Paląc świecę z dwóch końców równocześnie, wypalisz ją szybko.
Napróżno troska się ten, kto świecę pali równocześnie z dwóch końców: świeca zużyje się szybko, on sam zaś pozostanie w ciemności.
Młody Jakób Wesołek roztrwonił całe swe mienie, a teraz nie ma za co kupić butów. Sprawdziło się na nim stare przysłowie: „Co łatwo nabyte, to prędko zużyte”. Gdyby sam był zebrał to, co odziedziczył, byłby każdy grosz wydawał daleko oględniej. Szkoci mówią: „Kto zyska mienie, zanim zyska rozum, niedługo będzie je posiadał”.
Jakoż tak było. z Jakóbem. Pieniądze paliły go w kieszeni. Uważając, że sam niedość szybko je wydaje, zebrał sobie miłą kompanijkę, która mu w tym dopomogła. Mienie jego rozszarpane zostało jak funt mięsa wrzucony do psiarni. Wszyscy byli dawniej przyjaciółmi jego, a teraz wszyscy mają go za błazna.
Odziedziczywszy majątek po starym Andrzeju Chciwcu, wkrótce roztrwonił to, co wuj jego skrzętnie zbierał przez całe życie. Miękko wysłał był staruszek – swe gniazdko, ale pod rękami Jakóba pióra posypały się jak płatki śniegu w zimie. Straciwszy odsetki, zaczął -czerpać z kapitału, zabijając w ten sposób gęś, która mu znosiła złote jaja.
Na co tracił srebro i złoto, o tym wolałbym zamilczeć. Wpadł nietylko w ręce wyzyskiwaczy, ale i kobiet, które — podobnie jak studnie bez dna — pochłaniają wszystko bez śladu. Na domiar złego kupił konie wyścigowe, które wyciągniętym galopem doprowadziły go do ruiny. Niejeden książę przepuściwszy całą fortunę na karty, kobiety i stajnię wyścigową, poszedł z torbami.
Kto ciągle z mieszka wyjmuje, a nic doń nie wkłada, prędko ujrzy jego dno. Jakoż i Jakób Wesołek nieprędzej się opamiętał, aż gdy wydał ostatnie grosze. Wówczas-to zaczął lamentować, że go okradziono.
Jakób żył według zasady: „pić i dać drugim pić. „ Każdy dzień był świętem dla niego, a w każde święto bywały uczty. W najlepszych winach się lubował, w najdroższych smakołykach miał upodobanie. Chciał widocznie dowieść światu, że prawdę mówi stare przysłowie: „Jakie kto życie wiedzie, taki jego koniec będzie. „ Nie pozostało z jego mienia nic prócz starych rachunków; nie będzie go nawet za co pochować. Z tego, co niepotrzebnie wyrzucał w czasie największego swego dobrobytu, byłby miał kawałek chleba i przyodziewek na starość; nie myślał jednak nigdy o przyszłości, nie widział nawet końca własnego nosa. Wyśmiewał się dawniej z przezorności, a teraz przezorność drwi sobie z niego. Bóg jest nierychliwy, ale sprawiedliwy. Toteż Wesołek pokutuje teraz ciałem i duszą. Czy sądzicie jednak, że dlatego przestał być lekkomyślnym? — Bynajmniej! — Niechnoby odziedziczył majątek po drugim wuju, roztrwoniłby go równie prędko, a może i prędzej.
Kto zwykł rzucać pieniądzmi na wszystkie strony, tem więcej odczuwa ich brak. Dawni przyjaciele Jakóba opuścili go. Wycisnąwszy sok z cytryny, skórkę odrzucili jako bezużyteczną. Nic w tem dziwnego! Jakże mógł się Jakób, spodziewaj pomocy i współczucia od tych, którzy nie jego kochali, ale jego pieniądze!
Brak pieniędzy jednak nie jest największem nieszczęściem Jakóba! Brak siły woli robi go podobnym do spróchniałego orzecha, który każdy odrzuci, bo szkoda zębów na zgryzienie go. Sąsiedzi jego twierdzą, że Jakób nie wart jest, by go ziemia nosiła. Nikt nie chce mu dać zajęcia, bo każdy jest pewien, że nie zapracuje nawet tyle, co zje. Odsyłają go od Anasza do Kaifasza, biedak niema gdzieby głowę skłonił. Dobre imię więcej jest warte aniżeli łańcuch złoty i gdy je stracisz, cóż ci pozostanie?
Na tym świecie nic chyba. Ale każdy marnotrawny syn ma Ojca w niebiesiech! Powstań i idź do Niego, choćbyś był w łachmanach! Chociażbyś niósł z sobą woń świńskiego koryta, niech cię to nie powstrzymuje. Biegnij jak do domu swego, a napewno zastaniesz drzwi szeroko otwarte na twe przyjęcie! Wszechmocny Ojciec radośnie wyjdzie ci na spotkanie, pocałuje cię, oczyści i obmyje, pięknie cię, odzieje i, pozwoli ci rozpocząć nowe życie. Największy grzesznik znajdzie łaskę przed obliczem Zbawiciela, o ile tylko porzuci zło i błagać będzie Jezusa o przebaczenie. Choćbyś był pogrążony w najgłębszych ciemnościach, na niebie jest — Słońce!
Spójrz ku Jezusowi, biedny synu marnotrawny i rozpocznij nowe życie w Nim! Chrystus cię pobłogosławi, albowiem Miłość Jego głębsza jest od najgłębszej twej niedoli grzechu. Szczerze wyznaj swe grzechy, a Bóg odpuści ci je szczerze i dobrotliwie.
Nie odkładaj jednak poprawy, choćby na jeden dzień nawet, bo dzień dzisiejszy ostatnim może być dla ciebie!