z którym byś mógł wspólnie zanosić przed oblicze Boga jakieś specyficzne prośby. Metoda pole¬gająca na jednym człowieku spotykającym się z drugim, która jest w sposób tak żywy przedstawiona w życiu Andrzeja (Jan l, 40—42), została wspaniale ujęta przez
25
apostoła Pawła słowami, zawartymi w liście do swego ucznia:
«A cos słyszał ode mnie przy wielu świad¬kach, to powierz ludziom wiernym, którzy by zdolni byli i innych nauczao (2 Tym. 2,2).
Oto nowotestamentowa Interpretacja słów, zapisanych u proroka Joela (l, 3): Po¬wiadajcie o tym synom waszym, a synowie wasi synom swoim, a synowie ich rodzajowi potomnemu.»
Gdy zaczynasz napełniać się Słowem Bożym, ^ez ze sobą twego «Tymoteusza», tego, którego chcesz wyćwiczyć w nau¬czaniu innych. Wezwij go do przywłasz¬czenia sobie wraz z tobą obietnic danych w Słowie Bożym, ż-e Pan będzie błogosławił tym, którzy rozmyślają o Jego Słowie. Zobaczysz, że Pan wysłucha twe modlitwy wiary w cudowny wprost sposób! Zachęć go też do rozważania rozkazu, zawartego w 2 Tym. 2, 2, jako mającego zastosowanie również i do niego. Poszukajcie jeszcze kogoś trzeciego, kogo byście mogli zachęcić do kroczenia tą drogą powodzenia ducho-wego• J05!1 jakiś człowiek znajdzie dla siebie jakąś obietnicę od Pana w Słowie Bożym i wierzy w to, że Pan ją spełni, a zastosuje się do Jego wymogów i warun-
26
ków, czeka go niewątpliwie błogosławione doświadczenie, które przemieni całe jego życie.
W miarę, gdy każdy z nas od czasu do czasu zachęci kogoś innego, grono wiernych zacznie się powiększać. Każdą posz¬czególną osobę poucz w ten właśnie sposób, jak chodzić drogą zwycięstwa, niemniej nie zaniedbuj twego pierwszego «Tymo-teusza» i w dalszym ciągu módlcie się wspólnie, aby Pan zechciał przydawać dalszych uczniów Kościołowi. W ten sposób — może w przeciągu sześciu miesięcy— z dwóch powstanie czterech. Tych czterech będzie się starało pozyskać dalszych czte¬rech dla sprawy naśladowania Pana Jezusa, a wtedy może za dalszych sześć miesięcy już was być ośmiu. Za pięć lat będzie już rozmyślało o Słowie Bożym 1024 osoby. Miecz Ducha na nowo wyrzeźbi obraz waszego życia. Wasze gorące pragnienie, aby pozyskać dusze dla Chrystusa, zostanie wyćwiczone, a równocześnie będzie ono gorzeć jasnym płomieniem w waszych ser¬cach. Wasze skłonności do zaspakajania swego «ja» będą zamierały, a gromadka wasza będzie się podwajała co pół roku.
Niektórzy będą może wnosili zastrzeżenia, twierdząc, że gdy niektórzy tzw. «wierni»
27
pójdą na manowce, owoc pracy naszej nie będzie w żadnym wypadku tak bogaty, jak to przed chwilą przedstawiliśmy. To prawda, że wielu, którzy uchodzili za «wierny ch» okazują się niewiernymi, albo podupadają. Ci jednakowoż, którzy ten plan pozyskiwania jednego człowieka wprowadzili w życie, z największym zdu¬mieniem oglądali wspaniałe tego wyniki.
Takim był Dawson Trotman, założyciel Towarzystwa Misyjnego dla Marynarzy, który doświadczył niewiarygodnych wprost rezultatów, gdy poświęcił najpierw trzy miesiące prący duszpasterskiej nad jednym marynarzem. Doprowadzenie jednostki do jakiegoś wyższego stopnia doskonałości wymaga pracy, trwającej przez całe życie, ale nauczenie kogoś zasad Chrześcijaństwa w duchu miłości nie musi z konieczności trwać długo, ponieważ ludzie stają się nauczycielami innych nie tyle dzięki temu co wiedzą, ile raczej dzięki temu, Kogo znają. Brat Trotman rozsiał się ze swoim przyjacielem—marynarzem, i ten powrócił na pokład swego okrętu, gdzie znalazł chętne serce, któremu opowiedział o Panu Jezusie, przy czym przez pewien czas wspólnie pilnie czy tali Słowo Boże i modlili się razem. Po jakimś czasie tych dwóch
28
marynarzy pozyskało dla Pana 125 dal¬szych marynarzy. Z tej liczby wywodzą się misjonarze, którzy w chwili obecnej świad¬czą o Panu Jezusie na czterech kontynen¬tach świata. Ci, którzy nawrócili się na tym pierwszym okręcie, podchwycili wizję pozyskania jednego człowieka i nauczenia go podstaw wiary Chrystusowej, a wnet ich duchowe dzieci znalazły się na pięć¬dziesięciu dalszych okrętach. Przy końcu drugiej wojny światowej ci z kolei znów pozyskali dalszych dla Pana, tak że na tysiącu z górą okrętach znalazły się serca bijące gorącą miłością dla Pana Jezusa.
W książce pod tytułem «Przedłużony sznur» Ethel Wallis daje również przykład, jak wiara w życiu jednego człowieka miała ogromny wpływ na życie wielu misjonarzy, choć był on tylko członkiem pewnego małego towarzystwa misyjnego. W Ewan¬gelii Marka t w innych Pan nasz przeszło trzydzieści razy zganił uczniów z racji ich małowierności, ale nigdy nie zarzucił im, że mają za dużo wiary. Faktycznie jest tak, że jakkolwiek nasze ludzkie statystyki są z natury rzeczy niedoskonałe, to element Boży w poczynaniach ludzi wierzących jeszcze bardziej podkreśla wagę i skutecz¬ność Bożego oddziaływania.
29
Niedawno poznałem pewnego młodzieńca, który miał zaledwie kilkanaście lat, a nawrócił się do Pana przed niespełna półtora rokiem. On też już miał możność oglądać moc pozyskiwania dla Pana w swoim życiu, gdyż co tygodnia spotyka się z dwudziestoma swoimi rówieśnikami, których przyprowadził do Chrystusa, a których obecnie zachęca do tego, by się stali dojrzałymi i owocnymi wierzącymi. A ilu t y pozyskałeś dla Chrystusa, którzy obecnie świadczą o Nim innym?
Może ten brat, z którym się obecnie spoty¬kasz, nawrócił się dzięki twemu świadectwu przed kilku dniami. A może jest to już człowiek wierzący, chodzący za Panem od lat. Nie uważaj jakoby pielęgnowanie społeczności z kimś, kto już jest od dłuż¬szego czasu wierzącym, było stratą czasu. Zaleca tego rodzaju społeczność księga Kaznodziei Salomona 4, 9—12 (patrz rów¬nież Przyp. 27, 17. 19). Bardzo niewielu chrześcijan posiada tę wizję rozmyślania o Słowie Bożym, i dla tej właśnie przyczyny są tacy zimni. Mało z nich ma wizję świad¬czenia swemu «Tymoteuszowi i stąd ich bezowocność.
Niewątpliwie w dalszym ciągu trzeba nam docierać do większych zgromadzeń, lecz
30
nie zapominajmy zabierać ze sobą tych naszych najbliższych współpracowników na niwie Pańskiej. Otoczenie nasze zostanie tylko twedy skutecznie osiągnięte Ewan¬gelią dla Pana, jeśli nie zaniedbamy osobi¬stej pracy nad naszymi bliźnimi i dokład¬nego zapoznania ich ze Słowem Bożym. Zaszczep we wszystkich twych znajomych braciach i siostrach tę wizję pracy nad jednym człowiekiem, a Pan sprawi, że dzięki tej wizji społeczność twoja pozna chwałę Pańską.
Czego Bóg pragnie dla świata ?
Pamiętaj, że wizji tej potrzebują również i inni — potrzebują jej ludzie w Tokio, Kairze, w Melbourne, Berlinie — w każ¬dym mieście. Nie zapominaj o tych, których znasz, a którzy mieszkają w innych krajach, napisz do nich, módl się o nich, wierz w to, że Bóg napełni ich znajomością Siebie Samego i uczyni ich nauczającymi innych. Chrystus rozkazał nam czynić uczniami wszystkie narody, a to jest właśnie metoda, która umożliwi nam osiągnięcie całego świata Ewangelią Chrystusową w naszym pokoleniu (Mat. 22, 19).
31
Staraj się zaszczepić we wszystkich lu¬dziach, z którymi się spotykasz, tę wizję zewangelizowania całego świata. Chrześ¬cijanie w jednym kraju są braćmi tych, którzy mieszkają w innym, i powinni troszczyć się o sprawę ich owocności dla Pana w równej mierze, jak troszczą się o własną owocność dla Niego. Powinniśmy nosić brzemiona jedni drugich (Gal. 6, 2). Jeśli jeden członek Ciała cierpi, wówczas wszystkie inne cierpią wraz z nim. Ten ścisły związek, zachodzący między wierzą¬cymi na całym świecie, musi znaleźć wyraz w bardzo konkretnym zainteresowaniu się Bożą pracą we wszystkich krajach. Paweł tak powiedział:
«W każdej modlitwie i prośbie, modląc się każdego czasu w Duchu i w tym celu czuwając z całą wytrwałością i z modlitwą za wszystkich święty ch» (Efez. 6, 18).
Zachęć swych przyjaciół do zaopatrzenia się w mapę świata, na której mogliby zaznaczyć miejscowości, w których żyją osobiście im znani wierzący. A jeśli nikogo nie znają, niech się dowiedzą, kto opowiada Ewangelię w mocy Ducha Świętego i nie¬chaj się za nimi modlą. Proście Boga, aby zechciał przez waszą usługę przyprowadzić do poznania Pana Jezusa kogoś, kogo
32
byście mogli zaznajomić z podstawami pracy Pańskiej, a który by mógł udać się gdzieś, gdzie jest specjalna potrzeba. Na przykład brat Trotman błagał Pana, aby zechciał posłać męża, którego by mu się udało pozyskać dla Niego jako pierwszego — do Kenii, kraju znajdującego się w Af¬ryce wschodniej. Tego samego dnia, w którym brat Trotman umarł, idąc na dno oceanu—szereg tych właśnie braci, którym on wskazał drogę do Zbawiciela, wylądo¬wało na brzegach Kenii. Nauczcie się przy¬nosić owoce w każdym kraju. Pamiętajcie także o tym, że ognia nie można nauczyć — trzeba go rozniecić! Przyjaciele twoi staną się uczestnikami wizji tej służby w miarę jak będą widzieli ją objawiającą się w praktyce twego życia codziennego.
Krew niepobożnego, który ginie w grzechu swoim (Ezech. 3, 18; 33, 6) jest w równej mierze na rękach tych, którzy powołani są do pracy na niwie Bożej w krajach, gdzie jest wielu wierzących, jak też i na rękach tych, którzy powołani są do pracy w in¬nych częściach świata. Każdy chrześcijanin jest odpowiedzialny za każdą duszę. Pisze o tym wyraźnie Paweł w Liście do Rzymian l, 14. Starszym w Efezie powiedział zaś, że był czystym od krwi wszystkich, albowiem
33
nie uchylał się od świadczenia wszystkim (Dz. Ap. 20, 26. 27). Nie złożył świadectwa każdemu poszczególnemu człowiekowi oso¬biście, ale ustanowił wiernych mężów we wszystkich miejscowościach, którzy by dokonali tego dzieła. A kto stanął na twoim miejscu w tych rozległych terenach nie-zewangelizowanych części świata?
Może z początku wiara twoja będzie za słaba i nie będziesz w stanie wierzyć, że Bóg zechce pozyskać dusze, których nigdy jeszcze nie widziałeś. Ale w miarę, jak będziesz rozmyślał nad Słowem Bożym, wiara twoja będzie się wzmacniać. « Wiara tedy 'jesi ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Boże» (Rzym. 10, 17). W miarę, gdy będziesz ufał Bogu wierząc, że dokona dla ciebie t najmniejszych rzeczy — wiara twa będzie się ćwiczyła i rosła. Jedną z najsku¬teczniejszych metod wzmocnienia twego ży¬cia modlitewnego jest połączenie się w mod¬litwie z jakąś drugą osobą i rozpoczęcie uf¬nego proszenia Pana, aby zechciał wasze życie wiary objawić w innych, którzy by mogli odtąd w podobny sposób Mu służyć, tak jak to było opisane na poprzednich stronicach. Gdy znajdziecie tego następnego «Tymoteusza» — wiara wasza zostanie pokrzepiona i ożywiona, tak że odtąd
34
więcej jeszcze powierzycie Bogu w modlit¬wie, pełnej ufności i wiary. I ci, którzy mają słabą wiarę, winni wierzyć, że Pan dokona wielkich rzeczy. W roku 1956, w lecie, miałem następujące przeżycie:
Udałem się do pewnego wielkiego miasta, aby tam świadczyć o Panu Jezusie. Przez przeciąg kilku miesięcy starałem się tam znaleźć jakąś pracę, ale bezskutecznie. Wreszcie — nie znając tam nikogo — udałem się do pewnej chrześcijańskiej społeczności, gdzie mnie przedstawiono starszemu małżeństwu, którzy byli miłymi dziećmi Bożymi, a oni pozwolili mi zamiesz¬kać u nich do czasu, aż znajdę sobie jakieś inne miejsce. Wszelkimi sposobami starałem się znaleźć pracę. Połowa czerwca była, jak się okazało, niełatwym okresem dla znalezieniaposady. Ale pewnego popołudnia, była to sobota, między godziną czwartą a piątą zacząłem wylewać moje serce przed Panem w gorącej modlitwie, mówiąc: «Boże mój, nie wierzę w to, że wysłuchasz tę modlitwę, gdyż nie mam dosyć wiary. Ale Ty, Panie Jezu, zechciej wierzyć za mnie. Potrzebuję pracy i miejsca, gdzie bym mógł zamieszkać i ludzi, którym bym mógł opo¬wiedzieć o Chrystusie.»
O godzinie 5-iej udałem się do pewnego
__________________________15_
sklepu spożywczego, aby nabyć trochę żywności. Kierownik sklepu właśnie potrze¬bował jakiegoś pomocnika, gdyż ten sprze¬dawca, który u niego dotąd pracował, co dopiero zwolnił się z pracy. Gdy wchodzi¬łem do sklepu podszedł do mnie i zapytał, czy nie chciałbym u niego pracować. O godzinie 6-tej spożywaliśmy razem posiłek w pewnej jadłodajni; akurat tak się «zda-rzyło», że jakiś człowiek, mieszkający w innej części miasta, właśnie tam wstąpił na posiłek i przysiadł się do naszego stołu. On potrzebował towarzysza, który by zamiesz¬kał z nim w jego nowym mieszkaniu, które było zaledwie o kilka domów od mego miejsca pracy. Jeszcze tego samego wieczora miałem dwie owocne sposobności po temu, aby świadczyć o Chrystusie. Trzy modlitwy zostały wysłuchane w czasie trzech godzin, na które ja sam nie mogłem dać sobie odpowiedzi przez przeciąg kilku miesięcy! A jakkolwiek Pan Jezus często mówił: «Według wiary waszej niechaj się wam stanie» (Mat. 9, 29), zauważyłem, że w stosunku do tych spośród nas, którzy powiadają: «Panie! pomóż niedowiarstwu memu!» (Mar. 9, 24.) On i obecnie łaskawie daje odpowiedź. Mnie się stało wówczas według Jego wiary.
A6______________________________
W czasie tego lata danym mi było oglądać przeszło pięćdziesięciu ludzi, osobiście wyz¬nających, każdy z osobna, że Pan Jezus jest ich Zbawicielem. Jedna dziewczyna, która w tym właśnie okresie na nowo od¬dała życie swoje Panu Jezusowi, obecnie służy Mu pełna promiennego szczęścia w charakterze siostry szpitalnej. Często słyszę o nowych sercach, które ona przyprowadziła do stóp Zbawiciela.
Czy twoja wiara jest słaba? Proś Pana, aby wierzył za ciebie. Bóg ogromnie pragnie odpowiadać na prośby Swoich dzieci. Daj Mu po temu sposobność.
« Wołaj do Mnie, a ozwęć się i ozhajmięć rzeczy wielkie i skryte, o których nie wiesz» (Jer. 33, 3).
Rezultaty
Wielu z tych ludzi, którzy otrzymają zbudowanie przez ciebie indywidualnie, stanie w pracy Pańskiej i będzie służyło Zbawicielowi tam, gdzie obecnie Ewan¬gelia nie jest jeszcze głoszona. Ty możesz przyczynić się do zewangelizowania świata w obecnym pokoleniu! Czy jesteś już objęty Jego programem? Czy rozmyślasz już we
dnie i w nocy o Słowie Bożym? Czy masz. już przyjaciela, którego zachęcasz, aby to czynił? Czy on już ma swego «Tymoteu-sza» ? Czy macie duchową łączność i społecz¬ność z innymi dziećmi Bożymi na każdym kontynencie? W każdym kraju?W każdym szczepie?
Mojżesz był wodzem wielkiego mnóstwa, ale na rozkaz Pana wziął jednego z po¬między tak wielu i jego szczególnie zachę¬cał i posilał. I to ten właśnie mąż Jozue, stał się wodzem narodu Izraelskiego, który wprowadził ich do ziemi dziedzictwa, obiecanej im przez Boga (5 Mojż. 3, 28). Bóg zawsze posługiwał się w dziele ustana¬wiania swych chwalców i sług, i to na całym świecie, kosztowną metodą pozyskiwania drugiego osobiście. Pierwszym rozkazem, jaki skierował pod adresem człowieka to:
«Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię» (l Mojż, l, 28). Istnie¬jąca obecnie na świecie liczba trzech blisko miliardów ludzi wydaje świadectwo o mocy prawa, stosownie do którego człowiek ma jedno dziecko tylko za jednym razem, o które się troszczy i którym się wszechstron¬nie opiekuje tak długo, aż jest zdolne spło¬dzić inne dziecko. W dobie dzisiejszej Bóg życzy sobie, aby ten proces reprodukcji
^8
miał miejsce w sferze duchowej (Jan 3, 3. 5.7).
Duchowi rodzice winni opiekować się dziećmi swymi zupełnie tak samo, jak czynią to cieleśni rodzice (l Tes. 2, 7. 8). Gdy w rodzinie cielesnej urodzi się dzie¬ciątko, wówczas staje się ono osią wszyst¬kiego, co się w tym domu dzieje — czyni się wszystko, co tylko możliwe, aby maleń¬stwu temu zapewnić należytą opiekę. Po¬dobnie jest wtedy, gdy Jezus Chrystus używa nas do przyprowadzenia kogoś do duchowej rodziny, do Jego rodziny: naszym największym, bezpośrednim obowiązkiem staje się karmienie niemowlęcia w Chrystu¬sie i opiekowanie się nim tak długo, aż ten wierzący człowiek stanie się zdolny do przyprowadzania do Pana Jezusa innych. Wielu z nas jednak zbacza z tej drogi — uważania za swój główny cel życia czynienia Innych uczniami, zdolnymi do nauczania innych. Jesteśmy czynni, ale niestety nie produktywni!…
Porównajmy dwa obrazy ze Słowa Bożego:
pierwszy ze Starego Testamentu l Król. 20, 40 przedstawia człowieka bezowocnego, który bawiąc się tym i owym zapomniał o swoim prawdziwym zadaniu — miał strzec więźnia, ale gdy pan jego powrócił, aby
39
więźnia zabrać, odpowiedział: «Gdy się sługa twój zabawił tym i owym, oto on zniknął.» Drugi obraz, to Dz. Ap. 20, 20:
wizja, której ogromnie brak w dzisiejszych czasach. Apostoł Paweł mówi tutaj o swojej pracy, o nauczaniu publicznie, to jest wiel¬kich rzesz, a równocześnie o czynieniu uczniami poszczególnych ludzi po domach. Potrzebujemy koniecznie konkretnych celów przed sobą, jeśli praca nasza ma być owocna, w przeciwnym razie nie czynimy niczego więcej jak tylko uderzamy w próżnię, bijemy na wiatr (l Kor. 9, 26). A jaką wizję posiadasz ty? Czy i ciebie szatan wywiódł w pole i sprawił, że jesteś ogrom¬nie zajęty rozmaitymi pracami w Kościele, a jednak w rzeczywistości nie robisz niczego innego jak tylko tyle, że drepczesz w miej¬scu? Albo też wzrok twój skierowany jest na cel, który będzie trwał, który przynie¬sie owoc, a celem tym jest zdobywanie wiernych ludzi dla Pana Jezusa!
Gdy młodzi ludzie się pobierają, to może będzie im sprawiało radość pomaganie sąsiadom i bawienie się ich dziećmi, ale to nie zadowoli ich; będą pragnęli mieć własne dzieci. A gdzie są duchowe dzieci, które myśmy urodzili Chrystusowi? Czy może jesteście duchowo bezpłodni? Nie musi tak
AQ________________
być zupełnie, jeśli Jego nasienie, to jest Jego Słowo naprawdę się w was znajduje. A czy wasze dzieci też już mają potomstwo? Czy też może nie dopisałeś w dokonaniu tych rodzicielskich obowiązków?
^ / Apostoł Paweł w pierwszym rozdziale swego Listu do Tesalończyków przypom¬niał im, w jaki sposób prawdziwe duchowe rodzicielstwo daje w wyniku ewangelizację o ogólnoświatowym zasięgu. Paweł przelał moc Ducha Świętego i Słowa Bożego do Sylwana (Sylasa) i Tymoteusza (wiersze l, 5.) Ci z kolei uczynili uczniami Tesaloń¬czyków, a oni stali się wzorem -dla Mace¬donii i Achai, czyniąc ich uczniami Pańs¬kimi (w. 7), wraz z którymi rozgłosili Radosne Wieści w każdym miejscu (w. 8). W czasie studiów w Seminarium Ducho¬wnym często spotykałem się na wspólnej modlitwie i czytaniu Słowa Bożego z jed¬nym z moich kolegów. Razem prosiliśmy Pana, aby zechciał wysłać pracowników na żniwo Swoje i zaufaliśmy Mu, że zechce pomnożyć nasze życie tak, aby wnet zna¬lazł się w każdej grupie językowej świata ktoś, kto by wiarą wziął obietnicę Bożą, że dzięki modlitwie wiary dany okręg zosta¬nie zewangelizowany.
41
Pierwszym krajem, który Pan położył nam na sercu, był Meksyk. Już wcześniej wspom¬niałem, w jaki sposób Bóg cudownie usunął przeszkody. Kilka zaledwie miesięcy po naszej pierwszej wspólnej modlitwie, pierwsza grupa z naszego Instytutu Biblij¬nego wyruszyła w celu głoszenia Słowa Bożego do Meksyku. A Bóg dał nam owoc i w samym Meksyku. Kilku spośród trzy¬nastu pracowników, będących rodowitymi Meksykańczy karni, a głoszących tam obecnie Słowo Boże i poświęcających pracy tej cały swój czas — to ludzie, którzy nawrócili się do Pana właśnie ostatnio, dzięki pracy tego mego kolegi i jego towarzyszy! Praca roz¬szerzyła się tak dalece, że obecnie w dziele ewangelizacji Meksyku nie tylko współdzia¬łają z nami grupy z rozmaitych innych szkół biblijnych i uniwersytetów, ale szereg wierzących zamierza w najbliższej przysz¬łości wyruszyć do tego rodzaju pionierskiej pracy w innych krajach, gdzie w chwili obecnej ma miejsce tylko minimum pracy ewangelicznej. Wiemy, że podobnie jak dokonał cudów w Meksyku, i to w czasie zaledwie trzech lat, w których dziełu temu poświęcano się tylko w okresie wakacji let¬nich i Świąt Narodzenia Pańskiego, dzięki czemu nawrócili się do Pana miejscowi
42
pracownicy, powstało pięć dobrze pros-perująych chrześcijańskich księgarni, bło¬gosławiona służba biblijnych kursów kores¬pondencyjnych, dostarczanie dosłownie milionów chrześcijańskich traktatów, ksią¬żek i Biblii — tak Pan pobłogosławi również i pracę w tych innych krajach.
W okresie Świąt Narodzenia Pańskiego 1959 roku czterdziestu dziewięciu z nas udało się do Meksyku, każdy wierząc, że Bóg da każdemu z nas co najmniej jednego, którego byśmy mogli uczynić uczniem Jego, i którego byśmy mogli wyćwiczyć w pracy Pańskiej. Jeden z nas pochodził z Niemiec i umiał zaledwie trochę po angielsku, a po hiszpańsku w ogóle nic! Zdawało się, że jest rzeczą niemożliwą, aby on mógł w przeciągu dwóch tygodni znaleźć w Meksy¬ku kogoś, kogo by przyprowadził do znajomości Pana Jezusa. A jednak Bóg dał mu takiego człowieka, studenta medycyny, mówiącego po angielsku, a studiującego na uniwersytecie w Guadalajara. Po godzinie wyjaśniania mu Słowa Bożego, student ten ukląkł i przyjął Pana Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela. Obecnie rośnie w znajo¬mości Słowa i w modlitwie, świadcząc o swoim Mistrzu.
43
Ty żyjesz w kraju, którego język i kultura są ci dobrze znane. Nie ogranicza cię czas, ani jakieś przesądy. A gdzie jest ów JEDEN, którego ty przyprowadziłeś do Jezusa Chrystusa, a który by obecnie świadczył o Panu Jezusie innym?
Pan Jezus, Andrzej i Paweł stwierdzili, że taka jest Boża droga przyprowadzania dusz do Niego i budowania ich we wierze, aby czynił to jeden człowiek w stosunku do drugiego. Zapewne o tej społeczności modlitewnej myślał Pan Jezus, gdy wypo¬wiedział owe cudowrte słowa obietnicy:
«Albowiem gdzie są dwaj albo trzej zgro¬madzeni w Imię Moje, tam jestem w pośrod¬ku ich» (Mat. 18, 20). Musimy osiągnąć wielkie rzesze — to prawda. Módl się o to, aby choć cząstka Słowa Bożego mogła dotrzeć do tych, którzy go jeszcze nie posiadają. Rób też wszystko, co jest w twojej mocy, aby osiągnąć wszystkich ludzi Bożym poselstwem — niemniej to osobiste świadczenie i przyprowadzanie do Pana jest również takim «musisz». Tak więc powiemy: osiągaj wielkie rzesze — ale zawsze miej przy sobie swego Tymoteu¬sza^ Ćwicz go w dziele Bożym. Ucz go, jak ma się posługiwać tą metodą «zdobywania dla Pana po jednym».
Zapytasz może, czy wierzę w to, że każdy naród, szczep i każda grupa językowa usłyszy o Zbawicielu w obecnym poko¬leniu? Z całą pewnością! Wierzę w to z całego serca, że Pan wzbudza Sobie wier¬nych łudzi poprzez modlitwę, płynącą z serc innych a także z serca mojego. A ci z kolei będą wierzyli razem z nami, że Pan zewangelizuje świat. Ludzie ci będą prag¬nęli stawiać ciała swoje jako ofiarę żywą Bogu, aby w ten sposób dać wyraz swojej wierze w Niego (Rzym. 12, l).
Zarówno Ojciec Syn, jak też i Duch Święty pragną opowiedzieć zgubionej ludz¬kości o Zbawicielu. Mają Oni wszelką moc, ale szukają na tej ziemi ludzi, którzy by napełnieni byli tą samą wizją i wiarą (2 Kron. 16,9). Bóg usługiwanie rozszerzania Swego Słowa powierzył wyłącznie Swoim dzieciom. Czy zechcesz się więc i ty zato¬pić w sercu Boga, zapomnieć o swoich troskach, a zająć się Jego sprawą? Czy zechcesz napełnić twe serce i twój umysł Nim? Czy będziesz starał się zetknąć z jednym człowiekiem i ufać Bogu, że daruje mu wizję zetknięcia się z innym? czy zaufasz, że Pan dokona tego w podobny sposób na obliczu całej ziemi? Jeśli tak, to się raduj, gdyż wnet «obaczą wszystkie
45
narody ziemi, że Imię Pańskie wzywane jest nad tobą» (5 Mojż. 28, 10).
Powierz więc w tej chwili swoje życie, pragnienia i myśli Temu, który za ciebie położył życie Swoje. Postanów, przy pomocy Jego łaski nauczyć się na pamięć jakiegoś roz¬działu, na przykład 15-go rozdziału Ew. Jana i odtąd, obok twego zwyczajnego czytania, ucz się po jednym wierszu dzien¬nie. Napisz go na kartce; powtórz go przed Panem w proponowanych czterech porach dnia; myśl o tym wierszu; spotykaj się raz w tygodniu z kimś drugim w celu wzajem¬nego zachęcania się. Módlcie się, aby Pan każdemu z was dał jednego więcej «Tymo-teusza», a gdy On tę modlitwę wysłucha, wówczas nie zaniedbujcie – dowiadywać się o tym pierwszym ' waszym przyjacielu. Postaraj się o mapę świata, która pomog¬łaby ci w wspominaniu w modlitwie oso¬biście ci znanych wierzących lub też tych, którzy ci są znani tylko z imienia. Pisz do nich! Wierz, że Pan i im daruje ona wizję rozmyślania o Słowie Bożym, pozyskiwania drugiego indywidualnie, i ogólnoświatowej ewangelizacji.
Zmartwychwstały Zbawiciel powiedział:
«Dana mi jest wszelka moc na niebie l na ziemi» (Mat. 28, 18). W Jakiej mierze ufasz
twemu Panu obecnie, że On moc Swoją objawi? W jakiej mierze ufać Mu będziesz w przyszłości?
Podsumowanie
Pragnieniem Bożym jest napełnienie czło¬wieka Swoim Słowem w takiej mierze, aby go mógł ukształtować w duchu posłuszeń¬stwa w stosunku do Swojej woli, dzięki czemu zostałby przypodobany obrazowi Jego Syna. Planem Bożym jest to, aby człowiek taki rozmyślał o Jego Słowie we dnie i w nocy, przy czym szczytowymi punktami nasilenia tego rozmyślania, z punktu widzenia duchowej strategii, by lyby owe cztery najważniejsze pory d(iia. Ojciec nasz niebieski pragnie ubłogosławić ponad wszelkie nasze zrozumienie każdego, który by chciał przywłaszczyć sobie obficie nam dane obietnice, mówiące o tak wspaniałym bogactwie, o których czytamy w Joz. l, 8 oraz w Psalmie l, 2. 3. Wynikiem tego będzie obfitość duchowego życia, które będzie wprost przelewać się, dając w efek¬cie objawianie się tego życia w innych, tj. w tych, których uda się nam uczynić naszymi «Tymoteuszami». Boży człowiek znajduje
47
innego człowieka i wlewa w niego Boże życie, a to pomnażanie trwa dalej.
Podobnie też mąż Boży przez modlitwę i czynienie uczniami innych objawia Boże życie na każdym kontynencie, i w ten sposób przedstawia się Jego metoda uczy¬nienia znajomą miłości, która poniosła tak ogromną ofiarę na Golgocie dla odkupienia zgubionego świata. A w miarę, gdy będziesz się modlił o twego sąsiada. Duch Święty może użyć CIEBIE, aby go przyprowadzić do Chrystusa. A gdy będziesz się modHł o jakiegoś misjonarza, pracującego dla Pana na odległym polu misyjnym — On może położyć TOBIE na sercu pragnienie przy¬łączenia się do niego i dopomożenia mu. Gdy będziesz się modlił o jakiś kraj, w którym je$zcze nie ma świadectwa Ewan¬gelii, Pan może powołać CIEBIE, abyś się stał świadkiem właśnie tam. Gdy będziesz się modlił o jedną z tych grup językowych, które nie posiadają jeszcze żadnej części Słowa Bożego w swoim własnym języku, Pan może pośle ciebie, abyś się stał jednym z tłumaczy. Dla dokończenia dzieła tłuma¬czenia Biblii na języki pozostających jeszcze bez tłumaczenia grup językowych, potrzeba przeszło 6.000 oddanych mężów i niewiast. A dalszych wiele tysięcy, mają-
48
cych przygotowanie w zakresie pisarstwa, mechaniki, radiofonii, sztuki drukarskiej, medycyny, sztuk pięknych, organizacji przedsiębiorstw, konstruktorów, nauczy¬cieli, pilotów, pracowników instytucji do¬broczynnych, specjalistów w zakresie wy¬chowania fizycznego, chrześcijańskiego wychowania, muzyki, sztuki przemawiania, rolnictwa, antropologii, psychologii, filo¬zofii, historii — wszystkich tych potrzeba, aby zanieść radosną wieść o zbawieniu tym wielumilionowym rzeszom ludzi, którzy wprawdzie Już mają Słowo Boże w swoim własnym języku, ale pomimo to nie zostali jeszcze skontaktowani z tym Słowem przez osobiste świadectwo, dzięki któremu Biblia by dotarła do nich w postaci drukowanej czy jakiejkolwiek innej.
W dobie obecnej niewielu chrześcijan po¬święca się pracy misyjnej, ponieważ niewielu wie, a także niewielu troszczy się o nie-zewangelizowane okręgi. Jako inteligentne dziecko Boże jesteś odpowiedzialny za to, aby być poinformowanym i troszczącym się o te kraje, w których ludzie potrzebują Chrystusa. Jesteś też odpowiedzialny za branie krzyża swego na każdy dzień i chodzenie za Panem Jezusem (Luk. 9, 23). Czy jesteś gotów—a raczej czy masz prag-
49
nienie pójźć do najtrudniejszych miejsc l tam stanąć w wyrwie istniejącej pomiędzy Jezusem Chrystusem, a nieosiągniętymi jeszcze ludźmi?
«Pan, Bóg ojców naszych/niech rozmnoży was nad to, jakoście teraz, tysiąckroć więcej;
l niech w^s błogosławi, jako wam obiecał^ (5Mojż.l,ll).
50