Bo i my byliśmy niegdyś […] żyjący w złości i zazdrości, znienawidzeni i nienawidzący siebie nawzajem. Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, wybawił nas.
List do Tytusa 3,3-5
Na długo przed zaistnieniem fizycznej śmierci, która przychodzi na wszystkich ludzi i powoduje, że bicie serca na zawsze zamiera, istnieje inny rodzaj pożegnania, które niemalże tak samo skutecznie dzieli ludzi jak sama śmierć: nienawiść! To, co się tak obiecująco zaczynało – przyjaźń, miłość, małżeństwo – kończy się wzajemnymi zarzutami, chłodem, obojętnością i milczeniem.
Dlaczego tak wielu ludzi jest tak samotnych, spaliło wszystkie "mosty" na drogach do swoich krewnych albo wręcz zatraciło wszelkie związki z jakimikolwiek ludźmi? Obwiniają innych, którzy dopuścili się gorzki ej niesprawiedliwości wobec nich, podkreślając jednocześnie swą własną niewinność.
Może i Ty, drogi Czytelniku, postępowałeś również według zasady "odpłacania pięknym za nadobne", to znaczy złem za zło, broniłeś się przed atakami ze strony drugich. A teraz jesteś znienawidzony, zgorzkniały i podobnie jak wielu – nienawidzisz innych.
W tej sytuacji jedynie Bóg może pomóc. Jego przyjazny zwrot ku nam, ludziom, i miłość dotyczą także i Ciebie. On chce Cię uzdrowić i zbawić. Ale może doprowadzić to wszystko do skutku tylko wtedy, gdy odłożysz na bok twoje twierdzenie w rodzaju "to inni są winni", którym do tej pory się tak uparcie broniłeś. Ażeby Bóg mógł nam pomóc, musimy najpierw dostrzec i wyznać, że jesteśmy tak samo winni, jak inni.
Pan Jezus Chrystus powiedział: "Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają […] Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzesznikÍ w" (Ew. Mateusza 9,12-13).
(C) Copyright "Dobry Zasiew" 2011
Zapraszamy na witrynę http://chrzescijanin.strefa.pl/
Pewna młoda i spragniona życia kobieta opisywała mi swój światopogląd: Naturalnie, że Bóg istnieje i na pewno nie psuje nikomu zabawy, jak to wielu uważa. Gdy ludzie – pisała dalej – rozkoszują się życiem jak ona, przyjmując otwarcie uciechy jakie im ono oferuje, to przecież Bóg nie może mieć niczego przeciwko temu. Twierdziła, że chętnie czytuje nawet chrześcijańską literaturę, o ile jest napisana w sposób emocjonujący. A w ogóle: Jezus Chrystus to najbardziej fascynująca osoba w historii świata, dlatego bez żadnego "ALE" byłaby gotowa, by nawiązać z nim kontakt.
Jak ocenić pogląd tej kobiety w świetle Pisma Świętego? Gdyby żyła w czasach, gdy Jezus przebywał na ziemi, można by się spodziewać, że z pewnością byłaby obecna wśród licznego tłumu, który za Nim podążał. On i także byli pod wielkim wrażeniem Jego słów i czynów, w ogóle całym Jego sposobem bycia, który nie miał nic wspólnego z myśleniem ówczesnych teologów i nauczycieli.
Lecz zdarzyło się, gdy któregoś razu tłum zebrał się ponownie wokół Jezusa, On odwrócił się nagle do nich ze słowami, które większość uderzyły jakby młotem: "Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie … bo kto chce zachować życie swoje (to znaczy: chce egoistycznie zrobić z niego dla siebie najlepszy użytek w obecnym czasie), straci je" – na wieczność!
Powierzchowne i trwające przez jakiś czas naśladowanie Chrystusa i zainteresowanie Jego osobą, nie prowadzi do życia wiecznego. Nie da się żyć jak chrześcijanin i jednocześnie trzymać z tym światem, który odrzuca Chrystusa. Jezus krótko potem został skazany na śmierć. Być może wśród wołających: "Ukrzyżuj go!", byli również i tacy, którzy niedługo prze dtem powierzchownie podążali za Nim. Lecz Jego śmierć diametralnie zmieniła całą sytuację. Oto i punkt, w którym również i dziś dzielą się ludzkie duchy!