niektore teksty z dawno temu wychodzacej gaztki Tymoteusz

Stanales na Numer 1 luty 1999
Teraz
Numer 2 marzec 1999

Tu zaczyna się drugi plik Tymoteusz2001-11-20 plik02

NAPISANE JEST
Dave Hunt

Świat ogarnęła fala duchowego zamieszania, przybierająca w dodatku na sile. Tysiące denominacji, sekt i konkurencyjnych religii, zgiełk sprzecznych opinii, z których każda podaje się za stanowisko Boże i drogę do Boga – czyż w takiej sytuacji poznanie prawdy jest w ogóle możliwe?
Rozsądnym jest założyć, że skoro Bóg umieścił w nas tęsknotę za prawdą, to jest On też w stanie w pełni ją zaspokoić, i to w sposób zadowalający każdego szczerego poszukiwacza prawdy (Jer 19,13). Co więcej, Bóg czynił tak od samego początku.
Ten, Który stworzył Adama i Ewę, a także wszechświat, w którym się oni znaleźli, osobiście z nimi rozmawiał (1 Mojż 2,16; 3,3.8). Znali Jego głos, rozumieli też jedyne przykazanie, jakie im dał: „Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz” (1 Mojż 2,17). Uległszy jednak podszeptom szatana zwątpili w Słowo Boże i nie dochowali posłuszeństwa Temu, który obdarzył ich życiem. Tragiczne skutki tej decyzji dają o sobie znać w całej historii rodzaju ludzkiego, poczynając od zabójstwa Abla przez jego brata Kaina aż po rozliczne mordy, zbrodnie i wojny współczesnej doby.

ROZSĄDNYM JEST ZAŁOŻYĆ, ŻE SKORO BÓG UMIEŚCIŁ W NAS TĘSKNOTĘ ZA PRAWDĄ, TO JEST ON TEŻ W STANIE W PEŁNI JĄ ZASPOKOIĆ…
Szatan – „kłamca i ojciec kłamstwa” (J 8,44) – to arcyegomaniak, który sam siebie zaślepił. Szczycił się na przykład: „Wstąpię na szczyty obłoków, zrównam się z Najwyższym” (Iz 14,14); a przecież najprostsza logika dyktuje, że „Najwyższy” może być tylko jeden. W napadzie szaleństwa szatan odrzucił monoteizm (wiarę w jedynego prawdziwego Boga) i zapoczątkował politeizm (wiarę w wiele bóstw). Zasiewając to kłamstwo na ziemi za pośrednictwem swej pierwszej spośród ludzi uczennicy: Ewy, szatan stał się „bogiem tego świata” (2 Kor 4,4), ojcem i arcykapłanem każdej sekty i fałszywej religii.
„Czy Bóg powiedział…?” – w tak wyrafinowany sposób podważył szatan szacunek względem Słowa Bożego. Następnie przedstawił siebie w roli eksperta do spraw religii i zdołał sprzedać Ewie swą fałszywą interpretację. Ona zaś była najwyraźniej zadowolona ze znajomości z guru, który umiał tak sprawnie powykręcać jasne Słowo Boże i powiedzieć jej dokładnie to, co chciała usłyszeć. Od tamtej chwili kłamstwa szatana cieszą się na ziemi większą popularnością niż prawda Boża, a podążanie za guru, prorokiem, pastorem, kapłanem czy papieżem jest w znacznie wyższej cenie niż wierność samemu Bogu i Jego Słowu. Jeśli idzie o poznanie Boga i podobanie się Mu, wielkie rzesze, które w każdej innej dziedzinie życia uwielbiają niezależność, tutaj zostawiają umysł w przedpokoju i potulnie drepczą za „profesjonalistami”.
Schemat Edenu powtarza się w każdej sekcie i fałszywej religii. Każda z nich ma lidera roszczącego sobie prawo do wyłączności na interpretacje Słowa Bożego i do ślepego posłuszeństwa wyznawców. Aż po dziś dzień – 89 lat od śmierci Mary Baker Eddy – żaden kościół Nauki Chrześcijańskiej nie odważy się odstąpić od jej interpretacji Pisma i każdy członek tej grupy wierzy w jej szatańskie kłamstwo („nie umrzecie”): że śmierć to tylko iluzja! Świadkowie Jehowy nie mogą iść w ślady berejczyków i porównywać z Biblią nauki Strażnicy, Towarzystwa Biblijnego i Traktatowego. Mają obowiązek bezmyślnie powtarzać wszystko, cokolwiek ogłoszą ich ewidentnie fałszywi prorocy. Mormoni muszą bez zastrzeżeń słuchać hierarchii z Salt Lake City; katolikom natomiast wpaja się, że tylko Kościół może interpretować Biblię. W najbardziej autorytatywnych swych wypowiedziach kościół katolicki ogłasza przecież, że wierni mają obowiązek poddać się decyzjom swych biskupów w sprawach wiary i moralności i że podporządkowanie woli i intelektu musi być okazane papieżowi nawet wówczas, gdy nie przemawia on ex cathedra. Ma on bowiem pełną władzę nad całym Kościołem (por. Dokumenty II sobotu watykańskiego, Lumen Gentium III 22, 24).

„CZY BÓG POWIEDZIAŁ…?” – W TAK WYRAFINOWANY SPOSÓB PODWAŻYŁ SZATAN SZACUNEK WZGLĘDEM SŁOWA BOŻEGO. NASTEPNIE PRZEDSTAWIŁ SIEBIE W ROLI EKSPERTA DO SPRAW RELIGII…
Rozdział pomiędzy przywódcami a wiernymi to kolejna cecha charakterystyczna sekty. Zwróćmy uwagę, że szatan nie zaoferował Ewie tego, czego sam pragnął dla siebie: że Ewa „zrówna się z Najwyższym”. Obiecał: „będziecie jak bogowie” (1 Mojż 3,5). [Takie tłumaczenie podaje Biblia Gdańska i angielska Biblia Króla Jakuba. Użyte tu słowo elohim (liczba mnoga) pozwala przetłumaczyć się na dwa sposoby: zarówno „Bóg” w znaczeniu „Jahwe” jak i „bogowie” (fałszywi) – red.]. Sam szatan zaś miał odtąd być bogiem dla Ewy.
Tak Stary jak i Nowy Testament mówią jasno, że wiele jest bóstw, ale wszystkie one są fałszywe: „…dokonam sądów nad wszystkimi bogami Egiptu” (2 Mojż 12,12); „…jest wielu bogów i wielu panów, wszakże dla nas istnieje tylko jeden Bóg Ojciec, z którego pochodzi wszystko” (1 Kor 8,5-6).
Kim są ci fałszywi bogowie i kto oddaje im cześć? Za zbuntowanym szatanem udała się prawdopodobnie jedna trzecia aniołów (Obj 12,4). Demony te – orszak diabła – to właśnie pogańskie bóstwa: „…to, co [poganie] składają w ofierze [podczas swych kultowych rytuałów], ofiarują demonom, a nie Bogu” (1 Kor 10,20). Za każdym bożkiem stoi demon, zwodzący i niewolący swych pogańskich czcicieli. Demon stoi też za każdym fałszywym prorokiem: „…badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat” (1 J 4,1). Gorzka, lecz ważna to prawda, iż Bóg zezwala demonom inspirować fałszywych proroków, aby zwodzili tych, którzy chcą wierzyć kłamstwom szatana (1 Krl 22,19-23).
Opowieść o upadku człowieka w ogrodzie Eden nie jest mitem, ale prawdziwą historią, a dowodzi tego fakt, że wszyscy potomkowie Ewy są opętani tym samym kłamstwem, któremu uległa ona. Ewa przekazała bowiem swym dzieciom pragnienie, aby stać się bogiem, pragnienie, które zdaje się tkwić wprost w szpiku naszych kości.
Co jest siłą napędową rozwoju nauki i techniki? Chęć panowania nad światem w roli bóstwa poprzez kontrolę nad atomem i kosmosem. Wątek ten przewija się przez całą literaturę science-fiction, filmy o kosmosie, komiksy. New Age i ruch ludzkiego potencjału (czyli pogaństwo i okultyzm w nowoczesnej szacie) dążą do tego samego celu poprzez praktyki mistyczno-duchowe, które mają obudzić rzekomo nieograniczony potencjał boskich sił, ponoć w nas drzemiących.
Podobnie jest w hinduizmie. Celem jogi, praktykowanej dziś w prawie każdym ośrodku YMCA [Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodych Mężczyzn], jest samorealizacja (czyli osiągnięcie boskości). Sekty spod znaku nauki umysłu (Nauka Chrześcijańska, Nauka Umysłu, Nauka Religijna, Unity itd.) idealnie wpisują się w nurt New Age, podobnie jak mormonizm. Kiedyś na Uniwersytecie Stanowym Bois spotkałem się na publicznej debacie z dwoma mormonami, którzy twardo podkreślali, że Joseph Smith [twórca mormonizmu] był „pierwszym prorokiem Nowej Ery”. Wyjaśniłem im, że daleko mu do pierwszeństwa w tej mierze, ranga ta bowiem należy się wężowi z ogrodu Eden.

SCHEMAT EDENU POWTARZA SIĘ W KAŻDEJ FAŁSZYWEJ RELIGII. KAŻDA Z NICH MA LIDERA ROSZCZĄCEGO SOBIE PRAWO DO WYŁĄCZNOŚCI NA INTERPRETACJE SŁOWA BOŻEGO I DO ŚLEPEGO POSŁUSZEŃSTWA WYZNAWCÓW…
Mormonizm opiera się na przekonaniu, że kłamstwo, którym szatan poczęstował Ewę, jest w istocie prawdą Bożą. Jezus nazwał szatana „kłamcą”; nie przeszkodziło to jednak Brighamowi Youngowi [jednemu z pierwszych przewodniczących kościoła mormońskiego] oznajmić: „Diabeł powiedział prawdę”. Spencer W. Kimball, jeden z późniejszych mormońskich przewodniczących, powiedział: „W każdym z nas tkwi potencjał stania się bogiem”. Mormoński bóg był niegdyś człowiekiem żyjącym na innej planecie, któremu udało się rozwinąć pełnię swego potencjału. Do takiego celu dąży dziś każdy mormon płci męskiej. Istotę mormonizmu wyraża słynne motto: „Czym człowiek jest, Bóg niegdyś był; czym Bóg jest, człowiek stać się może”.
Kłamstwo szatana jest obecne wszędzie: „…wąż starodawny, zwany diabłem i szatanem, […] zwodzi cały świat” (Obj 12,9). Kościół prawosławny naucza, że „przestrzeganie przykazań […] czyni człowieka bogiem” i że to jest „ubóstwienie, do którego zostaliśmy stworzeni”. Papież Jan Paweł II wspomina o ubóstwieniu człowieka, które pochodzi od Boga. Przywódcy ruchu Pozytywnego Wyznania, jak Hagin, Copeland, Price itd., zdołali nawet przebić węża: My już jesteśmy bogami! Wielu świadków miał wspólny występ Benny’ego Hinna i Paula Croucha w sieci TBN, podczas którego twierdzili uparcie: „Jesteśmy małymi bogami!”
Paul Crouch jest tak pewien, że kłamstwo szatana to prawda Boża, iż w marcu 1993 roku w biuletynie rozsyłanym do słuchaczy programu „Praise the Lord” oświadczył: „Jeśli nie jesteśmy {SYMBOL 187 \f „Times New Roman CE”}małymi bogami{SYMBOL 171 \f „Times New Roman CE”}, to przeprosimy was przed publicznością liczącą dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy nad brzegiem Kryształowego Morza”. Jeśli jednak Crouch i popularyzowani w jego programach ludzie myślący podobnie do niego nadal będą obstawać przy tym, iż są „małymi bogami”, to małe mają szanse trafić do grona świętych nad Kryształowe Morze. Bóg już wydał wyrok nad wszystkimi, którzy podają się za bogów:
Ale Jahwe jest prawdziwym Bogiem. […] Bogowie, którzy nie stworzyli nieba ani ziemi, zginą z ziemi spod tego nieba [Jer 10,10-11].
Ciekawe, że Świadkowie Jehowy uczynili z Jezusa właśnie małego boga. Nie chcąc uznać przesłania Biblii, dokonali odpowiedniej manipulacji w Przekładzie Nowego Świata, tak iż werset 1,1 z Ewangelii Jana brzmi: „Na początku był Słowo, a Słowo był u Boga i Słowo był bogiem”. Zapytani, wyjaśnią, iż „Bóg” to oczywiście Jehowa, a „bóg” to Jezus. Świadkowie mają zatem dwu bogów: jednego dużego Boga i jednego małego boga. Biblia jednak mówi jasno, iż jest tylko jeden Bóg, a wszyscy bogowie uzurpujący sobie prawo do boskości są skazani na zagładę.

POTOMKOWIE EWY SĄ OPĘTANI TYM SAMYM KŁAMSTWEM, KTÓREMU ULEGŁA ONA. EWA PRZEKAZAŁA BOWIEM SWYM DZIECIOM PRAGNIENIE, ABY STAĆ SIĘ BOGIEM. BIBLIA JEDNAKŻE MÓWI JASNO, IŻ JEST TYLKO JEDEN BÓG, A WSZYSCY BOGOWIE UZURPUJĄCY SOBIE PRAWO DO BOSKOŚCI SĄ SKAZANI NA ZAGŁADĘ…
Wróćmy do Adama i Ewy. Zgodnie z Bożą zapowiedzią i przestrogą w chwili niedochowania posłuszeństwa umarli oni duchowo. Śmierć fizyczna musiała nieco dłużej toczyć ich ciała aż do swego zwycięstwa. Dziś zajmuje jej to znacznie mniej czasu. Duch Boży odszedł z wnętrza dwojga buntowników, a zalęgło się w nim straszliwe Ja. Trudno tu uciec od skojarzeń z egocentryczną psychologią miłości do samego siebie, asertywności, pozytywnej samooceny, pławienia się w poczuciu własnej wartości itd. Niegdyś Adam i Ewa żyli dla Boga; po upadku zaczęli żyć dla siebie. Ich potomstwo przychodzi na świat w duchowej ślepocie i w niewoli własnego ja, z doskwierającym poczuciem wewnętrznej próżni, o którym pisał Pascal.
Biblijny zapis dziejów, jakie nastąpiły po upadku człowieka, opowiada o tym, jak Bóg w swej miłości za pośrednictwem swych prawdziwych proroków oraz daru Swojego Syna wzywał człowieka z powrotem do Siebie i uczynił to pojednanie możliwym. A także o tym, jak szatan poprzez swe oszustwa starał się utrzymać człowieka w ciemności i śmierci, wynikających z tej tragicznej rozłąki. Taktyka szatana nie zmieniła się od owego pierwszego razu. Wciąż podważa on, atakuje i pokrętnie interpretuje Słowo Boże, a do zaoferowania ma ciągle te same trzy pokusy, którymi zwiódł Ewę: bo „wszystko, co jest na świecie” to „pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia” (1 J 2,16).
Kiedy Ewa „zobaczyła, że drzewo ma owoce dobre do jedzenia [pożądliwość ciała] i że były miłe dla oczu [pożądliwość oczu], i godne pożądania dla zdobycia mądrości [pycha życia], zerwała z niego owoc i jadła” (1 Mojż 3,6). Jezus stanął wobec trzech tych samych pokus. Tyle że Ewa była w owej chwili syta, a On od czterdziestu dni nie miał nic w ustach; Ewa odrzuciła Słowo Boże, On użył go, aby pokonać szatana, na każdą pokusę odpowiadając: „Napisane jest!” (Mt 4,1-11; Łk 4,1-13).
Szatan kusił wygłodzonego Chrystusa, by rozkazał, „aby te kamienie stały się chlebem” (pożądliwość ciała). Nasz Pan jednak odrzekł: „Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. Wtedy szatan „pokazał Mu wszystkie królestwa świata” [pożądliwość oczu], obiecując Mu „całą władzę i chwałę ich”, jeśli tylko Jezus odda mu cześć. Chrystus znów odrzekł: „Napisano: Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko Jemu będziesz służyć”. Na koniec szatan namawiał Jezusa do skoku w dół ze szczytu Świątyni, tak by świadkowie tego skoku oniemieli z podziwu widząc anioły przybywające Jezusowi na ratunek, zgodnie z obietnicą Psalmu 91,11-12 (pycha życia). Lecz Jezus znów odpowiedział: „Napisane jest również: Nie będziesz kusił Pana, Boga swego”.

TAKTYKA SZATANA NIE ZMIENIŁA SIĘ OD OWEGO PIERWSZEGO RAZU. WCIĄŻ PODWAŻA ON, ATAKUJE I POKRĘTNIE INTERPRETUJE SŁOWO BOŻE, A DO ZAOFEROWANIA MA CIĄGLE TE SAME TRZY POKUSY…
„Napisane jest”! Znajomość Słowa Bożego, zaufanie mu i posłuszeństwo względem niego to antidotum na kłamstwa i pokusy szatana. Chrystus cytował słowa Pisma jako najwyższy autorytet i drogowskaz życiowy. Z posługiwania się Słowem Bożym przez Jezusa wynika, iż to ono wyznacza normy postępowania, ustala zasady, dostarcza wskazówek – i zmusza szatana do wycofania się. Pismo Święte to słowa samego Boga skierowane do człowieka: „Proroctwo nie przychodziło nigdy woli ludzkiej, lecz wypowiadali je ludzie Boży, natchnieni Duchem Świętym” (2 P 1,21); „Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego czynu przygotowany” (2 Tm 3,16-17). A jednak tzw. psychologia chrześcijańska, jak to wielokrotnie pokazywaliśmy, zaprzecza wystarczalności Pisma, próbując je uzupełniać i łączyć je z kłamstwami szatana wpisanymi w teorie humanistyczne.
Tragedią dzisiejszego kościoła jest fakt, że wielu jego przywódców zamiast twardo stać przy zasadzie „Napisane jest”, wątpi w to, co Bóg jednoznacznie wyraził. Papież, Christianity Today, Billy Graham i szereg innych czołowych postaci, chrześcijańskie uniwersytety i seminaria: wszyscy oni zgodzili się co do tego, iż Bóg mógł stworzyć człowieka za pomocą ewolucji. A przecież teoria ta zaprzecza Słowu Bożemu. Billy Graham to dziś z pewnością najbardziej szanowany przedstawiciel ewangelikalnego chrześcijaństwa. Tymczasem wątpi on w globalny charakter Potopu, mimo że Słowo Boże globalność tę oddaje w jednoznacznych słowach. Podczas ostatniego „Bożego Narodzenia”, występując w programie „Larry King Live” Graham tak powiedział o niebie: „Jeśli seks jest niezbędny do naszego szczęścia i poczucia pełni, to z pewnością on będzie tam”. Znów zatem zaprzeczył Biblii.

ZNAJOMOŚĆ SŁOWA BOŻEGO, ZAUFANIE MU I POSŁUSZEŃSTWO WZGLĘDEM NIEGO TO ANTIDOTUM NA KŁAMSTWA I POKUSY SZATANA…
Jezus mówił: „Napisane jest!” Szatan też umie cytować Biblię – i robił to względem Chrystusa. Lecz Jezus zniweczył podstęp, obnażając innym fragmentem Pisma fałszywą interpretację. Lekarstwem na tego rodzaju podstęp jest zawsze odwołanie się do świadectwa całości Biblii: Nie jednym ulubionym wersetem, na dodatek przekręconym, żyje człowiek, ale „każdym słowem, które wychodzi z ust Bożych”.
Jeśli przekręcamy słowa Biblii, aby tylko wpasować je w nasze prywatne teorie i plany, łatwo padniemy ofiarą kłamstw szatana i podążymy za fałszywymi bóstwami. Jeśli jednak z całego serca pragniemy poznać prawdziwego Boga, to On nam Siebie objawi (Jer 29,13); jeśli zaś pragniemy czynić wolę Bożą, to będziemy wiedzieć, co jest prawdziwą nauką (J 7,17) i nie damy się zwieść.
„Napisane jest” to kotwica pośród nawałnicy fałszywych nauk, humanistycznych teorii i światowych pokus. Na niezmiennym, nieomylnym i wystarczającym Słowie Bożym możemy stać bezpiecznie, niewzruszeni. Obyśmy z łaski Bożej pomagali też innym czynić tak samo.
The Berean Call luty 1999.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).

Wstecz

******************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************

JEZUS WKRÓTCE POWRÓCI!
Część 1

David Reagan

W drugim rozdziale Listu apostoła Pawła do Tymoteusza, czytając od 11 wiersza, znajdujemy następujące słowa: „Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa”.
Czy żyjesz więc, Przyjacielu drogi, oczekując objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela, Chrystusa Jezusa? Werset ten mówi wyraźnie, że to właśnie powinniśmy czynić. Mamy żyć w oczekiwaniu, żyć z pragnieniem, żyć z nadzieją, że Jezus może objawić się w każdej chwili. Z doświadczenia wiem, że większość chrześcijan nie ma tej nadziei w swoich sercach, przejawiając raczej obojętność wobec Powtórnego Przyjścia Jezusa Chrystusa.
Przypuszczam, że jedną z głównych przyczyn tej obojętności jest fakt, że ludzie słysząc o tym od tak dawna zaczęli uważać to za coś oczywistego. Owszem, wierzą, że Jezus wróci, ale myślą, że będzie to miało miejsce kiedyś w odległej przyszłości. Dla nich powrót Pana nie jest bliską rzeczywistością. Jest raczej czymś w rodzaju fantastycznego marzenia. Może wróci On za tysiąc lat, może za dwa tysiące, jednak z pewnością nie teraz. Inni zaś są wręcz całkowicie przekonani, że nie możemy niczego wiedzieć o powtórnym przyjściu Pana, nie ma zatem powodu, aby o tym myśleć, nie ma powodu tym się przejmować, nie ma nawet powodu, aby o tym mówić.
Moje osobiste doświadczenia z życia w kościele są dobrym przykładem tego, o czym mówię. Do kościoła chodziłem od małego. Odkąd pamiętam, znajdowałem się tam zawsze, ledwie otwarto drzwi. Nie studiowaliśmy jednak proroctw biblijnych. Jedynym proroctwem, jakie znaliśmy, były słowa: „Jezus nadchodzi jak złodziej w nocy”. Służyły nam one za miecz, który można pchnąć w ludzkie serca, by je zgnębić i w efekcie oznajmić: „Siedź cicho, o powrocie Pana nic wiedzieć nie możemy. On nas zaskoczy. Powinieneś więc milczeć w tej sprawie i nie mówić o tym. Zajmij się swoim życiem i nawet o tym nie myśl, ponieważ On i tak przyjdzie w chwili, gdy będziesz się tego najmniej spodziewał”.
Czy możemy znać czas Drugiego Przyjścia?
Czy można cokolwiek wiedzieć o powrocie Pana Jezusa Chrystusa? Czy można na przykład wiedzieć, kiedy to nastąpi?
Gdyby ktoś zadał mi to pytanie przed trzydziestu laty, odpowiedziałbym: „Nie, absolutnie nie! Nie możemy być pewni ani jednej rzeczy w sprawie powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa”. Lecz po 25 latach intensywnego studiowania proroctw biblijnych dochodzę do innego wniosku. Kiedy dziś ktoś pyta mnie: „Czy możemy wiedzieć, kiedy Jezus powróci?”, moja odpowiedź brzmi: „I tak, i nie”. Nie – bo nie możemy znać dokładnej daty. Tak – bo możemy znać ogólną porę.
Mówiąc, że nie możemy znać daty powrotu Chrystusa, mówię to jak najpoważniej. W moim przekonaniu Biblia bardzo wyraźnie stwierdza, że nie możemy wskazać dokładnej daty. W Ewangelii Mateusza 24,26 Jezus sam powiedział: „A o tym dniu i godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec”. Wielu ludzi o szczerych intencjach wyznacza daty. Nie poddaję w wątpliwość uczciwości ich zamiarów, uważam jednak, że tkwią w głębokim błędzie. Im bliżej jesteśmy powrotu Pana Jezusa Chrystusa, tym więcej pojawiać się będzie takich osób, gdyż szatan będzie pobudzał ludzi do wyznaczania dat.
Szatan, moi drodzy, uwielbia, kiedy ktoś wyznacza daty, gdyż taki proceder zawsze podważa proroctwa biblijne. Wiadomo, jak to się dzieje: Ktoś wyznacza datę. Ludzie skupiają swą nadzieję na dacie, a nie na Zbawicielu Jezusie Chrystusie. Popadają w obsesję i przez cały czas wszędzie o tym mówią. Temat podejmuje prasa. A gdy oczekiwany dzień nadchodzi i mija, prasa głośno wyśmiewa tych, którzy uwierzyli w wyznaczoną datę. Ludzie ci zostają zawstydzeni, ogarnia ich rozgoryczenie. Mówią sobie: „Jedno wiem: Już więcej nie dam się tak nabrać!” I jeśli wtedy pojawi się jakiś odpowiedzialny nauczyciel proroctw i powie: „Nie znam dokładnej daty, ale wiem, że Jezus wkrótce powróci”, oni odpowiadają: „No jasne, już kiedyś ten nonsens słyszałem!” I odwracają uszy od proroczego Słowa Bożego – a szatan to uwielbia.
Im bardziej zbliża się powrót Jezusa, tym więcej będzie szatan wzbudzał osób wyznaczających daty, z wiadomym skutkiem. Kiedy człowiek nieustannie woła: „Wilk nadchodzi! Wilk nadchodzi! Wilk nadchodzi”, w końcu wszyscy zaczynają go ignorować. A kiedy wilk rzeczywiście nadchodzi…
A zatem, drodzy Przyjaciele, pewne jest, że Jezus wkrótce nadejdzie. Trzeba pamiętać, że nikt nie zna dnia Jego powrotu. Ale zarazem wiedzmy, że owszem, możemy znać porę tego powrotu.
Znać porę
Zajrzyjmy do Pierwszego Listu, który apostoł Paweł napisał do kościoła w Tesalonice. W rozdziale 5 znajdziemy jeden z dowodów na to, iż możemy znać ogólną porę powrotu Chrystusa Pana.
Zacznijmy od wersetu pierwszego: „A o czasach i porach, bracia, nie ma potrzeby do was pisać. Sami bowiem wiecie, iż dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy”. Rzeczywiście! On przyjdzie jak złodziej w nocy! Werset trzeci wyjaśnia, że nastąpi to wtedy, gdy ludzie będą mówić: „Pokój i bezpieczeństwo”. W tym właśnie czasie, jak pisze Paweł, „przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną”.
Sedno sprawy tkwi w wersecie czwartym. Warto go sobie podkreślić i nigdy o nim nie zapominać. Werset ten bowiem wskazuje, że możemy znać porę powrotu Pana. Czytamy tam: „Wy zaś, bracia, nie jesteście w ciemności, aby was ten dzień jak złodziej zaskoczył. Wy wszyscy bowiem synami światłości jesteście i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności. Przeto nie śpijmy jak inni, lecz czuwajmy i bądźmy trzeźwi”.
O czym tu mowa? Paweł twierdzi, że Jezus nadchodzi jak złodziej w nocy. Lecz nie dla braci, nie dla chrześcijan! On przychodzi jak złodziej w nocy do świata. On przychodzi jak złodziej w nocy do pogan. Przychodzi jak złodziej w nocy do nominalnych „chrześcijan”, którzy nie mają z Nim osobistej społeczności i którzy tak naprawdę nigdy nie narodzili się na nowo, nie chcą uwierzyć Słowu Bożemu i go poznawać. Ale Pan chce nam powiedzieć: „Jeśli narodziliście się na nowo, jeśli naprawdę jesteście dziećmi Bożymi, czytacie Słowo i wierzycie mu, to nie ma żadnego powodu, dla którego Jezus miałby do was powrócić jak złodziej w nocy”. Spójrzmy raz jeszcze na werset 4:
Wy zaś, bracia, nie jesteście w ciemności, aby was ten dzień jak złodziej zaskoczył. Wy wszyscy bowiem synami światłości jesteście i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności. Przeto nie śpijmy jak inni.
Co ma na myśli Paweł, pisząc: „Jesteśmy synami światłości, a nie ciemności?” Myślę, że chodzi mu o fakt, iż jeśli jesteśmy prawdziwie nowo narodzonymi dziećmi Bożymi, to w naszym wnętrzu mieszka Duch Święty. To Duch Święty napisał Biblię. Jeśli będziemy się na Nim opierać, On oświeci nasze umysły, serca i otworzy nasze oczy, abyśmy zrozumieli tajemnice Bożego Słowa, włączając w to porę powrotu Pana. Tak się bowiem składa, że Biblia czarno na białym mówi, iż Jezus nie wróci jak „złodziej w nocy” do tych, którzy Go znają i kochają.
Podobny tekst Słowa Bożego znajdujemy w Liście do Hebrajczyków 10,25: „Nie opuszczając wspólnych zgromadzeń naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża”. Jaki dzień? Dzień sądu wspomniany w wersecie 27, dzień, w którym powróci Pan. Jest to dzień wspomniany także w wersecie 31, gdzie ostrzeżono nas, iż „straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego”. Zwróćmy ponownie uwagę na werset 25, gdzie czytamy: że powinniśmy dodawać sobie wzajemnie otuchy, w miarę jak „się ten dzień przybliża”. To znaczy, że coś jednak możemy powiedzieć o porze, w której żyjemy. To znaczy, że nie musimy pozostawać w zupełnej niewiedzy co do czasu, kiedy powróci Pan.
Podkreślę ponownie: Nie, nie możemy znać dokładnej daty. Ale owszem, możemy znać porę.
Rozpoznanie pory
Są dwa powody, dla których możemy znać porę powrotu Pana. Pierwszy to ten, że Bóg chce, abyśmy znali porę powrotu Jego Syna. Chcę to podkreślić: Bóg chce, abyśmy znali porę powrotu Jego Syna. Skąd to wiadomo? Czy nie przyszło wam kiedyś do głowy, że posyłając Jezusa Chrystusa z powrotem na ziemię przez zaskoczenie, Bóg zaprzeczyłby swojej naturze? A ponieważ jako byt o doskonale spójnym charakterze, nie może On przeczyć swej naturze, dlatego też ostrzega nas o powrocie swego Syna Jezusa.
Czemu jednak posłanie z powrotem Syna Bożego na ziemię przez zaskoczenie miałoby być zaprzeczeniem Bożej natury? Pomyślmy przez chwilę. Biblia objawia nam, że Bóg nigdy dotąd nie wylał swojego gniewu na ludzi bez ostrzeżenia. Taka jest natura Bożej dobroci, łaski i miłosierdzia. Owszem, Bóg jest Bogiem sprawiedliwości i świętości. Lecz jest też Bogiem łagodności, miłości, miłosierdzia i dobroci, a ponieważ taki jest, zawsze ostrzega ludzi, nim wyleje na nich swój gniew.
Dlaczego tak robi? W Drugim Liście Apostoła Piotra 3,9 czytamy: „Bóg nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania”. Bóg, Stwórca tego wszechświata, to nie Kosmiczny Sadysta, który ukrywa się w chmurach, podglądając nas i czekając tylko na okazję, by zaskoczyć możliwie największą liczbę grzeszników na ziemi Powtórnym Przyjściem Jezusa. On pragnie, abyśmy przyjęli Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Pragnie, byśmy przyjęli dar Jego miłości do świata. Jest cierpliwy. Nie chce, aby ktokolwiek zginął, ale chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania.
Bóg nigdy nie wylał swojego gniewu bez wcześniejszego ostrzeżenia. Weźmy przykład Noego. Bóg powiedział mu, aby wyszedł i głosił ludziom, że żyją w przededniu wylania gniewu Pana. Noe głosił to przez 120 lat. Wielokrotnie powtarzał ludziom: „Zbliża się czas, gdy zostanie wylany Boży gniew”. Reagowano na to śmiechem, kpinami i szyderstwami. Niektórzy śmiali się tak długo, że nie starczyło im już sił, by utrzymać się na powierzchni wody! W podobny sposób Pan powiedział Abrahamowi, aby udał się do Sodomy i Gomory i ostrzegł te miasta o nadchodzącym zniszczeniu. Abraham uczynił to, lecz mieszkańcy Sodomy i Gomory nie uwierzyli mu i zginęli, gdy miasta uległy zniszczeniu.
Bóg nie zniszczy żadnego narodu bez wcześniejszego ostrzeżenia. Dzisiaj ostrzega Stany Zjednoczone Ameryki. Na całym świecie wzbudza prorocze głosy wzywając narody do upamiętania. Bóg nigdy nie wylewa swojego gniewu bez ostrzeżenia, a prawda jest taka, moi Przyjaciele, że Jezus Chrystus powróci, niosąc niewyobrażalny wręcz sąd. Wróci, aby wylać Boży gniew na tych, którzy odrzucili łaskę, miłosierdzie i miłość Bożą.
To jeden z najlepiej strzeżonych sekretów wszechświata. Szatan nie chce, aby ktokolwiek o tym wiedział. Przeciętny chrześcijanin nie wie, że Jezus powraca, aby sądzić. Jednak Biblia stwierdza to jasno. Weźmy 19 rozdział Księgi Objawienia. Opowiada on o Powtórnym Przyjściu Jezusa. Poczynając od wersetu 11, apostoł Jan mówi: „I widziałem niebo otwarte, a oto biały koń, a Ten, który na nim siedzi, nazywa się Wierny i Prawdziwy, gdyż sprawiedliwie sądzi i sprawiedliwie walczy”. Moi drodzy, Jezus nadchodzi, aby sądzić i prowadzić wojnę! Nadchodzi, aby wylać Boży gniew. W rozdziale 6 Objawienia czytamy, że w dniu, kiedy powróci Jezus, prezydenci i premierzy, i królowie tego świata upadną na twarze i wpełzną w otwory ziemi, prosząc kamienie i góry, aby ich przykryły, tak wielki będzie gniew Baranka Bożego.
Bóg rozprawi się z grzechem. A rozprawia się On z grzechem na dwa różne sposoby: łaską albo sądem. Jesteśmy pod działaniem albo Bożej łaski, albo Bożego sądu. Chwalebne jest być pod panowaniem Bożej łaski, bo znaczy to, że należy do nas obietnica o rychłym nadejściu dnia, gdy pojawi się Jezus i zabierze nas z tego świata. Jeżeli jednak ciąży nad nami Boży sąd, pozostaniemy tutaj i doświadczymy sądu przechodzącego wszelkie ludzkie wyobrażenia. Nastąpi on w okresie, który Biblia nazywa Wielkim Uciskiem: przez 7 lat ziemia cierpieć będzie od gniewu ludzkiego, od gniewu szatana oraz od gniewu Bożego.
Moi drodzy, Bóg to nie Kosmiczny Pluszowy Miś. Wielu ludzi tak o Nim myśli, wyobrażając sobie, że gdy staną przed Bogiem, On wyciągnie swą wielką, puszystą „łapę”, przytuli ich do siebie i powie: „No tak, wiem, że nie prowadziłeś się zbyt dobrze, wiem, że ciągle popijałeś i uganiałeś się za kobietami, wiem też, że nie przyjąłeś nigdy Mojego Syna jako Zbawcy i Pana. Ale i tak żyłeś o wiele lepiej niż ten stary recydywista spod piętnastki, a ponieważ jego wynik nieco zawyżyłem, więc ty tym bardziej wejdziesz do Mojego królestwa”.
Przyjaciele, taki Bóg nie istnieje. Bóg łaski, miłosierdzia i miłości jest również Bogiem sprawiedliwości i świętości – i musi rozprawić się z grzechem. A według świadectwa Biblii może to nastąpić tylko na jeden z dwóch sposobów – albo poprzez łaskę, albo poprzez sąd.
Fragment z Ewangelii Jana 3,16 jest wszystkim dobrze znany: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy, nie zginął”. Zadziwiające jednak jest to, że tak niewiele osób pamięta o wersecie 3,36 z tej samej Ewangelii, gdzie Jan Chrzciciel wypowiada takie niezwykłe słowa: „Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim”.
Wypatrywanie znaków
Możemy być zatem albo pod łaską, albo pod gniewem Bożym. Drugie nadejście Jezusa będzie wylaniem gniewu Bożego – jednakże Bóg nigdy dotąd nie wylał swojego gniewu bez ostrzeżenia. Taka jest Jego Boża natura, i w zgodzie z nią da nam On poznać porę powrotu Chrystusa Pana.
Jak zatem można się o niej dowiedzieć? Bóg objawia nam to poprzez znaki, których powinniśmy wypatrywać. Zasada ta obowiązywała też podczas Pierwszego Przyjścia Jezusa.
Zasadę tę odnajdujemy w 16 rozdziale Ewangelii Mateusza. Do nauczającego Jezusa podeszli nagle saduceusze i faryzeusze, żądając, aby pokazał im znak z nieba. Chcieli zobaczyć cud. W odpowiedzi – mocno sarkastycznej – Jezus użył gry słów, wykorzystując słowo „znak”: „Gdy nastanie wieczór, mówicie: Będzie pogoda, bo się niebo czerwieni; a rano: Dziś będzie niepogoda, bo się niebo czerwieni i jest zachmurzone. Oblicze nieba umiecie rozpoznawać, a znamion czasów nie potraficie?”
Przed Jezusem stają więc religijni przywódcy Izraela, domagając się „znaku”, który potwierdziłby Jego Mesjaństwo. Chcą, aby uczynił jakiś cud. On zaś odpowiada niejako: „Nie rozumiem was, ludzie. Potraficie spojrzeć na niebo i powiedzieć, jaka będzie pogoda, a nie potraficie spojrzeć na Mnie i rozpoznać znaków czasu? Jakiego cudu jeszcze potrzebujecie? Jakiego znaku wam potrzeba oprócz tego, co robię?”
O czym mówi tutaj Jezus? O fakcie, że hebrajskie Pismo Święte, które ludzie ci studiowali przez całe swoje życie, zawiera ponad 300 proroctw o Pierwszym Przyjściu Mesjasza. Nawet gdy wziąć pod uwagę, że wiele tych proroctw się powtarza, to wciąż otrzymujemy około 109 odrębnych proroctw dotyczących Pierwszego Przyjścia Jezusa. Proroctwa te przepowiadają wszystko o Jego życiu: gdzie się urodzi, jak się urodzi, że uda się do Egiptu, że będzie mieszkał w Galilei, że będzie uzdrawiał ludzi i będzie pełen miłości do nich. Wszystkie aspekty posługi Jezusa zostały przepowiedziane w proroctwach. Weźmy Jego pochodzenie. Zostało zapowiedziane, że będzie potomkiem Abrahama, Izaaka, Jakuba i Dawida. Ostatnie dni i godziny Jego życia zostały zawczasu opisane z niewiarygodną wręcz dokładnością. Prorocy przepowiedzieli, że zostanie zdradzony przez przyjaciela za trzydzieści srebrnych monet, że zostanie wywyższony, że zostaną przebite Jego bok, ręce i stopy. Przepowiedziany został każdy aspekt życia i śmierci Jezusa.
Tak więc Jezus spełniał wszystkie te proroctwa na oczach uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Lecz oni domagali się „znaku”! Dlatego Jezus odpowiedział: „Jakże możecie być tak ślepi? Ja wypełniam znaki czasu”.
Przyjaciele, o to właśnie chodzi: W Starym Testamencie jest 300 proroctw dotyczących Pierwszego Przyjścia Jezusa oraz 500 (pięćset!) proroctw dotyczących Jego Drugiego Przyjścia. W Nowym natomiast Testamencie Drugiego Przyjścia Jezusa dotyczy co 25 werset. Innymi słowy, istnieje o wiele – może nawet dwukrotnie – więcej proroctw dotyczących Drugiego Przyjścia Jezusa niż Jego Pierwszego Przyjścia.
Dlaczego jest ich aż tyle? Ponieważ Jezus powraca, aby sądzić. Kiedy przyszedł po raz pierwszy, przyszedł jako miłosierny Zbawiciel ze łzami w oczach. Gdy jednak powróci, będzie jak zwycięski wojownik o oczach jak rozpalone do białości płomienie, ponieważ powróci, aby sądzić i prowadzić wojnę z Bożymi nieprzyjaciółmi. Dlatego też, ponieważ Bóg nie chce, by ktokolwiek zginął, dał nam wiele znaków, których winniśmy wypatrywać.
Ostatnie 25 lat życia spędziłem na wnikliwym studium tych znaków. I chcę Wam, Przyjaciele, powiedzieć, że ich mnogość wręcz przytłacza! Starałem się je więc posegregować w grupy, gdyż to pomaga je ogarnąć. Znaki bliskości Drugiego Przyjścia Jezusa są wprawdzie niezmiernie liczne, ale ich zrozumienie pomoże nam rozpoznać bliskość tej pory. Ich wymowa jest dziś bowiem oczywista, gdziekolwiek spojrzeć. Tak jak gdyby Bóg umieścił na niebie wielki neon: „Jezus wkrótce powróci!”
Dokończenie za miesiąc.

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto Weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim”
(Z 3 rozdziału Ewangelii Jana)

Wstecz

*************************************************************************************************************************************************************************************

OD PSYCHOLOGII DO CHRYSTUSA
Gary Almy

Kościół zadurzył się nieprzytomnie w doktorach psychologii i psychiatrii, którzy coraz częściej odgrywają w nim wiodącą rolę. Aby otrzymać w kościele stanowisko przywódcze, nie wystarcza dziś dyplom ukończenia uczelni teologicznej, szkoły biblijnej czy seminarium – liczy się stopień naukowy z psychologii. A ponieważ fundament doktrynalny opartego na intuicji przemysłu psychoterapeutycznego stoi w diametralnej opozycji do podstaw doktrynalnych historycznego, prawowiernego chrześcijaństwa, sprawy tej nie można lekceważyć.
Należałoby oczekiwać, że w instytucjach powołujących się na fundament biblijny nastąpi ruch w kierunku od psychologii do Chrystusa – niestety, obserwujemy w nich proces nazywany „integracją”. Bliższa analiza pokazuje wyraźnie, że proces ten przebiega w kierunku od Chrystusa do psychologii.
Słowa „od” i „do” to jeden z podstawowych drogowskazów zawartych w Słowie Bożym. Bóg wzywa, abyśmy się zwrócili od ciemności do światłości, od świata do woli Bożej, od kłamstwa do Prawdy, od serca kamiennego do serca z ciała, od niewoli grzechu do służby sprawiedliwości, od fałszywej nauki do nauki zdrowej, od zwodniczych duchów i nauk demonów do wiary.
Dzieje ludu Bożego ukazują, że proceder łączenia nauk pogańskich ze Słowem Bożym nie jest wymysłem naszych czasów. Na przestrzeni dziejów regularnie podejmowano próby łączenia prawa Mojżeszowego z kultem Baala, tańcami wokół aszer i wszelkimi innymi aktualnymi podówczas wierzeniami kananejskimi czy babilońskimi. Słowo Boże nie pozostawia jednak cienia wątpliwości co do Bożej opinii o tego typu „integracji”. Druga Księga Mojżeszowa 20,5 to jeden z wielu ustępów Pisma, wskazujących, iż nasz Stwórca i Odkupiciel jest Bogiem zazdrosnym, który nie dzieli się chwałą z innymi.
Filozofia psychoterapii sprzeciwia się nauce Pisma. Gdy zatem chcemy zwrócić się od ciemności do światłości, musi to również być zwrot od poradnictwa psychologicznego do Słowa Bożego, bez względu na to, czy sami byliśmy terapeutą, czy też korzystaliśmy z jego usług.
Biblijna nauka o tym, że każdy z nas został poczęty i narodził się w ciemnościach grzechu, została dziś zapomniana nie tylko ogólnie w Ameryce, ale i w tak zwanych kościołach ewangelikalnych. Duszpasterze i członkowie kościołów nadal wprawdzie podpisują się pod wyznaniami wiary swych denominacji, gdzie czarno na białym wypisano biblijne prawdy o upadku człowieka, praktycznym jednak nauczaniem i postępowaniem wydają świadectwo, iż fakt ten nic dla nich nie znaczy. Coraz częściej dają wyraz przekonaniu, że każdy człowiek rodzi się z iskrą boską, i wystarczy jedynie, iż sprzyjające środowisko, wychowanie, wystarczająca ilość uczucia, własny wysiłek, upór itd. rozdmuchają ją w płomień.

…proceder integrowania nauk pogańskich ze Słowem Bożym nie jest wymysłem naszych czasów…
Człowiek nie może się wyzbyć zamiłowania do gnostycyzmu. Szatan przedstawia ofertę elitarnej „mądrości”, która ma dać nam władzę nad okolicznościami, i ani się obejrzymy, a już podążamy w ślady Adama i Ewy. Ukryta wiedza, dostępna tylko dla tych, którzy wspinają się na kolejne szczeble „mądrości”, to szatańskie oszustwo, mimo że nierzadko opatruje się ją nazwą „zasad biblijnych”. Pismo wzywa, abyśmy żyli według wiary, a nie widzenia, stąd wniosek, iż pewne rodzaje wiedzy mogą być przez Stwórcę zastrzeżone. Nie ma w nas żadnej iskry bożej, którą wystarczy rozniecić. Owszem, zostaliśmy stworzeni na obraz Boży, ale wszyscy bez wyjątku staliśmy się bezwartościowi (Rz 3,12).
Zauważyłem, iż „chrześcijańscy psychologowie” z reguły wychowali się w rodzinach chrześcijańskich. Być może ta reguła ma wyjątki, jak dotąd jednak nie spotkałem się z nimi. „Chrześcijańscy psychologowie” zawsze poza tym składają świadectwo o „przyjęciu Jezusa do serca” już w dzieciństwie. Większość z nich twierdzi, że do rozpoczęcia studiów psychologicznych skłoniło ich pragnienie pomagania ludziom, a chrześcijańskie wychowanie umożliwiło im odróżniać błędy od prawdy podczas całego okresu przygotowań do doktoratu z psychologii. Kiedy zadaję im pytanie, jaką to zatem Nową Prawdę poznali podczas studiów psychologicznych, która nie była obecna w Prawdzie Starej, zawartej w Piśmie, patrzą na mnie z zakłopotaniem i nie wiedzą, co odrzec.

Człowiek nie może się wyzbyć zamiłowania do gnostycyzmu. Lecz ukryta wiedza, dostępna tylko dla tych, którzy wspinają się na kolejne szczeble „mądrości”, to szatańskie oszustwo…
Kto prawdziwie przeszedł z ciemności do światła, ten nie będzie się umiał godzić na kontynuowanie pracy doradcy psychologicznego. Chrześcijańscy psychologowie wyobrażają sobie jednak, iż przeszli od światłości chrześcijańskiego wychowania ku jeszcze większej światłości studiów psychologicznych. Ale Pismo nie naucza o przechodzeniu od światłości do większej światłości – jest to natomiast założenie ruchu Nowej Ery, gnostycyzmu; to stare kłamstwo szatana. Kościół tymczasem coraz częściej poddaje się pod przywództwo terapeutów, którzy nie mają świadomości tego, iż narodzili się w ciemności grzechu i że nauka psychologii posłużyła im jedynie do tego, aby tym mocniej ich w tej ciemności spętać.
Amerykański kościół funkcjonuje dziś w warunkach już 25 lat temu określonych przez Francisa Schaeffera jako „postchrześcijańskie”. Mimo to są jeszcze w Ameryce miejsca, gdzie zdeklarowanie się jako chrześcijanin pomaga w otrzymaniu lepszej pracy. Spora liczba przedsiębiorstw wciąż używa przymiotnika „chrześcijański” w celu przyciągnięcia klientów; mają nawet specjalne „żółte strony” w książkach telefonicznych. O czymś takim nie może być mowy w Chinach czy Iranie. Nawet wielu niewierzących Amerykanów opowiada się za „kulturą chrześcijańską”, postrzegając ją jako najbardziej sprzyjającą człowiekowi. A jednak wśród chrześcijan rośnie przekonanie o konieczności nadania chrześcijaństwu bardziej „ludzkiej twarzy”, z myślą zarówno o zwiększeniu zysków, jak i o ogólnej poprawie atmosfery społecznej.
Lecz Pismo ukazuje kościół jako depozytariusza Prawdy Bożej, a naszego Zbawcę przedstawia jako kamień potknięcia i zgorszenie dla wielu. Biblijny wizerunek Chrystusa to nie obraz lidera ruchu kulturowego czy etycznego. Człowiecza potrzeba Zbawiciela i krzyża to dla świata wielkie zgorszenie, a Pismo wprost ostrzega, że głosząc ją możemy się spodziewać nie tylko cierpień, ale i śmierci. Biblia wzywa wierzących, aby nieustannie przypominali sobie, o jakie prawdy wiary powinni walczyć. Wśród wielu innych głosów przestrogi także Juda wskazuje, że niektórzy niepostrzeżenie zeszli z drogi wiary, pyszniąc się sobą i schlebiając innym dla własnej korzyści (w. 4 i 16). Jako chrześcijanie jesteśmy wzywani, by w sprawach nauki wystrzegać się senności umysłu.
Powinniśmy zatem podejrzliwie przyglądać się każdemu nauczycielowi w kościele, który pomija fakt, iż narodził się w ciemności. Wsłuchajmy się i zobaczmy, czy człowiek ten rozumie biblijną zasadę „od-do”. Bez wątpienia wielu wiernych kaznodziejów i nauczycieli urodziło się i wychowało w rodzinach wierzących; a kościół doznaje wielkiego błogosławieństwa dzięki rodzicom, którzy wiernie uczą swe dzieci Słowa Bożego. Z drugiej jednak strony kościół musi sobie uświadomić, że Pismo nie daje do zrozumienia, iż rola domu i rodziny jest tak zasadnicza, jak się to dziś podkreśla w kościele.
Piotr napisał: „A jeśli wzywacie jako Ojca tego, który bez względu na osobę sądzi każdego według uczynków jego, żyjcie w bojaźni przez czas pielgrzymowania waszego, wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego” (1 P 1,17-19).
Do kogo pisał Piotr, skoro „wartości rodzinne” nazwał „marnym postępowaniem”? Bez wątpienia adresatami jego listu byli w przeważającej części wierzący Żydzi, którzy uciekli z Jerozolimy przed prześladowaniami. Piotr pracował przede wszystkim z kościołem jerozolimskim, a Jerozolima była miastem żydowskim. Tamtejsi Żydzi nie byli tak mocno shellenizowani jak ich rodacy z innych obszarów, i nie ma powodów uważać, że nie wychowali się oni w pobożnych domach, gdzie nauka Pisma i modlitwa były codziennymi zwyczajami.

Pismo ukazuje kościół jako depozytariusza Prawdy Bożej, a naszego Zbawcę przedstawia jako kamień potknięcia i zgorszenie dla wielu…
Słowa Piotra można podsumować tą prawdą: „Bojaźń Jahwe jest początkiem mądrości”. Nie warto budować poczucia bezpieczeństwa na fakcie, że wychowaliśmy się z pieśnią „Ojcze, chwała Tobie” na ustach. Nie ufajmy zasługom przodków i własnemu wychowaniu. Nasi przodkowie spożyli przecież zakazany owoc. Izrael nie zachował Dziesięciu Przykazań. Kościół katolicki ścigał hugenotów aż w górach i tam urządził im rzeź. Reformatorzy topili anabaptystów. Purytanie wierzyli, iż Ameryka to Ziemia Obiecana i Naród Wybrany. Dzisiejszy kościół wierzy, że każdy ma zranione serce, a terapeuci mogą je uleczyć.

Nie ufajmy zasługom przodków i własnemu wychowaniu…
Piotr przypomina, w czym powinniśmy pokładać nadzieję: w drogocennej krwi Chrystusa, który jest Barankiem niewinnym i bez skazy. Jak głosi hymn: „Oto fundament wiary mej: Chrystusa prawość, Jego krew”. Piotr na pewno pamiętał ów dzień, gdy dał wyraz swemu zaufaniu do tradycji i ciała. Powiedział wtedy mniej więcej: „Ależ Jezusie, Ty nie umrzesz. Patrz, mam miecz i jeśli miałoby Cię co złego spotkać, to prędzej ja pójdę na śmierć w Twojej obronie”. Sporo czasu, cierpienia i upokorzeń potrzeba było, aby Piotr zaprzestał przechwałek i zapłakał ze wstydu i przerażenia na myśl o tym, jak zdradził Mesjasza. Gorąca głowa, pewny siebie Piotr koniec końców nie odważył się już powiedzieć nic, jak tylko: „Panie, Ty wiesz, że Cię miłuję” (J 21,16-17).
Gdy po ukończeniu medycyny w 1968 roku postanowiłem robić specjalizację z psychiatrii, wiedziałem, że fascynuje mnie ona intelektualnie, że podziwiam psychiatrów, których wielu spotkałem na studiach, i że nabyta wiedza psychiatryczna uzdolni mnie do pomocy ludziom. Ale dzięki łasce Bożej dziś widzę już wyraźnie, że wybierając psychiatrię jako sposób na życie Gary Almy zatracił się w zmysłowości, w egocentrycznym pragnieniu tajemnej wiedzy, w zwykłej żądzy władzy i łatwych pieniędzy. Byłem w ciemności, zgubiony w przewinieniach i grzechach. Tylko Duch Boży mógł otworzyć mi oczy; tylko Słowo Boże mogło wywieść mnie z ciemności, tylko miłość Boża sprawia dziś, że drżę o tych, którzy sądzą, że dzięki mistycznej wiedzy Freuda i Junga przechodzą od jednej światłości ku drugiej.
Kościół kupił to kłamstwo – a Jezus wciąż zadaje niepokojące pytanie: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8).
PsychoHeresy Awareness Letter styczeń/luty 1999.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).

Wstecz

*++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

ZASTĘPY NIEPEWNE
Promocja sprzecznych z Biblią objawień dokonuje się w Polsce na szeroką skalę

Tomasz Pompowski

Słońce dosięgało powoli zenitu. Gorące powietrze unoszące się nad rozgrzaną, piaszczystą równiną, z której wynurzało się wzniesienie, zmusiło nawet najbardziej pracowitych do przerwania pracy. Wysoki mężczyzna zatrzymał wielbłąda. Na jego twarzy widać było głębokie bruzdy wyrzeźbione przez śmierć większości dzieci oraz wysiłek pocieszania ukochanej Chadijeh. To już prawie czterdzieści lat, odkąd opuścił dom rodzinny. Dom pełen cierpienia… Ojca w ogóle nie poznał. Dowiedział się, że umarł przed jego narodzinami. Matkę stracił w wieku sześciu lat.
Wychowany twardą ręka dziadka Abu-al-Muttaliba, niegdyś znanego kapłana w Mekce, nauczył się pokonywać swoje uczucia. Dziadek zaznajomił go z twardymi regułami życia. Ubogie posłanie i miska strawy były zawsze czymś niezwykłym, co przypominało mu okres dzieciństwa. Wracając z oazy, lubił wypoczywać w chłodzie namiotu.
Dziś jednak nie szukał w wiosce ani namiotu, ani żadnego miejsca, by odpocząć. Podążał w innym kierunku. Od dłuższego już czasu zastanawiał się, czy kult bogów, o których uczył go dziadek, ma jakikolwiek sens.
„Susza” – myślał – „jak gnębiła, tak gnębi Mekkę przez kilka miesięcy w roku. Na nic zdają się ofiary składane w specjalnych miejscach, jak karatowy budynek noszący nazwę {SYMBOL 187 \f „Times New Roman CE”}Dom Allacha{SYMBOL 171 \f „Times New Roman CE”}, gdzie jest co najmniej 360 różnych figurek i święty Czarny Kamień. Modlitwy zanoszone tam nie pomagają w niczym”.
Rano pewnego dnia zdawało mu się, że widzi kogoś na horyzoncie. Nie tylko to. Również słyszał. Słyszał, że ma mówić o tym, co usłyszy.
Spotykał się z kuzynką Chadijeh oraz jej przyjaciółmi, pierwsze skrzypce grała tam ta dziwna chrześcijanka Waraqua. To ona powiedziała mu, że doświadczenie jest ostatecznym testem prawdy. Wkrótce też przekonała go, że ten, kto mu się objawił, to anioł, którego niegdyś widział jakiś Mojżesz w płonącym krzewie. Zatem pustynni bogowie, których czcił dziadek, nie są prawdziwi.
Ponadto co jakiś czas docierały do niego wiadomości przynoszone przez kupców o narodzie, który twierdzi, że jego ojcowie mieli objawienie jedynego Boga. Nawet nie wymawiali jego imienia, ponieważ było ono specjalne.
Nagle zza pleców usłyszał znajomy głos:
– Mahomecie, dlaczego nie przychodzisz? Wszyscy na ciebie czekamy.
***
Spotkania odbywały się tu od roku. Najbardziej upalne godziny spędzano na modlitwie i specjalnym czasie w cieniu niewielkiej jaskini. „Specjalny czas” był oczekiwaniem na niewidzialnego, prawdziwego Boga, o którym tak wiele już słyszeli. Jaskinia chroniła ich przed ciekawymi sąsiadami, a godziny poświęcane na modlitwę nie mogły prowokować do snucia żadnych podejrzeń.
Po jednej z takich modlitw Mahomet miał dziwne doznania, które okazały się objawieniem od Boga.
– Mahomecie, czas na ciebie.
Kilka par oczu zwróciło się w jego stronę. Trochę drżącym głosem zaczął:
– Słuchajcie, Bóg osądzi was z tego, co robicie. Nie zapominajcie o więźniach, sierotach i ubogich. On jest Allachem i nie ma innego. On jest suwerennym panem, świętym, dawcą pokoju. Niech będzie czczony bardziej aniżeli inni bogowie! Posłuchajcie, Jezus Chrystus był mesjaszem, a jego matka do narodzin była dziewicą. Piękne są jego cuda i nauka. Pamiętajcie jednak, że Chrystus nie umarł na krzyżu, ale przed tymi mękami Bóg zabrał go wcześniej do nieba…[1]
***
Wyobraźmy sobie, że chrześcijanie mieliby wpływ na nauki głoszone przez jakiegoś proroka, twierdzącego, iż objawił mu się sam Bóg. To objawienie – głosiłby nowy prorok – dotyka wielu chrześcijan, a może też i niewierzących. Wnosi ono nowe prawdy, takie, które nie były jeszcze objawione nigdy dotąd. Prorok twierdziłby, że wszystko, o czym mówi, przeżył na sobie i był w opisywanych miejscach. Przeszedł przez raj kosztując owocu poznania dobra i zła. Widział demony na polu bitwy, a w końcu słyszał i widział Jezusa. Wyobraźmy sobie, że tekst proroka byłby drukowany i rozpowszechniany jako wizja od Jezusa Chrystusa.
Niestety, nie musimy sobie tego wyobrażać. Teksty daleko wykraczające poza biblijne objawienie są w Polsce drukowane od szeregu lat. Smutne, że w ogłoszeniach zamieszczonych na łamach różnych czasopism w Polsce nazywa się je „proroczą wizją Kościoła”, sugerując, że akceptuje ją „każdy biblijnie wierzący chrześcijanin”.[2]
Lansujące je pismo w jednym ze specjalnych numerów[3] zamieściło mistyczny obraz, jaki zobaczył amerykański pastor Rick Joyner.
Wizja jest długa. Wystarczy jednak przeczytać parę pierwszych stron, by głęboko zaniepokoić się.
Pochodzenie wizji nie jest jasne
Autor w pierwszych opisach nie używa imienia „Jezus Chrystus”. Prawdopodobnie odwołując się do skojarzeń biblijnych posługuje się przed dłuższy czas słowem „Pan”: „Następnie doszedł mnie głos Pana mówiący” (af s. 7), „Następnie obróciłem się i zobaczyłem…armie Pana” (s. 7), „Pan nie pozwoli…” (s. 8) itd. Po dłuższym czasie autor zaczyna używać słów: „Pan Jezus”. Być może od początku chce powiedzieć, że to objawienie zostało mu dane przez Jezusa Chrystusa, ale w początkowych częściach wizji nie można znaleźć takiego stwierdzenia.
Pomimo że autor w tekście nie mówi wprost, iż wizja pochodzi od Jezusa Chrystusa, redakcja pisma jest tego pewna. W słowie wstępnym czytamy: „Wizja Zastępy piekielne maszerują jest szczególna. Po pierwsze: pochodzi od Jezusa…”.
Odkrycie źródła wizji jest niełatwym zadaniem. A fakt, że dana jest ona przez Jezusa, jest wysoce niepewny. Teologia chrześcijańska traktuje słowa Jezusa jak Słowo Boże. Jeśli więc nie jest to proroctwo, a słowa samego Jezusa, to powinny zostać dopisane do Biblii. Tymczasem już początek listu do Hebrajczyków wyklucza inne objawienia:
Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna [Hbr 1,1].
Ponadto chrześcijanin dysponuje już kompletem Słowa Bożego:
Wszelkie Pismo od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu [2 Tm 3,16-17].
Pismo Św. niejednokrotnie ostrzega przed wczytywaniem do niego czegokolwiek. Takie ostrzeżenie zostawił Paweł w liście do Koryntian:
Mówiąc to, miałem na myśli, bracia, mnie samego i Apollosa, ze względu na was, abyście mogli zrozumieć, że nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane[1 Kor 4,6].
Juda apostoł zapewnia nas w sposób dość zaskakujący jak na dzisiejsze czasy, gdy poszukiwaną wartością jest raczej niepewność i niedomówienie, a nie pewność przekonań:
Umiłowani, wkładając całe staranie w pisanie wam o wspólnym naszym zbawieniu, uważam za potrzebne napisać do was, aby zachęcić do walki o wiarę raz tylko przekazaną świętym. Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie, którzy dawno już są zapisani na to potępienie, bezbożni, którzy łaskę Boga naszego zamieniają na rozpustę, a nawet wypierają się jedynego Władcy i Pana naszego Jezusa Chrystusa. Pragnę zaś, żebyście przypomnieli sobie, choć raz na zawsze wiecie już wszystko [Jud 3,5]. [podkr. moje].
Paweł o tym samym mówi do Koryntian:
W Nim to bowiem zostaliście wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie, bo świadectwo Chrystusowe utrwaliło się w was, tak iż nie brakuje wam żadnego daru łaski [podkreśl. moje].

Teologia chrześcijańska traktuje słowa Jezusa jak Słowo Boże. Jeśli więc nie jest to proroctwo, a słowa samego Jezusa, to powinny zostać dopisane do Biblii…
Jeśli jednak jest to proroctwo, które Bóg chciał nam w jakiś sposób przekazać lub zwrócić na nie uwagę, to prawdopodobnie fakt ten byłby gdzieś zaznaczony. Tak jak ze starotestamentowych ksiąg dowiadujemy się o proroctwach Saula czy Dawida, chociaż ich treść jest nam nieznana.
Warto wspomnieć, że proroctwa nowotestamentowe nie wnoszą żadnej treści doktrynalnej. Ich charakter jest lokalny. Nie wchodzą też w zakres Pisma (np. proroctwo z Dziejów Apostolskich dotyczące losów Pawła).

Proroctwa nowotestamentowe nie wnoszą żadnej treści doktrynalnej. Ich charakter jest lokalny. Nie wchodzą też w zakres Pisma…
Tymczasem:
– wizja Ricka Joynera nie jest w tym sensie nowotestamentowym proroctwem, gdyż ma charakter globalny. (W tekście Rick Joyner wielokrotnie występuje jako reprezentant grupy, którą nazywa „Kościół”. Ze względu na powszechne użycie tego słowa na określenie ludzi wierzących, chrześcijan, czytelnik ma prawo myśleć, że autor kieruje te słowa do ludzi na całym świecie);
– wizja daje dziesiątki nowych wiadomości, niemożliwych do zweryfikowania na podstawie tekstu Biblii;
– wizja zawiera stwierdzenia sprzeczne z Pismem.
Globalne zamieszanie
Zacznijmy zatem od globalnego charakteru wizji. Już na samym początku autor stwierdza, że miał wgląd w wydarzenia, jakich „Kościół nigdy przedtem nie doświadczył” (s. 6). W wielu miejscach mówi też o chrześcijanach, nie określając ani czasu, ani miejsca obrazów. Obrazy są bardzo skomplikowane, pojawiają się w nich władze miast, systemu gwiezdnego, a nawet odległych galaktyk (s. 39). Na obrazach można odnaleźć lwa, baranka, węża czy orła, zwierzęta, którymi posługiwali się mistycy (np. Mistrz Eckhart). Na globalny charakter wizji wskazują słowa, które jak pisze autor, miał wypowiedzieć do niego Pan Jezus: „Muszę teraz podzielić się z wami tym, czym podzieliłem się z waszymi braćmi po wniebowstąpieniu – przesłaniem o Moim Królestwie” (s. 12). Trudno nie odnieść wrażenia, że autor sugeruje, iż to, co pisze, było przekazane apostołom przez Jezusa. Zatem, jak twierdzi, odnosi się to do wszystkich wierzących ludzi.
Tajemna wiedza
Wizja opowiada o zdarzeniach i miejscach, o których Biblia milczy. Jest wśród nich „Góra Pana”, o której Biblia nie wspomina. Joyner opisuje jej poziomy (s. 9). Nie wiemy, jak wygląda „Ogród Boga” (s. 13). Rick Joyner opowiada, że jest w nim Bóg, który emanuje złotem i srebrem oraz innymi kolorami (s. 14). Autor posiada też wiedzę na temat bramy ogrodu, ponieważ przez nią przeszedł (s. 13). Nie wiemy też wiele (poza faktem jego istnienia) na temat trzeciego nieba. Rick Joyner twierdzi jednak, że wie (s. 15).
Nie wiemy też, gdzie znajduje się ani jak wygląda tron Chrystusa. Lecz autor miał zobaczyć ów tron, jak i „pokój wewnątrz góry, gdzie znajdują się prawdy o zbawieniu” (s. 28). Ponadto autor uważa, że demony mają organizmy podobne do ludzkich, pisząc, że posiadają potrzeby fizjologiczne (s. 9).
Tego rodzaju szczegóły wykraczają wyraźnie poza biblijne objawienie. Nie można stwierdzić, czy są fałszywe czy prawdziwe.
Teologiczna niespójność
Najbardziej zasmuca fakt, że mistyczne treści są niezgodne z Pismem. Już na początku mowa jest o zabijaniu demonów. Autor wizji twierdzi, że zabijał je osobiście (s. 9). Najwięcej szczegółowych wiadomości o demonach zawierają apokryfy (np. Księga Tobiasza), a zatem nie księgi Pisma. Teologia chrześcijańska nie wspomina o zabijaniu demonów przez kogokolwiek. Jest to chyba najbardziej trudny temat. Wiadomo, że diabeł ma dostęp do umysłu człowieka.
Jezus Joynera miał też powiedzieć o jakiejś nowej armii wroga (s. 7). Ma to być ostatnie zwiedzenie szatana. Prawda ta jest podana jako pewnik. To stwierdzenie jest niezgodne z powszechnie znaną prawdą o Tysiącletnim Królestwie.
„Jezus” zachęca też do walki o Królestwo. „Musicie walczyć o moje Królestwo, prawdę i tych, którzy zostali zwiedzeni” (af tamże). Te słowa stoją w sprzeczności do powszechnie znanego stwierdzenia Jezusa, że „bramy piekielne Go [Królestwa] nie przemogą”.
***
W tekście pojawiają się aniołowie „Wiara, Nadzieja i Miłość”. Nie wiadomo, czy są to ucieleśnienia fizyczne tych cnót. Aniołowie wspomniani w Biblii mają inne imiona (Gabriel, Michał etc).
Bardzo niebezpieczne posunięcie odnajdujemy we fragmencie pt. „Węże”. Czytamy tam: „Nauczyliśmy się, że strzały specyficznych Prawd będą skuteczniejsze, gdy wystrzelimy je w konkretne demony” (s. 11).
Już od części zatytułowanej „Zasadzka” autorowi wyraźnie towarzyszy „Jezus”. „Jezus” potwierdza „praktyczną teologię” panującą wśród niektórych kręgów charyzmatycznych, że należy najpierw rozeznać nazwę demona, aby go wyrzucić. Tymczasem żadnej informacji na ten temat nie znajdujemy w Biblii.
Podczas swojego seansu Joyner będąc w raju dochodzi do drzewa życia. Anioł pilnujący drzewa życia twierdzi, że ludzie, którzy dojdą tam, mogą skosztować owocu: „Ci, którzy zdołają dojść do tego poziomu […] mogą jeść” (s. 11). Rodzi się tu kilka pytań. Co dzieje się z tymi ludźmi, którzy nie mają wizji i nie mogą dojść do „drzewa życia”? Skąd wiemy, że osiągnęliśmy taki poziom duchowy, który pozwala na zjedzenie owocu?
Czytając Apokalipsę (Ap 2,7) możemy dojść do wniosku, że Joyner był w raju i jest zwycięzcą. Zgodnie z listem Pawła zwycięzcą może zostać każdy, kto ukończył bieg. Rick Joyner jak wiadomo jeszcze żyje.
Rick Joyner twierdzi, że widział prawdziwego Jezusa: „Pan nie wyglądał uderzająco pięknie, raczej zwyczajnie. Mimo to wdzięk, z jakim chodził, czynił z Niego najpiękniejszą osobę, jaką kiedykolwiek widziałem. […] Żaden obraz z tych, które widziałem, nie oddają Jego wyglądu…” (s. 13).

Szczegóły podawane przez Joynera wykraczają wyraźnie poza biblijne objawienie. Nie można stwierdzić, czy są fałszywe czy prawdziwe…
Ciąg dalszy tekstu jest bardzo skomplikowany. Przeplatają się w nim elementy symboliczne z realistycznymi. Trudno nie zauważyć – świadomych bądź nie – odwołań do europejskiej twórczości romantyzmu. Oto przykład: „To, co widzisz oczami swojego serca, jest bardziej rzeczywiste niż to, co widzisz oczami naturalnymi” (s. 14). Jak echo odbija się tu sposób myślenia romantyków, którzy bardziej wierzyli niezdefiniowanemu sercu niż „mędrca szkiełku i oku”. W innym z kolei miejscu trudno się oprzeć wrażeniu, że Joyner głosi współczesną filozofię przyjemności: „Słuchaj swojego serca” – odparł – „tam teraz mieszkają te wielkie prawdy”. Te z kolei słowa podobne są do znanej i popularnej w USA piosenki szwedzkiego duetu Roxette, zatytułowanej właśnie: „Listen To Your Heart”.
Nagromadzenie irracjonalności i wręcz wrogość do racjonalizmu zmusza autora do postawienia kwestii jasno, zanim nastąpi zrozumienie jakiegokolwiek elementu wizji (jeśli w ogóle nastąpi): „Musisz uwierzyć!” Później Joyner ustami „świętego” wypowiada myśl znaną w teologii znaku i liturgice: „Nie jesteś tu po to, aby zrozumieć, lecz po to, by doświadczyć”.
To augustyńskie stwierdzenie doprowadziło do irracjonalizacji wiary, której dopiero Reformacja przywróciła porządek umysłu.
***
Szokujące stwierdzenie pada z ust „Mądrości”: „Pan, jego raj i ta góra, wszystko to mieszka w tobie, ponieważ On jest w tobie. […] Powodem, dla którego mnie widzisz, a inni widzieć nie mogą, nie jest to, że ja wszedłem w twoją rzeczywistość, ale to, że to ty wszedłeś w rzeczywistość, w której ja mieszkam. Jest to rzeczywistość, którą znali prorocy i która dawała im wielką odwagę, nawet wtedy, kiedy sami stawali przeciwko całym armiom” (s. 17).

Najbardziej zasmuca fakt, że mistyczne treści wizji Joynera są niezgodne z Pismem…
Lecz Pismo wyraźnie podkreśla, że źródłem odwagi proroków był Bóg, a nie rzeczywistość.
W części trzeciej objawień autor spotyka się z umarłymi (np. spotkanie z człowiekiem uważanym za największego lidera: s. 32). Ponadto według wizji każdy nieżyjący chrześcijanin zna Ricka Joynera: „wszyscy w niebie są, by obserwować […] tych z was, którzy będą walczyć w ostatniej bitwie” (s. 31).
W Piśmie zapisane są tylko dwa przypadki rozmów z umarłymi:
– spotkanie Saula z wróżką z Endor (co było zabronione przez Boga i Saul poniósł za to surowa karę);
– widzenie Piotra, Jakuba i Jana, gdy byli z Jezusem na Górze Przemienienia i widzieli, jak rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem [Eliasz zresztą nie był umarłym, a los Mojżesza jest dość tajemniczy; red.];
Trzecią osobą rozmawiającą z umarłymi jest Joyner.
Najbardziej zadziwiające i najwyraźniej ukazujące niezgodność owej wizji z Biblią jest twierdzenie, jakie wypowiada sam Joyner pod koniec części „Węże”: „Szepnąłem: 'To musi być dzień Pana'. Wówczas cały zastęp […] odpowiedział: 'Dzień Pana zastępów nadszedł'” (s. 12). Nawet początkujący czytelnik Biblii wie, że o tym właśnie dniu nikt nie wie. Nie wie o nim sam Joyner. Nie może wiedzieć, bo:
…o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec [Mk 13,32].
Na podstawie wysuniętych zarzutów można zatem powiedzieć, że wizja Ricka Joynera nie jest wizją pochodzącą od Boga.
Jest ona przykładem neoplatońskiego tekstu, w którym autor wyraźnie dystansuje się od ukazania czytelnikom, że chrześcijaństwo to panowanie Jezusa Chrystusa także w kulturze i umyśle człowieka. Autor wyraźnie opiera się na ukrytym założeniu, że zbawienie duszy wystarcza.
Po drugie nie podlega dyskusji fakt, że wizja Ricka Joynera jest czystym mistycyzmem. „Pan” czy nawet „Pan Jezus” wymieniony w tekście nie jest przedstawiony ściśle z prawdami biblijnymi. Brakuje czystego przekazu prawdy o życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa jako ofiary zastępczej, niepowtarzalnej, mającej konsekwencje zarówno w czasie jak i przestrzeni. Ta jasna prawda jest dziś bardzo często rozmywana przez teologie liberalną, którą niestety w jakiejś mierze przyjęły kręgi charyzmatyczne.

W wizji Joynera brakuje czystego przekazu prawdy o życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa jako ofiary zastępczej, niepowtarzalnej, mającej konsekwencje zarówno w czasie jak i przestrzeni…
W końcu tekst wielokrotnie zbliża się do ukazania doznań i przeżyć jako wartości fundamentalnej. Z pewnością w chrześcijaństwie doświadczenie ma swoje miejsce. Brakuje jednak ukazania ich we właściwej hierarchii.
Podstawą chrześcijańskiej wiary jest objawiona p r a w d a. Bóg tak chciał, by całe życie człowieka było na niej oparte. Zakorzenienie w prawdzie biblijnej zapoczątkowuje przez Ducha Świętego relację z Bogiem.
Relacja sama w sobie jest doświadczeniem.
Tak jak w czasach Mahometa, dzisiaj wielu chrześcijan niechętnie odnosi się do racjonalnej oceny. Nadal często wierzą, że doświadczenie jest ostatecznym arbitrem prawdy. Waraqua nie posiadała żadnego, solidnego fundamentu, które dałoby podstawę do oceny doznań Mahometa. Czytając wizje w rodzaju Joynera warto o tym pamiętać. To chrześcijanka pomogła przyszłemu „Prorokowi” uwierzyć, że spotkał anioła Jedynego Boga, tak samo jak Mojżesz.
Niechęć do dokonywania ocen jest sprawą zakorzenionego relatywizmu moralnego. Tymczasem to kultura lat sześćdziesiątych, a nie Biblia, mówi, iż nie możemy krytykować nikogo za nic.

Przypisy:

1. Opowiadanie autora na podstawie: Bouman Johan: Der Koran und die Juden, 1990, oraz Woodberry J. Dudley (red): Muslims and Christians on the Emaus Road, 1989.
2. Ogłoszenie w Ruah 4/1998, strona reklamowa.
3. Absolutnie Fantastyczne numer specjalny.

Wstecz

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

EZECHIEL 36
POŚRÓD NAJWSPANIALSZYCH ROZDZIAŁÓW BIBLII
Elwood McQuaid

Wiele lat temu miałem w posiadaniu książkę Great Chapters of the Bible (Wielkie rozdziały biblijne) autorstwa nieżyjącego już dr. G. Campbella Morgana, znakomitego brytyjskiego biblisty i pastora. Nie pamiętam, czy 36 rozdział Ezechiela był tam wymieniony; w każdym razie powinien był być. Ustęp ten bowiem prezentuje wyjątkowo obfite objawienie prorockie. Czytelnik dowie się z jednej strony o zgromadzeniu rozproszonego Izraela w Ziemi Obiecanej, z drugiej zaś o głoszeniu prawdy Bożej i Słowa Bożego daleko aż po krańce ziem zasiedlonych przez narody pogańskie (nie-Żydów), napotykając w dodatku po drodze właściwie każde zagadnienie, które ma odegrać znaczniejszą rolę w dniach ostatnich.
Obserwujemy dziś wśród chrześcijan szczególną wrażliwość na wydarzenia, jakie mają miejsce wokół nas. Towarzyszy jej jednakże brak zrozumienia tempa zegara prorockiego i mechanizmów, które mają koniec końców doprowadzić do takich a nie innych wypadków. 36 rozdział Księgi Ezechiela może się okazać nader pomocny w tej mierze.
Czyja ziemia?
Lecz wy, góry izraelskie, wypuścicie swoje gałązki i przyniesiecie owoc swojemu ludowi izraelskiemu, gdy wkrótce powróci. […] I sprowadzę na was ludzi, Mój lud izraelski, wezmą was w posiadanie… [w. 8 i 12].
Wersety te zawierają jednoznaczne stwierdzenie własności. Prorok nie rzucał słów na wiatr, nie powinny one więc być traktowane lekko przez dzisiejszych wierzących. Niezmierną wagę ma odpowiednie przygotowanie się umysłowe i duchowe na atak propagandy kierowanej dziś przeciw Żydom, posiadającym prawo własności do tej ziemi, która zresztą – jak później zobaczymy – jest „Jego ziemią”. Ponieważ zaś terytorium nazywane Izraelem to „Jego ziemia”, Bóg może nadawać ją, komu zechce, i nadał ją bez wątpienia narodowi żydowskiemu.
Podkreślam tę prawdę już któryś raz z kolei, a to z tej przyczyny, że w niektórych środowiskach chrześcijańskich coraz wyraźniej zaznacza się tendencja odchodzenia od wspierania praw narodu izraelskiego, a opowiadania się za sprawą Palestyńczyków i ich orędowników. Jaser Arafat nie kryje, że dąży do sojuszu chrześcijańsko-muzułmańskiego, dzięki któremu doprowadziłby w końcu do usunięcia Żydów z tego obszaru. Jego zdaniem tylko to może uratować Palestyńczyków przed losem wygnańców bez praw i godności.

W niektórych środowiskach chrześcijańskich coraz wyraźniej zaznacza się tendencja odchodzenia od wspierania praw narodu izraelskiego, a opowiadania się za sprawą Palestyńczyków i ich orędowników…
Niestety, Arafat i inni muzułmanie zdołali już doprowadzić do zmiany nastawienia wielu osób względem Izraela.
Potwierdzeniem tych niepokojących danych jest fakt, iż wrogowie Izraela głośno roszczą sobie prawo do lwiej części jego ziemi i zagorzale protestują przeciwko każdej cegle, jaką Żydzi położą na obszarach, na które tamci mają ochotę. Zgodne (wyjąwszy może Stany Zjednoczone) poparcie dążeń palestyńskich przez ONZ nie tylko przeszkadza w rokowaniach izraelsko-palestyńskich, ale i prowokuje wrogów Izraela do eskalacji żądań. Na szczęście, Bóg już dawno zabrał głos w tej sprawie, toteż możemy mieć pewność, że to do Niego należy ostatnie słowo.
Musimy mieć jasną świadomość tego, że 17 rozdział Księgi Rodzaju nie pozostawia wątpliwości co do tego, kto dziedziczy po Abrahamie, a zatem kto posiada prawa do ziemi. Są to potomkowie Abrahama z linii Izaaka, a nie Ismaela: „Na to rzekł Bóg: Nie! Ale zona twoja Sara urodzi ci syna i nazwieszz go imieniem Izaak, a Ja ustanowię przymierze Moje z nim jako przymierze wieczne dla jego potomstwa po nim” (17,19). Ważnym elementem obietnicy przymierza, która została odziedziczona przez Izaaka i „jego potomstwo po nim”, jest ziemia izraelska.
Przypisanie tej ziemi na własność narodowi żydowskiemu nie oznacza, że jest to naród lepszy, a jego rywale są gorsi. Ten sam rozdział Pierwszej Księgi Mojżeszowej wspomina bowiem także o znacznych obszarach obiecanych Ismaelowi i jego potomkom: „Co do Ismaela, wysłuchałem cię: Oto pobłogosławię mu i rozplenię go, i rozmnożę go nad miarę. Zrodzi on dwunastu książąt, i uczynię z niego naród wielki” (17,20). Sedno obecnego sporu pomiędzy Żydami a Palestyńczykami tkwi w tym, że ci, którzy podają się za potomstwo Ismaela, nie są usatysfakcjonowani tym, co do nich należy, a co wielokrotnie przewyższa wielkość obszaru maleńkiego Izraela. Ktoś mógłby to określić mianem waśni rodzinnej, i może nie pomyliłby się zanadto, gdyby stwierdził, że Palestyńczycy przypominają rozkapryszone dziecko, które chce zająć dla siebie całe tylne siedzenie w samochodzie: „Niech on się przesunie! Zajął moje miejsce!”
Nie lepszy, ale wybrany
W 36 rozdziale Księgi Ezechiela Pan jasno wypowiada się o swoim ludzie wybranym: „Dlatego tak powiedz domowi izraelskiemu: Tam mówi Wszechmocny Jahwe: Ja działam nie ze względu na was, domu izraelski, lecz ze względu na Moje święte imię, które znieważyliście wśród ludów, do których przybyliście. Dlatego uświęcę wielkie Moje imię, znieważone wśród narodów…” (w. 22-23a).
Nie ulega wątpliwości, że Bóg wybrał naród izraelski w tym konkretnym celu, aby uwielbić swe święte imię. W istnienie Izraela wpisany jest Boży cel: aby pewnego dnia cały wszechświat głosił wielkość Pana. Izrael zatem i jego dzieci nie są szczególnymi ze względu na wyższość wobec innych narodów, ale ze względu na rolę Bożego narzędzia.
Jako chrześcijanie, powinniśmy nieustannie mieć to w pamięci. Zdarzają się bowiem od czasu do czasu wśród nas wierzący skłonni przejawiać postawę wyższości. Uwidacznia się to szczególnie u osób skażonych w jakimś stopniu resentymentami antysemickimi. Otóż chrześcijanie nie są nikim lepszym; oni jedynie zostali odkupieni. To fakt niezmiernie ważki i – dodałbym nawet – otrzeźwiający. Patrząc z takiej perspektywy na oba obozy: na Izrael i na kościół zachowamy trzeźwe spojrzenie, a za naszego mocodawcę będziemy uznawać Boga, a nie samych siebie.
Przestroga dla prześladowców Izraela
Prawda ta bywa powtarzana wielokrotnie, chciałbym ją jednak przypomnieć i w tym miejscu. Nigdy bowiem zbyt wiele przypominania, że Bogu nie podobają się osoby czy grupy stawiające sobie za cel przysparzanie cierpień tym, których On wybrał: „Dlatego tak mówi Jahwe Pan: Podnoszę rękę na znak przysięgi: Zaiste, narody, które są dokoła was, znosić będą swoje obelgi” (36,7). Ludzie odczuwający niechęć do narodu żydowskiego wzdragają się na dźwięk słów, jakie Pan skierował do Abrahama w 12 rozdziale Księgi Rodzaju (w. 3): „I będę błogosławił błogosławiącym tobie, a przeklinających cię przeklinać będę; i będą w tobie błogosławione wszystkie plemiona ziemi”. Słuchajmy tych słów dopóty, aż rzeczywiście je usłyszymy!
Will H. Houghton, niegdyś prezes Instytutu Biblijnjego im. Moody’ego, wypowiedział tę prawdę w formie krótkiego wierszyka:
Nie mówcie mi, że chrześcijanin
Prześladowałby Żyda;
Prawdziwy chrześcijanin – nigdy,
Tylko poganin chyba.
Skoro ostatecznym celem dziejów jest przyniesienie chwały Bogu, to w jaki sposób Bóg planuje tego dokonać? W 36 rozdziale Księgi Ezechiela znajdziemy trzy ważne wskazówki na ten temat: odrodzenie, pojednanie i utwierdzenie.
Odrodzenie
Kraj wybrany przez Pana: ziemia izraelska dozna szczególnego odrodzenia, jakie nigdy dotąd nie wydarzyło się na ziemi:
I rozmnożę na waszej ziemi ludzi i bydło, i będzie ich dużo, i będą się mnożyć; osiedlę was jak za wa-szych dawnych czasów i będzie się wam lepiej powodziło niż poprzednio. I poznacie, że Ja jestem Jahwe [w. 11].
Jak bardzo lepszy los zaplanował dla nich Pan? „A spustoszony kraj będzie uprawiany zamiast być pustkowiem na oczach wszystkich przechodniów, i będą mówić: Ten kraj, niegdyś spustoszony, stał się podobny do ogrodu Eden; a miasta, które legły w gruzach i były spustoszone i zburzone, są teraz obwarowane i zamieszkane” (w. 34-35).

Izrael i jego dzieci nie są szczególnymi ze względu na wyższość wobec innych narodów, ale ze względu na rolę Bożego narzędzia… Chrześcijanie nie są nikim lepszym od niechrześcijan; oni jedynie zostali odkupieni…
Przywrócenie chwały ziemi izraelskiej i podniesienie jej do rangi ogrodu Eden to obietnica ważna – i ekscytująca. Lecz na niej się nie kończy. Odrodzenie ziemi izraelskiej wiąże się bowiem bezpośrednio z Bożym planem pojednania krnąbrnego ludu z jego Bogiem. Odrodzony naród izraelski będzie namacalnym świadectwem swego powrotu do Jahwe.
Pojednanie
Piąta Księga Mojżeszowa wymienia powody, które doprowadziły do spustoszenia ziemi izraelskiej i jego symbolicznej wymowy dla narodów świata na przestrzeni wieków, kiedy to Izrael jako naród daleki był od swego Boga i rozproszony wśród narodów: „I będą mówić wszystkie narody: Za co Jahwe uczynił tak tej ziemi? Co za przyczyna tego wielkiego żaru Jego gniewu? I odpowiedzą: Za to, że opuścili przymierze z Jahwe, Bogiem swoich ojców, które z nimi zawarł, gdy wyprowadził ich z ziemi egipskiej (5 Mojż 29,23-24).
Lecz odrodzenie ziemi izraelskiej zapoczątkuje nowe czasy w historii Izraela: w owym dniu Izrael przyzna nareszcie Bogu przysługujące Mu miejsce pośród Jego umiłowanego ludu. Werset 36,28 w Księdze Ezechiela mówi krótko i jasno:
I będziecie mieszkać w ziemi, którą dałem waszym ojcom; i będziecie Moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem.
Utwierdzenie
Kiedy tylko narody szczerze zaciekawią się przyczyną spustoszenia ziemi izraelskiej, ziemia ta odzyska możliwość zaświadczenia o łasce i chwale Boga, jednającego Izrael ze Sobą.
Ciekawe refleksje nasuwają się przy porównaniu dwu ustępów biblijnych: 29 rozdziału Księgi Powtórzonego Prawa i 26 rozdziału Księgi Ezechiela. Pamiętamy, jak w wersecie Ez 36,35 powiedziano: „Ten kraj, niegdyś spustoszony, stał się podobny do ogrodu Eden”; werset 36 natomiast ukazuje całkowitą odmianę losów ziemi izraelskiej i jej mieszkańców:
I poznają narody, które wokoło was pozostały, że Ja, Jahwe, odbudowałem to, co było zburzone, zasadziłem to, co było spustoszone; Ja, Jahwe, powiedziałem to i uczynię.
Wierny Bóg wykonuje to, co obiecał, a wtedy Jego chwała, mądrość i cześć zostają objawione na oczach wszystkich narodów.
Czy zatem 36 rozdział Księgi Ezechiela należałoby umieścić wśród „najwspanialszych rozdziałów Biblii”? Jestem pewien, że nawet po tak pobieżnej analizie jego cudownej treści Czytelnik zgodzi się ze mną i odpowie: Jak najbardziej!
Israel My Glory czerwiec/lipiec 1997.
(Used by permission by The Friends of Israel Gospel Ministry, Inc., Bellmawr, NJ, USA).

Wstecz

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++****************************************************************

EWANGELIA PRZEGADANA
T.A. McMahon

„Niejedna droga zda się człowiekowi prosta, lecz w końcu prowadzi do śmierci” (Prz 16,25).
Napisałem kiedyś w naszym biuletynie kilka słów zachęty dla czytelników, aby czas na wspólnych spotkaniach poświęcali zgłębianiu Słowa Bożego. Zdumiały mnie reakcje, z jakimi spotkała się ta króciutka notka. Bo choć wielu poczuło się zachęconych do zainicjowania spotkań biblijnych, to inni wskazywali na liczne problemy, jakie napotykają podczas grup biblijnych, spotkań domowych czy zajęć szkoły niedzielnej. Najczęściej – i jakże słusznie – uskarżano się na to, że uczestnicy takich spotkań przy próbach zinterpretowania i zrozumienia Słowa Bożego nazbyt często odwołują się do mądrości cielesnej, ludzkiej. To problem powszechny, i kto wie, czy nie jest to najskuteczniejsze narzędzie szatana w podważaniu autorytetu i mocy Pisma w życiu wierzącego.
Kiedy po przeprowadzce do Bend zaczęliśmy z rodziną szukać kościoła dla siebie, odwiedziłem również zajęcia szkoły niedzielnej dla nastolatków. Pamiętam, jak zdumiało mnie ewidentne tam uznanie „mądrości” ludzkiej. Prowadząca, czytając z gotowego materiału, przedstawiła pewną fikcyjną sytuację: problem uwikłanego w grzech chłopaka, dla której nastolatki miały znaleźć odpowiednie według nich rozwiązanie. Spośród dwudziestu zaproponowanych przez młodzież rozwiązań jedynie dwa można by od biedy uznać za „biblijne”. Znakomitą większość czasu poświęcono na to, aby młodzież mogła się „wygadać”, „zwierzyć z własnych doświadczeń” i „podzielić uczuciami” co do sprawy. W rezultacie zostało niecałe pięć minut na przedstawienie, co Biblia ma do powiedzenia na ten temat. A i tak prowadząca zinterpretowała zacytowane wersety zgodnie z poglądem czołowego „chrześcijańskiego psychologa”. Byłem już bliski załamania, a tu na dodatek podsłuchałem, jak grupka co bardziej asertywnych młodych ludzi (niskie poczucie wartości im nie grozi!) orzekła, że tak czy inaczej to ich rozwiązania wydają się najsensowniejsze. W tym momencie naprawdę nie wiedziałem już: czy śmiać się (chyba nie, bo sytuacja jest za smutna), czy też płakać (też trudno, bo jest zbyt absurdalna).
Opisane zajęcia szkoły niedzielnej to nic innego jak jaskrawe odbicie tego, co obserwuję na rozmaitych grupach biblijnych, spotkaniach domowych i tym podobnych zajęciach. Zbyt często wolimy posłuchać tego, co sami wymyślimy, niż tego, co Bóg jasno zwiastuje w swym Słowie. Wolimy również z góry uznać to, co jako poselstwo i wolę Bożą przedstawia nam jakiś „autorytet”, niż samemu badać Pismo. Ale cóż, historia ludzkości to historia oglądania się na drugich. Jeszcze zanim grzech zdążył skazić ten świat, Ewa już uległa tej skłonności: aby słuchać kogoś, kto wygląda na autorytet, i zawierzyć własnym spekulacjom.

„Baczcie, aby was kto nie sprowadził na manowce filozofią i czczym urojeniem opartym na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie”.
Kol 2,8
W słowach skierowanych przez węża do Ewy były dwa tego rodzaju zwodnicze elementy. Po pierwsze, autorytatywnym tonem podważono Słowo Boże: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział…?” Po drugie, w przekonujący sposób zaprzeczono Słowu Bożemu: „Na pewno nie umrzecie, lecz Bóg wie, że gdy tylko zjecie z niego, otworzą się wam oczy i będziecie jak Bóg, znający dobro i zło” (1 Mojż 3,1-5). Ewie to się spodobało. Sama też nie próżnowała, myśląc gorączkowo. „A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła…” (3,6). Ewa posłuchała gadania szatana, a potem dopełniła dzieła własnym monologiem wewnętrznym. Szatan i ludzkie ja współpracowały tu w śmiercionośnym teamie. Partnerstwo to po dziś dzień owocuje fatalnymi skutkami.

ZBYT CZĘSTO WOLIMY POSŁUCHAĆ TEGO, CO SAMI WYMYŚLIMY, NIŻ TEGO, CO BÓG JASNO ZWIASTUJE NAM W SWYM SŁOWIE…
Paweł musiał sporo wiedzieć o zwodniczych i opłakanych konsekwencjach słuchania innych głosów raczej niż Boga. Jego proroctwa w tej sprawie ukazują serce bolejące nad przyszłą zagładą tych, których trzeba uznać za jego duchowe dzieci: „A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich” (1 Tm 4,1); „Ja wiem, że po odejściu moim wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając trzody, nawet spomiędzy was samych powstaną mężowie mówiący rzeczy przewrotne, aby uczniów pociągnąć za sobą. Przeto czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami napominać każdego z was” (Dz 20,29-31).
Paweł w dzień i w nocy nie przestawał ze łzami w oczach ostrzegać każdego z nich. Kiedy myślę o czasach, w których żył, dziwię się nieraz, czemu aż tak się martwił. Być może jego serce bolało najbardziej nie tyle w związku sytuacją jego pokolenia wierzących, co z jego proroczym wglądem w przyszłość i dzieje nam współczesne. Lokalne wspólnoty wierzących z czasów Pawła były bez wątpienia wyczulone na fałszywych nauczycieli i błędne nauki, co wyraźnie widać w listach do Koryntian i Galacjan. W porównaniu z istnym potopem niebiblijnych wpływów, jakim dają się unosić dzisiejsi wierzący, można powiedzieć, że pierwszym chrześcijanom niewiele groziło. Dlaczego więc dziś tak rzadko spotyka się kaznodziejów podzielających serdeczną troskę Pawła?
Duszpasterze z prawdziwie pasterskim sercem są dziś w kropce, a miłując prawdę i pragnąc dla swej trzody pokarmu czystej nauki, muszą się zmierzyć ze straszliwym dylematem: Większość z nich ma szansę nauczania członków swej wspólnoty najwyżej przez 45 minut raz w tygodniu. Jeśli popularnością wśród członków cieszą się także nabożeństwa w środku tygodnia, to czas ten wydłuża się w najlepszej mierze do półtorej godziny tygodniowo. Zestawmy to z faktem, że ogromna i ciągle rosnąca rzesza ewangelicznie wierzących czerpie w ciągu tygodnia minimum dziesięć godzin dodatkowej nauki przez chrześcijańskie radio i TV. Wielu szczerze wierzących nie wyłącza radia przez cały dzień, słuchając go czy to w domu, czy w samochodzie; a wieczorami zaczyna się maraton chrześcijańskiej telewizji. Nie zaprzeczam, że w mass mediach można znaleźć niejeden wartościowy program, jednakże wskutek zwyczaju słuchania, co popadnie, odbiorcy chrześcijańskich mass mediów są dziś narażeni na oddziaływanie najjaskrawszych herezji. Fale radiowe stały się naczelnym narzędziem „odstępowania od wiary”, „przystawania do duchów zwodniczych” i „słuchania nauk szatańskich”. Wiele owiec karmi się tak ogromną ilością doktrynalnych aberracji (do mass mediów dodajmy książki, czasopisma, kasety audio i video, biuletyny, broszurki itd.), że uznają je za zgodne z nauczaniem swego kościoła (nawet jeśli nie jest!). Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy duszpasterz nie ma szczególnego serca „do walki o wiarę, która raz na zawsze została przekazana świętym” (Jud 3). Jeśli o tę wiarę nie będą walczyć, to pomimo wykładania czysto biblijnej nauki utoną koniec końców w bagnie nauk i praktyk produkcji ludzkiej i szatańskiej. […]

EWA POSŁUCHAŁA GADANIA SZATANA, A POTEM DOPEŁNIŁA DZIEŁA WŁASNYM MONOLOGIEM WEWNĘTRZNYM…
A jeśli pastor czy inny lider nie zechciałby nauczać i zastosować się do słów Jezusa z Ewangelii Mateusza 24,4 („Baczcie, aby was kto nie zwiódł”), to odpowiedzialnością każdego wierzącego przed Panem jest posłuszeństwo temu poleceniu. Jeśli jednak w naszym życiu z Jezusem brak elementu duchowego rozeznania, to warto zastosować się do poniższych wskazówek:
(1) Zdać sobie sprawę, że Słowo Boże to Słowo Boże. Nic, co może zaoferować człowiek, nie jest tu w stanie niczego ulepszyć ani niczego istotnego dodać (Iz 55,8-9).
(2) Zrozumieć, że naszym nauczycielem jest Duch Święty (J 16,13) i On jedynie może przed nami odsłaniać Słowo Boże.
(3) Napełniać serce i umysł treścią Pisma. Zaznajamiać się z nim. Czytać wciąż od nowa. Niech czyste, żywe wody prawdy Bożej zmyją zanieczyszczenia myśli światowych i błędnych nauk.
(4) Badać każdego nauczającego, jak to czynili berejczycy (Dz 17,10-11). Trwanie w wierze nie jest owocem ufności względem ludzkiego nauczyciela, choćby nie wiedzieć jak biblijnego. Prawdziwa, pełna przekonania wiara płynie z bezpośredniej znajomości nauczania Biblii i zastosowania go w życiu, dzięki oświeceniu i mocy od Ducha Świętego.
(5) Poświęcać więcej czasu obcowaniu z Panem, poznawaniu Go coraz lepiej przede wszystkim poprzez czytanie Jego Słowa, a mniej poprzez nauczanie ludzi na Jego temat.

„I pokazał mi rzekę wody żywota, czystą jak kryształ, wypływającą z tronu Boga i Baranka”.
Obj 22,1
Oprócz osobistego czasu spędzanego z Jezusem najlepszym doświadczeniem pomocnym we wzroście w Panu jest moim zdaniem przebywanie z innymi wierzącymi, skupione wokół zgłębiania Jego Słowa. Grupy biblijne, spotkania domowe, zajęcia szkoły niedzielnej powinny jednak podlegać naszej ciągłej ocenie. Nawet najlepsza grupa biblijna może zejść na manowce i zboczyć daleko od pierwotnego zamiaru i pożytku. Pismo Święte objawia nam przede wszystkim to, co Bóg chce, abyśmy o Nim wiedzieli. Czy każde spotkanie bądź zajęcia opuszczamy z lepszym poznaniem Go? Wiele spotkań, w których brałem udział, zaczynało się wprawdzie od Pisma, ale prędko zamieniało się w wymianę osobistych doświadczeń, prezentację poglądów ulubionego autora bądź dzielenie się subiektywnymi uczuciami co do treści fragmentu Słowa. Jeśli zauważymy na swoich spotkaniach podobne tendencje, starajmy się zachęcić nie do własnych pomysłów czy powoływania się na innych, ale do dzielenia się opartego na innych fragmentach biblijnych, które pomogą wyjaśnić omawiany ustęp. Jeśli chcemy się dowiedzieć tego, co Bóg przeznaczył dla nas do poznania, to niech Pismo interpretuje się samo.

JEŚLI CHCEMY DOWIEDZIEĆ SIĘ TEGO, CO BÓG PRZEZNACZYŁ DLA NAS DO POZNANIA, TO NIECH PISMO INTERPRETUJE SIĘ SAMO…
Mój ojciec-psychiatra (zmarł, gdy jeszcze byłem na studiach) zwykł był mawiać: „Gadanie nic nie kosztuje. Chyba że jest to gadanie psychiatry”. „Terapeutyczne” gadanie kosztowało słono już wtedy, w latach sześćdziesiątych; dziś zaś stało się prawdziwą manią, nawet w kręgach chrześcijańskich. Programy chrześcijańskie typu talk-show stają się platformą prezentacji najdziwaczniejszych myśli, jakie kiedykolwiek postały w ludzkiej głowie: myśli dobrych, myśli złych, myśli byle jakich. Chrześcijanie, sącząc z nich rozmaite nauki, nader często będą za nie musieli słono zapłacić. Jak bowiem wyszacować to, co odciąga nas od skarbu prawdy Bożej? Czy nasze „spotkania biblijne” aby na pewno nie przypominają audycji typu audio-tele? Czy opiniom tak zwanych autorytetów i rzekomych ekspertów nie poświęca się na nich więcej czasu niż jasnym, natchnionym pismom proroków i apostołów?
Świeckie programy talk-show bazują w głównej mierze na rozwiązaniach psychologicznych. Podobnie dzieje się w chrześcijańskich programach z udziałem telewidzów. Częstokroć są one wręcz sponsorowane przez słynne „chrześcijańskie” kliniki psychiatryczne lub lokalnych „chrześcijańskich” psychoterapeutów. Programy te zazwyczaj w centrum stawiają człowieka. Oglądając je, warto spojrzeć na zegarek i policzyć, ile czasu poświęca się człowiekowi i jego problemom, a ile czasu przeznacza się na poznanie osoby, przymiotów i przykazań (J 14,15) Jezusa Chrystusa. Jeśli nie przepadamy za chrześcijańskimi talk-show, zastosujmy ten sam test na naszym spotkaniu biblijnym. Drogi tego świata w zadziwiający sposób wkradają się do kościoła, nawet jeśli jesteśmy przekonani, że nie jesteśmy ze świata.
Choć odstępstwo może się nam chwilami wydawać nie do pokonania, to łaska Boża jest w stanie utrzymać nas na dobrej drodze. Choć zalewa nas potop niebiblijnego zwiedzenia, zagrażający owocnemu życiu w Jezusie, to Jego łaska jest dostępna dla każdego i łatwo może uwolnić w naszym wnętrzu rzeki wody żywej, jak nam On obiecał (J 7,38).
Modlimy się o to, ażebyście pragnęli Słowa Bożego rozświetlanego przez nauczanie Ducha Świętego, tak aby nieustannie omywało ono wasze serca i umysły. To najpewniejszy sposób, aby poznać Jezusa i kroczyć za Nim. O tym też jest mowa w Ewangelii Jana 8,31: „Jeżeli wytrwacie w słowie Moim, prawdziwie uczniami Moimi będziecie”.
The Berean Call listopad 1994.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).

W kręgach ewangelikalnych […] rośnie infiltracja ideami humanistycznymi […] akceptacja pluralizmu i dostosowania się. A jaka j est reakcja przywódców świata ewangelikalnego? W przytłaczającej mierze milczenie, aby tendencja pogłębiała się coraz mocniej, oraz jałowe dysputy o różnicach.
Francis Schaeffer, The Great Evangelical Disaster, s. 88.

Wstecz

*******************************************************************************************************************************************************************************************************************************

JEZUS WKRÓTCE POWRÓCI!
Część 2

David Reagan

Znaki przyrody
O bliskim powrocie Jezusa świadczą po pierwsze znaki przyrody, najmniej zresztą poważane spośród wszystkich kategorii znaków. Kiedy wyjaśniamy ludziom, że chodzi nam o trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, głód, klęski żywiołowe i tajemnicze znaki na niebie, zaczynają się śmiać. Zazwyczaj stwierdzają: „Te rzeczy działy się zawsze. Zawsze panował głód, zawsze były trzęsienia ziemi, zawsze były huragany, co w tym nowego? Przestań się wygłupiać!” Czasami śmieją się z nas w przekonaniu, że jeśli wierzymy w przemawianie Boga przez znaki przyrody, to tylko dowodzi naszej głupoty. Zostajemy sprowadzeni do poziomu niewykształconego, pełnego przesądów tubylca, dla którego wybuch wulkanu to przejaw gniewu jego bóstwa.
Tymczasem znaki przyrody są jak najbardziej aktualne! Biblia od początku do końca naucza, że Bóg zawsze przemawia przez przyrodę. Kiedy narodził się Jezus, umieścił na niebie specjalną gwiazdę. W dzień ukrzyżowania Jezusa na trzy godziny zapadła głęboka ciemność i nastąpiło trzęsienie ziemi. Słowo Boże zapowiada też, że z chwilą powrotu Chrystusa nastąpi największe trzęsienie ziemi w dziejach ludzkości: każda dolina zostanie wyniesiona, każda góra zrównana, cała ziemia stanie się wielką równiną, każda wyspa zostanie wzruszona, a miasto Jeruzalem zostanie wyniesione do najwyższego poziomu na całej ziemi.
Bóg przemawia przez znaki natury. Prorocy Starego Testamentu mówią o nich jeden po drugim.
Księga Joela opowiada o pladze szarańczy. Jej poselstwo można streścić następująco: „Patrzcie, nasz kraj ogołociła szarańcza. Nie mamy co jeść, nie mamy czym nakarmić bydła, nie mamy czego ofiarować Panu. Ale mam dla was wiadomość. Siedzicie i załamujecie ręce, lamentując nad swym 'pechem' i zapytując, dlaczego się to nam przydarzyło. Tymczasem wasza dola nie ma nic wspólnego z pechem. To Bóg zesłał szarańczę. Chciał was wezwać do upamiętania, a jeśli się nie upamiętacie, to pośle wojska, które zniszczą was zupełnie!”
Czy myślicie, że Joelowi uwierzono? Nic podobnego. Naśmiewano się z niego i obrzucano go kamieniami. Nie uwierzyli Joelowi – i Bóg posłał niszczycielskie wojska.
Prorok Amos w swym zwiastowaniu także podkreślał znaki przyrody. Zwracał uwagę: „Czy zauważyliście, że zawsze gdy zasiejecie zboże, gniją jego korzenie? A gdy znowu je zasiejecie, niszczy je powódź? A potem znów niszczy je grad? A gdy zasiejecie ponownie, przychodzi zaraza? A przy następnej próbie nadlatuje szarańcza? Mam dla was wiadomość: To Bóg zsyła te klęski, gdyż wzywa was do upamiętania!”

Biblia od początku do końca naucza, że Bóg zawsze przemawia przez przyrodę…
Kochani, żyjemy dziś pośród jednego z bardziej racjonalistycznie rozumujących społeczeństw na ziemi. Składamy ofiary na ołtarzu racjonalizmu. Przeciętny Amerykanin niewiele bardziej wierzy w rzeczy nadprzyrodzone niż w to, że na księżycu żyją ludzie. Z przykrością muszę stwierdzić, że podobnie rozumuje dziś przeciętny chrześcijanin. Jesteśmy tak bardzo racjonalistyczni, że w naszym przekonaniu jeśli nie można czegoś zobaczyć, nie można czegoś dotknąć, nie można czegoś powąchać, nie można czegoś skosztować i nie można czegoś zważyć, to znaczy, iż rzecz ta nie istnieje. Biblia jednak naucza, że istnieje cała sfera rzeczywistości, która pozostaje zazwyczaj poza zasięgiem naszych zmysłów. Mówię tu o sferze aniołów, sferze demonów, sferze walki duchowej. Jednym z aspektów tego wymiaru jest fakt, że Bóg przemawia przez znaki przyrody. Zawsze to robił i zawsze będzie to robił.
Kpiąc z wiary w takie znaki i twierdząc: „Takie rzeczy działy się zawsze”, ludzie ignorują to, co powiedział Jezus w 24 rozdziale Ewangelii Mateusza. Stwierdził tam, że znaki przyrody będą jak „bóle porodowe” (24,8). Ponieważ nie miałem większego pojęcia na temat bólów porodowych, zabierając się za studiowanie proroctw biblijnych zapytałem żonę: „Co Pan chciał przez to powiedzieć?” Odparła: „Ty głuptasie, każda matka dobrze wie, co to znaczy”. I wyjaśniła, że im bliżej do porodu, tym bardziej wzmagają się bóle u ciężarnej kobiety, rośnie ich częstotliwość i intensywność. Właśnie coś takiego miał na myśli Jezus. Im bliżej Jego przyjścia, tym więcej będzie trzęsień ziemi, coraz intensywniejszych; tym więcej i coraz dotkliwszych będzie plag; tym częściej i coraz silniej będą wybuchać wulkany; tym więcej będzie klęsk głodu i tym będą one cięższe.
Czy nie brzmi to trochę jak wieczorne wiadomości? Takie wieści docierają do nas dziś prawie codziennie. Przeglądając Almanach Świata i zawarte w nim zestawienia zauważyłem, że od początku tego stulecia częstotliwość i intensywność różnych kataklizmów wzrasta. Dane statystyczne przytłaczają. Jest tak, jak gdyby Bóg potrząsał całą przyrodą, coraz mocniej i mocniej, im bardziej zbliżamy się do chwili powrotu Chrystusa. Jakby chciał ogłosić światu: „Posłuchajcie Mnie! Jezus wkrótce powróci!”
Znaki społeczne
Druga kategoria znaków odnosi się do zjawisk społecznych. W Ewangelii Mateusza 24,37 Jezus powiedział, że „jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego”. I opisał, jak wyglądała wówczas sytuacja. Można wnioskować, że Jezus powróci w chwili, gdy stan ziemi będzie tak zły jak za dni Noego, gdy społeczeństwo zatoczy pełen okrąg i powróci do poziomu równie beznadziejnego jak wówczas.
W 6 rozdziale Pierwszej Księgi Możeszowej z zaskoczeniem zauważamy, że opis czasów Noego jest bardzo zwięzły. Jedno jednak przebija z niego wyraźnie: zło ówczesnego świata. Stwierdza się tam, że „myśli i dążenia serca człowieka były ustawicznie złe”, co przejawiało się przez niemoralność i przemoc.
Dokładniejszą analizę społeczeństwa z czasów Noego znajdziemy w Nowym Testamencie. W pierwszym rozdziale Listu do Rzymian, poczynając od wersetu 18, Paweł z natchnienia Ducha Bożego mówi, na jakie społeczeństwo wylewa Bóg swój gniew. Opis tego społeczeństwa nie pozostawia wątpliwości, iż chodzi tu o czasy Noego, bo wówczas właśnie gniew Boży objawił się z całą siłą. Było to społeczeństwo, w którym ludzie „przez nieprawość tłumią prawdę” (w. 18). Oddawało ono chwałę stworzeniu raczej niż Stwórcy. Czcili przyrodę. Byli humanistami. Woleli wielbić człowieka zamiast Boga. Tacy sami są dziś ludzie w naszym kraju. Jesteśmy społeczeństwem humanistycznym. Wielbimy „Matkę Ziemię” zamiast Boga Ojca, którzy ziemię stworzył.
Fragment z Listu do Rzymian opisuje następnie, jak ludzie pogrążyli się w jałowych spekulacjach i wyobrażeniach i mieli się za mądrych, podczas gdy w rzeczywistości byli głupcami. Taki właśnie, moi drodzy, jest nasz naród. Składamy ofiary na ołtarzu nauki. Bez względu na rodzaj problemu sądzimy, że nauka będzie w stanie go rozwiązać. Jeśli idzie o AIDS, wolimy uczyć nasze dzieci, jak uprawiać „bezpieczny seks”, zamiast wpajać im tak potrzebną naukę o moralności w seksie.
W wersecie 24 czytamy, że rozkład społeczny posunął się tak daleko, iż Bóg jak gdyby cofnął się i pozwolił złu jeszcze bardziej się rozmnażać. W Ameryce pierwszą tego oznaką była rewolucja seksualna lat sześćdziesiątych. Później, gdy ludzie wciąż nie pokutowali, Bóg cofnął się jeszcze bardziej i pozwolił, aby grzech jeszcze bardziej się rozmnożył. Wybuchła plaga homoseksualizmu. Społeczeństwo zaczęło się rozpadać u swych podstaw.
W trzecim rozdziale Drugiego Listu do Tymoteusza znajdziemy podobny fragment. W pierwszym rozdziale Listu do Rzymian Paweł przemawiał jako historyk. W trzecim rozdziale Listu do Tymoteusza przemawia jako prorok, używając prawie dokładnie takiego samego języka, aby potwierdzić to, co powiedział nam już Jezus: że społeczeństwo czasów ostatecznych będzie takie, jakie było za dni Noego: „A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy” (2 Tm 3,1). W tych właśnie czasach, moi drodzy, żyjemy. Paweł pisze dalej: „Ludzie bowiem będą samolubni”. Humanizm. „Chciwi”. Materializm. „Miłujący rozkosze” (3,4). Hedonizm.
Te trzy rzeczy idą ręka w rękę. Jeśli twoją religią jest humanizm, twoim bogiem zawsze będą pieniądze, a stylem życia hedonizm. Gdzie jest humanizm, tam będzie materializm, a w końcowym efekcie hedonizm. W tym równaniu jest jeszcze czwarty element: zapłata, Bóg bowiem nie pozwoli się z Siebie naśmiewać. Zapłatą jest to, co filozofowie nazywają nihilizmem, w ten wymyślny sposób określając rozpacz. Spójrzmy na obraz rozpaczy ukazany w trzecim rozdziale Drugiego Listu do Tymoteusza: „Ludzie będą chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, bez serca, nieprzejednani, przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego, co dobre, zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący rozkosze bardziej niż Boga”. Oto społeczeństwo czasów ostatecznych.

Humanizm. Materializm. Hedonizm.
Te trzy rzeczy idą ręka w rękę.
Jeśli twoją religią jest humanizm, twoim bogiem zawsze będą pieniądze, a stylem życia hedonizm. W tym równaniu jest jeszcze czwarty element: zapłata…
Tak nisko upadło nie tylko społeczeństwo amerykańskie, ale i cały świat, zresztą nie bez wpływu Stanów Zjednoczonych. Świat zalewają dziś filmy i programy telewizyjne z Hollywood. Jeśli włączyć telewizor w jakimkolwiek miejscu na ziemi, to pierwszą rzeczą, jaką się zobaczy, będzie najprawdopodobniej jakiś wyjątkowo niemoralny i brutalny film czy program amerykański.
Powróciliśmy do stanu z czasów Noego. Znaki społeczne wskazują na bliski powrót Jezusa. Ludzie zapomnieli dziś, co to znaczy rumienić się. Żyjemy w czasach, gdy zło nazywa się dobrem, a dobro złem.
Znaki duchowe
Trzecia kategoria znaków to znaki duchowe. Muszę podkreślić, że istnieje ich wielka różnorodność, są znaki negatywne i znaki pozytywne. Przy czym znaki negatywne są wyjątkowo negatywne. W 24 rozdziale Ewangelii Mateusza Jezus aż trzykrotnie podkreśla, że znakiem czasów będą fałszywi mesjasze, fałszywi prorocy i ich naśladowcy. Jest to w ogóle pierwszy znak czasów ostatecznych, o jakim Jezus wspomina (w. 5): „Wielu przyjdzie w imieniu Moim, mówiąc: Jam jest Chrystus, i wielu zwiodą”. Ponownie wspomina o tym w wersecie 11, ostrzegając, że „powstanie wielu fałszywych proroków, i zwiodą wielu”. W wersecie 24 znów ostrzega przed „fałszywymi mesjaszami i fałszywymi prorokami”, którzy „czynić będą wielkie znaki i cuda”. Trzykrotnie zatem ostrzega nas Jezus przed sektami; dlatego też wszystkie misje zajmujące się badaniem proroctw zajmują się także badaniem sekt.
Żyjemy w epoce sekt. Zaczęła się ona w połowie XIX wieku, wraz z założeniem Kościoła Jezusa Chrystusa Dni Ostatnich, czyli kościoła mormonów, obecnie największej sekty świata. Kościół ten głosi fałszywego Jezusa – co jest podstawową cechą wszystkich sekt. Mormoni nauczają, że Jezus to brat Lucyfera, jeden z dwu tysięcy bóstw, stworzony przez „najwyższego boga”, którego utożsamiają z człowiekiem: Adamem, w uwielbionym stanie. To dopiero z piekła rodem! Po mormonach przyszli Świadkowie Jehowy, którzy w drugiej połowie XIX wieku zaczęli głosić, że Jezus to archanioł Michał. W tym stuleciu doświadczamy wręcz eksplozji sekt. Ogromna jest liczba samych tylko sekt spirytystycznych, według których Jezus to „medium szóstego kręgu projekcji astralnej”, cokolwiek ten bełkot oznacza. Niektórzy przywódcy sekt, jak choćby „wielebny” Moon, sami siebie ogłaszają Mesjaszem. Sekty są wszędzie wokół nas, co również zapowiada bliski powrót Jezusa.
Drugi negatywny znak duchowy to satanizm. Biblia mówi, że w czasach ostatecznych nastąpi gwałtowny rozwój satanizmu. W Pierwszym Liście do Tymoteusza apostoł Paweł pisze: „Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich”.
Moi drodzy, szatan przestał się kryć. Pragnie zagarnąć do piekła tylu ludzi, ilu tylko zdoła. Trend ten uświadomiłem sobie po raz pierwszy w latach sześćdziesiątych, gdy na ekrany wszedł film „Dziecko Rosemary”, o kobiecie zapłodnionej przez szatana. Był to film okropny – ale to dopiero początek. Jego sukces zrodził naśladowców: „Egzorcysta I”, „Egzorcysta II”, „Omen I”, „Omen II”. W ostatnich latach trend ten nasilił się tak, iż filmy i programy telewizyjne obsesyjnie wprost zajmują się satanizmem.
Dowodzi to tego, że Amerykanie popadli w obsesję okultyzmu. Pogrążyli się w astrologii i numerologii. Stojaki przy kasach supermarketów pełne są książek z horoskopami i czasopism poświęconych okultyzmowi. Najlepiej sprzedającymi się pismami w Ameryce są brukowce, przesycone numerologią, astrologią i innymi przejawami bełkotu New Age – a wszystko to satanizm.
Trzeci negatywny znak to odstępstwo. O znaku tym Pismo Święte wspomina wielokrotnie. W Drugim Liście do Tesaloniczan (2,3) Paweł napisał, że Antychryst nie objawi się dopóty, aż nie nadejdzie „wielkie odstępstwo”. Jezus wspomniał o tym w 24 rozdziale Ewangelii Mateusza, mówiąc, że „miłość wielu oziębnie”. W Drugim Liście do Tymoteusza 3,5 Paweł znów pisze, że w czasach ostatecznych stan społeczeństwa będzie tak zły, iż ludzie „[przybiorą] pozór pobożności, podczas gdy ich życie [będzie] zaprzeczeniem jej mocy”.

Negatywne znaki duchowe to eksplozja sekt, wzrost obsesji na punkcie satanizmu i odstępstwo w kościele.
Najpopularniejszy dziś „chrześcijański” program telewizyjny w Ameryce nie głosi już Ewangelii – głosi moc pozytywnego myślenia i mówi, że człowiek sam może wyciągnąć siebie z bagna, ciągnąc się za własne sznurówki. Wiele innych tak zwanych chrześcijańskich programów telewizyjnych wpadło w sidła najróżniejszych nauk „ewangelii sukcesu”, nauczając, że jeśli przyjmiemy Jezusa, to On uczyni nas milionerami. To myśl całkowicie z piekła rodem. W Drugim Liście do Tymoteusza (rozdz. 4) apostoł Paweł znów wspomina o odstępstwie kościoła, zalecając, aby w czasach ostatecznych głosić Słowo, gdyż nadejdą dni, że ludzie „zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich własnych upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom”. Baśniom. Herezjom. Najróżniejszym rodzajom wielkiego odstępstwa.
Dziś w łonie ogólnie pojętego kościoła można znaleźć wielu mówców zaprzeczających wszystkim podstawowym prawdom Biblii. Przeczą słowom Jezusa, podważają Jego narodzenie z dziewicy, przeczą Zmartwychwstaniu, zaprzeczają nauce o Powtórnym Przyjściu. Większość naszych seminariów biblijnych zajmuje się dyskredytowaniem Biblii, nauczając, że jest ona raczej zapisem ludzkich poszukiwań Boga niż Bożego objawienia dla człowieka. Główne denominacje protestanckie mają skłonność alegoryzować wszystko w Biblii. Odstępstwo możemy zauważyć nawet w najbardziej fundamentalistycznych grupach, które głoszą, że wraz z końcem pierwszego wieku Duch Święty zaprzestał swej działalności. Na drugim krańcu są ci, którzy uwypuklają osobę Ducha Świętego tak bardzo, że zaczyna On przesłaniać Jezusa-Zbawiciela. Poza tym dostrzegamy wiele innych prądów i nauk, takich jak ruch uczniostwa, „ewangelia sukcesu”, „przebudzenie śmiechu”. Nie ma dziedziny chrześcijaństwa, która byłaby odporna na odstępstwo ogarniające kościół dzisiejszych czasów. Wszystko to zwiastuje bliski powrót Jezusa.
Negatywne znaki są wprawdzie bardzo negatywne – ale dzięki Bogu, są też znaki pozytywne! O jednym z nich czytamy również w 24 rozdziale Ewangelii Mateusza: „I będzie głoszona Ewangelia po całej ziemi, i wtedy nadejdzie koniec”. Moi drodzy, to dzieje się w naszym stuleciu. W XX wieku dzięki osiągnięciom współczesnej techniki głosimy Ewangelię na całym świecie. Za pomocą telewizji satelitarnej, dzięki komputerom, tłumaczącym Biblię na wiele różnych języków, za pomocą radia i łączności krótkofalowej, przez filmy i telewizję – listę tę można by ciągnąć dalej.
Inny pozytywny znak duchowy to zrozumienie proroctw biblijnych. Czy zauważyliście, że gdy Bóg dawał proroctwa (zwłaszcza dotyczące czasów ostatecznych) prorokom Starego Testamentu, ich reakcją bardzo często było: „Panie, nie rozumiem tego”. Bóg zazwyczaj odpowiadał mniej więcej tak: „Nie przejmuj się, to proroctwo nie jest dla ciebie, więc go nie rozumiesz. Stanie się zrozumiałe, gdy przyjdzie czas na jego wypełnienie”. Weźmy na przykład 12 rozdział Księgi Daniela. Prorok dwukrotnie żali się tam Panu, że nie rozumie danych mu przepowiedni o czasach ostatecznych. Pan poleca mu, aby się tym nie trapił, gdyż „słowa te zamknięte są i zapieczętowane aż do czasu ostatecznego”. A zatem znakiem czasu jest również typowe dla ostatnich lat nowe zrozumienie proroctw dotyczących czasów ostatecznych, przejawiające się choćby w książkach takich jak The Late Great Planet Earth (Nieboszczka wielka planeta Ziemia) Hala Lindseya.

Znaki pozytywne to możliwość głoszenia Ewangelii po całej ziemi, odrodzenie Izraela i wzrost zrozumienia proroctw.
Dzięki biegowi wydarzeń na arenie światowej jasnymi stało się wiele innych spraw. Proroctwa o czasach ostatecznych skupiają się na narodzie izraelskim. Przed rokiem 1948 trudno było je zrozumieć, gdyż państwo Izrael nie istniało i wydawało się mało prawdopodobne, by kiedykolwiek miało zaistnieć. Albo proroctwo z dziewiątego rozdziału Apokalipsy, według którego w dniach ostatnich 200-milionowa armia ma przemaszerować Azję zmierzając w stronę Izraela. W chwili zapisywania tego proroctwa 200 milionów ludzi nie było nawet na całej powierzchni ziemi. Dzisiaj taką armię mógłby wystawić jeden naród: Chiny.
Proroctwa biblijne pomaga zrozumieć także rozwój nauki i techniki. Wypełnienie wielu proroctw jest uzależnione od nowoczesnych wynalazków: komputery, roboty, energia atomowa. Biblia mówi na przykład, że w dniach ostatnich przez pierwsze trzy i pół roku Wielkiego Ucisku w Jerozolimie będzie działać dwóch wielkich świadków Bożych, głoszących Ewangelię i czyniących wiele cudów. W rozdziale 11 Księgi Objawienia jest powiedziane, że Antychryst zabije ich obu, a ich ciała będą leżały na ulicach Jerozolimy przez trzy dni. Czytamy też, że cały świat będzie patrzył na te ciała – i że będzie świadkiem ich nagłego zmartwychwstania i wniebowzięcia.
W jaki sposób cały świat mógłby oglądać ich ciała? Przed rokiem 1957 nikt nie mógł sobie tego wyobrazić. Dziś nawet się nad tym nie zastanawiamy. Wystarczy skierować w odpowiednim kierunku kamerę telewizyjną, a ta przez satelitę prześle sygnał odbierany przez cały świat. To zdumiewające, jak wiele proroctw dotyczących czasów ostatecznych stało się zrozumiałymi dopiero w naszym stuleciu.
Wydana w 1970 roku książka „Nieboszczka wielka planeta Ziemia” Lindseya stała się największym bestsellerem świata i pozostawała nim przez kolejne pięć lat, co potwierdził New York Times. Dlaczego? Bo umiała w prostych słowach wyjaśnić proroctwa biblijne, które przez wieki pozostawały dla ludzi tajemnicą. Czy zatem Hal Lindsey otrzymał jakieś szczególne objawienie? Duch Święty na pewno oświecił jego serce, umysł i oczy, pomagając mu zrozumieć te sprawy. Większość jednak spostrzeżeń autora dotyczyła po prostu rozwoju techniki i biegu wydarzeń na świecie. Dzięki temu mógł on wyjaśnić rzeczy poprzednio nie do wyjaśnienia.
Znaki pozytywne to więc zwiastowanie Ewangelii na całym świecie i zrozumienie proroctw biblijnych. Jest i trzeci znak, jakże wspaniały: Wylanie Bożego Ducha Świętego! Biblia zapowiada, że w czasach ostatecznych nastąpi drugie wylanie Ducha Świętego. W drugim rozdziale Księgi Joela mowa o deszczu wczesnym i późnym. Deszcz wczesny spadł w dzień Pięćdziesiątnicy; dlatego też apostoł Piotr cytował wtedy w swym kazaniu właśnie z drugiego rozdziału Księgi Joela. Jeśli jednak dokładniej wczytać się w tekst tego rozdziału, to widać, że dzień Pięćdziesiątnicy był częściowym wypełnieniem tego proroctwa, ponieważ w proroctwie Joela jest też mowa o drugim deszczu: drugim wylaniu Ducha Świętego.[*] […]
Ponieważ szatan atakuje poszczególnych chrześcijan i kościoły jak nigdy wcześniej, by się mu przeciwstawić, potrzebujemy szczególnego pomazania mocą Ducha Świętego. Duch jest dziś wylewany – i jest to znak bliskiego przyjścia Jezusa.
Dokończenie nastąpi.

* Zdaniem redakcji należy zachować ostrożność w dopatrywaniu się w zapowiedzi o deszczu wczesnym i późnym proroctwa o wylaniu Ducha Świętego, a także w odnoszeniu obietnicy tych deszczów, danej Izraelowi, do całego świata (nie-Żydów).

Wstecz

*****************************************************************************************************************************************************************************

OSTRZEŻENIE: BÓG JEST BOGIEM ZAZDROSNYM!
(Ez 36,1-7)

Peter Colón

Jedna z rozpraw talmudycznych nawiązuje do wersetu z Pierwszej Księgi Mojżeszowej 28,12. Rabbi Berechiasz pisze:
Kiedy Jakubowi śniła się drabina sięgająca nieba, ujrzał potęgę i upadek Babilonu, Persji, Grecji i Rzymu. Wtedy rzekł Bóg: „Wstąp tutaj, Jakubie”, lecz Jakub zawahał się i spytał: „Czy nie upadnę, Panie, tak jak oni upadli?” Pan odrzekł: „Nie upadniesz”. Jakub atoli nie dowierzał, i nie śpieszno mu było tam wstąpić. Wtedy zezwolił Bóg, aby do władzy doszły inne ludy, nie-Żydzi, a Izrael dalej cierpiał nielitościwe traktowanie. Jakub wykrzyknął wtedy: „Czyżem więc po wsze czasy zaprzepaścił dla mych potomków możność, aby wstąpili?” „Nie” – odrzekł Bóg – „w końcu i lud twój wstąpi, a nie upadnie” (Pesikta Rabbat, 23).
Ta rabiniczna opowieść miała dodać otuchy uciśnionemu Izraelowi. Płynie z niej jeden morał: narody świata dochodzą do władzy tylko dlatego, że dopuścił do tego Wszechmocny Bóg. W końcu jednak Izraelowi zostanie na wieki w pełni przywrócona jego ziemia. Do tego jednak czasu będzie on otoczony przez wrogów, dręczących go i pałających żądzą zajęcia jego ziemi.
Przygnębieni żydowscy wygnańcy, zamieszkujący pod koniec VI wieku przed Chr. błotniste równiny nad rzeką Kebar w Babilonie, zastanawiali się, czy też Bóg do reszty ich porzucił. Żył pośród nich człowiek imieniem Ezechiel. 36 rozdział jego księgi opisuje, jak młodego kapłana ogarnęło podczas prorokowania wielkie uniesienie. Tylko w pierwszych siedmiu wersetach aż trzykrotnie zamieszcza zapowiedzi Wszechmocnego Boga, jak zamierza On postąpić z nieprzyjaciółmi Izraela. Deklaracja pierwsza brzmi: „Zaiste, w ogniu Mojej gorliwości przemawiałem do pozostałych ludów i do całego Edomu” (w. 5). Deklaracja druga: „Oto Ja przemówiłem w Mojej gorliwości i w Mojej zapalczywości” (w. 6). Trzecia: „Podnoszę rękę na znak przysięgi: Zaiste, narody, które są dokoła was, będą znosić swoje obelgi” (w. 7). Te zapowiedzi sądu nie miały się ograniczać tylko do narodów z czasów Ezechiela. Proroctwo to ostrzeżenie dla dzisiejszych wrogów Izraela, tych, którzy roszczą sobie prawo własności do jego ziemi.
Zapowiedź sądu nad wrogami
Ezechiel został uprowadzony do Babilonu wraz z królem Jehojachinem w 597 roku przed Chr. Bóg powołał go do zadania podnoszenia na duchu współwygnańców. Z natchnienia Ducha Świętego prorokował on o Bożych zarzutach względem Edomu, który złośliwie cieszył się ze zniszczenia Jerozolimy i Judy (35,5.15). Zajął wówczas górzyste tereny Judei i wszystkie twierdze kraju. Edomici planowali nie dopuścić do odrodzenia Izraela, gdyby pewnego dnia wygnańcy zdołali jednak wrócić. „Góry Izraela” to popularny termin na określenie narodu izraelskiego i jego ziemi (por. Ez 33,28; 37,22). Przepowiednia jest skierowana przeciwko „górze Seir” reprezentującej Edom. „Góra Seir” to obszar na wschód od doliny Araba, rozciągającej się od południowego krańca Morza Martwego aż po Zatokę Akaba. Przez jakiś czas tę górzystą krainę zamieszkiwali Edomici, potomkowie Ezawa (1 Mojż 36,1-17). W czasach biblijnych wzdłuż wschodniego płaskowyżu Góry Seir biegł Trakt Królewski, ważny szlak wędrówek karawan (4 Mojż 20,14-18). Izrael planował udać się tym szlakiem zmierzając do Ziemi Obiecanej, Edom jednakże odmówił mu przejścia (4 Mojż 20,20-21).
Choć między potomkami Ezawa i potomkami Jakuba istniała zadawniona waśń, Bóg nakazał Izraelowi, by nie gardził swym edomskim bratem (5 Mojż 23,7), mimo że ten odmówił mu przejścia. Synowie Ezawa nie odwzajemnili jednak dobrej woli, przez długie wieki pałając do narodu izraelskiego nieustanną, sataniczną wręcz nienawiścią. Nienawiść tę trzeba było w końcu okiełznać: Król Dawid pokonał Edom; zginęło przy tym mnóstwo Edomitów (2 Sam 8,13). Później w wielkiej bitwie z Edomem zwyciężył król Joram (2 Krl 8,4-27). Król Amasjasz dokonał inwazji na Edom i zabił w Dolnie Soli 10 tysięcy ludzi (2 Krn 25,11-12). W roku 736 przed Chr., wskutek wypraw wojennych Tiglat-Pilesera III, Edom był już tylko lennikiem Asyrii; potem trafił pod jarzmo Babilonu. W niczym jednak nie zmieniło sie jego wrogie nastawienie do Izraela, czemu dał wyraz uczestnicząc u boku Nebukadnesara w niszczeniu Judy i Jerozolimy w 587 roku przed Chr. Z powodu tej nieustającej nienawiści Bóg skazał Edom na wieczne spustoszenie (Jer 49,7-22).
W wersecie 36,2 Księgi Ezechiela nieprzyjaciel szczyci się: „Cha! Prastare wzgórza stały się naszą własnością”. Owe wzgórza to najpewniej „wzgórza odwieczne”, o których mowa w Pierwszej (49,26) i Piątej (33,15) Księdze Mojżeszowej. Te izraelskie góry, obejmujące również Wzgórze Świątynne, miały być symbolicznym pomnikiem na upamiętnienie błogosławieństw związanych z przymierzem Abrahamowym (1 Mojż 12,1-3). Wyrażone przez nieprzyjaciela przekonanie, iż może on posiąść to, co nie zostało mu podarowane, jest najwyższą obelgą względem prawdomówności Boga, który obiecał ziemię Izraelowi.
Werset 3, gdzie czytamy: „…dostałyście się na języki i obmowę ludzką”, mówi o oszczerstwach rzucanych na Izrael przez Edom, pożądający jego dziedzictwa. Mściwe słowa Edomu urągały Bogu, sugerując, iż jest On bezsilny i niezdolny do ocalenia swego ludu. „Pozostałe okoliczne narody” (w. 4) to reszta sąsiadów Izraela, również szydzących z niego w jego niedoli (Ps 79,4). Narody te, podobnie jak Edom, zdecydowały, że teraz ziemia ta należy do nich, przywłaszczyły ją więc sobie „z radością w sercu z jego nieszczęścia i z pogardą w duszy, dlatego że go opanowano i splądrowano” (w. 5).
Boża zadrość o Izrael (w. 5-6)
Oburzony Ezechiel grzmi: „Tak mówi Wszechmocny Jahwe: Oto Ja przemówiłem w Mojej gorliwości i w Mojej zapalczywości”. Stary Testament ukazuje Pana jako Boga zazdrosnego (2 Mojż 34,14), który z nikim nie dzieli się chwałą. Izrael ma dochować wierności swemu prawdziwemu Bogu. Sam zaś Bóg zostaje w swym gniewie na Edom ukazany jako małżonek, który nie oddala swej żony, ma jednak prawo uśmiercić ją i jej kochanka w przypadku cudzołóstwa. W nawiązaniu do Bożego przymierza z Izraelem więź Boga z jego ludem jest w Biblii często ukazywana jako więź małżeńska (por. Jer 3,14; Oz 2,19), w której Małżonek umiłował Izrael miłością wieczną (Jer 31,3). Zazdrość Boża o Izrael jest zatem sprawiedliwym gniewem przeciwko wszystkim, którzy naruszają jego dobra.
Wieczna hańba nieprzyjaciół Izraela (w. 7)
Ponieważ Izrael musiał znosić pohańbienie ze strony wrogich narodów (Ps 123,3-4), pewnego dnia wymierzy Pan tym narodom odpłatę i same zaznają wzgardy i hańby. Wzgarda, jakiej zaznał od nich Izrael, była tylko czasowa, hańba, którą jednak okryją się narody, będzie hańbą wieczną. Nieuchronność tej kary Pan wyraża uroczystym podniesieniem ręki na znak przysięgi (w. 7).
W V wieku przed Chr. ziemia izraelska znalazła się pod panowaniem arabskim; w wieku III przyszli Nabatejczycy; a w kolejnych stuleciach do Judy wmaszerowywały wojska kolejnych ludów. Zostały one w końcu pokonane przez siły izraelskie pod wodzą Judy Machabeusza.
Proroctwo 35 i 36 rozdziału Ezechiela było początkowo skierowane głównie do Edomu, jednakże zauważamy, zwłaszcza od wersetu 36,5, że zaczyna ono dotyczyć także sądu nad innymi narodami uciskającymi Izrael. Zdaniem niektórych Edom reprezentuje typ zaciętego i wytrwałego wroga Izraela, tych wszystkich, którzy próbowali urągać Panu poprzez zajęcie Ziemi Obiecanej. Babilończycy, Persowie, Rzymianie, „chrześcijanie”, muzułmanie i wiele innych grup w tym czy innym czasie rościło sobie prawa do gór Izraela. Bezczelność taką Bóg poczytywał za grzech przeciwko Sobie.
Proroctwo Ezechiela 36,1-7 to surowa przestroga, wciąż aktualna. Wróg bowiem znów woła: „Cha! Prastare wzgórza stały się naszą własnością” (w. 2). Dziś jednak, gdy nadal trwa czas łaski, Arabowie nie są wrogami. Chrystus umarł za ich grzechy i pragnie, aby poznali Jego miłość, przyjmując Jego zbawienie. Ponieważ jednak jako naród reprezentują oni dziś filozofię wykradzenia Żydom Ziemi Obiecanej, postrzega się ich jako wrogów Izraela.
Podobnie jak Edom i reszta narodów, także OWP rości sobie prawa do gór Izraela. Pierwszy z artykułów deklarujących ich cele głosi:
Palestyna jest ojczyzną palestyńskiego ludu arabskiego i integralną częścią wielkiej arabskiej ojczyzny, a lud Palestyny to część narodu arabskiego.
Ciekawe, że w 1968 nazwę oficjalnego statutu OWP zmieniono z „Karty” na „Przymierze”, aby nadać dokumentowi pozory narodowej świętości.
W 1991 roku świat arabski ustami pewnego jordańskiego męża stanu (Ahmad al-Kawhafi z parlamentu jordańskiego) również zgłosił pretensje do gór izraelskich:
Wiemy, że naszymi wrogami są Żydzi, którzy są także zaprzysięgłymi wrogami całej ludzkości […] Możemy powiedzieć, że cała Palestyna, od Morza [Śródziemnego] po Rzekę [Jordan], to islamska ziemia arabska, a Żydzi nie mają żadnego prawa, aby istnieć w Palestynie.
Patrząc na wydarzenia historii najnowszej dochodzimy do wniosku, że przejmowanie gór, wzgórz i dolin izraelskich odbywa się w sposób systematyczny. Betlejem, miasto przypominające o przyjściu Mesjasza, nie jest już w rękach żydowskich. Ostatnio w ręce arabskie przeszedł Hebron, miasto Patriarchów. Pod władzą Izraela ostało się jedynie serce kraju.
Niedawno pewna paryska gazeta zacytowała Jasera Arafata: „Widzę światełko na końcu tunelu” – powiedział, po czym dodał z uśmiechem: „Dostrzegam tam nawet Jerozolimę”. Taka pogarda względem planów Bożych ściągnie na głowę obecnych nieprzyjaciół Izraela takie samo potępienie jak na Edom.
Dlatego, tak mówi panujący Jahwe, zaprawdę w ogniu zapalczywości Mojej mówić będę przeciw ostatkom tych narodów i przeciwko wszystkiej ziemi edomskiej, którzy sobie przywłaszczyli ziemię Moją za dziedzictwo z weselem całego serca i z ochotnym pustoszeniem, aby siedlisko wygnanych jego było na rozszarpanie [36,5; BG].
Potrzeba, aby prawdziwi wierzący, tacy jak Ezechiel, zawołali do fałszywych właścicieli Izraela i do ich popleczników na całym świecie: „Uważajcie! Bóg jest Bogiem zazdrosnym!”
Israel My Glory czerwiec/lipiec 1997.
(Used by permission by The Friends of Israel Gospel Ministry, Inc., Bellmawr, NJ, USA).

Wstecz

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

NAJWYŻSZA CENA
LICZY SIĘ TYLKO JEDNO: PRZEZNACZENIE
Tomasz Pompowski

Myślenie niektórych zwolenników kary śmierci zmętniało w obliczu sprawy Carli Faye Tucker z Teksasu, która zamordowała siekierą dwoje ludzi. Pani Tucker została skazana na karę śmierci przez wstrzyknięcie trucizny.
Na pomoc pani Tucker pośpieszył właściciciel chrześcijańskiego koncernu medialnego Pat Robertson. Robertson był przekonany, że teksański sąd powinien darować jej życie, ponieważ mówi ona, iż jest osobą nowo narodzoną.
Takie myślenie napotyka na wiele trudności. Po pierwsze, pani Tucker i jej późniejszy chłopak zostali skazani na karę śmierci za uderzenie swoich ofiar siekierą ponad dwadzieścia razy. Oboje byli pod wpływem narkotyków. Weszli do mieszkania szukając pieniędzy na kupno większej ilości środków odurzających i wtedy napotkali swoje ofiary: kobietę i mężczyznę.
Zezwolenie na to, by przeszłe czyny skazanych zostały unieważnione przez ich przyszłe zachowanie, zrujnowałoby system sprawiedliwości. Jednym z długodystansowych celów kary śmierci jest nakłonienie skazanego do skonfrontowania swojego życia ze Stwórcą jeszcze w tym życiu, zanim spotka on Go w przyszłym, a także do znalezienia pokoju z Bogiem. Pani Tucker dokonała tego i otrzyma w niebie nagrodę przygotowaną dla nawróconych grzeszników. Nie oznacza to jednak, że państwo winne jej było coś więcej niż to, co powinien otrzymać skazany morderca.
To prowadzi do kolejnego problemu. Czy Pat Robertson namawiałby do darowania życia, gdyby skazana stała się wyznawczynią innej religii? Innym problemem jest sygnał, jaki dotarłby nie tylko do innych więźniów, ale i do osób planujących morderstwo. Jeśli wystarczyłoby jedynie powiedzieć, że jest się „narodzonym na nowo”, to w więzieniach z pewnością nastąpiłoby wielkie „przebudzenie”.
Kara śmierci to sposób, w jaki społeczeństwo podkreśla wartość ludzkiego życia. Kara ta zawiera w sobie przesłanie, że jeśli ktoś bezprawnie odbiera życie innej osobie, to społeczeństwo może docenić wartość tego życia jedynie poprzez umniejszenie wartości życia mordercy. Teksańscy prawnicy nie powinni robić wyjątku w sprawie pani Tucker, chyba że wyszłyby na jaw jakieś okoliczności – inne niż jej nawrócenie – których nie jesteśmy obecnie świadomi. Jeśli pani Tucker naprawdę nawróciła się, to otrzymała już to przebaczenie, które naprawdę było jej potrzebne.
*******************************

POKÓJ I BEZPIECZEŃSTWO
Jerzy Marcol

W dniu 12 marca 1999 roku Polska została oficjalnie przyjęta do NATO. W przededniu tego wydarzenia pan premier Buzek wygłosił przed kamerami TV okolicznościowe przemówienie, informując naród, iż od tej chwili będziemy mieć „pokój i bezpieczeństwo”. W żadnym słowie swojej wypowiedzi pan premier nie odwołał się do Boga, jako ostatecznego źródła poczucia bezpieczeństwa, który może błogosławić sojusze, ale również je udaremniać. Z wypowiedzi pana premiera można zatem wnioskować, że źródłem naszego pokoju ma być sojusz wojskowy z grupą najbardziej rozwiniętych państw świata zachodniego.
Ponieważ żyjemy w kraju „chrześcijańskim”, warto spojrzeć na to wydarzenie przez pryzmat Słowa Bożego. W Psalmie 118,8 czytamy: „Lepiej ufać Jahwe, niż polegać na możnych”. Rząd polski wybrał poleganie na możnych, mimo że uważa się za religijny. Wygląda na to, że religijność jest tylko fasadą do gry politycznej, pozbawioną autentycznego zaufania do Boga.
Kiedy lud izraelski rozbudował obrzędowość religijną, która często była obrzydliwością dla Boga (Iz 1,1-13), kiedy żył w nieposłuszeństwie wobec Słowa Bożego i w konsekwencji doświadczył plag zapowiadanych jako skutki nieposłuszeństwa (1 Mojż 28,15-64), gdy zaczął polegać na sojuszach wojskowych z bezbożnym Egiptem, wtedy Bóg ostrzegł ich przez proroka Izajasza (31,1-3): „Biada tym, którzy zstępują do Egiptu po pomoc, polegają na koniach i ufność pokładają w wozach wojennych, że liczne, i w jeźdźcach, że bardzo silni, lecz nie patrzą na Świętego Izraelskiego i nie szukają Jahwe […] Przecież Egipcjanie to ludzie, a nie Bóg, konie ich to ciało, a nie duch. Gdy Jahwe wyciągnie swą rękę, potknie się obrońca i upadnie broniony, wszyscy razem zginą”. Poleganie na bezbożnym Egipcie zostało porównane do „opierania się na lasce z nadłamanej trzciny, która wbija się w dłoń każdego, kto się na niej opiera” (Iz 36,6).
Słowa o „pokoju i bezpieczeństwie” musiały wstrząsnąć każdym, kto choć trochę zna Pismo Święte. W proroctwie dotyczącym zabrania wierzących z ziemi przez Jezusa jest mowa o tym, kiedy to mniej więcej się stanie – kiedy ludzie bezbożni będą mówić o „pokoju i bezpieczeństwie”, wtedy przyjdzie na nich zagłada (1 Tes 4,13-5,4).
Tak więc nasz naród bardzo wyraźnie wypełnia proroctwo apostoła Pawła i podobnie jak cały świat buduje „pokój i bezpieczeństwo” w oparciu o sojusze wojskowe bez polegania na Bogu. Przyjmuję te słowa z wielkim niepokojem, gdyż zapowiadają one coś zupełnie odmiennego niż to, co sobie ludzie zamierzyli, chyba że się jeszcze upamiętają i szczerze nawrócą do Boga. Oby jak najwięcej ludzi wśród naszego narodu mogło powiedzieć: „Jedni chlubią się wozami, drudzy końmi, lecz my chlubimy się imieniem Pana, Boga naszego” (Ps 20,8).
„Przede wszystkim więc zachęcam,
aby zanosić modlitwy […]
za królów i za wszystkich przełożonych,
abyśmy ciche i spokojne życie wiedli
we wszelkiej pobożności i uczciwości.
Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem
Zbawicielem naszym, który chce
aby wszyscy ludzie byli zbawieni
i doszli do poznania prawdy.
Albowiem jeden jest Bóg,
jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi,
człowiek Chrystus Jezus” (1 Tm 2,1-5).

Wstecz

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

ŚMIERĆ
T.A. McMahon

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto Weń wierzy, nie zginął ale miał żywot wieczny” (J 3,16).
Dlaczego? Dlaczego Bóg miałby dać „Syna swego jednorodzonego”? Z powyższego wersetu wynika, że uczynił tak z miłości i że obiecuje życie wieczne każdemu, kto wierzy w Jezusa.
Nasuwa się jednak pytanie: Dlaczego Bóg posłał akurat Jezusa? Powód jest prosty: Jezus był doskonałym rozwiązaniem, jeśli idzie o zbawienie rodzaju ludzkiego. Mojżesz mówi nam: „On jest Skałą! Doskonałe jest dzieło Jego…” (5 Mojż 32,4), a Psalmista: „Droga Boża jest doskonała…” (18,31). Czym można dopełnić rozwiązanie doskonałe? Niczym. Wszelki dodatek do niego przeczy jego kompletności. Co jednak sądzić o uczynkach religijnych, takich jak modlitwa, komunia, chrzest i inne tak zwane sakramentalne środki łaski? We względzie zbawienia wszystkie sakramenty, czy to katolickie, czy protestanckie, są w oczach Bożych obrzydliwością.
Tylko bowiem sam Bóg jest naszym Zbawcą (Iz 43,11). Jaka jednak sytuacja mogła Go skłonić do zstąpienia pośród swe stworzenie poprzez narodziny z dziewicy, do życia jako człowiek, choć bez grzechu, i do poniesienia ofiarnej śmierci?
Odpowiedź brzmi: grzech.

CZYM MOŻNA DOPEŁNIĆ ROZWIĄZANIE DOSKONAŁE? NICZYM. WSZELKI DODATEK DO NIEGO PRZECZY JEGO KOMPLETNOŚCI…
Grzech? W dzisiejszych czasach to słowo prawie na nikim nie robi wrażenia. Nawet wśród ewangelikalnych chrześcijan gubi się coraz częściej pośród eufemizmów w rodzaju „uchybienie moralne”, „dysfunkcja” czy „zaburzenie”. Wybielanie grzechu przez chrześcijańskich humanistów nie zmieni jednak jego śmiertelnych skutków: „grzech […] rodzi śmierć” (Jk 1,15).
Śmierć rozpoczęła pustoszenie naszej planety z chwilą, gdy do Edenu wtargnął grzech. Nie ustrzegło się przed jej konsekwencjami nic, co Bóg nazwał „bardzo dobrym”. Pełne miłości stosunki łączące ludzkość z jej Stwórcą zostały przekreślone wskutek nieposłuszeństwa. Na dodatek, w moment po pierwszej i największej tragedii, jaka spotkała ludzi, Adam i Ewa postanowili uciec się do własnych pomysłów: on obarczył winą ją, ona obarczyła winą węża. Wspólnie zaś usiłowali uciec przed skutkami grzechu poprzez ukrywanie się przed Bogiem i sporządzenie sobie okrycia z liści. Grzech spłodził wszelkie postacie egocentryzmu, poczynając od troski o własną skórę poprzez chorobliwą koncentrację na własnej osobie.
Bóg odrzucił odzienie, które Adam i Ewa sporządzili z poczucia winy i troski o siebie samego. Nie było odpowiednie. Grzech nie tylko zainicjował lawinę powszechnego zniszczenia (Rz 8,20-22; 5,12), ale i postawił rodzaj ludzki przed sędziowską ławą Boga, który zawyrokował, że kara śmierci jest jedyną zapłatą zdolną usatysfakcjonować Jego sprawiedliwość. Bóg nie pozostawił co do tego żadnej wątpliwości. Podając Adamowi warunki, w jakich w ramach wolnej woli miał obcować ze swym Stwórcą, uprzedził go o skutkach nieposłuszeństwa: „…na pewno umrzesz” (1 Mojż 2,17). Wątpliwym jest, czy Boży wymóg miał pełnić rolę tylko straszaka – Adam i Ewa nie mieli przecież żadnych doświadczeń ze śmiercią. Musieli jednak z pewnością rozumieć, że nieposłuszeństwo nie spodoba się Temu, z Którym w przyjaźni i doskonałej miłości obcują, a nawet obrazi Go.

„ZAPŁATĄ ZA GRZECH JEST ŚMIERĆ, LECZ DAREM ŁASKI BOŻEJ JEST ŻYWOT WIECZNY W CHRYSTUSIE JEZUSIE, PANU NASZYM” (Rz 6,23).
Sam Bóg dostarczył im odzienia ze skór martwych zwierząt (1 Mojż 3,21). Ponieważ Adam i Ewa nigdy wcześniej nie odczuli skutków żądła śmierci, niewykluczone, że takie rozwiązanie przyprawiło ich o obrzydzenie. Odzienie dostarczone przez Pana było nader wymownym świadectwem o katastrofie śmierci. I mało prawdopodobne, że Pan postarał się o to, aby skóry wyglądały higienicznie i niegorsząco. Po cóż miałby to czynić? Były one smutną zapowiedzią śmierci, jaka w przyszłości czekała Adama, Ewę i całe ich potomstwo.
Zwierzęce skóry musiały jednak być zarazem prawdziwą pociechą dla naszych prarodziców. Fizycznie zakryły ich nagość, duchowo – ich wstyd. Były też nieustającym przypomnieniem o Tym, który miał przyjść (3,15), aby zgładzić grzech (ten grzech, na który skazali swych potomków) „przez ofiarowanie samego siebie” (Hbr 9,26). Adam i Ewa zrozumieli, że tylko Bóg może naprawić to, co uczynili. Sam Bóg nie pozostawił co do tego wątpliwości, zastępując sporządzone przez nich bezużyteczne okrycie z roślin brzemiennym w symbolizm odzieniem własnego autorstwa: „bez przelania krwi nie ma odpuszczenia grzechów” (Hbr 9,22).
Za obrzydzenie świata na myśl o „ociekającym krwią chrześcijaństwie” odpowiada przede wszystkim niewiedza i brak zrozumienia. Systemy ofiarnicze w religiach pogańskich i okultystycznych (poczynając od starożytnego kultu Baala po dzisiejszą santerię) rzadko są postrzegane we właściwej perspektywie: jako niegodziwe wypaczenie tego, co ustanowił Bóg. Nie brak nawet osób uważających się ewangelicznie wierzące, które gardzą Starym Testamentem ze względu na ukazane tam ofiary ze zwierząt. A przecież dzieło zapoczątkowane przez Boga od Adama i Ewy było proste w swej wymowie. Ludzkość zgrzeszyła. Grzech oddzielił ją od Boga. Karą ustanowioną przez Boga za grzech była śmierć. Jedynie pełne poniesienie tej kary mogło zaspokoić sprawiedliwość Bożą, zapewnić odpuszczenie grzechu i sprawić, by upadły rodzaj ludzki mógł być z powrotem przyjęty przez Boga.
Poczynając od zwierząt zabitych w Ogrodzie Eden poprzez wszystkie oparte na Prawie ofiary krwawe Starego Testamentu, wszystko wskazywało na przyszłą ofiarę Jezusa Chrystusa. Ofiary ze zwierząt same w sobie były bezskuteczne. Jedynie wiara w to, co sobą reprezentowały (czyli ufność, że śmierć Mesjasza i przelana przez Jego krew mogą odkupić grzech), sprawiała, że człowiek mógł zostać przyjęty przed obliczem Bożym.
Kain miał jednak inny pomysł. I podobnie jak wszystkie próby poprawiania zamysłów Bożych, okazał się on w najlepszym razie głupotą, a w najgorszym pełnym pychy buntem. Ofiara z ziarna, a nie z mięsa, złożona przez Kaina, została przez Boga odrzucona, gdyż (1) sprzeciwiała się pouczeniom Bożym; (2) nie wynikała z wiary, reprezentując obmyślony przez samego Kaina sposób zbawienia, nie zaś to, czego wymagała Boża sprawiedliwość.

BÓG ZASTĄPIŁ SPORZĄDZONE PRZEZ ADAMA I EWĘ BEZUŻYTECZNE OKRYCIE Z ROŚLIN BRZEMIENNYM W SYMBOLIZM ODZIENIEM WŁASNEGO AUTORSTWA: „BEZ PRZELANIA KRWI NIE MA ODPUSZCZENIA GRZECHÓW”…
Sposób myślenia Kaina jest szatańskim natchnieniem każdej fałszywej religii i niebiblijnych zwyczajów. Od chwili Upadku człowiek ma skłonność do przeinaczania drogi Bożej, czyniąc to zresztą najczęściej w imię Boże i zawsze w jakimś samolubnym celu: „Prorocy prorokują fałszywie, a kapłani nauczają według własnego widzimisię; Mój zaś lud kocha się w tym” (Jer 5,31). Bezbożność obrzędów pogańskich jest najczęściej dla chrześcijanina oczywista, w miarę jednak rosnącej popularności ekumenizmu i odstępstwa staje się ona coraz bardziej do przyjęcia. Mało kto chce sobie uświadomić, że wszystko, cokolwiek człowiek doda do Bożego planu zbawienia, jest w oczach Boga równie obrzydliwe jak najohydniejsze pogańskie bałwochwalstwo. Czemu? Bo, wszystko, co dodane, zaprzecza doskonałości i kompletności zapłaty, jakiej za nasze grzechy dokonał Syn Boży.
Apostoł Paweł w sprawiedliwym gniewie gromił Galacjan za to, że dają się zastraszyć ludziom wpisującym posłuszeństwo Prawu na listę wymogów do zbawienia. Paweł dwukrotnie powtarza, że ci, którzy takich rzeczy nauczają bądź według nich postępują, są „przeklęci” ze względu na Ewangelię (Gal 1,8-9). List do Galacjan prezentuje nam nader jasne równanie: Wiara w dokonane przez Chrystusa przebłaganie plus wiara w jakiekolwiek ludzkie dzieło równa się „inna ewangelia”, która „przekręca Ewangelię Chrystusową” (Gal 1,6-7). Jako sumę ostateczną nasz kalkulator podaje „zero zbawienia”. Przekręcona ewangelia nie zbawi nikogo.
We wrześniu [1997 roku] świat jak nigdy przedtem myślał o śmierci. Księżna Diana i Matka Teresa z Kalkuty były wielbione przez rzesze ludzi, a ich śmierć poruszyła w równym stopniu ludzi religijnych jak i niereligijnych. Jak w przypadku większości eulogii, tak i w mowach i tekstach o księżnej Dianie wspominano jedynie pozytywne aspekty jej życia. Jej uczynki miłosierdzia uczyniły ją wedle opinii publicznej godną „kanonizacji”. Jeśli zaś idzie o Matkę Teresę, to zdanie wielu religijnych osób wykraczało nawet poza świętość.
Pewien hinduista, wykładowca na Wydziale Biznesu w Creighton University, napisał: „Na tej zagubionej Ziemi, zajętej pogonią za materialistycznymi celami, jedna tylko była osoba najbliższa Boga: Matka Teresa. Ona nie mogła umrzeć. Po prostu złączyła się z Najwyższą Istotą. […] Jej religia polegająca na służeniu potrzebującym przekraczała granice konkretnej religii. Można de facto powiedzieć, że podążyła ona ścieżką karmy jogi (niesamolubnego działania), aby osiągnąć jedność z Bogiem”. Kardynał John O’Connor, bardziej katolicki w swym myśleniu, stwierdził: „Jeśli ona nie jest w niebie [w domyśle: z pominięciem czyśćca], to w obliczu tego wszystkiego, co ona uczyniła, perspektywa śmierci naprawdę mnie przeraża”. Do redakcji gazety w jednym z niewielkich miast przyszedł krótki list od czytelnika: „Jeśli Matka Teresa nie dostała niewygasającego biletu do Nieba, to nikt takiego biletu nie dostanie”. Innymi słowy, jeśli ona nie zdołała zasłużyć sobie na niebo, to dla reszty z nas nie ma żadnych szans.

POCZYNAJĄC OD ZWIERZĄT ZABITYCH W OGRODZIE EDEN POPRZEZ WSZYSTKIE OPARTE NA PRAWIE OFIARY KRWAWE STAREGO TESTAMENTU, WSZYSTKO WSKAZYWAŁO NA PRZYSZŁĄ OFIARĘ JEZUSA CHRYSTUSA. OFIARY ZE ZWIERZĄT SAME W SOBIE BYŁY BEZSKUTECZNE. JEDYNIE WIARA W TO, CO SOBĄ REPREZENTOWAŁY, SPRAWIAŁA, ŻE CZŁOWIEK MÓGŁ ZOSTAĆ PRZYJĘTY PRZED OBLICZEM BOŻYM…
„Dobre uczynki jako podstawa zbawienia” nie jest poglądem typowym tylko dla katolicyzmu – jest to najważniejszy bilet do nieba w przekonaniu większości mieszkańców ziemi. Wszystkie religie świata, w tym również wielu ludzi uważających się za chrześcijan, uważa, że aby wysłużyć sobie niebo czy jakieś miejsce wiecznej szczęśliwości, trzeba wypełniać pewne cznyy. Dla hinduistów koniecznością jest przechodzenie przez niekończące się cykle życiowe (wcielenia), w których płaci się za przewinienia z poprzednich wcieleń, wbrew nadziei wierząc, że w obecnym życiu zdoła się ustrzec przed czynami pogarszającymi przyszłe położenie. Różnorakie praktyki jogi mają dostarczyć sposobów na osiągnięcie mokszy, czyli zjednoczenia się z tym, co nieskończone.
Buddyzm, nader modny w latach dziewięćdziesiątych, wymaga praktykowania Ośmiorakiej Ścieżki, która ma położyć kres cyklom cierpienia poprzez zniesienie wszelkich pragnień. Nirwanę osiąga się poprzez doskonałość w praktykowaniu ośmiu dróg szlachetnego życia: (1) właściwego światopoglądu; (2) właściwych ambicji; (3) właściwej mowy; (4) właściwego zachowania; (5) właściwego zajęcia; (6) właściwych wysiłków; (7) właściwego nastawienia umysłu i (8) właściwej medytacji. Na ironię zakrawa fakt, iż ta właśnie religia jest dziś na topie w kręgach hollywoodzkich.
W islamie nie ma mowy o ratunku z zewnątrz. Co człowiek posieje, to w ostatecznym dniu zdania rachunku zbierze. „Czyny każdego człowieka zawiesiliśmy wokół jego szyi i w dniu ostatnim będzie przed nim położona księga szeroko otwarta” (Sura 17,13). Kto czyni wszystko, co w jego mocy, aby żyć zgodnie z naukami islamu, ten może żywić nadzieję na Raj, często ukazywany w kategoriach zmysłowych rozkoszy. Jedyną drogą dającą absolutną pewność osiągnięcia Raju jest udział w świętej wojnie z niewiernymi.
Biblijnym chrześcijanom znacznie bliżej do wyznawców judaizmu niż którejkolwiek wielkiej religii świata. A mimo to prawdziwego chrześcijanina oddziela od religijnego Żyda przepaść nieprzebyta: koncepcja zbawienia przez uczynki, poprzez przestrzeganie zakonu. Bez względu na to, czy mamy do czynienia z ortodoksą, który aby spodobać się Bogu, pieczołowicie przestrzega Tory, Miszny i Talmudu, czy konserwatystą o nieco mniej rygorystycznej interpretacji Tory, czy wreszcie Żydem reformowanym, dbającym głównie o przestrzeganie szabatu, wszystko sprowadza się do ostatecznej oceny postępowania moralno-etycznego, określającej, czy osoba ta będzie w życiu przyszłym u Boga.

„DOBRE UCZYNKI JAKO PODSTAWA ZBAWIENIA” TO NAJWAŻNIEJSZY BILET DO NIEBA W PRZEKONANIU WIĘKSZOŚCI MIESZKAŃCÓW ZIEMI…
Wszystkie sekty odwołujące się do chrześcijaństwa mają jedną cechę wspólną: do nieba można się dostać na podstawie swoich zasług (rolą Jezusa było pokazanie drogi albo otwarcie bramy, trzeba za Nim podążać i uzyskiwać zbawienie poprzez naśladowanie Go). Pomijając fakt, że każda sekta proponuje fałszywy obraz Jezusa i błędne nauki o Nim, trzeba zauważyć, że prawie wszystkie z nich głoszą, iż wiódł On życie doskonałe, aby dostąpić wybawienia. Lecz który człowiek może uczciwie stwierdzić, że dorasta do tego Wzorca?
Z drugiej strony jest przecież jednak pewien grzesznik, który wiódł żywot przestępcy. W rezultacie kary za zbrodnie powieszono go na krzyżu, obok innego Człowieka, również ukrzyżowanego. Kto wie, czy powodowany wzburzeniem i pychą grzesznik ów początkowo nie dołączył do szyderczych okrzyków tłumu pod adresem Człowieka w koronie z cierni.
A jednak z czasem w jego sercu nastąpiła przemiana – nawrócenie. Zbrodniarz, człowiek niegodziwy, o nader znikomej liczbie moralnie bądź społecznie chwalebnych uczynków na koncie, niezdolnej „przeważyć” jego win, stał się świadkiem najniezwyklejszego wydarzenia w dziejach wszechświata: zaledwie centymetry od niego wypełniała się Ewangelia! Nie był on oczywiście jedynym świadkiem tego wydarzenia, jednakże niewielu innych zdołało pojąć znaczenie dramatu, jaki rozgrywał się pod pociemniałym nagle niebem.

„JEDNĄ OFIARĄ UCZYNIŁ NA ZAWSZE DOSKONAŁYMI TYCH, KTÓRZY SĄ UŚWIĘCENI” (Hbr 10,14)
Przestępca – ukarany za swe zbrodnie, nie mający już szans na dokonanie czegokolwiek, co mogłoby go uratować: na udział w sakramentach, w rytuale pokutnym, w chrzcie wodnym czy innym tzw. narzędziu łaski – czyni nagle jedyną rzecz, jakiej Bóg od niego oczekuje (Rz 10,13). Wyznaje, że jest grzesznikiem i z wiarą woła do Tego, którego rychła śmierć ma zapłacić pełną karę za jego grzechy i za grzechy całego świata: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego” (Łk 23,40-42).
Z ust Pana i Zbawcy pada odpowiedź na prośbę przestępcy, najwspanialsza odpowiedź na kartach całej Biblii: „Zaprawdę powiadam ci: dziś będziesz ze Mną w raju” (Łk 23,43). Czy to w bliskiej, czy odległej jeszcze perspektywie śmierci ta sama błogosławiona pewność życia wiecznego z Jezusem Chrystusem należy do każdego, kto przychodzi do Niego tak samo jak przestępca na krzyżu – jedynie z wiarą.
The Berean Call listopad 1997.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).
www.thebereancall.org

Wstecz

****************************************************

************************************************************************************************************

JEZUS WKRÓTCE POWRÓCI!
Część 3

David Reagan

Znaki techniki
Po znakach przyrody, społecznych i duchowych wspomnijmy pokrótce o znakach techniki. W 12 rozdziale Księgi Daniela mowa o mającej nastąpić w czasach ostatecznych eksplozji wiedzy i łatwości przemieszczania się. Obydwa te zjawiska mają miejsce w naszym stuleciu. Tak wiedza jak i transport rozwinęły się w naszym stuleciu w stopniu bezprecedensowym. Wychodząca dziś z drukarni encyklopedia staje się od razu nieaktualna; dziś właśnie żyje na ziemi trzy czwarte wszystkich naukowców od początku dziejów. Ponad połowa wszystkich leków została odkryta po II wojnie światowej. Na początku tego stulecia byliśmy zależni od konia jako podstawowego środka transportu – dziś dysponujemy samochodami, superszybkimi pociągami, samolotami i statkami kosmicznymi.
Biblia zapowiada, że gdy w czasach ostatecznych Antychryst ustanowi swoje królestwo, będzie w stanie sprawować kontrolę nad wszystkimi, a każdy będzie musiał mieć znak Bestii, aby kupować i sprzedawać. Czy można by to osiągnąć bez komputerów i laserów? Biblia mówi też, że fałszywy prorok uczyni podobiznę Antychrysta, a ludzie będą oddawać jej cześć, gdyż będzie wyglądać jak żywa. Czy można by to osiągnąć bez robotów? [Albo na ten przykład hologramów – red.]. Dzisiejsza technika i jej wynalazki to wyraźna zapowiedź bliskiego powrotu Jezusa Chrystusa.
Znaki światowej polityki
Piąta kategoria znaków odnosi się do polityki światowej. W 21 rozdziale Ewangelii Łukasza (od wersetu 25) Jezus wypowiedział następujące słowa: „…będą znaki na słońcu, na księżycu i na gwiazdach, a na ziemi lęk bezradnych narodów […] Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat, bo moce niebieskie poruszą się”. Moim zdaniem jest tu mowa o rozszczepieniu atomu, odkryciu energii atomowej. „Moce niebios poruszą się”, a „ludzie omdlewać będą z trwogi”. Stan taki trwa, odkąd spuszczono pierwszą bombę atomową: ludzie budują schrony atomowe, gromadzą żywność, obawiają się wymiany uderzeń nuklearnych; ukazuje się mnóstwo książek, które pokazują, że gdyby Ameryka lub Rosja zdecydowały się wcisnąć atomowy guzik, setki milionów ludzi zginęłoby natychmiast, a kto by przeżył, zazdrościłby umarłym.
Wielu uważa, że niebezpieczeństwo minęło: Związek Sowiecki rozpadł się, komunizm przestał istnieć. De facto niebezpieczeństwo jest większe niż kiedykolwiek. Rosja to dziś jedno z najbardziej chaotycznych społeczeństw świata, stojące na krawędzi rozpadu. Nie istnieją tam tradycje i wartości niezbędne dla demokracji, a naród jako całość łatwo dałby sobą rządzić faszyście lub komuniście. Dyktatura to jedyna forma rządów, jaką Rosjanie znają ze swej historii. Niestabilny naród rosyjski posiada dziś wciąż 30 tysięcy głowic atomowych.
Kolejny znak na scenie światowej polityki to pewien wzorzec rozwoju sytuacji, zapowiedziany w Biblii. W 24 rozdziale Ewangelii Mateusza czytamy, że będą „wojny i wieści wojenne” – i tak właśnie przedstawia się sytuacja od zakończenia II wojny światowej. Od tego czasu na świecie toczy się nieustannie około 40 konfliktów zbrojnych. Występuje nie tylko „naród przeciwko narodowi”, ale i „królestwo przeciwko królestwu”, co widać od lat w konfliktach w Jugosławii, Irlandii, Kambodży, Afryce czy Azji.
Jednoczenie się Europy to kolejny element wzorca światowej polityki czasów ostatecznych, zapowiedziany w rozdziałach 2 i 7 w Księdze Daniela. Jak już wspomnieliśmy, Biblia zapowiada też wysłanie 200-milionowej armii na Bliski Wschód przez mocarstwo ze Wschodu. Dziś z łatwością mogłoby tego dokonać państwo chińskie. Biblia wspomina też o narodzie z Północy – Rosji – iż naród ten powstanie przeciwko Izraelowi. Dziś Rosja to jeden z najbardziej antyizraelskich narodów świata, sprzymierzony z arabskimi wrogami Izraela.
Biblia zapowiada też, że w czasach ostatecznych będzie istniało państwo Izrael. I to ma dziś miejsce.
Nigdy wcześniej te wszystkie elementy układanki nie pasowały do siebie w ten sposób! Zeszły się po raz pierwszy. Wzorzec światowej polityki jest zatem również zapowiedzią powrotu Pana.
Izrael
Izrael to kategoria znaków szósta i najważniejsza ze wszystkich. Izrael jest bowiem Bożym zegarem prorockim. Wśród znaków związanych z Izraelem możemy wyszczególnić siedem. Te siedem proroctw spełnia się na naszych oczach, potwierdzając, że żyjemy w najbardziej ekscytującym momencie historii ludzkości od czasów Pierwszego Przyjścia Jezusa.
Zgromadzenie Żydów
Pierwszy z tych znaków to zebranie Żydów z czterech krańców ziemi. Proces ten rozpoczął się około 1900 roku i trwa po dziś dzień. W roku 1900 w Izraelu mieszkało 40 tysięcy Żydów, pod koniec II wojny światowej było ich 500 tysięcy, dziś jest ich ponad pięć milionów i nadal napływają w wielkiej liczbie z całego świata, a szczególnie z Rosji.
Odrodzenie państwowości izraelskiej
W 16 rozdziale Księgi Jeremiasza czytamy, że gdy historia dobiegnie końca, Żydzi spojrzą na swoje dzieje i dojdą do wniosku, że obecne wydarzenia, gromadzenie ich z czterech krańców ziemi, to cud większy niż wyzwolenie z niewoli egipskiej. W rezultacie współczesnego gromadzenia Izraela 14 maja 1949 roku proklamowane zostało Państwo Izrael, wypełniając proroctwa 66 rozdziału Izajasza, 37 rozdziału Ezechiela i 12 rozdziału Zachariasza, które zapowiadają istnienie państwa izraelskiego w czasach ostatecznych.
W nauce o czasach ostatecznych Jezus podkreślał tę prawdę. W 24 rozdziale Ewangelii Mateusza zalecił, abyśmy się uczyli od drzewa figowego. Drzewo figowe to w Biblii typowy symbol Izraela. Jezus zapowiedział, że gdy zacznie ono wypuszczać liście, to pokolenie będące tego świadkiem zobaczy też wypełnienie czasów ostatecznych. 14 maja 1948 roku państwo izraelskie powróciło do istnienia, „wypuściło liście”, i z całego serca wierzę, że pokolenie żyjące w roku 1948 ujrzy powrót Pana. Być może ludzie mający w owym roku 2 latka doczekają się tej chwili w wieku lat 80, wierzę jednak, że część osób wówczas żyjących ujrzy powracającego Pana.
Odzyskanie ziemi
Trzecim znakiem jest odzyskanie ziemi. 35 rozdział Księgi Izajasza jak i wiele innych fragmentów mówią o tym, że gdy Żydzi powrócą do swej ziemi, odrodzi się ona, powróci do życia. Gdy w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia ziemie izraelskie odwiedził Mark Twain, opisał je w książce Innocent Abroad jako ziemię jałową. Drzewa wykarczowane, ziemia od 2000 lat tratowana przez najeźdźców, nie mających dla niej szacunku, nie kochających jej, nie dbających. Któż oprócz tych głupich Żydów chciałby zakażone malarią bagniska? Dziś jednak Arabowie pragną mieć tę ziemię, gdyż Bóg się jej dotknął i po raz wtóry uczynił piękną, dokładnie jak obiecał. Dzisiejszy Izrael to spiżarnia Bliskiego Wschodu. Izraelczycy posadzili już ponad 400 milionów drzew, dzięki czemu opady deszczu wzrosły o ponad 450 procent. Znów jest to ziemia mlekiem i miodem płynąca. Bóg dotrzymał obietnicy, co również zapowiada rychły powrót Jezusa.
Odrodzenie języka
Znak czwarty związany z Izraelem to odrodzenie się języka. Żydzi rozproszeni po świecie przestali używać hebrajskiego, a posługiwali się jidysz (mieszanka hebrajskiego i niemieckiego) oraz ladino (mieszanka hebrajskiego i hiszpańskiego). W Księdze Sofoniasza 3,9 Bóg zapowiedział, że w czasach ostatecznych odrodzi język hebrajski.[*] I dokonał odrodzenia hebrajszczyzny za pośrednictwem Eliezera Ben Yehudy. Człowiek ten był zapaleńcem oddanym jednej sprawie: odrodzenia języka hebrajskiego nieużywanego od blisko 2000 tysięcy lat. Na podstawie starożytnych źródłosłowów musiał stworzyć tysiące nowych słów. Wydawało się to zadaniem niemożliwym, a jednak dokonało się i dziś biblijna hebrajszczyzna jest oficjalnym językiem państwa Izrael. Jego obywatele nie potrzebują już tłumaczy, aby czytać starożytne zwoje biblijne czy na przykład Zwoje znad Morza Martwego. To jeden z największych cudów współczesnej historii, zapowiadający prędki powrót Jezusa.
Odtworzenie wojska
O znaku piątym związanym z Izraelem czytamy w 12 rozdziale Księgi Zachariasza, gdzie mowa o tym, że gdy Żydzi w czasach ostatecznych powrócą do swej ziemi, staną się militarnie silniejsi niż otaczające ich narody, będą jak „garnek z ogniem wśród drwa”, pochłaniając wszystkich sąsiadów. Dziś Izrael uważany jest za trzecią lub czwartą potęgę militarną ziemi, mimo że jest jednym z najmniejszych państw na jej powierzchni. Jest też najprawdopodobniej najskuteczniejszy w wykorzystaniu swej siły. Toczył na swym obszarze jedną wojnę za drugą, w latach 1948, 1956, 1967, 1973, 1981, 1991, i za każdym razem pokonywał wrogów. To wielki cud w przypadku państwa mniejszego niż jeden tylko stan USA wielkości New Jersey, o liczbie mieszkańców niższej niż na przykład Filadelfia!
Izrael w centrum polityki światowej
W 12 rozdziale Księgi Zachariasza napisano, że w czasach ostatecznych wszystkie narody świata zjednoczą się przeciwko Jerozolimie i stanie im się ona jak kamień zawieszony u szyi. Polityka światowa skupiła uwagę na Izraelu w roku 1973, kiedy to w czasie wojny Jom Kipur Arabowie ogłosili bojkot Zachodu i wstrzymali sprzedaż ropy. Bojkot ten powalił Zachód na kolana. Zwrócono się wówczas do Arabów z ukłonem, pytając, co też należy zrobić, aby ropę od nich jednak otrzymać. I usłyszano dwa warunki: „Po pierwsze, będziecie płacić cztery razy więcej niż wcześniej; po drugie, zjednoczycie się z nami w naszej obsesji zmiecenia państwa Izrael z powierzchni ziemi”. Z dnia na dzień Europa Zachodnia zmieniła kurs i zwróciła się przeciwko Izraelowi. Na dawnym stanowisku trwały jakiś czas Stany Zjednoczone; jednakże w październiku 1990 roku, usilnie walcząc o stworzenie koalicji antyirackiej, zwróciły się przeciwko Izraelowi, popierając na forum Narodów Zjednoczonych uchwały potępiające Izrael. Wkrótce też Ameryka zaczęła przymuszać Izrael do „wymiany ziemi za pokój”.
Władza nad Jerozolimą
Odzyskanie władzy nad Jerozolimą, siódmy znak związany z Izraelem, jest moim zdaniem najważniejszy, a wyłuszczył go jasno sam Jezus. W Ewangelii Łukasza 21,24 zapowiedział, że Żydzi „padną od ostrza miecza i zostaną uprowadzeni do niewoli u wszystkich narodów”. Potem jednakże Pan dodał: „A Jerozolima będzie zdeptana przez pogan, aż się dopełnią czasy pogan”.
Jak wszystkim nam dobrze wiadomo, tak się właśnie stało. Jerozolima dostała się w ręce pogan, w 70 roku po Chr. zburzyli ją Rzymianie. Po panowaniu Rzymu nastały rządy Bizancjum, potem przyszli Arabowie, po Arabach krzyżowcy, po krzyżowcach Mamelucy, po Mamelukach na 400 lat Turcy osmańscy, po Turkach nastali Brytyjczycy, po Brytyjczykach Jordańczycy, a po 7 lipca 1967 roku – niech będzie chwała Bogu, który jest źródłem wszelkich błogosławieństw – Żydzi po raz pierwszy od 1897 lat odzyskali władzę nad Jerozolimą.
Gdy izraelscy żołnierze dotarli pod Ścianę Płaczu i płacząc padli na twarze, Szlomo Goren, Główny Rabin armii izraelskiej, podszedł do Ściany i zadął w róg. Potem podniósł rękę i powiedział: „Ogłaszam początek ery mesjańskiej”. Jak więc widzimy, Żydzi ortodoksyjni już wówczas zdawali sobie sprawę z bliskiej perspektywy przyjścia Mesjasza. To jeden z paradoksów naszych czasów.
Przygotowanie na powrót Pana
Pomyślmy tylko. Gdy Jezus przyszedł pierwszy raz, rozpoznali Go poganie, ale Żydzi nie. Tym razem to Żydzi zdają sobie sprawę, że Mesjasz wkrótce nadejdzie. Jest tak dzięki temu, że znają pisma Starego Testamentu i z nich dowiadują się o nadejściu Mesjasza w chwili, gdy Żydzi powrócą już do swojej ziemi i swego miasta. Ortodoksyjni Żydzi w każdej chwili oczekują dziś Mesjasza, wypatrując Go z tęsknotą.
A kościół? Siedzi z boku i ziewa z nudów, zamiast tęsknie wypatrywać Pana. Najwyraźniej nie jest świadomy wagi faktu zgromadzenia Żydów, odrodzenia się państwowości izraelskiej, a wreszcie odzyskania przez nich władzy nad Jerozolimą.
Drodzy Przyjaciele, Jezus wkrótce powróci. Najważniejsze dziś pytanie brzmi zatem: Czy jesteś gotowy? Na bliskość tego wydarzenia wskazują wszystkie znaki: znaki przyrody, społeczne, duchowe, związane z techniką, polityką światową i Izraelem. Bóg woła z nieba: „Mój Syn wkrótce przyjdzie”. Nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz by wszyscy przyszli do upamiętania.
Czy jesteś gotowy? Czy przyjąłeś Jezusa jako Pana i Zbawiciela? Biblia zapowiada, że „każde kolano się ugnie i każdy język wyzna, że Jezus jest Panem”. A zatem uczyni to każdy z nas! Pozostaje pytanie – kiedy? Jeśli uczynimy to jeszcze w tym życiu, będzie to dla nas oznaczało życie wieczne z Bogiem; jeśli jednak zrobimy to dopiero po zmartwychwstaniu, przed Wielkim Białym Tronem sądu, ukazanym w 20 rozdziale Apokalipsy, to oznaczać to będzie dla nas wieczność w jeziorze ognistym. W piekle.
Bóg traktuje grzech z całą powagą. I z każdym grzechem się rozprawi. Jak wspomnieliśmy, czyni to na dwa sposoby: albo łaską, albo przez sąd. Jeżeli jesteś obmyty krwią Jezusa Chrystusa, jeżeli przyjąłeś Go jako swojego Pana i Zbawiciela, to gdy Jezus zstąpi z nieba, przyjdzie On jako twoje Błogosławiona Nadzieja, a ty wybiegniesz Mu naprzeciw jak „jagnię wypuszczone z zagrody”. Jeśli jednak On przyjdzie, a na Tobie ciążyć będzie sąd, to przyjdzie On jako Twoje Święte Przerażenie, a Ty wpełzniesz w otchłań ziemi, wołając do gór, aby Cię przykryły – tak wielki będzie gniew Baranka Bożego. Jeśli nie masz tej pewności, zachęcam, abyś skłonił głowę w modlitwie, wyznał Bogu, że jesteś grzeszny, i przyjął Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela.
Jeżeli zaś przyjąłeś Go już wcześniej, to chcę Ci powiedzieć, że Powtórne Przyjście Pana niesie dwojakie przesłanie. Do niewierzących woła ono: „Uciekajcie przed nadchodzącym sądem i schrońcie się w miłujących ramionach Jezusa”; do wierzących zaś: „Przyjmij Jezusa nie tylko jako swojego Zbawiciela, ale również jako swojego Pana”.
Kościół bowiem jest dziś pełen ludzi, którzy przyjęli wprawdzie Jezusa jako Zbawiciela, ale nigdy nie uczynili Go Panem swojego życia. Nie jest On w ich życiu Panem niczego: Panem muzyki, której słuchają, Panem tego, co jedzą, Panem tego, co piją, Panem tego, jak wypoczywają, Panem tego, co czytają, Panem tego, co oglądają w telewizji, kinie czy innych miejscach rozrywki. Ludzie tacy chodzą jedną nogą w kościele, a drugą w świecie, żyjąc w duchowej schizofrenii.
Czy nie jesteś jedną z takich osób? Czy nie potrzebujesz uczynić Jezusa Panem swego życia? Czy nie potrzebujesz poświęcić się życiu w świętości? To wezwanie Ducha Świętego do wierzących, którzy żyją w czasach ostatecznych: aby prowadzili życie w świętości. I oczekiwali, oczekiwali z utęsknieniem bliskiego powrotu naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa.
W 4 rozdziale Drugiego Listu do Tymoteusza, pisanego przez Pawła w więzieniu, pod koniec życia, czytamy takie wspaniałe słowa: „Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który i w owym dniu da Pan, sędzie sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego”. Niezwykła korona, wieniec sprawiedliwości zostanie dany każdemu, kto umiłował przyjście Pana. Czy otrzymasz ten wieniec? Czy oczekujesz z utęsknieniem powrotu Pana?
Jezus już wkrótce powróci, wołam więc z głębi duszy: Maranatha!
Koniec

* Zdaniem redakcji to dość oryginalna interpretacja tego tekstu. Wspomniany werset wydaje się bowiem mówić raczej o narodach niż o Izraelu i o oczyszczeniu ich warg (aby mogli wzywać Pana dla odkupienia i uświęcenia).

Wstecz

****************************************************************************************************************************************

DEPRESJA
Gary i Carol Almy

W rejestrach wizyt terapeutów – i tych świeckich, i tych deklarujących „chrześcijańskość” – większość stanowią dziś pacjenci uskarżający się na „depresję”. „Liczba porad udzielonych pacjentom w związku z depresją wzrosła z 10,99 mln w roku 1988 do 20,43 mln w roku 1993. Podwojenie pacjentów uskarżających się na depresję odnotowali zarówno lekarze pierwszego kontaktu jak i psychiatrzy” (JAMA 18 II 1998, vol. 279 nr 7, s. 256).
Cierpiący na depresję opisują swój stan jako brzemię poczucia winy, wstydu i lęku. Myśli osoby w depresji krążą wokół smutku, bezsensowności i beznadziejności, i z nich wypływają typowe dla takiego stanu reakcje: bezsenność, kłopoty z apetytem, mizantropia, płacz, apatia. Ludzi uskarżających się na depresję prawie zawsze cechuje introwertyzm i nadmierne skupienie uwagi na własnych myślach i uczuciach. Starają się oni „zrozumieć” przyczynę swego stanu, podobnie jak osoby usiłujące im pomóc wyrwać się z przygnębienia. Te wspólne ludzkie usiłowania zaowocowały w ostatnim stuleciu mnogością teorii, książek i szkół poradnictwa.
Miast podążać za psychologicznym postrzeganiem „depresji” jako choroby nadającej się do biologicznego leczenia chrześcijanie powinni rozważyć Boże zdanie na temat tego stanu. Lektura poniższego zestawu fragmentów biblijnych powinna rozwiać wszelkie iluzje, iż „depresja” to stan anormalny, również w życiu wierzącego: 1 Mojż 4,5-7; 30,1; Rut 1,11-17; 1 Sam 13,11-12; 15,20-21; 18,8-9; 31,4-5; 2 Sam 18,33; 1 Krl 19,3-4; 21,2-4; Neh 1,4; 2,1; Job 6,2; 12,2; 21,34; 38,2.4; 42,5-6; Ps 33; 107,17-19; 119,28. 67.81.82.147.148; Jer 20,8. 10.18; Mt 27,3-5; 2 Kor 1,3-10; Hbr 5,7-8.
Mało kto zechce zaprzeczyć, iż to, co nazywamy „depresją”, jest dotkliwym cierpieniem. Z punktu widzenia świata każde cierpienie jest nie na miejscu, niesprawiedliwe, nie do przyjęcia i należy go za wszelką cenę unikać.

Z punktu widzenia świata każde cierpienie jest nie na miejscu, niesprawiedliwe, nie do przyjęcia i należy go za wszelką cenę unikać…
Z punktu widzenia jednak Pisma cierpienie ma swój sens i cel. „Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy. A jeśli dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko razem z Nim cierpimy, abyśmy także razem z Nim uwielbieni byli. Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić” (Rz 8,16-18). Perspektywa dziecka Bożego zasadniczo różni się od spojrzenia reszty dzisiejszego społeczeństwa, nie tylko jeśli idzie o „depresję”, ale i generalnie o cierpienie. Zwróćmy uwagę na następujące prawdy wynikające z Pisma:
Depresja w świetle Pisma
1. Każdy z nas stanie przed tronem Sądu Bożego sam, aby odpowiedzieć za własne grzechy. Nie będzie nam tam towarzyszył żaden ciemięzca, zły rodzic, niesprzyjające środowisko, gwałciciel, wykorzystywacz czy ktokolwiek, kogo moglibyśmy obarczyć winą za swój grzech. Nikt nie zakryje ani nie złagodzi naszego grzechu przed obliczem Świętego Boga, który nie może patrzeć na grzech. (Por. Obj 20, 12.15; Ez 18,20; Flp 3,13-14).
2. Nie jesteśmy w stanie zajrzeć do serca i umysłu drugiego człowieka. Poszukiwanie „głębszego zrozumienia” jego duszy bądź rzekomych nieświadomych czynników kształtujących depresję jest w świetle Biblii nie tylko bezowocne, ale i buntownicze względem Boga (Jer 17,9-10). Popełniamy grzech podobny do doradców Joba, jeśli twierdzimy, iż posiadamy „głębokie poznanie” serca i umysłu drugiego człowieka (Job 42,7-9).
3. W naszej mocy nie mieści się przebudowanie życia drugiego człowieka. Nie powinniśmy zakładać, że jesteśmy w stanie zapobiec samobójstwu, uczynić kogoś „szczęśliwym”, naprawić małżeństwo czy wlać radość w „relacje”. Życie, zadowolenie i współżycie z innymi to dary Boże. „Co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem Jego, Jezusem Chrystusem. A to piszemy, aby radość nasza była pełna” (1 J 1,3-4). Nie przypuszczajmy, że wyposażenie w najnowsze techniki psychologiczne pozwoli nam zaoferować ludziom więcej niż apostoł Jan w tym fragmencie. Zadaniem naszym jest wyraziste przekazanie przygnębionej osobie miłości i prawdy Bożej.

„Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić…”
4. Przypomnijmy przygnębionej osobie, że w świetle Pisma myśli o samobójstwie, koncentrowanie się na sobie, pogrążanie się w myślach o beznadziejności i bezwartościowości, spychanie winy na innych oraz bierność to postawy grzeszne. Przypomnijmy temu komuś, że powinien skupić się na tym, jak lepiej służyć Bogu w tym dniu, a nie na własnych uczuciach. Powinien żyć z dnia na dzień (Mt 6,34). Bóg oczekuje od niego wstania z łóżka i ubrania się, bez względu na uczucia. Codzienne jego zajęcia powinny być tak zorganizowane, aby ciągle miał coś do roboty i mógł rozliczać się przed kimś z jej skutecznego wykonania. Zachęćmy go, aby skupił się na potrzebach innych i na czekających go zadaniach, wytrwale wciągajmy go do służby i do obcowania z ludźmi, przypominajmy też, że rozmyślaniem o własnej osobie nie uczci Stwórcy (Jk 1,27; 2,8).
Kobieta w depresji
To, co w Ameryce nazywa się „depresją”, jest głównie problemem kobiet. To one w przeważającej mierze zwracają się po porady w tej sprawie, stanowią też przytłaczającą większość pacjentów przyjmowanych z powodu depresji do zakładów psychiatrycznych. Zjawisko to próbuje się tłumaczyć na rozmaite sposoby, są to jednak zawsze spekulacje, odzwierciedlające raczej uprzedzenia ich autora niż obiektywną wiedzę naukową. Tak czy inaczej faktem jest, że zarówno świeckim ośrodkom terapeutycznym jak i chrześcijańskim poradnictwom nie zabraknie klientek z depresją. Warto zatem poświęcić sprawie nieco uwagi. Nasze doświadczenia oraz Pismo pozwalają udzielić następujących wskazówek:
1. Rozsądnym wyjściem jest zawsze – jeśli to tylko możliwe – porozmawiać z małżonkiem osoby pogrążonej w depresji, i to w jej obecności.
Wysłuchiwanie wyłącznie żalów jednej strony na drugą to najczęściej droga do rozwodu. Zachęćmy zarówno osobę pogrążoną w depresji jak i jej małżonka do wyznania grzechów, które ciążą im na sumieniu, i odwrócenia się od nich. Powinni je wyznać Bogu oraz osobie, której dotyczyły, a towarzyszyć temu powinna skrucha i naprawienie krzywd. Innym powodem, dla którego warto zaprosić współmałżonka do wyznania i naprawienia grzechu, jest fakt, iż zdarza się, że żona – będąca jednym ciałem z mężem – żyje pod wielkim brzemieniem znanego jej jego grzechu (cudzołóstwo, kradzież, perwersje seksualne, przemoc, nieróbstwo), o którym boi się komukolwiek powiedzieć.
2. Jeżeli depresja kobiety nie ma związku z grzechem jej bądź jej męża, przyczyn warto szukać w braku Bożej perspektywy życiowej.
Wiele kobiet pasuje jak ulał do opisu Pawła z Drugiego Listu do Tymoteusza 3,6-7: „kobiety opanowane przez różne pożądliwości, które zawsze się uczą, a nigdy do poznania prawdy dojść nie mogą”. Niektóre kobiety błędnie uznały, że rola kury domowej to szczyt i ostateczny kraniec Bożego powołania. Postarajmy się dyskretnie i z szacunkiem zorientować się, jak kobieta taka spędza czas. Na oglądaniu telenowel i programów typu „Na każdy temat”? Czy godziny nie upływają jej na próżnych zajęciach? Może całe dnie spędza na pogaduszkach z innymi znudzonymi paniami? Jeśli tak, to powinniśmy szczerze porozmawiać z nią o jej próżnym trybie życia i potrzebie przemienienia umysłu tak, aby zajmowały go sprawy Boże.
3. A może kobieta przez większość dnia ogląda telewizję chrześcijańską bądź słucha chrześcijańskiego radia? Jeśli tak, to miała wszelkie szanse paść łupem fałszywych nauczycieli (Mt 23,4.6.7).
Dowiedzmy się, czy nie uczęszczała przypadkiem na specjalne seminaria (Billa Gotharda, Neila Andersona itp.), gdzie otrzymała podręczniki i taśmy mające ją nauczyć, jak trzymać demony z dala od domu i dzieci. Być może obarczyła się zadaniem uświadamiania sobie, gdzie też w jej życiu mogą być „twierdze szatana”, i spędza teraz długie godziny na sporządzaniu spisów i wypisywaniu do ludzi listów z prośbą o przebaczenie dawnych uraz. Może nawet obawia się wynająć dziewczynę do dziecka, z lęku, żeby wraz z nią do domu nie weszły demony? Takiej kobiecie trzeba uświadomić, że myśleć ma o Jezusie, a nie o szatanie, i zapewnić ją, że Odkupiciel ma znacznie większą moc niż diabeł. Pokażmy jej na podstawie Pisma, że nie ma potrzeby popadania w rytuał i codziennego głośnego deklamowania pozycji, jaką ma w Chrystusie (por. Jud 9).
4. Służmy jej także w sposób praktyczny.
Pomóżmy w opiece nad dzieckiem czy w załatwianiu różnych spraw. Jeśli zaczęła już korzystać ze środków farmakologicznych lub psychoterapii, uświadommy jej, że nieraz łatwiej połknąć pigułkę czy wypisać czek terapeucie niż przyjąć radę od brata. Najłatwiejsze nie zawsze oznacza słuszne. Uświadommy jej, że przyjaźń z nią jest błogosławieństwem również dla nas i że Bóg oczekuje, iż będziemy sobie nawzajem pomagać i napominać się, a odrzucanie pomocy i rady innych bywa wyrazem pychy. Pismo nawołuje do wzajemnej troski, nigdy natomiast nie zachęca, aby życiowym celem czynić własne dobre samopoczucie psychiczne. Starajmy się stopniowo odwodzić ją od koncentracji na sobie; zwróćmy jej też umiejętnie uwagę, że traktuje Chrystusa raczej jako „środek ku osiągnięciu celu” niż jako to, czym On jest: Cel sam w Sobie. Przyciągnijmy ją do Słowa i na jego podstawie pokażmy, że dobre uczynki są wynikiem, a nie przyczyną bądź środkiem zbawienia. „Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar, nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili” (Ef 2,8-10).
5. Zaznajamiając się bliżej z kobietą pogrążoną w „depresji”, zorientujmy się, czy przypadkiem nie traktuje męża jako pośrednika pomiędzy nią a Bogiem.
Taka sytuacja w kościołach biblijnych nie należy niestety do rzadkości. Czasami wynika po prostu z kiepskiego nauczania, a czasami z braku poczucia odpowiedzialności u kobiety. Sprawdźmy, czy czasem nie mamy tu z tym do czynienia, i na podstawie Pisma pomóżmy jej zrozumieć, że na Boży gniew zasłużyła własnymi grzechami i sama potrzebuje Odkupiciela, że jest odpowiedzialna przed Bogiem, a Jezus to jej jedyny Pośrednik.
Przypomnijmy jej, że wiele znanych nam listów Paweł pisał w rzymskim lochu. Kiepskie małżeństwo, choć może się wydawać więzieniem, nie usprawiedliwia niesłużenia i nieoddawania chwały Temu, który odkupił ją własną krwią. Delikatnie uświadommy jej, że Bóg nie gwarantował nikomu szczęśliwego małżeństwa i że wiele kobiet czyni sobie nieświadomie bożka z takiego ideału. Jej marzenia dotyczące domu oraz wymagania względem męża i dzieci opierają się raczej na romansach i magazynach kobiecych niż na Piśmie. Powinna zrozumieć, że to, co czyta i słyszy (broszur i programów chrześcijańskich nie wyłączając), powinna nieustannie zestawiać ze Słowem Bożym. Nauczmy ją ufać raczej Słowu niż ostatnio przerobionemu seminarium.
6. Zwróćmy jej uwagę na fakt, że Pismo w istocie niewiele mówi o małżeństwie i życiu rodzinnym.
Jego nauka na ten temat jest nader prosta, ale niemożliwa do zastosowania bez mocy Ducha Świętego. Pismo daje zresztą do zrozumienia, że posłuszeństwo nie będzie przychodzić łatwo: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma” (1 J 1,8). „Bo według człowieka wewnętrznego mam upodobanie w zakonie Bożym. A w członkach swoich dostrzegam inny zakon, który walczy przeciwko zakonowi uznanemu przez mój rozum i bierze mnie w niewolę zakonu grzechu, który jest w członkach moich. Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci? Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc ja sam służę umysłem zakonowi Bożemu, ciałem zaś zakonowi grzechu” (Rz 7,22-25). Pokażmy jej na podstawie Pisma, że zwycięstwo mamy zapewnione dzięki doskonałemu posłuszeństwu Chrystusa, a walka o jej posłuszeństwo będzie toczyć się do chwili otrzymania przez nią uwielbionego ciała. Pokażmy zgnębionej kobiecie, że całe Pismo (a nie tylko fragmenty o małżeństwie) jest przeznaczone dla niej i że Bóg oczekuje od niej poważnego zgłębiania Jego Słowa. Odciągnijmy ją od „filozofii i czczego urojenia, opartego na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie” (Kol 2,8), a pomóżmy spoglądać na Pismo jako na całość. Bogu nie podoba się ignorancja, ani u mężczyzny, ani u kobiety. „Staraj się usilnie o to, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny pracownik, który wykłada należycie słowo prawdy” (2 Tym 2,15).
Podsumowanie
Biblia nie pozostawia wątpliwości, że stan przygnębienia zwany dziś „depresją” to normalny element życia na tej ziemi. Stan taki jest zarazem nader dogodną okazją, aby w jasny sposób ukazać beznadziejne położenie człowieka niewierzącego i jego potrzebę Zbawiciela.

„Co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem Jego, Jezusem Chrystusem. A to piszemy, aby radość nasza była pełna”
(1 J 1,3-4).
„Depresja” jest też niezwykłą sposobnością, aby usłużyć Słowem drugiemu wierzącemu i wspólnie poszukiwać poznania, zrozumienia, mądrości, ukrytych skarbów Słowa, aby zrozumieć bojaźń Pana (Prz 2,3-6). Jesteśmy wezwani do napominania i zachęcania się nawzajem, a także aby nosić brzemiona jeden drugiego. Przyodziani w pełną zbroję Bożą (Ef 6,10-20), stańmy z pokorą w bitwie obok pogrążonego w depresji brata czy siostry, aby móc powtórzyć za Pawłem:
O głębokości bogactwa i mądrości, i poznania Boga! Jakże niezbadane są wyroki Jego i niewyśledzone drogi Jego! Bo któż poznał myśl Pana? Albo któż był doradcą Jego? Albo któż wpierw dał Mu coś, aby za to otrzymać odpłatę? Albowiem z Niego i przez Niego, i ku Niemu jest wszystko; Jemu niech będzie chwała na wieki. Amen [Rz 11,33-36].
PsychoHeresy Awareness Letter maj/czerwiec 1999.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).
www.psychoheresy-aware.org

Wstecz

******************************************************************************************************************

BOŻE IMIĘ ZNIEWAŻONE
(Ez 36,16-24)

William Varner

Jakiś czas temu przeprowadzono badanie mające pokazać, jakie wydarzenia okazują się najcięższymi przeżyciami w życiu rodziny. I odkryto, że przyczyną drugiego z kolei największego stresu, zaraz po śmierci współmałżonka, jest przeprowadzka. Tymczasem dzieje narodu żydowskiego to niekończący się ciąg przeprowadzek, zazwyczaj dokonywanych pod przymusem.
Pod koniec Skrzypka na dachu mieszkańcy małej Anatewki wyruszają na przymusowe wygnanie. Któryś z mężczyzn wygłasza gorzki komentarz: „Pewnie dlatego zawsze nosimy kapelusze”. Żart może na moment ulżyć Żydom w cierpieniu, niemniej jednak rzeczywistość wygnania wpisała się w żydowskie losy nader boleśnie.
W Księdze Ezechiela 36,16-24 Bóg wyjaśnia prorokowi przyczyny i okoliczności wygnania Żydów. Wyjaśnienie to opiera się na trzech ideach: przemieszczenia, urągania i przywrócenia.
Przemieszczenie
„I doszło mnie słowo Jahwe tej treści: Synu człowieczy, gdy dom izraelski mieszkał w swojej ziemi, skalał ją przez swoje postępowanie i swoje czyny; jak jest z nieczystością kobiety w okresie jej krwawienia, tak było z ich postępowaniem wobec Mnie. I wylałem Moją złość na nich za krew, którą przelali na tej ziemi, kalając ją swoimi bałwanami. I rozproszyłem ich wśród narodów, i zostali rozsiani po różnych ziemiach; według ich postępowania i ich czynów osądziłem ich” (w. 16-19).
„Diaspora”, greckie słowo oznaczające rozproszenie, opisuje długi okres wygnania Żydów z ziemi izraelskiej. Przez ponad dwa i pół tysiąca lat większość Żydów żyła poza ziemią swych przodków, darowaną Abrahamowi, zdobytą przez Jozuego i rządzoną przez Dawida. Po dziś dzień poza granicami Izraela mieszka dwa razy więcej Żydów niż w samym Izraelu. Dlaczego tak jest?
Ezechiel wyjaśnia, iż stało się to wskutek grzechów Izraela, zwłaszcza zaś przelewania krwi i praktykowania bałwochwalstwa. Duchową nieczystość narodu porównuje do nieczystości rytualnej kobiety podczas comiesięcznego krwawienia. Pan rozproszył swój lud pośród narodów z powodu ich ciągłej niewierności względem zobowiązań wynikających z Przymierza (w. 19).
Diaspora żydowska utworzyła się trzema etapami. Pierwsza faza wygnania rozpoczęła się w roku 722 przed Chr., gdy armia asyryjska podbiła Królestwo Północne Izraela. Faza druga zaczęła się w roku 586 przed Chr. od podbicia Królestwa Południowego Judy przez wojska babilońskie. Część wygnańców powróciła po latach z tej niewoli, tworząc zalążek narodu żydowskiego z okresu Nowego Testamentu. Potem jednak nastąpiła faza trzecia, gdy w roku 70 po Chr. Judeę podbiły wojska rzymskie.
Choć w ciągu ostatnich 2000 lat na obszarze swej prastarej ojczyzny zawsze żyła jakaś garstka Żydów, to jednak znakomita większość narodu mieszkała poza swoją ziemią, w niemal wszystkich krajach świata. W starożytności można ich było znaleźć w Egipcie i Etiopii; w średniowieczu trafili do puszcz północnej Europy i na stepy Mongolii i Chin. W czasach nowożytnych naród żydowski mieszkał w krajach tak ogromnych jak Rosja i tak maleńkich jak Gibraltar.
Narodowi żydowskiemu udawało się przetrwać w każdym miejscu swego wygnania, co jest wymownym świadectwem prawdziwości obietnic tak o wygnaniu jak i o ocaleniu. Żyjąc pośród narodów, Żydzi unikali asymilacji. Wciąż mówi się o nich „rosyjscy Żydzi”, „niemieccy Żydzi”, czy „amerykańscy Żydzi”. W niektórych państwach nadawano im obywatelstwo, w niektórych zaś stanowczo im go odmawiano. Tak czy inaczej zawsze byli uważani za obcych w cudzym kraju i zawsze musieli zadawać to pytanie: „Jakże mamy śpiewać pieśń Jahwe na obcej ziemi?” (Ps 137,4).
Znieważenie
„Lecz gdy przybyli do narodów, wtedy tam, dokądkolwiek przybyli, znieważali Moje świętej imię, gdyż mówiono o nich: Oni są ludem Jahwe, musieli wyjść z Jego ziemi. Wtedy żal Mi było Mojego świętego imienia, które znieważył dom izraelski wśród ludów, do których przybył. Dlatego tak powiedz domowi izraelskiemu: Tak mówi Wszechmocny Jahwe: Ja działam nie ze względu na was, domu izraelski, lecz ze względu na Moje święte imię, które znieważyliście wśród ludów, do których przybyliście. Dlatego uświęcę wielkie Moje imię, znieważone wśród narodów, bo znieważyliście je wśród nich; i poznają ludy, że Ja jestem Jahwe – mówi Jahwe Pan – gdy na ich oczach okażę się święty wśród was” (w. 20-23).
Zgodnie z tymi wersetami Izraela spotkała na wygnaniu dziwna i smutna rzecz: Gdziekolwiek się udali, powodowali znieważanie imienia Bożego. Nie działo się tak z powodu jakichś straszliwych czynów, jakich się tam dopuszczali, bo w istocie przyczyniali się do rozwoju kultury krajów, w których się osiedlali. (Jeden przykład: odsetek Żydów wśród laureatów Nagrody Nobla znacznie przewyższa 1%, czyli odsetek Żydów w populacji świata). W jaki więc sposób znieważyli imię Boże?
W tym ustępie biblijnym aż trzykrotnie mówi się o „imieniu Bożym”. Po raz pierwszy jest powiedziane, że Izrael na wygnaniu „znieważał” imię Boże. Działo się tak, gdy narody szydziły z faktu, że Izrael jest wybranym ludem Bożym: „Jeśli Bóg tak traktuje swój wybrany lud, to cóż to za Bóg?!”
Imię Boże oznacza Bożą sławę i cześć. Wypełniając obietnice o sądzie za grzech, złożone swemu ludowi, Bóg de facto położył na szali swoją dobrą sławę. Musiał się liczyć z szyderstwami pod swym adresem za rzekome nietroszczenie się o swój własny lud. Żydzi na porządku dziennym wysłuchiwali swej nazwy poprzedzanej przez najohydniejsze z przymiotników, zbyt bluźniercze, by można je tu przytaczać.
Wygnanie to jednak i związane z nim znieważanie imienia Bożego nie będą trwać wiecznie. Bóg pała zazdrością o cześć swego imienia i dlatego obiecał zadbać o zakończenie banicji Izraela raz na zawsze. I spełni tę obietnicę, nie dlatego, że Izrael na to zasługuje, ale dlatego, że Święty Izraelski pragnie naprawić krzywdę wyrządzoną swemu dobremu imieniu. Tak jak to powiedziano w wersecie 36,22 Księgi Ezechiela: „Tak mówi Wszechmocny Pan: Ja działam nie ze względu na was, domu izraelski, lecz ze względu na Moje święte imię, które znieważyliście wśród ludów, do których przybyliście”.
Oto zatem w Starym Testamencie znaleźliśmy wspaniały tekst o łasce Bożej. Pan ocali Izraela nie ze względu na dobroć tego narodu, ale ze względu na swą łaskawość, przez nikogo niezasłużoną. Pan otoczy chwałą swe imię przez to, że nie porzuci swego nieposłusznego ludu na wieczne wygnanie.
Przywrócenie
„I zabiorę was spośród narodów, i zgromadzę was ze wszystkich ziem; i sprowadzę was do waszej ziemi” (w. 24).
Jak Pan wszechświata przywróci cześć swemu znieważonemu imieniu? Jak dowiedzie narodom, że istnieje i że dochowuje słowa? Uczyni to poprzez zakończenie wygnania swego ludu i unicestwienie hańby Diaspory. Obietnica wersetu 24 jest prosta i nader jasna: Mamy tam trzy czasowniki: „zabiorę was”, „zgromadzę was” i „sprowadzę was”. Rozproszeni pośród narodów wygnańcy zostaną więc zabrani i zgromadzeni, po czym sprowadzeni do tej samej ziemi, z której ich wygnano („do waszej ziemi”, czyli ziemi Abrahama, Izaaka i Jakuba). Czołówką Bożego planu na przyszłość będzie zatem odrodzenie narodowe Izraela.
Nieco ponad wiek temu na dalekiej prowincji imperium tureckiego, zwanej Palestyną, żyła skromna społeczność żydowska, uboga, utrzymująca się głównie z darów swych ziomków z zagranicy. Ale wystarczyło jedno stulecie intensywnej imigracji, osadnictwa, ofiar, trudu i wojen o życie, a powstało państwo o jednej z najsilniejszych armii świata i nader wysokiej stopie rozwoju naukowo-technicznego.
Historycy świeccy nie potrafią wyjaśnić tak zdumiewającego odrodzenia. Lud przez wieki żyjący na wygnaniu, pozbawiony nie tylko prastarej ziemi, ale i dawnego języka, powstał na nowo. Sceptycy mówią o „szczęśliwym zbiegu okoliczności”, „amerykańskiej pomocy” i innych rzeczach rzekomo odpowiedzialnych za ten historyczny fenomen. Teologowie, którzy powycinali Boże obietnice dane Izraelowi i poprzylepiali je do kościoła, nie chcą dostrzec faktycznej wagi tego odrodzenia. Wytykają Izraelowi świeckość jako dowód, że Bóg nie ma z tym narodem nic wspólnego. Zapominają, że Ezechiel prorokował o kościach, które najpierw się połączą, jeszcze bez ożywczego tchnienia, a dopiero potem Duch tchnie w nie życie (37,1-14).
Niewierzący sceptycy i alegoryzujący teologowie nie chcą uznać i przyjąć do wiadomości jedynego logicznego wytłumaczenia. Wytłumaczenie to wyrasta ze Słowa Bożego, poparte przez dziesiątki proroków Starego i Nowego Testamentu. Bóg, który sprawił, że Jego naród poszedł na wygnanie, Bóg, który na tym wygnaniu doznał znieważenia, ten sam Bóg otoczył chwałą swe imię, gdy rozpoczął proces przywracania zbłąkanych synów Jakuba z powrotem na ich prastarą ziemię. Czyni to nie ze względu na ich zasługi, ale ze względu na swą łaskawość, miłosierdzie i wierność. Czyni to, aby uwielbić swe wielkie imię pośród narodów. Nie bądźmy ślepi na Jego świadectwo, jakie rozgrywa się na naszych oczach!
Israel My Glory czerwiec/lipiec 1997.
(Used by permission by The Friends of Israel Gospel Ministry, Inc., Bellmawr, NJ, USA).

Wstecz

************************************************************************************************************************

Z pytań do Dave’a Hunta
NIE-ŻYDZI A ŻYDOWSKIE ŚWIĘTA

Twierdzi pan, że nie-Żydzi nie powinni obchodzić żydowskich świąt religijnych, bo te mają sens tylko dla Żydów. Czy jednak Bóg nie nazwał żydowskich świąt swoimi świętami (3 Mojż 23)? Pierwszym świętem Pana opisanym w 23 rozdziale Księgi Kapłańskiej jest cotygodniowy szabat. Nie jest on określony jako zwyczaj żydowski, ale jako dzień dany przez Boga Izraelowi oraz każdemu poganinowi, który zechce przyłączyć się do Pana Boga Izraelskiego. Czy nie powinniśmy więc przestrzegać go także dzisiaj? Bądź co bądź, Pan dał jednocześnie dziewięć innych przykazań, co do których wszyscy się zgadzamy, iż nadal obowiązują (wyjąwszy ignorowanie zakazu czczenia obrazów przez katolików). To niekonsekwentne, nauczać, że szabat jest dla Żydów, podczas gdy pozostałe dziewięć przykazań nie, że przykazanie o szabacie zostało zmienione, a pozostałe dziewięć nie. Dlaczego niemal wszystkie większe wyznania naśladują Rzym i odrzucają obchodzenie szabatu, zastępując to świętowaniem niedzieli?

Albowiem On jest pokojem naszym, który oboje jednym uczynił i średnią ścianę, która była przegrodą, rozwalił: Nieprzyjaźń, to jest zakon przykazań, który zależał w ustawach, skaziwszy przez ciało swoje, aby dwóch stworzył w samym sobie w jednego nowego człowieka, czyniąc pokój: I pojednał obydwóch w jednym ciele z Bogiem przez krzyż zgładziwszy nieprzyjażń przezeń… [Ef 2, BG].
Pismo podkreśla, że Bóg zawarł przymierze z Izraelem, nie z poganami: „Oznajmił swe słowo Jakubowi, ustawy swe i prawa Izraelowi. Nie uczynił tak żadnemu ludowi…” (Ps 147,19-20); „…poganie […] nie mają zakonu” (Rz 2,14); „…krewnych moich według ciała, Izraelitów, do których należy synostwo i chwała, i przymierza, i nadanie zakonu…” (Rz 9,3-4); „…wy, niegdyś poganie w ciele, […] dalecy od społeczności izraelskiej, obcy przymierzom zawierającym obietnicę…” (Ef 2,11-12) itd.
Owszem, poganie mają „treść zakonu […] zapisaną w ich sercach” (Rz 2,15). O tym, iż chodzi o zakon, który Bóg wypisywał od początku w każdym ludzkim sercu, nie zaś o przymierza dane Izraelowi na Synaju, mówi fakt, iż ludzkie sumienie ogranicza się tylko do praw moralnych. W żadne sumienie nie wpisano obowiązku przestrzegania szabatu, nie mówiąc o licznych innych pouczeniach ceremonialnych zawartych w Bożym przymierzu z Izraelem. Nieobecność takich wymogów w ludzkim sumieniu świadczy też o tym, iż przymierza zawarte z Izraelem, obejmujące także szabat, nie zostały dane poganom.
Owszem, w czasach Starego Testamentu poganie mogli dołączać do społeczności izraelskiej, jeśli uznali Pana Boga Izraelskiego i zgodzili się wejść w system prawa Starego Przymierza, zobowiązując się do jego przestrzegania. Prawa nikt jednak nie był w stanie w pełni zachować, ani Izraelita, ani poganin. Dlatego też Bóg obiecał zawarcie nowego przymierza z Izraelem (Jer 31,31) i zaoferowanie zbawienia całej ludzkości (Iz 52,10); przymierze „nie na tablicach kamiennych, lecz na tablicach serc ludzkich” (2 Kor 3,3).
Chrystus jest „pośrednikiem nowego przymierza” (Hbr 9,15), umożliwionego przez Jego śmierć, będącą zapłatą za grzech. Pod starym przymierzem składane były ofiary ze zwierząt, „które nie mogą w ogóle zgładzić grzechu” (Hbr 10,11). Zapowiadały one Chrystusa, Baranka Bożego, którego ofiara na krzyżu miała położyć kres grzechowi i ofiarom starotestamentowym: „Lecz gdy On złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, usiadł po prawicy Bożej […] Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni […] nie ma już ofiary za grzech” (Hbr 10,12-18). Jeśli ktoś chce przestrzegać szabatu, musi również składać przepisane w Prawie ofiary ze zwierząt. Lecz w Chrystusie te zostały zniesione, gdyż On jest wypełnieniem ich wszystkich.
Pod nowym przymierzem poganie nie dołączyli do narodu izraelskiego, ale zarówno Żydzi jak i poganie stają się nowymi stworzeniami w Chrystusie i zostają połączeni w nową jakość: kościół. Zanim nastał Krzyż, było się albo Żydem, albo poganinem. Teraz istnieją trzy grupy ludzi: Żydzi, poganie i kościół (1 Kor 10,32). Paweł przypomina Efezjanom: „On [Chrystus] jest pokojem naszym, On z dwojga [Żyda i poganina] jedność uczynił i zburzył w ciele swoim stojącą pośrodku przegrodę […] zakon przykazań, aby czyniąc pokój stworzyć w sobie samym z dwóch [Żyda i poganina] jednego nowego człowieka [chrześcijanina]…” (Ef 2,14-15).
Nigdy nie „odrzucaliśmy obchodzenia szabatu” i nie „zastępowaliśmy tego świętowaniem niedzieli”. Sobota wciąż pozostaje szabatem, ale dotyczy starego przymierza i starego stworzenia. W tym bowiem dniu Bóg odpoczął od swego dzieła po stworzeniu świata. Stary wszechświat, związany ze starym przymierzem, jest skazany na zniszczenie z powodu grzechu: „…niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną. […] Ale my oczekujemy, według obietnicy, nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość” (2 P 3,10-13).
Nowy wszechświat zaludnią tylko ci, którzy stali się nowym stworzeniem w Chrystusie (2 Kor 5,17). Nie będzie tam już szabatu, bo „nocy tam nie będzie” (Obj 21,25), nie będzie więc upływu czasu i liczenia dni, jak za czasów starego stworzenia. Potępieni jednak, którzy pozostaną pod przekleństwem prawa, bo odrzucili Chrystusową zapłatę za ich grzechy, „będą dręczeni dniem i nocą na wieki wieków” (Obj 20,10).
Niedziela to dzień, w którym Jezus Chrystus powstał z grobu, jako „pierworodny z umarłych” (Kol 1,18). Ci, którzy narodzili się na nowo i są nowym stworzeniem w Chrystusie, spotykają się w tym dniu w Jego imię. Nie jesteśmy już pod starym prawem „listu dłużnego, który zwracał się przeciwko nam ze swoimi wymaganiami”, a który Chrystus „usunął […] przybiwszy go do krzyża” (Kol 2,14). „Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił cię od zakonu grzechu i śmierci” (Rz 8,2). Chrześcijanie mają równać do znacznie wyższego poziomu niż Izrael za czasów Starego Testamentu. Zakon przykazań wymagał ludzkiego wysiłku i nigdy nie mógł zostać w pełni zachowany; naszą nową normą jest jednak życie samego Chrystusa. A jedynym sposobem sprostania jej jest poleganie nie na ludzkich wysiłkach, ale na mocy Ducha Świętego i zmartwychwstałego Pana, który sam żyje w nas.
The Berean Call maj 1999.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).

Wstecz

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

KTO JEST OPOKĄ?
Jerzy Marcol

Jan Turnau, redaktor Gazety Wyborczej, w uwagach zamieszczonych po artykule o Opoce Kościoła przytoczył fragment wersetu z Listu do Efezjan 2,20, że chrześcijanie są zbudowani na fundamencie apostołów i proroków.
Pominął jednakże drugą część tego wersetu: „którego kamieniem węgielnym jest sam Jezus Chrystus, na którym cała budowa mocno spojona rośnie w przybytek święty w Panu”. Jeśli zatem apostołowie są traktowani przez Pawła jako fundament kościoła, to tylko w takim kontekście, że kamieniem węgielnym jest sam Jezus Chrystus i to na Nim jest budowany kościół, jako społeczność wszystkich wyznawców Jezusa Chrystusa.
Tak więc tekst przytoczony przez Jana Turnaua służy w istocie na poparcie tezy, iż jedyną skałą jest Jezus Chrystus i że to na Nim zbudowany jest Kościół.
Apostołowie stali się częścią fundamentu przez to, że przekazali nam naukę, którą przyjęli od samego Jezusa. Nauka ta została spisana w Piśmie Świętym. Jeśli zatem mamy się budować na fundamencie apostołów, musimy wrócić do Słowa Bożego. „Całe Pismo Święte przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany” (2 Tym 3,16-17). Jan Turnau dostrzega trudność w dokonaniu przekładu jednakże stwierdza: „oryginał mówi wyraźnie, iż skałą jest Piotr”.

Apostołowie stali się częścią fundamentu przez to, że przekazali nam naukę, którą przyjęli od samego Jezusa…
W Gazecie Komputerowej z 16 marca 1999 na pierwszej stronie pojawił się tekst z Ewangelii Mateusza 16,18. Cieszy fakt, iż Gazeta promuje teksty biblijne, szkoda tylko, że błędnie przetłumaczone, wypaczające sens greckiego oryginału.
Gazeta podaje tekst za Biblią Tysiąclecia, w której celowo dokonano przekłamania w tłumaczeniu, aby tekst mógł być interpretowany jako podstawa do nadania prymatu Piotrowi.
W przekładzie Biblii Tysiąclecia brzmi on tak, jak podano: „Otóż ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół Mój, a bramy piekielne go nie przemogą”. Na podstawie tak przetłumaczonego tekstu można by wnioskować, iż Skałą jest osoba Piotra, na której ma być zbudowany Kościół Jezusa Chrystusa.
Dodane w klamrach słowa „[czyli Skała]” nie są tłumaczeniem tekstu pierwotnego, ale narzuconą interpretacją. Zastanówmy się, czy uzasadnioną.
Proponuję spojrzeć na tekst grecki, choćby na podstawie grecko-polskiego wydania interlinearnego Nowego Testamentu (Vocatio), gdzie tekst oryginalny podaje: „ty jesteś Piotr [Petros znaczy kamień, rzeczownik rodz. męskiego], a na tej skale [petra znaczy skała, rzeczownik rodzaju żeńskiego] zbuduję Kościół swój”.
Wnioski:
1. Petros i petra to dwa różne rzeczowniki; Petros nie jest tym samym co petra. Kościół ma być zbudowany na petra – skale, a nie na Petros – kamieniu.
2. Kto (co) zatem kryje się za skałą? Przez całą Biblię, niezmienną Skałą jest sam Bóg. Dla Mojżesza Skałą jest Bóg (5 Mojż 32,4.15.18). Podobnie dla proroka Samuela (1 Sam 2,2; 22,2.3.32.47; 23,3). Psalmy wielokrotnie określają Boga Skałą: Ps 18,3: „Jahwe skałą i twierdzą moją, […] Bóg mój opoką moją, na której polegam”; Ps 18,32: „Kto jest skałą prócz Boga naszego?” (Inne miejsca w Psalmach 18,47; 19,15; 28,1; 42,10; 62,3,7; 71,3; 78,35; 92,16; 95,1; 144,1). Podobnie patrzy na Boga prorok Izajasz: 26,4: „Ufajcie po wsze czasy Jahwe, gdyż Jahwe jest skałą wieczną”; 44,8: „Nie ma innej opoki, nie znam żadnej”. Podobnie wypowiada się apostoł Paweł (Rz 9,33, 1 Kor 10,4), który skałę utożsamia z Chrystusem. Tak więc jedyną skałą według Biblii jest sam Bóg, który objawił się w osobie Jezusa Chrystusa. Ustanawianie innej skały jest zaprzeczeniem tekstom biblijnym, które traktują Boga jako jedyną i wieczną skałę.

Jeśli mamy się budować na fundamencie apostołów, musimy wrócić do Słowa Bożego…
3. Co było istotne w postawie Piotra? Piotr wyznał wiarę w Jezusa Chrystusa, do czego został uzdolniony przez Ojca (Mt 16,17) – to uczyniło go kamieniem – czyli czymś, co zostało wykute ze skały. Człowiek zostaje uzdolniony do wyznawania Jezusa jako Zbawiciela i Pana, nie z siebie samego, ale gdy zostaje pociągnięty przez Ojca (J 6,44: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec…”)
4. Panem, Głową i Fundamentem kościoła nie jest Piotr, lecz jest Jezus Chrystus („Kościół swój”), członkami kościoła są ci, którzy wyznają wiarę w Jezusa. Korespondują z tym takie teksty jak Kol 1,18: „On także jest Głową Ciała, kościoła…” (zob też Ef 1,22, 4,15, 5,23); 1 Kor 3,11: „Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus”.
Podsumowanie
Proponowane przeze mnie podejście do tematu nie jest ani nowe, ani odkrywcze, choć zapewne dla katolików, a zwłaszcza dla hierarchów, będzie ono sekciarskie i heretyckie. Podałem wiele faktów z Biblii, nad którymi warto się zastanowić. O ludziach, którzy „badali Pisma i sprawdzali, czy rzeczywiście tak się rzeczy mają”, Biblia mówi, że byli „szlachetniejszego usposobienia” (Dz 17,11).

Wstecz

**************************************************************************************************************

KURCZĄCE SIĘ PAŃSTWO
Elwood McQuaid
Z wielką przyjemnością przekazuję wam w imieniu rządu Jego Królewskiej Mości następującą deklarację sympatii z syjonistycznymi ambicjami żydowskimi, które zostały przedstawione gabinetowi i przezeń zatwierdzone. „Rząd Jego Królewskiej Mości patrzy przychylnie na utworzenie narodowej ojczyzny dla narodu żydowskiego i uczyni wszystko, co w jego mocy, aby wspomóc osiągnięcie tego celu” (wyjątek z Deklaracji Balfoura, 2 listopada 1917).
Nim naród żydowski otrzymał na ręce barona Rothschilda oficjalny list sankcjonujący tworzenie ojczyzny dla Żydów w Palestynie, przez ogromną część ostatnich dwóch tysiącleci podróżował drogą pełną cierpień. 400 lat (1516-1917) Turcy osmańscy władali nad ogromnym obszarem, obejmującym także całą Palestynę.
Turcy osmańscy to nie Palestyńczycy, nie byli oni Arabami. Byli jednakże muzułmanami, co jest dziś osią konfliktu pomiędzy Izraelem i jego nieprzyjaciółmi. Kwestią nie są bowiem narodowościowe roszczenia Arabów do Palestyny, ale chęć rozszerzenia islamu na kręgi żydowskie i chrześcijańskie oraz na ziemię, nad którą wzywa się imienia Allacha.
W I wojnie światowej Brytyjczycy pokonali Turków osmańskich, a Palestyna znalazła się pod rządami mandatu brytyjskiego. Brytyjczycy zaś oficjalnie podjęli decyzję, ratyfikowaną przez Ligę Narodów, aby stworzyć w Palestynie ojczyznę dla Żydów. Mandat nabrał mocy w 1921 roku. Obszar, jaki miał być przyznany Żydom, odpowiadał mniej więcej obszarowi biblijnego Izraela i rozciągał się od Morza Śródziemnego po Irak, obejmując też tereny dzisiejszej Jordanii.
Kurczące się państwo
Wbrew pogłoskom szerzonym przez antysemitów, zwolenników Arabów oraz większość agencji informacyjnych nie sposób zakwalifikować Izraela do grona państw ekspansjonistycznych. Co więcej, od chwili pierwszej obietnicy ziemi, otrzymanej za czasów Mandatu Brytyjskiego, ojczyzna Żydów ma tendencje do kurczenia się, a nie ekspansji. Tak jest po dziś dzień.
Kurczenie rozpoczęło się już w rok po ustanowieniu Mandatu Brytyjskiego. W 1922 roku Brytyjczycy arbitralnie podzielili żydowską ojczyznę na dwa niezależne obszary. Obszar na wschód od Jordanu aż do pustyni irackiej darowano Emirowi Abdullahowi, szejkowi arabskiemu, dziadowi obecnego króla Jordanii Husajna [w tej chwili już pradziadowi obecnego króla – red.]. Utworzenie palestyńskiego państwa Jordanii pozbawiło więc Izrael ok. 73% ziemi, którą pierwotnie przyznano Żydom.
W roku 1947 granice żydowskiej ojczyzny zdążyły się skurczyć jeszcze bardziej. Po II wojnie światowej, wobec zdziesiątkowania narodu żydowskiego, sprawa jego państwa trafiła na forum ONZ. Wielka Brytania poprzez szereg niesławnych „Białych Papierów” zdołała de facto zamknąć drogę do Palestyny Żydom w panice uciekającym przed hitlerowskim „ostatecznym rozwiązaniem”.
29 listopada 1947 roku Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych zdecydowało o podziale pozostałych 27 procent ziemi na trzy części.
1. Naród żydowski miał sprawować władzę nad południową częścią Negewu, nad pasem ziemi wzdłuż wybrzeża od okolicy Rechowot po okolice Hajfy i nad obszarem przylegającym do Libanu, Syrii i Jordanii, obejmującym także Morze Galilejskie.
2. Państwo arabskie miało składać się ze Strefy Gazy, z obszaru zwanego dziś Zachodnim Brzegiem oraz z klina graniczącego z Libanem, Morzem Śródziemnym i terytorium Izraela.
3. Trzecim obszarem miała być Jerozolima, określona jako strefa międzynarodowa.
Bez negocjacji, bez uznania państwowości, bez pokoju i bez granic
W powszechnym mniemaniu Izrael naruszył granice terytorium palestyńskiego i ukradł Arabom ziemię. Ta fatalna dezinformacja była przyczyną kolosalnego nieporozumienia podczas prób wynegocjowania rozsądnego pokoju na Bliskim Wschodzie. Z palestyńskiego i szerzej rzecz biorąc arabskiego punktu nie ma sensu negocjować w sprawie granic. W ich bowiem przekonaniu cała ziemia należy do ludu islamskiego. Dla Izraela po prostu nie ma miejsca na mapie Bliskiego Wschodu.
Gdy Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych głosowało za planem podziału, Żydzi, rozgromieni przez Holokaust i fizycznie, i psychicznie, godzili się na podział. Choć pokrojony jeszcze na trzy skrawek ojczyzny był maleńki, byli skłonni brać cokolwiek, gdzie mógłby się schronić udręczony naród. Lecz Arabowie ani myśleli uznać prawo Izraela do istnienia – i plan odrzucili. Dla nich i świata islamskiego Izrael nie miał prawa istnieć, nie było więc podstaw do rozmów pokojowych. Sloganem Palestyńczyków stały się słowa: „Nie dla negocjacji, nie dla uznania [Izraela], nie dla pokoju”. Gdy więc 14 maja 1948 roku powstało państwo Izrael, pięć państw arabskich nie zwlekało z atakiem, pałając żądzą zniszczenia młodziutkiego państwa wraz z jego Żydami.
W oczekiwaniu na pewne – w swoim i całego świata mniemaniu – zwycięstwo przywództwo arabskie zaleciło Arabom żyjącym na spornych ziemiach opuszczenie domów. Po kilku dniach – zapewniano – wojska Allacha uporają się z parszywymi Żydami, a wtedy będzie można powrócić w triumfie, odzyskać własność i cieszyć się łupami w postaci mienia żydowskiego.
Przywództwo arabskie fatalnie się pomyliło w ocenie odwagi, determinacji i pomysłowości narodu, którego historia już nieraz przypierała do muru. Tym bowiem razem Żydzi postanowili nie pokornie umierać, ale powstać i walczyć. I walczyli – aż wygrali. Dla dobrowolnie wysiedlonych Arabów to zwycięstwo zrodziło ogromny problem. Oto ich przywódcy nakłonili ich do opuszczenia ziemi, która teraz nazywała się Izraelem. Przez następne półwiecze mieli być uchodźcami.
Podczas walk Jordańczycy przeprawili się przez Jordan i zajęli większość ziem, które miały się w zamyśle stać odrębnym państwem arabskim. Oblężyli też jerozolimskie Stare Miasto, wygnali żydowskich mieszkańców i spustoszyli wszystkie zabytkowe synagogi. Egipcjanie tymczasem atakując z południa zdobyli Strefę Gazy.
Kiedy na początku 1949 roku oczywistym stało się, że wbrew deklaracjom wojska arabskie nie zdołają zapędzić Izraela do morza, podpisano zawieszenie broni. Dokumenty nie miały jednak żadnej wagi. Egipcjanie nie kryli, iż nie uznają porozumienia ani za korzystne, ani trwałe. „Linia demarkacyjna nie będzie wytyczona w żadnym razie jako granica polityczna czy terytorialna, ale zostaje wyznaczona bez względu na prawa, żądania czy stanowiska którejkolwiek ze stron” (Porozumienie w sprawie zawieszenia broni, art. V.2).
W roku 1950 Transjordania, która przybrała nazwę Królestwa Jordanii, zajęła obszar zdobyty podczas wojny niepodległościowej. Zarówno więc Egipt jak i Jordania zatrzymały sobie terytoria zdobyte przemocą. Sytuacja taka trwała aż do roku 1967, kiedy to państwa arabskie znów próbowały zniszczyć Izrael. Znów im się to nie udało, a przy okazji straciły na rzecz Izraela Jerozolimę, Zachodni Brzeg, Strefę Gazy, Synaj i Wzgórza Golan.
Abstrahując od retoryki i absurdalnych żądań terytorialnych, dochodzimy do wniosku, że odrzucając w roku 1947 koncepcję utworzenia państwa izraelskiego i państwa arabskiego, Palestyńczycy sami stworzyli swój dylemat. Nie mają więc podstaw twierdzić, że Izrael zajął ziemie legalnie przynależne palestyńskim Arabom.
Wymiana ludności
Jedną z centralnych kwestii poruszanych przez Palestyńczyków jest „prawo do powrotu” dla Palestyńczyków, którzy opuścili swe domy w latach 1948 i 1967. Ich argumenty są wspierane przez obrazy serwowane przez zachodnie mass media, prezentujące straszne warunki życia Palestyńczyków w innych krajach arabskich. Trzeba powiedzieć, że nikt zdrowy na umyśle nie czerpie przyjemności z widoku uchodźców cierpiących niejako na własne życzenie. Rozwiązanie jest potrzebne. Ale trzeba go szukać ze znajomością sytuacji.
Świat w przeważającej większości nie chce pamiętać o setkach tysięcy żydowskich uchodźców z krajów arabskich, którzy przybyli do Izraela praktycznie bez grosza przy duszy, godząc się na ciężką pracę i codzienną walkę o przetrwanie. Liczbę uchodźców arabskich z Izraela w 1948 roku szacuje się na około 500 tysięcy; podobnie szacuje się też liczbę Żydów wypędzonych z państw arabskich. Wiele tych osób musiało porzucić swoje domy i przedsiębiorstwa, uciekając właściwie tylko z tym, co zdołali unieść w rękach. Na przykład w marcu 1950 roku rząd iracki ogłosil „specjalną ustawę zatwierdzającą emigrację Żydów”. Aby uzyskać zgodę na emigrację, trzeba się było wyrzec irackiego obywatelstwa, a wywieźć z kraju można było maksymalnie 16 dolarów (dzieci jeszcze mniejszą kwotę). Spośród 130 tysięcy irackich Żydów aż 121 tysięcy zdecydowało się pozostawić wszystko i wyjechać.

Świat w przeważającej większości nie chce pamiętać o setkach tysięcy żydowskich uchodźców z krajów arabskich, którzy przybyli do Izraela praktycznie bez grosza przy duszy…
Niezmiernie rzadko słyszy się o położeniu Żydów, którzy opuszczali kraje arabskie, gdyż osoby zmuszone do wyjazdu niedługo cierpiały jako uchodźcy. Wielkim wysiłkiem państwo izraelskie przyjęło do siebie wszystkie dzieci Abrahama.
Los wysiedlonych Arabów był jednak inny. Arabskie rodziny, które posłuchały arabskich przywódców, oraz ci nieliczni, których faktycznie wypędzono, nie zostali przez swych rodaków w krajach arabskich przyjęci ciepło. Uciekli do Libanu, Iraku, Syrii, Jordanii, Egiptu, na Zachodni Brzeg i do Strefy Gazy, znajdując tam jednak opłakane warunki. Nieszczęśni ludzie z miejsca stali się pionkami w ręku tych, którym zależało na tym, aby konflikt nie wygasł. Choć bogate w ropę państwa arabskie miały wszelkie środki, aby umieścić krewniaków w ludzkich warunkach bądź umożliwić im asymilację, nie zdecydowały się na to. Uczyniono tak celowo, co jest postawą zgoła nieludzką.
Liczyli na to, że trzymanie wysiedlonych w nieludzkich warunkach obozów będzie podsycać problem na arenie międzynarodowej. Kalkulacja była prawidłowa: problem ropiał jak rana. Tragedią jest, że uchodźcy palestyńscy znaleźli się w tak tragicznym położeniu z wyroku własnych przywódców. W oczach nieugiętych radykałów, dążących do zwycięstwa za każdą cenę, biedni, stłoczeni w obozach Palestyńczycy, uczeni, że Izrael to źródło wszelkiego zła, stali się idealnym materiałem na terrorystów i bombiarzy-samobójców.

Przywódcy arabscy liczyli na to, że trzymanie wysiedlonych w nieludzkich warunkach obozów będzie podsycać problem na arenie międzynarodowej…
Nie jest tajemnicą, że bogate w ropę państwa arabskie zainwestowały w terroryzm już miliony dolarów. Kiedy przywódca Hamasu szejk Jassin udał się wiosną 1998 roku w podróż w celu zbierania funduszy, zdołał zgromadzić w arabskich państwach Zatoki Perskiej od 50 do 300 mln dolarów na rzecz Hamasu. Irańczycy zaś obiecali mu miesięcznie 15 mln. Określono cel tego wsparcia: było nim wspomaganie Hamasu w działaniach terrorystycznych przeciwko Izraelowi i jego sojusznikom. Tymczasem ich krewniacy w obozach dla uchodźców żyli wciąż w tej samej biedzie i opłakanych warunkach.
Mapa mówi wszystko
Izrael nadal robi coś, czego historia dotąd nie notowała: oddaje swoją ziemię. Spójrzmy na fakty.
Maleńkie państwo było wiele razy atakowane (przetrwało pięć wojen) przez tych, którzy poprzysięgli wpędzić je do morza. Za każdym razem agresorów pokonywały mniejsze liczebnie siły, zdobywając przy okazji terytoria. Po tych klęskach agresorzy głośno oskarżali Izrael o kradzież ziemi i żądali zwrotu każdej piędzi. Można by oczekiwać, że Izrael postąpi jak każdy zwycięzca na przestrzeni dziejów: „Przegraliście, ziemię straciliście na własne życzenie, więc nie próbujcie już więcej”.
Rosjanie, domagający się dziś od Izraela zwrotu „ziem okupowanych”, do swoich „praw własności” podchodzą zgoła odmiennie. Ich stanowisko jest dziś normą dla zwycięzców, zwłaszcza jeśli uderzyli pierwsi. W komentarzu Prawdy z 2 września 1964 roku czytamy:
Granice państwa zostały uświęcone trudem osadników w nadgranicznych wioskach i potokami krwi, które przelali w swej obronie. Lud zaatakowany, jeśli się bronił i wyszedł z tego zwycięsko, ma święte prawo do ustanowienia sobie takiego ostatecznego stanowiska politycznego, które pozwoli na usunięcie źródła zagrożenia. Lud, który nabył sobie bezpieczeństwo tak ciężką ofiarą, nigdy już nie zgodzi się na powrót do starych granic.
Co jednak dobre dla Rosjan, nie jest w ich mniemaniu dobre dla bliskowschodnich Żydów. Izrael zwrócił ziemię najeźdźcom, a ci znów atakowali.
Po wojnie w 1967 roku Izrael oddał Jordanii władzę nad świętym Wzgórzem Świątynnym i zabronił na nie wstępu religijnym Żydom, którzy pragnęli utrwalić tam wpływy żydowskie. Izrael bał się oczywiście niebezpieczeństwa świętej wojny. Jednak od tej chwili aż po dziś dzień izraelskie ustępstwa i względy na rzecz muzułmanów poza nielicznymi wyjątkami nie są odwzajemniane.
Podczas rozmów pokojowych z Egiptem Izrael zgodził się zwrócić mu Synaj, zajęty w 1967 roku. Za porozumienie pokojowe, zawarte zresztą w bardzo chłodnej atmosferze, Izrael zgodził się usunąć miasteczka, fabryki, hotele i ośrodki opieki zdrowotnej. Wielką ofiarą było oddanie pól naftowych Alma, które Izrael odkrył i w które dużo zainwestował, a które pokrywały połowę jego zapotrzebowania na energię. Oddano wojskowe urządzenia systemu ostrzegania, lotniska o dużej wadze strategicznej oraz władzę nad szlakami morskimi do i z Ejlatu, poważnie ograniczając izraelskie zdolności obronne.
W 1998 roku rząd Netaniahu ogłosił gotowość wycofania się ze strefy bezpieczeństwa w południowym Libanie. Ale Liban, poduszczony przez Syrię, oświadczył, że nie zamierza ułatwiać życia Izraelczykom w północnym Izraelu i że do rozmów zasiądzie dopiero wtedy, gdy Izraelczycy oddadzą Syrii całe Wzgórza Golan.
Prezydent Syrii Hafez Asad nim zdecyduje się cokolwiek obiecać czy choćby uznać prawo Izraela do istnienia, najpierw chce dostać wszystko. Tenże sam Asad okupuje Liban, ogłaszając go częścią Wielkiej Syrii, poza tym daje schronienie najniebezpieczniejszym terrorystom świata i szkoli ich. Donosi się też, że brat Asada, rezydujący w dolinie Bekaa w Libanie, kontroluje handel heroiną, która wędruje aż na ulice amerykańskich miast. W tej chwili wciąż nie wiadomo, ile Golanu zostanie oddane Syrii; ale jeśli zgodzi się ona na negocjacje, najpewniej dostanie przynajmniej część tego obszaru.
Największym dylematem i zagrożeniem dla Izraela są jednak Palestyńczycy. Są poważne obawy co do następcy Jasera Arafata. Jeśli – co jest możliwe – Palestyńczycy dostaną swoje minipaństwo, czego Arafat obiecał dopiąć w 1999 roku, to każdy jego następca będzie dla Izraelczyków poważnym problemem.
Choć Izrael przestrzega ustaleń z Oslo, Arafat i Palestyńczycy nie są ani trochę tak akuratni. Niechęć, aby zmienić te sformułowania w Karcie Palestyńskiej, które nawołują do unicestwienia Izraela, dobitnie świadczy o postawie znacznej i wpływowej części izraelskiego „partnera w rozmowach pokojowych”. Choć wiele kwestii poruszanych w rozmowach nie jest łatwych, nawet laik może bez trudu rozpoznać prawdziwe intencje.
Gdy piszę ten tekst, nie istnieje ani jedna mapa wydana w kraju arabskim czy muzułmańskim, na której widniałoby państwo Izrael. Izraela nie ma też na mapie wiszącej w biurze Przewodniczącego Arafata. Nie ma Izraela na mapach w szkołach, gdzie uczą się mali Palestyńczycy, i nie ma go na mapie wydanej przez Palestyńskie Ministerstwo Turystyki. Z pewnością nie znajdziemy go też na mapach wiszących w barakach obiektów wojskowych w krajach arabskich i muzułmańskich. Na mapach arabskich może widnieć tylko jedno słowo: Palestyna. W umysłach znakomitej większości spośród miliarda Arabów i muzułmanów Izrael po prostu nie istnieje.

Gdy piszę ten tekst, nie istnieje ani jedna mapa wydana w kraju arabskim czy muzułmańskim, na której widniałoby państwo Izrael…
Wypowiedzi Arafata i innych przywódców palestyńskich nie pozostawiają wątpliwości co do ostatecznego celu. Jedynymi, którzy nie mogą jakoś przejrzeć w tej sprawie na oczy, są polityczni marzyciele na Zachodzie, naiwnie uznający palestyńskie deklaracje za retorykę będącą wyrazem „palestyńskiego rozgoryczenia”.
Oto kilka przykładów wyrazów tego „rozgoryczenia”:
Walka będzie trwać, aż Palestyna zostanie wyzwolona [Jaser Arafat, Radio Głos Palestyny, listopad 1995].
Choć przerwaliśmy Intifadę, nie przerwaliśmy Dżihadu [świętej wojny islamskiej], aby ustanowić Palestynę z Jerozolimą jako naszą stolicą. Znamy tylko jedno słowo: Dżihad, Dżihad, Dżihad. Nie zgadzamy się z ruchem syjonistycznym, z Deklaracją Balfoura i z całą działalnością imperialistyczną [Jaser Arafat, przemówienie koło Betlejem, październik 1996].
Kto zajął część Palestyny albo Jerozolimę, ten staje wobec Dżihadu aż do Sądnego Dnia. Naszym przeznaczeniem jest Dżihad [Szejk Muhammad Husajn w kazaniu w meczecie Al-Aksa na Wzgórzu Świątynnym, 15 maja 1998].
Za wszelką cenę przetrwać
Od procesu pokojowego Izraelczycy oczekują tylko dwóch rzeczy. Po pierwsze bezpieczeństwa. To znaczy granic bezpiecznych i możliwych do obrony, zagwarantowanych zresztą rezolucjami ONZ. Aby to osiągnąć, izraelskie rządy, zarówno prawicowe jak i lewicowe, godziły się na ustępstwa terytorialne i opuszczanie obszarów, które w przekonaniu wielu Izraelczyków mają największą wagę dla bezpieczeństwa. Na obecnym etapie negocjacji około 95 procent Palestyńczyków żyjących dziś na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy żyje pod władzą Autonomii Palestyńskiej.
Po drugie, Izrael oczekuje wzajemności. Skoro dotrzymuje obietnic, spodziewa się, że i Palestyńczycy zrobią to, na co się zgodzili. Tak się jednak nie dzieje. Fałszywe jest więc przekonanie, że Izraelczycy powinni dalej czynić jednostronne ustępstwa, w nadziei, że może kiedyś i Palestyńczycy zgodzą się na respektowanie umów.
Wszyscy, którzy starają się przyczynić do pokojowego rozwiązania konfliktu pomiędzy Izraelem a Palestyńczykami, powinni nalegać na spełnienie tych dwóch wymogów. Ponadto, wobec wrogiego otoczenia, jakie na pewno pozostanie elementem życia na Bliskim Wschodzie, państwa demokratyczne, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, powinny zadbać o to, aby Izrael pozostał silny.
Israel My Glory październik/listopad 1998.
(Used by permission by The Friends of Israel Gospel Ministry, Inc., Bellmawr, NJ, USA).

Wstecz

***********

CEZAR I BÓG
Dave Hunt

Historię tę dobrze zna każdy uczeń szkółki niedzielnej. Chcąc podejść Jezusa, faryzeusze i ludzie Heroda zadali Mu publicznie pytanie, na które pozornie nie było odpowiedzi: „Czy wolno [z punktu widzenia prawa Mojżeszowego] płacić podatek cezarowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić?” Ewidentnie obmyślili to pytanie zawczasu, aby przyprzeć Chrystusa do muru. Gdyby odpowiedział „tak”, naraziłby się Żydom, którzy nie znosili Rzymian i ich podatków. Odpowiedź „nie” zostałaby uznana za podżeganie do buntu przeciwko cezarowi i ukarana ukrzyżowaniem.
Jezus jednak, „przejrzawszy obłudę ich, rzekł do nich […] przynieście mi denar”. Kiedy pokazano Mu denar, wypowiedział słynne słowa: „Oddawajcie, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest Bożego, Bogu” (Mk 12,13-17). Uczeni w Piśmie zaniemówili na tak genialne obejście zastawionej pułapki. Nie mieli podstaw ani do tego, by wydać Go Rzymianom, ani do tego, by zdyskredytować Go w oczach Żydów.
Lecz nienawiść trawiąc duszę nie cofa się przed niczym: „Bez przyczyny Mnie znienawidzili” (J 15,25). Kiedy więc Sanhedryn i jego siepacze po żałosnej „rozprawie” przed arcykapłanem Kajfaszem zawlekli Jezusa przed Piłata, z pełną świadomością wygłosili to wyssane z palca oskarżenie: „Stwierdziliśmy, że Ten podburza nasz lud i wstrzymuje go od płacenia podatku cesarzowi, i powiada, że On sam jest Chrystusem, królem” (Łk 23,2). Była to nieprawda. Jezus nakazał przecież uczniom, aby nikomu nie mówili, że jest Mesjaszem: „Wtedy przykazał uczniom swoim, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem” (Mt 16,20).
Również dzisiaj słowa Chrystusa są podobnie przekręcane przez tych, którzy w Jego imię zalecają nie płacić podatków, gdyż rząd amerykański jest skorumpowany i używa ich do niegodnych celów. Ludzie tacy winni są tego właśnie przestępstwa, o które fałszywie oskarżono Chrystusa. Clinton i jego ludzie nie są bardziej niemoralni niż większość cesarzy czy na ten przykład papieży. Również rząd Stanów Zjednoczonych nie jest bardziej niegodziwy i zepsuty niż władza rzymska w czasach Chrystusa. A przecież Chrystus nie uznawał tej niegodziwości za powód do niepłacenia podatków. Nakazem Chrystusa jesteśmy zatem zobowiązani do „oddawania cesarzowi tego, co cesarskie. Pozostaje tylko określić, co jest „cesarskie”.
Odpowiedź Chrystusa nie była w żadnym razie zręczną sztuczką, pozwalającą nie urazić ani Rzymian, ani Żydów, lecz została wypowiedziana w prawdzie i miłości. Gdyby Chrystus lękał się ludzi, wpadłby w zastawioną przez uczonych w Piśmie pułapkę. Trafnie powiedział Salomon: „Lęk przed ludźmi zastawia na człowieka sidła” (Prz 29,25). Ponieważ jednak Chrystus nikogo się nie lękał, nie można Go było usidlić. I prawdziwą do dziś pozostaje Jego pocieszająca obietnica: „Jeżeli wytrwacie w słowie Moim, prawdziwie uczniami Moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (J 8,31). Prawda rodzi świętą bojaźń Bożą; a kto boi się Boga, nie będzie się lękał człowieka ani jego krytyki, nie będzie też łasy na ludzkie pochwały.

„LĘK PRZED LUDŹMI ZASTAWIA NA CZŁOWIEKA SIDŁA” (Prz 29,25). PONIEWAŻ JEDNAK CHRYSTUS NIKOGO SIĘ NIE LĘKAŁ, NIE MOŻNA GO BYŁO USIDLIĆ…
Chrystus nie starał się udobruchać i zadowolić ani Rzymian, ani Żydów, a jedynie swego Ojca niebieskiego: „Nie przyjmuję chwały od ludzi […] [ale] zawsze czynię to, co się [Ojcu] podoba” (J 5,41; 8,29). Chrystus zresztą bez ogródek wskazywał ówczesnym (jak i dzisiejszym) przywódcom religijnym na ich zatwardzone sumienie, rodzące niewiarę: „Jakże możecie wierzyć wy, którzy nawzajem od siebie przyjmujecie chwałę, a nie szukacie chwały pochodzącej od Tego, który jedynie jest Bogiem?” (J 5,44). Próba określenia tego, „co cesarskie”, nie obejdzie się bez odpowiedzenia sobie na to nurtujące duszę pytanie.
Niewątpliwie jedną z rzeczy, które nie są cesarskie i których nie należy ani cesarzowi oddawać, ani od niego przyjmować, jest chwała. Tylko sam Bóg jest godzien chwały i czci (Obj 4,9-11; 5,11-14 itd.), od Niego też jedynie pochodzi prawdziwa chwała. Udając, że obdarza ludzi chwałą, cezar udaje samego Boga, ci zaś, którzy dołączają do szkodliwej gry obdarzania chwałą cezara bądź odbierania jej od niego, wpadają w sidła, które potępił Chrystus. A przecież dziś przywódcy chrześcijańscy wprost prześcigają się w obdarzaniu chwałą nie tylko siebie nawzajem, ale i świata, przyjmując w zamian chwałę od niego. Wyobrażają sobie, że w ten sposób będą skuteczniejsi w sprawach Bożych, i „dla korzyści schlebiają ludziom” (Jd 16).

„JAKŻE MOŻECIE WIERZYĆ WY, KTÓRZY NAWZAJEM OD SIEBIE PRZYJMUJECIE CHWAŁĘ, A NIE SZUKACIE CHWAŁY POCHODZĄCEJ OD TEGO, KTÓRY JEDYNIE JEST BOGIEM?” (J 5,44)
Kościół Chrystusowy głęboko pogrążył się w bagnisku humanistycznego schlebiania sobie nawzajem. Lecz Chrystus o tych, którzy dzieło Boże czynią z myślą o pochwale ludzkiej, powiedział: „Otrzymali zapłatę swoją”. Zrezygnowali oni z zapłaty niebieskiej, którą by otrzymali, gdyby oczekiwali pochwały tylko od samego Boga (Mt 6,1-6.16-18.24). Chrześcijanie oddają chwałę słynnym osobistościom i czołowym politykom, wyobrażając sobie, że za pośrednictwem obłaskawionych bezbożnych popchną dalej sprawę Bożą. Chrześcijańskie mass media czynią w tym celu bohaterów nawet z wrogów Ewangelii, jeśli tylko są słynni i bogaci.
Nasz Pan tymczasem, nie będąc bynajmniej stronniczym, poświęcał większość czasu biednym i poniżonym. Gdy zadawano Mu podchwytliwe pytania, nie próbował nawet wymigiwać się od odpowiedzi, która mogłaby urazić wielkich i wpływowych. Jego mocne słowa okazały się w rzeczywistości jeszcze bardziej obraźliwe dla Rzymu, niż gdyby namawiał do niepłacenia podatków: „Oddajcie cesarzowi…, a Bogu…” Rzymianie czcili cezara jako Boga. Jezus mówił jasno: „Cezar nie jest Bogiem!”
Odpowiedź Jezusa była zatem ostrą naganą dla cezara, podającego się za Boga. Potępiała też tych, którzy obdarzali tego człowieka chwałą, przynależną jedynie Bogu. Władcy mają pewną władzę, ale tylko w zakresie przyznanym im przez Boga, podczas gdy On sam włada nad wszystkimi po wsze czasy. Uczynione przez Chrystusa rozróżnienie pomiędzy cezarem a Bogiem jest ostrą naganą także dla dzisiejszych przywódców, tak politycznych jak i religijnych.
To prawda, że dzisiejsze władze polityczne rzadko przypisują sobie boskość. A jednak większość z nich przywłaszcza sobie należące jedynie do Boga prawo rządzenia sprawami ludzi. W Ameryce Północnej wyrzucono Boga ze szkół publicznych i wyrzuca się Go coraz częściej z życia publicznego. Rząd gra Boga, a lud przyklaskuje. Ci zaś, którzy podają się za chrześcijan, coraz częściej uczestniczą w budowaniu partnerstwa cesarsko-Boskiego, partnerstwa jednoznacznie odrzuconego przez Chrystusa.
Od czasu, gdy Reagan został republikańskim kandydatem na prezydenta, chrześcijaństwo zaczęło być utożsamiane z konserwatywną stroną sceny politycznej, sami zaś chrześcijanie puścili się w pogoń za mrzonką, iż cezar, choć sam nienawrócony, może współpracować z nimi na rzecz Boga.

CHRZEŚCIJANIE EWANGELIKALNI NIE MOGĄ ZROZUMIEĆ, ŻE OKREŚLENIE „MÓJ LUD” ODNOSI SIĘ DO IZRAELA, A NIE DO KOŚCIOŁA, A W SŁOWACH „ICH ZIEMIĘ UZDROWIĘ” (2 Krn 7,14) MOWA O ZIEMI IZRAELSKIEJ, A NIE AMERYKAŃSKIEJ…
Aby uczcić zdobycie nominacji przez Reagana i zapewnić mu zwycięstwo w listopadowych wyborach, we wrześniu 1980 roku zebrało się w Dallas na specjalnej konferencji około 15 tys. konserwatystów, w tym wielu pastorów. Postanowiono, że Amerykę trzeba schrystianizować, a pomoże w tym nakłonienie chrześcijan, by oddawali głosy na Reagana. Gary North, wówczas jeden z głównych przemawiających, orzekł, że obowiązkiem chrześcijan jest „przebudowanie naszej odstępczej cywilizacji na powrót w królestwo Boże…”[1] A przecież Chrystus nigdy do tego nie zachęcał, a nawet stwierdził wprost: „Królestwo Moje nie jest z tego świata” (J 18,36).
Omawiany przez nas incydent to jedyny przypadek, kiedy nasz Pan w ogóle wspomniał o cezarze. Poza tym nigdy więcej nie wypowiadał się ani przeciwko rzymskim okupantom, ani przeciwko niegodziwościom tyrańskiego Heroda; nie mówiąc już o organizowaniu uczniów w siłę mającą odzyskać świat dla Boga. To, „co cesarskie”, jest z tego świata, a nie z Boga. Swoje nagany kierował Chrystus niemal wyłącznie do przywódców religijnych, potępiając ich publicznie w najostrzejszych słowach, gdyż fałszywie reprezentowali Boga. Przykład Pana świadczy przeciwko tym licznym wysiłkom, jakie podejmują dziś chrześcijanie, zgodnie dołączając do niewierzących w akcjach społecznych i politycznych, a nie mając czasu na sprzeciwienie się odstępstwu i herezjom w kościele.

SWOJE NAGANY KIEROWAŁ CHRYSTUS NIEMAL WYŁĄCZNIE DO PRZYWÓDCÓW RELIGIJNYCH, POTĘPIAJĄC ICH PUBLICZNIE W NAJOSTRZEJSZYCH SŁOWACH, GDYŻ FAŁSZYWIE REPREZENTOWALI BOGA…
Chrześcijaństwo kojarzy się dziś w Ameryce głównie z patriotyzmem i konserwatywną częścią sceny politycznej. Obietnice, jakie Bóg dał Izraelowi jako swemu ludowi wybranemu, mającemu oddzielić się od świata, są dziś błędnie odnoszone do Stanów Zjednoczonych. Czołowi chrześcijanie ewangelikalni nie mogą zrozumieć, że określenie „Mój lud” odnosi się do Izraela, a nie do kościoła, a w słowach „ich ziemię uzdrowię” (2 Krn 7,14) mowa o ziemi izraelskiej, a nie amerykańskiej. Z rozmysłem zaciera się wyraźną różnicę pomiędzy Izraelem a kościołem. I zupełnie zapomina się o tym, że chrześcijanie „nie są z tego świata”, ale zostali wybrani spośród „tego świata”, aby wprawdzie byli w nim, ale nie byli z niego (Jn 15,19; 17,6.14.16).

CZEMU ELIASZ NIE ZAPROSIŁ KAPŁANÓW BAALA I PROROKÓW MOLOCHA DO WSPÓLNEJ MODLITWY O DOBROBYT IZRAELA I OKOLICZNYCH LUDÓW POGAŃSKICH?
George Grant, rekonstrukcjonista, pisze: „Armia Boża ma podbić ziemię, podporządkować ją sobie, rządzić nią i sprawować władzę”.[2] David Chilton twierdzi: „Naszym celem jest władza nad światem pod panowaniem Chrystusa, 'przejęcie świata', jeśli ktoś woli tak to nazwać. […] To my kształtujemy historię świata. […] [Chrystus] zlecił nam zawładnięcie światem”.[3] Gary North: „Bóg chce, aby chrześcijanie zawładnęli ziemią w Jego imieniu”[4]. Nawet J. I. Packer uważa, że chrześcijanie zostali powołani, aby „zrechrystianizować obszar północnoamerykański […] podnieść z ruin […] północnoamerykańską kulturę…”[5]
North tłumaczy, że kościół wcale nie usiłuje nawrócić świata, ale przekonać „cały świat, aby doświadczył kulturowych błogosławieństw będących skutkiem szerzenia się ewangelii”. Gani tych, którzy kładą nacisk na „zbawianie dusz”, a zaniedbują „uzdrawianie instytucji tego świata”.[6] Jay Grimstead zgadza się z nim: „Naszym zadaniem jest sprawić, aby biblijna wizja rzeczywistości i biblijna wizja moralności została wpojona w naszą kulturę ku chwale Bożej i dobrobytowi ludzkości, i chrześcijan, i niechrześcijan”.[7] Mówiąc wprost, takie ambicje są niebiblijne!
Podobne nieporozumienie jest fundamentem corocznego „Narodowego Dnia Modlitwy”, który obchodzono w tym roku ponownie 6 maja. Wszystkich zachęca się do tego, aby w tym szczególnym dniu złączyli się z innymi w modlitwie do dowolnych bóstw. I prostoduszni chrześcijanie wyobrażają sobie, że w odpowiedzi na taką modlitwę Bóg pobłogosławi Amerykę! Czemu zatem Eliasz nie zaprosił kapłanów Baala i proroków Molocha do wspólnej modlitwy o dobrobyt Izraela i okolicznych ludów pogańskich? Nie – Eliasz potępił nieprzyjaciół prawdziwego Boga, a ich zwolenników uchronił przed zgubą. Dziś jednak ta biblijna postawa nie zostałaby uznana za poprawną politycznie. Wyznawcy innych wiar są zatem pozostawieni na ścieżkach do wiecznego potępienia.
Cóż z tego, że orędownicy tego dnia modlitwy mają dobre zamiary, przecież wzywanie bezbożnego narodu do modlitwy jest szczytem głupoty! Czyż Bóg nie powiedział: „Obrzydła ofiara występnych, tym bardziej złożona w złej myśli” (Prz 21,27; BT)? Animatorzy owego przedsięwzięcia, usiłujący zjednoczyć wszystkie religie w „modlitwie”, to ewangelikalni chrześcijanie (przewodzą im od lat Shirley Dobson, żona Jamesa Dobsona, i Vonette Bright, żona Billa Brighta, założyciela Campus Crusade), a entuzjastycznej aprobaty udzielają mu najsłynniejsze postacie chrześcijańskiego świata. To tylko dowodzi, jak głęboko sięga kompromis. Pisząc o tym, narażamy się na „krytykę za krytykowanie” ze strony tych, którzy nie dostrzegają istoty zjawiska. Czy nic nie znaczą te słowa Chrystusa: „…nie za światem proszę”? (J 17,9).
Czemuż to Bóg miałby wylać błogosławieństwa na bezbożną Amerykę? Niestety, ewangelikalne chrześcijaństwo lansuje dziś pogląd, że Bóg pobłogosławi każdy plan, byle tylko Go o to poprosić, nawet jeśli uczyni to bezbożny naród, gotów w tym celu do paru skromnych ustępstw na rzecz Boga.
Podczas tzw. śniadań modlitewnych propaguje się często tę atrakcyjną iluzję. Zaprasza się na nie hinduistów, buddystów, muzułmanów i ateistów, a na spotkaniach tych nie można powiedzieć niczego, co mogłoby urazić któregokolwiek wyznawcę innej wiary. Króluje na nich zatem ta sama egocentryczna „ewangelia”, którą głosi się dziś z wielu kazalnic, ewangelia, według której naszym problemem nie jest grzech, ale nieuporządkowane życie, które Bóg gorąco pragnie uporządkować. Jedynym celem takiego „Boga” jest uczynienie nas szczęśliwymi i spełnionymi. „Nawróceni” na taką „ewangelię” cieszą się, że opowiedziawszy się „za Chrystusem” mają odtąd Boga po swojej stronie i mogą liczyć na Jego błogosławieństwo. W tym humanistycznym „chrześcijaństwie” próżno by szukać Bożej sprawiedliwości, świętości, czci i chwały. Odnosimy wrażenie, że Bóg z wielką chęcią ześle błogosławieństwo nawet na cezara, jeśli Go tylko o to poprosimy.

NA SPOTKANIACH EKUMENICZNYCH KRÓLUJE EGOCENTRYCZNA EWANGELIA, WEDŁUG KTÓREJ NASZYM PROBLEMEM NIE JEST GRZECH, ALE NIEUPORZĄDKOWANE ŻYCIE, KTÓRE BÓG GORĄCO PRAGNIE UPORZĄDKOWAĆ…
Chrystus jednakże nie wzywa nas do tego, abyśmy naprawiali niegodziwy świat, ale wybrał nas ze świata, abyśmy byli obywatelami nieba, skruszonymi grzesznikami, porażonymi ogromem swego buntu przeciwko Bogu. Nie nakazał nam dialogu, który by nas doprowadził do korzystnego kompromisu z nieprzyjaciółmi Krzyża, ale nakazał nam głoszenie Ewangelii i bezkompromisową walkę o wiarę raz na zawsze przekazaną świętym. Oby uzdolnił nas do tego, byśmy z czystym sercem wysławiali Jego, a nie człowieka, i abyśmy pożądali chwały, która tylko od Niego pochodzi.
The Berean Call czerwiec 1999
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).

Przypisy:

4. Bibliotheca Sacra VII-IX 1988.
5. George Grant, Bringing in the Sheaves, American Vision Press, 1985, s. 98.
6. David Chilton, Paradise Restored: An Eschatology of Dominion, Reconstruction Press, 1985, s. 214-219.
7. Liberating Planet Earth, tom 1 serii Biblical Blueprint Series, Dominion Press 1987, s. 24, 178.
8. Christianity Today 12 XIII 1994, s. 36.
9. Gary North, Is The World Running Down? Crisis in the Christian Worldview, Dominion Press, 1988, s. 225.
10. Jay Grimstead, przemówienie do grupy pastorów z dn. 18 IX 1987 (nagranie).

„Stan dzisiejszego świata to jeden wielki zdumiewający pomnik ku czci ludzkiej niemocy. Uświadamiamy sobie nareszcie, że nawet człowiek wykształcony i kulturalny może pozostawać bestią! Cała Biblia stara się wykazać, że problem człowieka ma charakter nie intelektualny (związany z umysłem), ale moralny (związany z sercem). Jeśli 'łaska', jaką otrzymałem, nie pomaga mi przestrzegać prawa, to znaczy, że nie otrzymałem łaski. Chrześcijaństwo to trudna ścieżka życia. Jest zbyt chwalebna, by mogła być łatwa. Nowotestamentowe podejście do uświęcenia nigdy nie ma charakteru apelu – ma charakter nakazu.
Człowiek o chwiejnej doktrynie będzie chwiejny w całym swym życiu. Trudno o coś bardziej absurdalnego niż pogląd, że nauka chrześcijaństwa jest odległa od życia. Nie istnieje nic praktyczniejszego niż ona. Wciąż przekonuję się o tym, że ci, którzy dają się unosić każdemu powiewowi nauki, to ludzie zbyt leniwi, aby zgłębiać naukę. Połowę życia trawię na przekonywaniu chrześcijan, aby zgłębiali naukę, drugą zaś połowę na tłumaczeniu im, że nauka to nie wszystko. Przez lata zdążyłem zauważyć, że ludzie, którzy nie zostali nauczeni prawdy tak od strony negatywnej jak i pozytywnej, zawsze dają się porwać herezjom i sektom, bo nie ostrzeżono ich i nie przygotowano do obrony.
D. Martyn Lloyd-Jones
(„The Widsom of Martyn Lloyd-Jones”, wybrał Dick Anderson, Banner of Truth, VIII/IX 1986).

Wstecz

******************

GDZIE BYŁY MIŁOŚĆ I MIŁOSIERDZIE
Historia antysemityzmu chrześcijańskiego
Cz. 1. Pierwsze cztery stulecia

Clarence H. Wagner, jr.
Bridges for Peace

Czy wiesz, że pierwszy kościół składał się w większości z Żydów?
Co spowodowało odłączenie kościoła od jego żydowskich korzeni i sprawiło, że prawie wszyscy jego członkowie pochodzili z pogan?
Dlaczego kościół wydał tak wiele antyżydowskich ustaw?
Czy Żydzi są „zabójcami Chrystusa”, jak ich określano w kręgach chrześcijańskich?
Czy kościół zajął miejsce Izraela?
Dlaczego takie wydarzenia jak krucjaty i inkwizycja koncentrowały się na prześladowaniu Żydów?
Czy wiesz, że Marcin Luter miał początkowo dobre stosunki ze społecznością żydowską, później jednak stał się jednym z najbardziej zaciekłych antysemitów?
Czy wiesz, że inspiracją do okrutnych czynów wymierzonych w Żydów były dla Adolfa Hitlera kroniki kościoła?
Co możemy uczynić, aby zmienić ugruntowane od tysiąca ośmiuset lat antysemickie postawy i działania kościoła?
Chrześcijanie śpiewają pieśń, której refren brzmi: „Aby świat cały poznał uczniów Chrystusa w nas, aby świat cały ujrzał miłość w nas”. W 11 rozdziale Listu do Rzymian Paweł pisze do wierzących pogan o ich postawie wobec Żydów. Powiada, abyśmy nie byli względem nich „hardej myśli” (w. 20; BG), bo są oni umiłowanymi ze względu na praojców” (w. 28). „Gdy wy dostępujecie miłosierdzia […] i oni teraz miłosierdzia dostąpili” (w. 31). Niestety, społeczność żydowska mieszkająca przez ostatnie tysiąc dziewięćset lat wśród chrześcijan rzadko doświadczała miłości lub szacunku z ich strony. Najczęściej spotykała się z nienawiścią, prześladowaniami, a nawet śmiercią. Gdzie były miłość i miłosierdzie?
Niewielu chrześcijanom jest znana ta przejmująca do głębi, tragiczna historia. Społeczność żydowska jednak zna te dzieje bardzo dobrze, bo straszliwe wydarzenia mocno wryły się w jej pamięć. Wielu chrześcijan miast okazywać miłość i miłosierdzie narodowi żydowskiemu, uczyniło z krzyża miecz wymierzony w Żydów. W książce zatytułowanej „Cierpienie Żydów” dr Edward Flannery napisał, że jedyne znane Żydom rozdziały historii chrześcijaństwa to te, które były spisane, ale zostały wyrwane przez kościół z podręczników historii i spalone. Przygotowując tę pracę, przejrzałem wiele książek, encyklopedii i wiele materiałów spisanych przez kościół, a wymierzonych przeciwko narodowi żydowskiemu. Teksty te przetrwały do dnia dzisiejszego jako część dyskusji, postanowień i edyktów soborów kościelnych. Większość autorów wolała jednak nie wracać do tych zapisów, ponieważ są one niechlubne. Usuwano je w cień niepamięci, gdyż rozprawienie się z nimi nie jest sprawą łatwą.
Dla lepszego zrozumienia tematu przyjmijmy niekonwencjonalną metodę. Tym razem skupmy się nie tyle na właściwym zrozumieniu i interpretowaniu Pisma, lecz na śledzeniu skutków niewłaściwej interpretacji i szkód przez nią dokonanych. Jest to niezmiernie istotne dla zrozumienia relacji między chrześcijaństwem a Izraelem i całą wspólnotą żydowską.
Poznając historię ostatnich dwóch tysięcy lat, dochodzimy do wniosku, że zarówno instytucje jak i poszczególni chrześcijanie, którzy wyrażają solidarność z narodem żydowskim i nauczają kościół o żydowskich korzeniach wiary chrześcijańskiej, są rzadkością na przestrzeni tego okresu. Z prawie dwóch tysiącleci istnienia kościoła przez lat tysiąc osiemset wszystkie wysiłki chrześcijan zmierzające do nauczania współbraci o Żydach, judaizmie, żydowskich korzeniach chrześcijaństwa czy też obchodzenie świąt wymienionych w Księdze Kapłańskiej rodziły oskarżenia, wyłączanie z kościoła, a wielu przypłaciło to życiem. Ponadto każdy członek społeczności kościelnej biorący udział w takich działaniach był uznawany za judaizującego, karany przez władze kościelne grzywną lub skazywany na śmierć. Historia nie jest wprawdzie aż tak prosta i jednolita – zdarzały się i czasy wolności religijnej – powyższa ocena jest zatem jedynie uzasadnionym uogólnieniem.
Dziś możemy bezpiecznie rozważać żydowskie korzenie chrześcijaństwa i tragiczny zapis naszej wrogości wobec Żydów, nie będąc narażonym na przykre konsekwencje. Co więcej, możemy spotykać się z Żydami i uczyć się od siebie nawzajem. Ta tendencja kryje w sobie wiele pozytywów.
Niniejsza praca ma być czymś więcej niż lekcją historii. Nie chciałbym w nikim wywoływać poczucia winy. Jednocześnie staram się rozbudzić poczucie odpowiedzialności, abyśmy nie dopuścili do powtórzenia się historii.
Ustosunkuję się do postaw Ojców Kościoła, kościoła katolickiego, Marcina Lutra, przywódców kościoła i edyktów kościelnych. Nie jest moją intencją urażenie kogokolwiek poprzez dobór przedstawianych faktów historycznych. Mają one służyć nam do nauki i wzrastania w wierze, nie zaś do obrażania którejkolwiek denominacji czy grupy.
PIERWSZE CZTERY WIEKI NASZEJ ERY
W I wieku naszej ery kościół był ściśle związany ze swoimi żydowskimi korzeniami, co było zgodne z wolą Jezusa. Sam Jezus był przecież Żydem, Jego nauczanie było zgodne z hebrajską Biblią. W Ewangelii Mateusza 5,17-18 zapisane są takie Jego słowa: „Nie mniemajcie, że przyszedłem rozwiązać zakon albo proroków; nie przyszedłem rozwiązać, lecz wypełnić. Bo zaprawdę powiadam wam: Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie”.
Także wszyscy autorzy Nowego Testamentu z wyjątkiem Łukasza byli Żydami. Apostołowie i uczniowie byli pochodzenia żydowskiego. Przestrzegali szabatu, obchodzili święta i chodzili do synagogi. Również pierwszy kościół w Jerozolimie jak też w Judei, Samarii i Galilei w większości składał się z Żydów. Wiadomym jest, że wśród przywódców kościoła w Jerozolimie dopiero po 135 roku pojawia się nieżydowskie imię (imię greckie).
Zgromadzenia w innych częściach imperium rzymskiego także miały silne korzenie żydowskie, czerpały bowiem wzorce z jerozolimskiej szkoły talmudycznej. Autorzy Listów byli również związani z judeochrześcijańskim zgromadzeniem w Jerozolimie.
Do czasu pierwszego powstania żydowskiego w 66 r. po Chr. chrześcijaństwo było przeważnie postrzegane jako sekta w łonie judaizmu, tak jak faryzeusze, saduceusze i esseńczycy. Chrześcijan określano też mianem nazareńczyków. W okresie przed pierwszym powstaniem, które zakończyło się zburzeniem Drugiej Świątyni i zniszczeniem Jerozolimy w 70 r. po Chr., toczono liczne dyskusje w centrum judaizmu – kosmopolitycznej i kipiącej życiem Jerozolimie. Cóż więc spowodowało ów podział pomiędzy społecznościami chrześcijańską a żydowską, który przetrwał aż do dnia dzisiejszego?
Początek podziału
Pierwotną przyczyną były różnice społeczne i religijne. W książce „Dziedzictwo nienawiści” David Rausch pisze, że do podziału przyczyniły się różne czynniki: (1) wtargnięcie Rzymian do Judei i fakt, że coraz więcej pogan przyjmowało chrześcijaństwo, co komplikowało historię żydowskiego chrześcijaństwa; (2) wojny toczone przez Rzym z Żydami nie tylko doprowadziły do zniszczenia Świątyni i Jerozolimy, ale i odebrały temu miastu pozycję centrum wiary chrześcijańskiej w rzymskim świecie; (3) szybko rosnąca liczba pogan przyjmujących chrześcijaństwo doprowadziła do konfliktu między kościołem a synagogą. Podróże misyjne Pawła przybliżyły chrześcijaństwo poganom i w miarę wzrastania ich liczby nasilał się także ich wpływ, co w końcu odcięło chrześcijaństwo od jego żydowskich korzeni.
Dla wielu chrześcijan wywodzących się z pogan zburzenie Świątyni i Jerozolimy było znakiem świadczącym o tym, że Bóg odciął się od judaizmu i dał poganom wolność określenia teologii chrześcijańskiej bez wpływów Jerozolimy. Żydowscy zaś chrześcijanie zdystansowali się wobec wojen przeciwko Rzymowi i od tragedii, jaka dotknęła naród. W przekonaniu, że wojna z Rzymem jest znakiem końca, uciekli do Pelli, na wschód od Jordanu, pozostawiając rodaków zdanych na własne siły.
Po wojnie i całkowitym zniszczeniu Świątyni i Jerozolimy uczeni w Piśmie, którzy przeżyli, zebrali się w Jabne, mieście na równinie Szaron w pobliżu Joppy. Czasy, jakie nastały po zburzeniu Świątyni, uświadomiły ludziom, że muszą badziej skrupulatnie przestrzegać nauki judaizmu: Halachy oraz Zakonu. Judaizm propagował wówczas szkołę talmudyczną Bet Hillela, praktyki rabiniczne zbliżone do nauczania faryzeuszów. Kładziono wielki nacisk na osobistą więź z Bogiem i zachęcano do świętości opartej na skrupulatnym przestrzeganiu Tory. Przeciwieństwem byli saduceusze, których nauka koncentrowała się na wypełnianiu liturgii świątynnej. Pomimo że judaizm faryzeuszów w okresie przed zburzeniem Świątyni wykazywał tolerancję wobec chrześcijan żydowskich (nazarejczyków), to zgromadzenie w Jabne wezwało do oddzielenia chrześcijaństwa od judaizmu.
Rola Hadriana
Kiedy żydowski fanatyk Bar Kochba przygotowywał drugie powstanie żydowskie przeciwko Rzymowi (132 r.), żydowscy chrześcijanie mieli kolejny powód do niebrania w nim udziału. Bar Kochba został bowiem przez rabina Akibę ogłoszony Mesjaszem. Dla chrześcijan to Jezus był Mesjaszem, toteż udział w powstaniu pod przywództwem Bar Kochby byłby sprzeniewierzeniem się wierze. W 135 r., gdy powstanie zostało stłumione przez Hadriana, Żydów wygnano z Jerozolimy. Tylko raz w roku wolno im było przybywać tam na jeden dzień – na Tisza B’Aw, kiedy to opłakiwano zburzenie Świątyni. Zarządzenie to dotyczyło też chrześcijan pochodzenia żydowskiego i dlatego po raz pierwszy pojawiło się greckie imię wśród wymienionych przywódców jerozolimskiego kościoła. Był to moment przełomowy. Kończył się okres oddziaływania jerozolimskiego kościoła hebrajskiego na światowe chrześcijaństwo, co z kolei miało wpływ na kierunek obrany przez kościół.
Hadrian odbudował Jerozolimę w stylu miast rzymskich i nazwał ją swoim imieniem Aelia Capitolina (Aelius to jego nazwisko). Było to obrazą wobec Boga Izraela, który wybrał sobie Jerozolimę na swoje miasto. Hadrian zmienił też nazwę Judei, Samarii i Galilei na Syria Palestina, nadając tej ziemi imię największych wrogów narodu izraelskiego – Filistyńczyków. Obydwa te działania miały na celu wymazać ślady jakiegokolwiek związku Żydów z Jerozolimą i ziemią izraelską. Ich dziedzictwo po dziś dzień jest dla Żydów ciężkim brzemieniem.
Chrześcijaństwo i judaizm oddzielone
W tym czasie kościół był już definitywnie oddzielony od judaizmu. Władza polityczna i teologiczna nie spoczywała już na chrześcijańskich przywódcach pochodzenia żydowskiego; jej ośrodkami stały się Aleksandria, Rzym i Antiochia, a chrześcijańscy przywódcy wywodzili się z pogan. Była to istotna zmiana, o dużym wpływie na pierwszych Ojców Kościoła, którzy swe antyżydowskie stwierdzenia wypowiadali coraz częściej, w miarę jak chrześcijaństwo odrywało się od żydowskich korzeni.
Wraz z rozprzestrzenianiem się kościoła na obszar cesarstwa rzymskiego i ze wzrostem liczby członków pochodzenia nieżydowskiego do nauczania zaczęła się wkradać filozofia grecka i rzymska, co całkowicie zmieniło interpretację Biblii. patrzono przez pryzmat myśli greckiej, a nie żydowskiej czy hebrajskiej. Musiało to w końcu doprowadzić do wielu herezji; niektóre z nich nadal funkcjonują w kościele.
Gdy chrześcijaństwo i judaizm poszły odrębnymi drogami, przepaść pomiędzy nimi rosła. Rzymianie skutecznie tłumili judaizm; chrześcijaństwo natomiast rozprzestrzeniało się bardzo prędko. To poważnie niepokoiło Rzym, który zareagował represjami. Te zaś tylko pogłębiały przepaść pomiędzy Żydami a chrześcijanami; judaizm bowiem – jako starszy niż Rzym – był przez prawo rzymskie uznawany za religio licita (religię legalną).
W celu zjednoczenia imperium wszyscy jego mieszkańcy mieli oddawać cześć rzymskim bogom i składać im ofiary, w tym i cesarzowi, uznawanemu za jednego z nich. Oczywiście chrześcijanie nie mogli się zgodzić na wielbienie pogańskich bogów i odmawiali podporządkowania się temu zarządzeniu, co wywołało gniew władz. Chrześcijaństwo, mając historię krótszą niż Rzym, zostało uznane za religio illicita. Jego praktykowanie było wykroczeniem, za które groziła kara. Zmuszano więc chrześcijan do występowania w roli gladiatorów w turniejach toczonych w Koloseum i na arenach cyrkowych, byli też rzucani na pożarcie lwom i innym dzikim zwierzętom. Z rozkazu Nerona chrześcijanie stawali się żywymi pochodniami, oświetlającymi nocą jego ogrody. Torturowano ich przez zanurzanie w smole, przywiązywanie do pala i podpalanie. Chcąc uchronić się przed aresztowaniem, chrześcijanie zaczęli posługiwać się jako znakiem rozpoznawczym symbolem ryby zamiast bardziej oczywistego krzyża. Pierwsze litery greckich słów „Jezus Chrystus, Boży Syn, Zbawiciel” tworzyły bowiem greckie słowo ichthus, tzn. „ryba”.
Starając się złagodzić owe prześladowania, chrześcijańscy apologeci usiłowali przekonać Rzym, że ich wiara jest kontynuacją judaizmu. Jednak daremnie. Kolejne prześladowania i obawy chrześcijan wzmagały w nich tylko wrogość wobec społeczności żydowskiej, która w tym czasie bez przeszkód mogła się gromadzić, aby wielbić Boga. Kiedy jednak później kościół sam stał się religią państwową, w odwecie wydawał antyżydowskie ustawy.
Teologia zastąpienia
Wrogość wobec judaizmu znalazła odzwierciedlenie w pismach pierwszych „Ojców Kościoła”. Justyn Męczennik (160 r.) mówi Żydowi Tryfonowi: „Pisma nie są wasze, ale nasze”. Ireneusz, biskup Lionu (177 r.), twierdzi: „Żydzi stracili dziedzictwo łaski Bożej”. Tertulian (160-230) w rozprawie „Przeciwko Żydom” pisze, że Bóg odrzucił Żydów, a na ich miejsce wybrał chrześcijan.
Na początku IV wieku Euzebiusz pisał, że obietnice zawarte w Biblii hebrajskiej są skierowane do chrześcijan, a nie Żydów, dla których stanowią jedynie przekleństwo. Tępił judaizm, bo według niego kościół był kontynuacją Starego Testamentu. Młody kościół ogłosił się prawdziwym Izraelem, „Izraelem według ducha”, dziedzicem Bożych obietnic. Uważał za konieczne zwalczać „Izraela według ciała”, by udowodnić, żę Bóg odrzucił naród wybrany i przelał swą miłość na chrześcijan.
Takie są początki tzw. teologii zastąpienia, która przedstawia kościół triumfujący nad dogorywającym judaizmem i Izraelem. Teoria zastąpienia stała się jednym z fundamentów antysemityzmu i jest żywa do dziś. Lecz warto zauważyć, że Nowy Testament mówiąc o relacji kościoła do Izraela i jego Przymierza używa słów „wszczepieni” (Rz 11, 17), „staliście się bliscy” (Ef 2,13), potomstwo Abrahama przez wiarę (Rz 4,16), „uczestnicy” (Rz 15,27). Nigdy nie ukazuje kościoła jak uzurpatora, który zastąpił fizycznego Izraela. My, chrześcijanie wywodzący się z pogan, staliśmy się częścią tego, czego Bóg dokonał w Izraelu, jednak Bóg nie złamał swego Przymierza z tym narodem (Rz 11,29).
Triumfujący kościół
Na początku IV wieku nastąpiło wydarzenie przełomowe dla historii kościoła. W 306 roku Konstantyn stał się pierwszym chrześcijańskim [jego „chrześcijańskość” jest mocno wątpliwa – red.] cesarzem rzymskim. Z początku przyznawał Żydom i chrześcijanom równe prawa religijne; jednak w 321 roku ustanowił chrześcijaństwo oficjalną religią imperium. Skończyły się prześladowania chrześcijan – za to rozpoczęła się dyskryminacja i ograniczanie praw narodu żydowskiego.
Już podczas soboru w Elwirze (Hiszpania) w 305 roku podjęto uchwały zmierzające do odseparowania Żydów od chrześcijan. Chrześcijanom zakazano m.in. spożywania posiłków z Żydami, zawierania z nimi małżeństw, przestrzegania szabatu i zezwalania, aby Żydzi błogosławili ich pola.
W 313 roku władze rzymskie wydały tzw. edykt mediolański, nadając przywileje chrześcijaństwu i odbierając je synagogom. W 315 roku kolejny edykt zezwalał na palenie Żydów, jeśli uznano ich winnymi łamania prawa. W miarę jak chrześcijaństwo wrastało w rolę religii państwowej, rodziły się kolejne ustawy antyżydowskie: odebrano Żydom dotychczasowe przywileje, zniesiono lub drastycznie ograniczono jurysdykcje rabiniczne, pod karą śmierci zabroniono prozelityzmu, zamknięto możliwość piastowania wysokich urzędów państwowych i ważnych stanowisk w wojsku. Te i inne restrykcje były wielokrotnie powielane przez różne synody kościelne w ciągu kolejnego tysiąca lat.
W 321 roku Konstantyn zakazał wykonywania wszelkich prac i robienia interesów w „zaszczytny dzień słońca”. W miejsce soboty ustanowiono niedzielę jako dzień wielbienia Boga. Posunięcie to pogłębiło istniejący konflikt. Spór o żydowski szabat i chrześcijańską niedzielę wypłynął ponownie na pierwszym soborze w Nicei (325 r.), na którym zresztą ustanowiono niedzielę dniem chrześcijańskiego odpoczynku, choć jeszcze przez długi czas toczyły się debaty na ten temat.
W bardzo krótkim czasie chrześcijaństwo uzyskało status państwa w państwie. Cesarze zaś zaczęli przekładać antyżydowskie idee i postulaty chrześcijańskich teologów na codzienną praktykę. Kościół, zamiast wykorzystać tę sposobność do krzewienia w miłości poselstwa Ewangelii, stał się kościołem triumfującym, prędkim do niszczenia swych wrogów. Po roku 321 zmienił się zresztą ton pism i wypowiedzi „Ojców Kościoła”. Nie byli już na pozycjach obronnych i nie zajmowali się apologetyką, za to zaciekle i bezpardonowo tępili każdego „spoza stada”, w szczególności Żydów, obecnych przecież w każdej prawie społeczności narodzie.
Ciąg dalszy nastąpi.

Wstecz

********

Z pytań do Dave’a Hunta
PIUS XII – CZY DA SIĘ OBRONIĆ?

Panie Hunt, przeczytawszy kilka spośród pańskich jadowitych wypowiedzi przeciw papieżowi Piusowi XII (np. że Watykan „nie miał żadnego usprawiedliwienia ani na swoje partnerstwo z nazistami i ponawiane pochwały Hitlera z jednej strony, ani na ogłuszające milczenie o kwestii żydowskiej z drugiej…”), uznałem za właściwe przesłać panu ten artykuł redakcyjny z Newsweeka [30 III 1998, s. 35]. Nie wiem, jakim poziomem dziennikarskiej uczciwości zadowala się pan czy pańscy współpracownicy, pomijając jednak kwestię dziennikarskiej uczciwości, kalumnie rzucane przez pana na tego papieża i w domyśle na jego poprzednika nie licują z wyznawaną przez pana wiarą w ewangelię. Cóż za ironia, że trzeba dopiero publicznej wypowiedzi świeckich – i to często żarliwie antykatolickich – mass mediów, aby obalić oszczerstwa kierowane przez zdeklarowanych chrześcijan przeciwko ich braciom i siostrom w wierze.
Chciałbym wierzyć, że katolicy mogą oczekiwać z pańskiej strony publicznych przeprosin. Znając jednak pańską skłonność do przekręcania intencji tych, przeciw którym pan występuje, w tym także pańskich protestanckich towarzyszy (czytałem relację Gary’ego DeMara z debaty odbytej z panem), nie spodziewam się wiele…
Gdybym jednak mylił się w tym miejscu i zdecydowałby się pan na naprawę tej krzywdy, to z radością opublikuję pańskie odwołanie w biuletynie mojej parafii, Kościoła Świętego Edwarda.
PS. Parę miesięcy temu z kilkoma innymi katolikami wziąłem udział w projekcji pańskiego wideo „Kobieta jadąca na bestii” w pewnym protestanckim kościele fundamentalistycznym w Grand Rapids. W czasie przeznaczonym na zgłaszanie pytań […] mieliśmy sposobność sprostować szereg przekłamań w tym wideo. […] Pod koniec spotkania jeden z przywódców tej wspólnoty podszedł, aby uścisnąć nam dłonie, i oznajmił, że nabrał przekonania, iż „katolicy to jednak chrześcijanie”.
Nietrudno było „prostować” rzekome „przekłamania” pod nieobecność kogokolwiek zdolnego przedstawić górę dowodów dokumentujących ten film. Gdybym był obecny podczas tego wieczoru, spotkanie potoczyłoby się inaczej. Moje publiczne debaty z czołowymi apologetami katolickimi są dostępne na kasetach audio, a niektóre również na wideo. Są to formalne debaty, przebiegające według zasad ustalonych przez ich organizatora. Moi interlokutorzy mają wszelkie możliwości wytknięcia mi każdego „przekłamania”. Posiadamy w sprzedaży kasety z zapisem wszystkich tych debat; z tego, co wiem, nie można ich jednak uzyskać u moich katolickich oponentów (na przykład u Karla Keatinga).
Dużo bardziej zasmucił mnie fakt, że tak łatwo zdołał pan przekonać „jednego z przywódców tej wspólnoty”, iż reformacja była wynikiem semantycznego nieporozumienia, a ludzie ginący na stosach umierali na próżno, wskutek błędnego przekonania, iż katolicyzm rzymski proponuje fałszywą ewangelię, gdy tymczasem jego ewangelia jest prawdziwa; że tysiące ewangelicznych misjonarzy, którzy przecierpieli wiele ze względu na Ewangelię, w istocie straciło czas; że miliony ludzi, którzy zostali zbawieni i opuścili kościół katolicki, uczyniło to niepotrzebnie, bo „katolicy to jednak chrześcijanie”.
Jeśli idzie o moje „przekręcanie intencji tych, przeciwko którym występuję”, to sądzę, że zamiast bez zastanowienia wierzyć w „relację Gary’ego DeMara z debaty odbytej ze [mną]”, powinien pan na własne uszy wysłuchać tych debat, jeśli – jak pan twierdzi – istotnie zależy panu na prawdzie. Ostatnią debatę z Garym DeMarem odbyłem jakieś dwa miesiące temu; niech pan jednak nie oczekuje uzyskania jej zapisu od Gary’ego DeMara, gdyż odmawia on jego udostępnienia. Jeśli faktycznie chce jej pan wysłuchać, służymy nagraniem.
Oskarżanie mnie o „jadowitość”, „kalumnie” i „oszczerstwa” względem papieża Piusa XII odzwierciedla złość, którą przecież pan sam zarzuca mnie. Przesłany mi właśnie przez pana artykuł z Newsweeka już od dnia publikacji spoczywa w moich pękatych archiwach na temat Piusa XII. Jest on przykładem podejmowanych ostatnio dość często błędnych prób wybielenia tego papieża i Watykanu; próby te jednak, również i ta z Newsweeka, są fatalnie kiepskie, nadzieje te bowiem nie mają żadnego uzasadnienia w rzeczywistości. W artykule tym jest jednak powiedziane wyraźnie to, czego powiedzenie zarzuca pan mnie: mianowicie że Pius XII ani razu nie wypowiedział się publicznie przeciwko Holokaustowi. Autor cytuje jednak pochwałę pod adresem Piusa XII zamieszczoną w New York Timesie (12 XII 1941) za publiczne wypowiedzi na rzecz pokoju, a przeciwko wojnie. Czy to właśnie miałby być wyraz odwagi?!
W eseju zacytowano wypowiedź z orędzia bożonarodzeniowego Piusa XII z 1942 roku, skierowanego do świata, i nazwano tego papieża „pierwszą postacią o międzynarodowym znaczeniu, która potępiła to, co stopniowo zamieniało się w holokaust”. Zwróćmy uwagę na przemyślną figurę słowną: „co stopniowo zamieniało się w holokaust” zamiast słowa „Holokaust”. Tymczasem oficjalną politykę antyżydowską realizowano już od lat i Holokaust od lat już trwał. A jednak konto Piusa XII obciąża właśnie ten fakt, na który zwróciłem uwagę i który ma wszelkie uzasadnienie w dowodach: iż w orędziu bożonarodzeniowym z 1942 roku nie było żadnej konkretnej, choć tak upragnionej przez obrońców Piusa XII, wypowiedzi (i wypowiedź taka nigdy nie padła głośno z jego ust), która jednoznacznie zwracałaby uwagę na deportacje i eksterminację Żydów oraz potępiała ją. Bardziej niż na doli Żydów Piusowi XII zależało na obłaskawianiu Hitlera i ochranianiu kościoła w Niemczech oraz na tym, aby faszystowskie Niemcy były silną twierdzą przeciwko komunizmowi.
Wbrew naiwnym pochwałom w Newsweeku, wygłaszanym 56 lat po orędziu z 1942 roku, ludzie cierpiący w piekle zgotowanym przez Hitlera byli przede wszystkim gorzko rozczarowani. List protestujący przeciwko oportunizmowi tego orędzia skierował do papieża 2 stycznia 1943 roku prezydent Rządu Polskiego na Uchodźstwie Władysław Raczkiewicz. Czytamy tam m.in.: „Ojcze Święty! W tej tragicznej chwili naród mój walczy nie tylko o swoje życie, ale i o wszystko, co jest w jego oczach święte. Błagają oni […] aby podnieść głos i pokazać jasno i wyraźnie, gdzie tkwi zło, i potępić wysługujących się złu […] Stolica Apostolska musi przerwać milczenie…”[1] Pomimo wielu takich głosów z różnych stron Stolica Apostolska, rzekomy światowy strażnik moralności, nie przerwała haniebnego milczenia w obliczu najgorszego zła, jakie oglądał świat.
Dla poparcia swego wybielania Piusa XII Newsweek wspomina o „11 tomach poświęconych latom wojny, opublikowanych przez archiwa watykańskie…” Nie wspomina jednak o tym, że archiwa te – co przyznają oficjalne wydawnictwa watykańskie[2] – są „zamknięte dla publiczności i historyków”. Trzej jezuici: Angelo Martini, Burkhart Schneider i Pierre Blet, otrzymawszy od kościoła prawo wstępu do tych archiwów, zestawili te 11 tomów, których nie sposób jednak uznać za w pełni udokumentowane i bezstronne. Czy powinienem więc odważyć się na użycie określenia „tuszowanie” w kontekście nieustannego odmawiania dostępu do archiwum watykańskiego? Książka Friedlandera zawiera dużo cytatów z archiwów nazistowskich; autor chciał je porównać z archiwami watykańskimi, ale nie otrzymał pozwolenia. We wstępie Friedlander pisze: „przygotowując tę książkę kilkakrotnie podejmowałem próby uzyskania wstępu do Archiwum Watykańskiego. Na próżno”.
Z drugiej natomiast strony zostały udostępnione opinii publicznej archiwa nazistowskie dotyczące tych ważkich lat; na mocy Ustawy o wolności informacji udostępniono też uprzednio tajne archiwa OSS (poprzedniczki CIA). Dokumenty te prezentują sylwetkę Piusa XII w zgoła innym świetle niż artykuł w Newsweeku czy inne próby wybielenia go na podstawie korzystnych materiałów dostarczonych przez sam Watykan. Po opublikowaniu książki Friedlandera wielu katolików wzywało Watykan do obalenia zawartych w niej tez – i Watykan obiecał to uczynić. W końcu po z górą trzydziestu lat doczekaliśmy się 11-tomowej obrony; nikt jednakże nie ma wstępu do Archiwum Watykańskiego, aby sprawdzić wiarygodność, a przede wszystkim kompletność zawartych w niej informacji. Wniosek, iż Watykan coś ukrywa, opiera się zatem nie tylko na informacjach uzyskanych z innych archiwów, ale i na fakcie niedopuszczenia bezstronnych historyków do badania dokumentów watykańskich.
W próbach oczyszczenia Piusa XII często wskazuje się, iż jego milczenie o kwestii żydowskiej było spowodowane obawą, że potępienie Holokaustu tylko rozjuszyłoby Hitlera i pogorszyło sytuację. Poglądu tego nie sposób jednak obronić ani z logicznego, ani z historycznego punktu widzenia. Faktem jest, że milczenie Piusa XII o Holokauście nikomu nie ocaliło życia. Rozsądniej będzie uznać, że milczenie to wynikało z chęci ochrony interesów kościoła w Niemczech i z przekonania, iż Niemcy to jedyna obrona kościoła przed wschodnim zagrożeniem komunizmu. Taki pogląd znajduje uzasadnienie w materiale dowodowym.
Twierdzi się też, że nikt – a zwłaszcza nie Hitler – i tak by papieża nie posłuchał. Lecz archiwa nazistowskie pokazują coś wręcz przeciwnego: iż Hitler do samego końca obawiał się wypowiedzi papieża, nawet w chwili gdy niemieckie wojska kupowały Włochy i otoczyły Watykan. Po zarządzeniu przez Hitlera deportacji i eksterminacji wszystkich Żydów z Rzymu i Włoch biskup Hudal, otwarcie sympatyzujący z Hitlerem, przesłał telegram do Berlina, przestrzegając, że porywanie Żydów wprost spod bram Watykanu może zmusić papieża do publicznego protestu, mimo iż chce on tego uniknąć. Jednakże później, 28 października 1943 roku, sekretarz stanu Ernst von Weizsacker mógł już poinformować Berlin, że papież nie zaprotestuje, gdyż będzie czynił „wszystko, co w jego mocy, nawet w tak delikatnej sprawie, aby nie narażać na szwank stosunków pomiędzy Watykanem a Rządem Niemieckim ani też władzami niemieckimi w Rzymie”.[3]
Pius XII milczał nie tylko publicznie, ale i dyplomatycznie. Wbrew propagandzie watykańskich obrońców, iż papież ów milczał publicznie, by tym skuteczniej działać za kulisami przez tajną dyplomację, w archiwach nazistowskich nie ma żadnych materiałów, które mogłyby sugerować podjęcie choćby jednej poważniejszej próby w sprawie Holokaustu poprzez kanały dyplomatyczne, które działały bez przeszkód przez cały czas! Archiwa nazistowskie, zawierające najbardziej drobiazgowe informacje o wszystkim, nawet o wadze złota uzyskanego z zębów ofiar, „nie zawierają żadnego dokumentu traktującego o dyskusji o problemie żydowskim pomiędzy papieżem a którymś z ambasadorów Rzeszy, sekretarzem stanu bądź też dyplomatami niemieckimi”.[4]
Wątpliwości, czy brak takich zapisów nie jest czasem wynikiem polityki bądź przeoczenia, rozwiewa fakt, iż archiwa nazistowskie zawierają zapis o trzech niezobowiązujących zapytaniach ze strony nuncjusza papieskiego monsignore Orsenigo. Pierwsze, przedstawione 15 X 1942 roku ambasadorowi Rzeszy Ernstowi Woermannowi, przekazywało wyrazy zatroskania niektórych Żydów francuskich i lwowskich losem ich wywiezionych krewnych. Według notatek Woermanna z tego spotkania zapytanie to wyrażono „z niejakim zażenowaniem i bez dalszego naciskania”. Podejmując drugą próbę, Orsenigo spotkał się z sekretarzem stanu Ernstem von Weizsackerem 6 XI 1942 roku i według notatek Weizsackera „od niechcenia napomknął o pogłoskach o planowanym zaostrzeniu przepisów dotyczących małżeństw mieszanych [katolicko-żydowskich]”. Próbę trzecią Orsenigo podjął w sierpniu 1943 roku podczas spotkania z następcą Weizsackera Steengrachtem. Prosił o zezwolenie 74-letniej ubogiej Żydówce z Amsterdamu na wyjazd do syna do Londynu. W notatkach Steengrachta czytamy: „Nuncjusz […] [dorzucił] natychmiast, iż właściwie sprawa wykracza poza jego kompetencje i jeśli nic się nie da zrobić, to oczywiście pogodzi się z tym”.[5]
Te trzy przypadki zapisane w archiwach nazistowskich trudno doprawdy uznać za wyraz wielkiej troski czy nacisk w sprawie żydowskiej! Pamiętajmy, że do czerwca 1943 roku naziści zdążyli już uśmiercić ponad trzy miliony Żydów, a deportacje do obozów zagłady odbywały się non stop.
Istnieje ogromna dokumentacja kolaboracji Piusa XII i jego poparcia dla Hitlera i jego reżimu. W tym miejscu zacytuję tylko jedno jeszcze źródło: siostrę (potem matkę przełożoną) Pascalinę, filigranową i uderzająco piękną zakonnicę bawarską, którą często nazywano „panią duszy” i „najpotężniejszą kobietą w historii Watykanu”. Trwała ona przeszło 40 lat u boku Piusa XII dzień i noc: jako towarzysz na narty, „asystent, gospodyni, zausznik, doradca, druga matka, a w chwilach krytycznych – jego sumienie”.[6] Nikt nie podważy jej niezłomnej lojalności i oddania Piusowi XII – tym więc wymowniejsze jest, iż z takiego źródła otrzymujemy pełne potwierdzenie tego, w co nie chce pan uwierzyć, i nie tylko tego.
S. Pascalina była świadkiem przekazania Hitlerowi ogromnej sumy pieniędzy kościelnych na wsparcie tworzącej się Partii Narodowosocjalistycznej, gdy Eugenio Pacelli był jeszcze nuncjuszem papieskim w Monachium.[7] Kiedy w 1939 roku Pacelli został papieżem Piusem XII, Pascalina często błagała go, by zabrał głos przeciw Hitlerowi i Holokaustowi, lecz na próżno. Wrzała z gniewu, że „pierwszym oficjalnym krokiem Pacellego jako Piusa XII było zalecanie się do Hitlera”, zdruzgotana „{SYMBOL 187 \f „Times New Roman CE”}pobłażliwym poselstwem{SYMBOL 171 \f „Times New Roman CE”}, jakie Ojciec Święty po raz pierwszy skierował do Hitlera. […] To, jak daleko posuwał się papież i popierający go duchowni w głaskaniu F{SYMBOL 252 \f „Times New Roman CE”}hrera, było dla niej przerażające”.[8] To ona była sekretarzem podczas spotkania, na którym papież wraz z niemieckimi kardynałami obmyślali treść tego pierwszego listu do Hitlera. Trzeba powiedzieć, że to właśnie popularność Pacellego wśród kardynałów niemieckich dzięki jego poparciu dla reżimu nazistowskiego zadecydowała o korzystnym dla niego głosowaniu po śmierci Piusa XI.

Bracia,
Jestem misjonarzem [w Albanii] wysłanym przez wspólnotę Fellowship Bible Chapel koło Grand Rapids (Michigan, USA). Z zainteresowaniem przeczytałem dział z pytaniami w numerze wrześniowym, w którym ktoś twierdził, że kilka miesięcy wcześniej oglądał „Kobietę jadącą na bestii” w pewnym kościele fundamentalistycznym w Grand Rapids i że jeden z przywódców tego kościoła podszedł do niego i podawszy mu dłoń oznajmił, że „katolicy to jednak chrześcijanie”.
Jestem właściwie na sto procent pewien, że człowiek ten pisał o projekcji „Kobiety” w naszym zborze. Tak się złożyło, że akurat wówczas byłem w Stanach i to właśnie ja organizowałem tę ewangelizację. Po projekcji przeznaczyłem pewien czas na pytania z widowni. Byliśmy przygotowani na burzliwą reakcję ze strony społeczności katolickiej i dobrze się do niej przygotowaliśmy, zaopatrując się w obfitość materiałów. Padło szereg pytań, ale Pan wspomógł nas i zdołaliśmy satysfakcjonująco na nie wszystkie odpowiedzieć.
Główni katoliccy oponenci nie byli natomiast równie uprzejmi w swoim zachowaniu, ale to już inna sprawa. Być może któryś z gości wygłosił podobną wypowiedź, mogę jednak zaręczyć z całkowitą pewnością, że nikt z przywództwa zboru ani jego członków nie powiedział niczego choć trochę podobnego, co cytuje autor listu. Wręcz przeciwnie, po obejrzeniu filmu wierzący jeszcze bardziej utwierdzili się w przekonaniu, że katolicyzm nie jest właściwą drogą. Z tego, co nam wiadomo, żaden kościół w okolicach Grand Rapids nie organizował podobnego pokazu…
[Z listu od czytelnika The Berean Call].

Ten pierwszy list Piusa XII do Hitlera rozpoczynał się słowami: „Do Znakomitego Herr Adolfa Hitlera, Fuhrera i Kanclerza Rzeszy Niemieckiej!” Następnie głosił: „Z wielką przyjemnością wspominamy liczne lata przeżyte w Niemczech jako nuncjusz apostolski, kiedy czyniliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby harmonijnie ułożyć stosunki pomiędzy Kościołem a Państwem. Teraz zaś […] o ileż żarliwiej modlimy się, aby cel ten osiągnąć…” (Pamiętajmy, że jest to rok 1939, a niegodziwość Hitlera jest już światu znana).
Piusowi XII przypisuje się ocalenie tysięcy rzymskich Żydów, jednakże to Pascalina przedstawiła mu ten plan oraz obmyśliła i przeprowadziła go w przemyślny, potajemny sposób. To ta krucha, lecz o żelaznej woli zakonnica „ryzykowała dla Żydów wszystko […] wydawała setki papieskich dowodów tożsamości […] [aby Żydzi] mogli jako chrześcijanie przechodzić przez posterunki faszystowskie za bezpieczne mury Watykanu”. Hitler zgodził się bowiem, że Watykan, kościoły i nieruchomości kościelne, w tym letnia rezydencja papieska w Castel Gandolfo, są wolne od niemieckiej inspekcji. W zamian za tę grzeczność papież oznajmił światu, że wojska niemieckie zachowują się godnie.
3 września 1943 roku Weizsacker (wówczas ambasador niemiecki przy Stolicy Apostolskiej) wysłał z Rzymu memorandum, w którym zapewnia Hitlera, iż „W Watykanie rośnie troska o los Włoch i Niemiec […] w przekonaniu papieża potężna Rzesza Niemiecka jest nieodzowna dla przyszłości Kościoła Katolickiego”. 24 września w kolejnej przesyłce z Rzymu Weizsacker wspomniał o nieustannym marzeniu Watykanu, aby „siły zachodnie uświadomiły sobie na czas, gdzie leży ich prawdziwy interes, i aby dołączyły do niemieckiego wysiłku i pomogły ocalić kulturę europejską od bolszewizmu”. Tego samego dnia w Niemczech sekretarz stanu Steengracht w memorandum, jakie zachowało się w archiwach nazistowskich, zauważył, że nunsjusz Orsenigo „oświadczył, z własnej woli, iż […] tylko Niemcy i Watykan są w stanie uporać się z zagrożeniem bolszewickim…”
Gdy wojna dobiegała końca, papież nalegał na aliantów, aby postąpili łagodnie tak z Hitlerem jak i z Mussolinim. Obaj dyktatorzy do śmierci pozostali katolikami. Nic nie usprawiedliwia faktu, że Pius XII nigdy nie ekskomunikował żadnego z tych mistrzów zbrodni, pomimo nieopisanego zła, jakiego się dopuścili.
Sprawa wykracza jednak daleko poza osobę samego Piusa XII. Odzwierciedlał on tylko sobą długie stulecia antysemityzmu poprzednich papieży i swego kościoła, obfitujące w prześladowania i śmierć rzesz Żydów.
The Berean Call wrzesień 1998.
(Druk za uprzejmą zgodą wydawców).

Przypisy:

11. Saul Friedlander, Pius XIII and the Third Reich: A Documentation, Alfred A. Knopf, 1966, s. 131-133.
12. La Civilta Cattolica 21 III 1998 i L’Osservatore Romano 29 V 1998.
13. Friedlander, op. cit., s. 206-207.
14. Ibid., s. 145.
15. Ibid., s. 145-146.
16. Paul I. Murphy, La Popessa, Warner Books, 1983, na skrzydełku obwoluty.
17. Ibid., s. 52.
18. Ibid., s. 162-163. 19.

Wstecz

*******

Z pytań do Dave’a Hunta
KIEDY POCHWYCENIE?

Znajoma nie chce się dać przekonać do wiary w Pochwycenie przed Wielkim Uciskiem. Po przeczytaniu Pańskiej książki Whatever Happened do Heaven? stwierdziła: „Hunt przyjmuje, że stanowisko pierwszego kościoła było w przeważającej mierze premilenijne. Tymczasem faktem jest, że wszystkie stanowiska eschatologiczne rozwijały się z biegiem dziejów”. Niewiele znamy tzw. Ojców Kościoła, ale jakiś czas temu zainteresowaliśmy się eschatologią w związku z tym, że krytykowano nas za wydzwanianie do przedstawicieli władz, podpisywanie się pod petycjami, głosowanie na „moralnych” kandydatów-mormonów itd. A my nie potrafiliśmy na to znaleźć uzasadnienia w Nowym Testamencie.
Trudno zgodzić się ze stwierdzeniem, że „wszystkie stanowiska eschatologiczne rozwijają się z biegiem dziejów”. Biblia się nie zmienia, czemu więc miałaby się zmieniać eschatologia? Aby uzasadnić swoje stanowisko katolicy czy rekonstrukcjoniści powołują się na wybrane cytaty z tzw. Ojców Kościoła. Tymczasem aby dowiedzieć się, czego pierwszy kościół nauczył się od Apostołów, w co wierzył i co praktykował, nie trzeba zaglądać do Ojców Kościoła, ale do Nowego Testamentu.
Starszych kościoła efeskiego uczył bezpośrednio sam Paweł i to przez trzy lata. A jednak apostoł powiedział: „…nawet spomiędzy was samych powstaną mężowie mówiący rzeczy przewrotne, aby uczniów pociągnąć za sobą” (Dz 20,29-30). Skoro pobłądzili nawet niektórzy ze starszych szkolonych przez Pawła, mogli pobłądzić i inni przywódcy wczesnego kościoła. Tylko samo Pismo jest jedynym wiarygodnym przewodnikiem.
Jeśli idzie o Pochwycenie, Chrystus oznajmił uczniom, że udaje się do domu Ojca, skąd powróci, aby zabrać ich, aby byli już z Nim tam na wieki (J 14,1-6). Paweł wyjaśnił Tesaloniczanom, że sam Chrystus „zstąpi z nieba”, aby ożywić zmarłych wierzących i pochwycić ich wraz z tymi jeszcze żyjącymi do nieba (1 Tes 4,13-18). Przypominał też Filipianom, aby skupiali swe myśli na niebie, nieustannie wypatrując powrotu Zbawcy i przemienienia swych ziemskich ciał w niebieskie (Flp 3,20-21). Chwalił Tesaloniczan za pełne nadziei wyczekiwanie Chrystusa, który ocali ich przed nadchodzącym gniewem Bożym (1 Tes 1,9-20; 2 Tes 1,7-10). Autor Listu do Hebrajczyków powiedział, że Chrystus „drugi raz ukaże się […] ku zbawieniu tym, którzy Go oczekują” (Hbr 9,28).
Z fragmentów tych wynika jasno, iż pierwszy kościół był uczony, aby wypatrywać powrotu Chrystusa. Oczekiwanie to nie miałoby sensu, gdyby Jego powrót miały poprzedzać wydarzenia takie jak objawienie się Antychrysta, Wielki Ucisk czy Tysiącletnie Królestwo. Z wersetów tych bowiem wynika, iż przyjście będzie miało charakter nagły i może nastąpić w każdej chwili. Każde stanowisko, wedle którego Pochwycenie ma nastąpić po czymś, nie odpowiada nastawieniu pierwszego kościoła i niewątpliwie ukształtowało się później.
Z przytoczonych fragmentów wynika też, że Pochwycenie (kościoła przez Chrystusa do nieba) to coś innego niż Drugie Przyjście (Chrystusa na ziemię na pomoc Izraelowi podczas Armagedonu) i poprzedza je. Pochwycenie może nastąpić w każdej chwili, podczas gdy Drugie Przyjście nie może nastąpić przed objęciem władzy przez Antychrysta. Istotnym celem Drugiego Przyjścia jest bowiem zniszczenie Antychrysta i jego królestwa.
Jeśli idzie o tzw. działalność społeczną i polityczną, to z biblijnego zapisu wynika, iż pomimo zepsucia politycznego i jawnej niesprawiedliwości swoich czasów ani Chrystus, ani Jego apostołowie, ani też wczesny kościół nie angażowali się w takie działania. Jeśli dziś stawiamy to sobie za cel, to odchodzimy zarówno od nauki Pisma jak i od przykładu Chrystusa i pierwszych wierzących. Nie zostaliśmy bowiem powołani do poprawiania świata, ale do wzywania ludzi z tego świata ku niebieskiej ojczyźnie poprzez nawrócenie i nowe narodzenie w Jezusie Chrystusie.
Zachęcanie niewierzących, aby wiedli moralne życie, jest nie tylko daremne, ale i szkodliwe, stwarza bowiem wrażenie, że Bóg zadowala się zewnętrznym zachowaniem, któremu nie towarzyszy przemiana serca. Tymczasem im większego przekonania nabiera człowiek o własnej sprawiedliwości, tym trudniej mu zdać sobie sprawę, że jest grzesznikiem i że potrzebuje Zbawiciela. Chrystus powiedział: „Nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Łk 5,32).
The Berean Call lipiec 1999.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).

Wstecz

*************************

ISLAM I EWANGELIA
Dave Hunt

Islamska Kurtyna oddzielająca kraje islamskie od reszty świata jest co najmniej równie szczelna jak niegdyś Żelazna. Próżno jednak chcielibyśmy o tym usłyszeć w mass mediach. W Arabii Saudyjskiej na przykład, w której obronie umierają Amerykanie, jest całkowity zakaz wszystkiego, co chrześcijańskie. Nie można iść ulicą z Biblią pod pachą, nie można organizować spotkań biblijnych we własnych czterech ścianach. Nabożeństwa chrześcijańskie nie mogą się odbywać nawet w naszej ambasadzie, nad którą powiewa amerykańska flaga. Karą dla muzułmanina, który przejdzie na inną religię, jest oficjalnie w Arabii Saudyjskiej i niektórych innych krajach islamskich (a w innych nieoficjalnie) śmierć.
Obywatelami Arabii Saudyjskiej mogą być tylko muzułmanie. Nawet w tych krajach arabskich, gdzie islamskie prawo szariatu nie jest nakazane prawem państwowym, wpływ islamu wyklucza wolność słowa, prasy, wyznania i sumienia. Na obszarach zarządzanych przez OWP arabscy chrześcijanie, niegdyś pod władzą Izraela cieszący się swobodą, dziś cierpią prześladowania, więzienia i śmierć. Ani jednak ONZ, ani rząd amerykański nie protestuje przeciwko uciskowi za Islamską Kurtyną.
Na Zachodzie muzułmanie bez przeszkód budują meczety i wyznają swoją wiarę, w swych własnych krajach odmawiają jednak tego prawa innym. Światowe mass media nie demaskują tej obłudy, tylko ją tuszują.

NA ZACHODZIE MUZUŁMANIE BEZ PRZESZKÓD BUDUJĄ MECZETY I WYZNAJĄ SWOJĄ WIARĘ, W SWYCH WŁASNYCH KRAJACH ODMAWIAJĄ JEDNAK TEGO PRAWA INNYM…
Pewien znawca zagadnień bliskowschodnich pisze:
Islam jest […] bardziej wrogi wierze chrześcijańskiej, niż kiedykolwiek był komunizm. […] Dziś w komunistycznych Chinach chrześcijaństwo dalej kwitnie. Ale wyznanie wiary w Chrystusa przez obywatela państwa islamskiego jest uważane za zdradę stanu. […] w kraju islamskim nie ma nawet miejsca na oficjalny kościół, akceptowany przez państwo, co dopuszczał komunizm [G. J. O. Moshay, Who Is This Allah?, Dorchester 1994, s. 111].
Za czasów Mahometa i jego następców islam szerzył się błyskawicznie dzięki dżihad, świętej wojnie. Sam Mahomet zorganizował 65 wypraw wojennych i osobiście przewodził 27 z nich, charakteryzującym się najbrutalniejszą agresją i podstępem. Za pomocą takiej to „ewangelizacji” zdobył miliony „nawróconych”. W okresie swych największych wpływów podbił islam całą północną Afrykę i był bliski podbicia Europy.
Dwa oblicza islamu
Triumfalny pochód islamu przez świat trwa nadal. Dziś w roli najeźdźców występują miliony imigrantów, zdobywając nowych wyznawców drogą wprowadzania ich w błąd. W telewizji oglądamy dobrze uczesane i modnie odziane panie, które przyznają się do wiary islamskiej i zaświadczają o jej radościach i pokojowym nastawieniu. Gdyby panie te żyły w kraju islamskim, musiałyby kryć się pod szczelnymi czarnymi szatami do stóp, odsłaniając tylko oczy. Nie mogłyby prowadzić samochodu i byłyby jedną z czterech żon, nagminnie maltretowanych przez męża, który mógłby je odprawić jednym słowem. Pod prawem szariatu byłyby niczym więcej jak niewolnicami. Ciekawe, że Hillary Clinton, National Organization of Women (organizacja broniąca praw kobiet) i inni głośni orędownicy praw kobiet milczą jak głaz w obliczu notorycznego gwałcenia tych praw przez islam.
Najszczerzej wyznawany cel islamu, określony zresztą tak w Koranie jak i hadicie (spisanej tradycji), nie zmienił się: doprowadzić całą ludzkość do poddaństwa (to właśnie oznacza samo słowo islam), wszystkich zaś niewiernych zabić lub wziąć w niewolę (Sura 2,190-192; 4,76; 5,33; 9,5.29.41; 47,4 itd). Islam, w posłuszeństwie Koranowi i przykładowi Mahometa, jest dziś siłą stojącą za światowym terroryzmem. Mahomet oznajmił: „Nie nastanie ostatnia godzina, zanim muzułmanie nie stoczą walki z Żydami i zanim ich nie zabiją”.
Allach i Chrystus
Mieszkańcy Zachodu naiwnie uznają, że muzułmański Allach jest tym samym co biblijny Bóg. A przecież Allach nie ma syna, nie istnieje jako Ojciec, Syn i Duch (4,171), nie daje się poznać. To on właśnie był pogańskim bóstwem plemienia, w którym Mahomet przyszedł na świat. Allach nakazuje muzułmanom: „Nie bierzcie sobie Żydów i chrześcijan za przyjaciół […] zabijajcie bałwochwalców [niewiernych], gdziekolwiek ich znajdziecie. […] Walczcie z tymi, którzy […] nie wierzą w Allacha ani w Dzień Ostateczny” (5,51; 9,5.29. 41). Tymczasem Bóg ukazany w Biblii chce, aby ludzie Go poznawali (Jer 9,24), bo jest to wiedza nieodzowna do zbawienia (J 17,3). Żydzi są Jego „ludem wybranym” (2 Mojż 6,7; 3 Mojż 20,26; 1 Krn 16,13; Ps 105,6 itd.), a chrześcijanie Jego umiłowanymi dziećmi (Rz 8,16.21; Gal 3,26; Ef 1,5; 5,1 itd.).

W ROLI ISLAMSKICH NAJEŹDŹCÓW WYSTĘPUJĄ DZIŚ MILIONY IMIGRANTÓW, ZDOBYWAJĄC NOWYCH WYZNAWCÓW DROGĄ WPROWADZANIA ICH W BŁĄD…
Chrystus nie zalecał zdobywania wyznawców siłą, przeciwnie: stwierdził, że Jego uczniowie nie walczą w Jego sprawie, gdyż królestwo Jego nie jest z tego świata (J 18,36). Uczniom polecił: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,44).
Chrystus umarł, aby zbawić grzeszników, a Jego uczniowie muszą być gotowi także oddać swoje życie, aby zanieść tę dobrą nowinę światu. Biblijne zbawienie to dar opłacony przez śmierć Chrystusa, który powiedział: „Idąc na cały świat, głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16,15). Nakaz ów dotyczy niesienia Ewangelii także miliardowi dzisiejszych muzułmanów.
To ogromne – i nieuniknione – wyzwanie dla każdego chrześcijanina: Jak zanieść Ewangelię tym, którzy jej przyjęcie mogą przypłacić życiem albo też mogą zabić nas za tę ofertę? Bo przecież śmierć w walce z niewiernymi jest dla muzułmanina jedyną pewną drogą do Raju. Chrystus jednakże umarł także za muzułmanów, a Jego miłość zobowiązuje nas do działania.
Koran a Ewangelia
Ewangelizowanie muzułmanów nie jest przedsięwzięciem owocnym. Ostatnio zaczęto stosować nowe, podobno skuteczniejsze podejście: prezentowanie Chrystusa za pomocą pism muzułmańskich. Kilku byłych muzułmanów napisało pomocne książki na ten temat.
Hadit przyznaje, że Chrystus – nazwany „Słowem Allacha” – narodził się z dziewicy, wiódł bezgrzeszne życie i czynił cuda. Z podziwem wyrażają się o Chrystusie także niektóre ustępy Koranu: że narodził się z dziewicy Marii (Sura 3,45-47; 21,91 itd.); że jest On najwyższym przykładem (43,57) i tylko On zostaje nazwany „Isa”, czyli Zbawiciel (3,45). Mahomet nie potrafił czynić cudów (17,90-96; 29,50-52 itd.), ale czynił je Chrystus (2,252-253; 3,49), który zresztą w odróżnieniu od innych (jak Mojżesz, który czynił cuda na Boży rozkaz) czynił je z własnej inicjatywy (26,63 itd.), a nawet wskrzeszał umarłych (3,49; 5,110; 36,78-79 itd.). Co więcej, Koran oznajmia, że Mahomet był grzesznikiem (9,43; 40,55; 47,19; 48,2; 294,1-3 itd.), Jezus jednak był bez grzechu (19,17-19).

JAK ZANIEŚĆ EWANGELIĘ TYM, KTÓRZY JEJ PRZYJĘCIE MOGĄ PRZYPŁACIĆ ŻYCIEM ALBO TEŻ MOGĄ ZABIĆ NAS ZA TĘ OFERTĘ?
Pomimo jednak czci i szacunku, jakimi cieszy się Jezus w islamie, nie jest to Jezus biblijny, ale „inny Jezus” (2 Kor 11,4) – bądźmy zatem ostrożni.
Muzułmańskie zbawienie
Choć Koran w początkowych ustępach uznaje przynajmniej niektóre fragmenty Biblii jako „Księgi” i nazywa Żydów i chrześcijan „ludem Księgi”, to jednak często jej zaprzecza. Przeczy, że Jezus jest Bogiem (3, 59.62; 4,171) i że umarł na krzyżu (4,157-158; 5,116-120) za nasze grzechy. Według wcześniejszej tradycji to jakiś uczeń podobny do Chrystusa na Jego prośbę ocalił Go od krzyża i umarł zamiast Niego. Z innych fragmentów jednak wynika, iż to faktycznie sam Chrystus umarł (3,33.55; 5,117; 19,33), takie też stanowisko prezentuje dziś wielu islamskich teologów. Mimo to Koran zaprzecza, że ktoś mógłby umrzeć za kogoś (17,13-15; 35,18), a ściślej głosi, że żadna „dusza obciążona [czyli grzesznik] nie poniesie ciężaru za inną”. Ponieważ jednak Jezus był bez grzechu, mógł stanowić wyjątek w tej regule.
Aby grzesznik mógł zostać z prawnego punktu widzenia uwolniony od winy, sam Bóg musiał zapłacić karę, jakiej domagała się Jego sprawiedliwość; koncepcja ta jest jednak islamowi obca. Koran rodzi niepewność: „Allach jest obowiązany udzielić przebaczenia tylko tym, którzy czynią zło w niewiedzy i szybko zwracają się [w skrusze] do Allacha. […] Oto Allach odpuszcza […] wszystkim, wyjąwszy tego, któremu odpuścić nie chce…” (4,17.106.110. 116). Nie zostaje jednak sprecyzowane, ani co to jest „niewiedza”, ani co to znaczy „szybko”, nie wiadomo też, czemu Allach jednym odpuszcza, a innym nie. Przebaczenia nie gwarantuje także skrucha.
Ajatollah Chomeini oznajmił: „Jeśli nawet Salman Rushdi skruszy się i zostanie najpobożniejszym człowiekiem wszechczasów, to obowiązkiem każdego muzułmanina jest dołożyć wszelkich starań, poświęcić swe życie i bogactwo, aby tylko posłać go do piekła”. Biblia natomiast każdemu oferuje zbawienie. Chrystus umarł, aby odkupić nawet tych, którzy Go nienawidzili, i prosił Ojca, aby odpuścił tym, którzy Go krzyżowali (Łk 23,34).
W praktyce życiowej przebaczenie Allacha nigdy nie następuje dość prędko, aby ocalić czyjąś rękę, stopę czy ucho przed odcięciem za na przykład kradzież. Setki Irakijczyków okaleczonych przez nieludzkie islamskie prawo uciekają do obozów tuż za granicami kraju. Okaleczeniu nie podlegają jednak sprawcy porwań ludzi, gdyż osoba to co innego niż prywatna własność. Okaleczenia nie muszą się bać uprawiający nierząd, karze się nim natomiast sprawców najdrobniejszych kradzieży.

ABY GRZESZNIK MÓGŁ ZOSTAĆ UWOLNIONY OD WINY, SAM BÓG MUSIAŁ ZAPŁACIĆ KARĘ, JAKIEJ DOMAGAŁA SIĘ JEGO SPRAWIEDLIWOŚĆ. KONCEPCJA TA JEST JEDNAK ISLAMOWI OBCA. KORAN RODZI NIEPEWNOŚĆ: NIE WIADOMO, CZEMU ALLACH JEDNYM ODPUSZCZA, A INNYM NIE. PRZEBACZENIA NIE GWARANTUJE TAKŻE SKRUCHA…
Antychryst (Dadżdżal) to jeden z głównych tematów hadit, ostrzegającej przed jego przyjściem. Zostaje on nazwany „fałszywym Chrystusem”, który pod koniec czasów wielu zwiedzie. Hadit naucza, że Chrystus na koniec powróci, aby zniszczyć Dadżdżala. Wiara w „Dzień Ostateczny” jest istotnym składnikiem mahometanizmu.
Koran natchniony przez kogo?
Usiłowanie pozyskania muzułmanów poprzez cytowanie z Koranu i hadit może rzecz jasna sprawiać wrażenie, jakoby te pisma islamskie były natchnione przez Boga. W pułapkę tę wpadł nawet M. N. Anderson, bardzo zasłużony na polu docierania do muzułmanów. W książce Proud to be a Muslim (Dumny z wiary muzułmańskiej) pisze (s. 6): „Choć to bowiem Gabriel [utożsamiany w islamie z Duchem Allacha] przekazał mu [Mahometowi] Qur’an, to dla upewnienia w wypadku wątpliwości co do Qur’anu odsyłano go do ludu Księgi (Żydów i chrześcijan)”. Czytając te słowa, odnosimy niestety wrażenie, jak gdyby Koran był natchniony przez Boga, a lud Księgi (Żydzi i chrześcijanie) miałby potwierdzać jego nauki za pomocą Biblii. Taki wniosek tylko utwierdzi muzułmanów w ich błędach.
Miejsca, w których Koran zaprzecza Biblii, tłumaczą muzułmanie zniekształceniami w oryginalnym tekście biblijnym. Lecz Koran był przecież zesłany „jako strażnik” nad Biblią (5,48); jeśli zatem Biblia została zniekształcona, to znaczy, że Koran nie spełnił swej roli. Zresztą sama święta księga muzułmanów przyznaje, iż znaczna część jej tekstu jest niejasna (3,7), tak iż muzułmanie muszą prosić „lud Księgi [Biblii]” o oświecenie (21,7)!
Koran także sam sobie zaprzecza. Allach stworzył wszystko „w mgnieniu oka” (54,49-50), „w ciągu dwu Dni” (41,9.12), „w ciągu czterech Dni” (41,10), „w ciągu sześciu dni” (7,54; 10,4; 32,4); a „Dzień” równa się „tysiąc lat” (32,5), a także „pięćdziesiąt tysięcy lat” (70,4). Jezus nie jest Synem Bożym (4,171), ale również nim jest (19,17-21). To tylko kilka przykładów.
W Koranie są błędy z naukowego punktu widzenia. Podaje się w nim na przykład arabskie legendy jako wydarzenia prawdziwe. Znajdziemy tam wiele przesądów i okultyzmu, zwłaszcza gdy chodzi o wzmianki o dżinnach.
Cytując więc Koran czy hadit, nie możemy sprawiać wrażenia, że podpisujemy się pod tymi tekstami. Zwróćmy uwagę, w jaki sposób Paweł dyskutuje z filozofami na Areopagu: „…jak to i niektórzy z waszych poetów powiedzieli” (Dz 17,28). Paweł nie sugeruje, że poeci ci byli natchnieni przez Boga – i nie zatrzymuje się na nich w prezentacji Ewangelii. My także musimy postarać się o to, aby nie zatrzymać się na tym, co Koran i hadit mówią o Jezusie, i aby zaprezentować prawdziwą Ewangelię. W przeciwnym razie nie damy podstaw do zbawienia.

USIŁOWANIE POZYSKANIA MUZUŁMANÓW POPRZEZ CYTOWANIE Z KORANU I HADIT MOŻE SPRAWIAĆ WRAŻENIE, JAKOBY TE PISMA ISLAMSKIE BYŁY NATCHNIONE PRZEZ BOGA…
Moc Boża ku zbawieniu
Aby muzułmanin mógł zostać chrześcijaninem, musi się wyprzeć fałszywego boga islamu: Allacha i fałszywej ewangelii o zbawieniu z uczynków. Niestety, chrześcijanie głosząc Ewangelię muzułmanom często idą na kompromis i starają się ją czynić dla nich atrakcyjną. (Podobnie jak na Zachodzie, gdzie staramy się czynić Ewangelię atrakcyjną dla każdego). Wielu „nawróconych” na chrześcijaństwo nie ma tak naprawdę zrozumienia Ewangelii i nie uwierzyło w to, co jest „mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego, kto wierzy” (Rz 1,16). Ewangelia zdecydowanie nie jest w Koranie, a mimo to zakłada się, że muzułmanie mogą zostać zbawieni przez słuchanie Koranu. Autor książki Building Bridges: Christianity and Islam (Budowanie mostów: chrześcijaństwo i islam; NavPress, 1997) podaje świadectwo „nawróconego muzułmanina” z Pakistanu (s. 27): „Kiedy słuchałem Qur’anu czytanego przez radio dzień po dniu, usłyszałem, że Chrystus jest bardzo wywyższony […] i zajmuje miejsce tuż koło Boga. Pomyślałem sobie wtedy: 'Jeśli chciałbym, żeby ktoś wstawiał się za mną u Boga, to któż byłby lepszy niż ktoś taki jak Chrystus?' I pomodliłem się: 'Panie Iso [Jezu], przybądź mi, proszę, na pomoc. Za twoim pośrednictwem chcę oddać siebie Bogu. A ponieważ jesteś wywyższony i zasiadasz koło Niego, możesz to zrobić'”. Autor książki dodaje: „Po tych słowach poczuł się jak całkiem inny człowiek, znacznie szczęśliwszy niż dotąd…”

ABY MUZUŁMANIN MÓGŁ ZOSTAĆ CHRZEŚCIJANINEM, MUSI SIĘ WYPRZEĆ FAŁSZYWEGO BOGA ISLAMU: ALLACHA I FAŁSZYWEJ EWANGELII O ZBAWIENIU Z UCZYNKÓW…
To oszukiwanie siebie, analogicznie jak ma to miejsce w przypadku osób, które mówią: „Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu Twoim? […] czy w imieniu Twoim nie czyniliśmy wielu cudów?” Pan im jednak odpowie: „Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode Mnie” (Mt 7,21-23). Poproszenie islamskiego Isy o wstawiennictwo nie zbawi. Aby zostać zbawionym, trzeba uwierzyć w Ewangelię: „że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism” (1 Kor 15,1-4); „aby każdy kto Weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (J 3,15). Tej Ewangelii nie znajdziemy w Koranie, a w świadectwie „nawróconego muzułmanina” nie ma nic, co wskazywałoby, że tę Ewangelię zna i że w nią uwierzył.
Ten sam autor deklaruje, że „60 procent muzułmanów, względem których stosuje się metodę wyjaśnioną w tej książce, zawierza Chrystusowi”. Tymczasem nawet sam Chrystus i apostołowie nie mogli się poszczycić takim odsetkiem nawróconych. Jezus powiedział nawet, że niewielu będzie zbawionych (Mt 7,13-14). Autor książki jednak z zachwytem pisze o muzułmanach, którzy nawrócili się do Chrystusa „pozostając [przez lata] na łonie swej islamskiej społeczności […] i nie stając się odrażającymi dla społeczności islamskiej” (s. 10). Jezus tymczasem ostrzegał uczniów: „I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia Mego” (Mt 10,22; J 15,20). U wszystkich – z wyjątkiem muzułmanów?

SAM CHRYSTUS I APOSTOŁOWIE NIE MOGLI SIĘ POSZCZYCIĆ WIELKIM ODSETKIEM NAWRÓCONYCH. JEZUS POWIEDZIAŁ NAWET, ŻE NIEWIELU BĘDZIE ZBAWIONYCH…
Chcemy postępować roztropnie i podczas prezentacji Ewangelii unikać niepotrzebnego obrażania słuchaczy (1 Kor 10,32), czy to muzułmanów, czy kogokolwiek innego, komu Pan daje nam możliwość przedstawić „niezgłębione bogactwo Chrystusowe” (Ef 3,8). Mimo to Chrystus (Rz 9,33; 1 P 2,8) i Jego krzyż (Gal 5,11) zawsze będą zgorszeniem dla świata. Uważajmy więc, aby wiernie przedstawiać Ewangelię, której trzeba uwierzyć, aby zostać zbawionym. Jeśli w naszym pragnieniu, aby świat za wszelką cenę przyjął Ewangelię, będziemy głosić inną ewangelię, przyjemną dla świata, skażemy na potępienie wiele dusz.
The Berean Call kwiecień 1999.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców. Śródtytuły pochodzą od redakcji).

„Jeśli nie uwierzycie, że to JA JESTEM, pomrzecie w swoich grzechach.”
(Ewangelia Jana 8,24)

Wstecz

*****************

Z pytań do The Berean Call
O KORZYSTANIU Z DARÓW DUCHOWYCH

Apostoł Paweł napisał, że „duchy proroków są poddane prorokom” (1 Kor 14,32). Czyż nie znaczy to, że prorok może prorokować, kiedy chce? A skoro tak, to czy nie jest słusznym pogląd, iż ten, kto otrzymał dar języków, może mówić językami w dowolnej chwili?
Nie. Prorokom poddane są „duchy proroków”, a nie Duch Boży. Prorok zatem jeśli chce, może powstrzymać się od prorokowania, nie może natomiast zainicjować prawdziwego proroctwa. Przedstawiając warunki przejawiania się darów Ducha Świętego w kościele, Paweł pisze te słowa, aby korynccy wierzący rozumieli, iż Duch Święty nikomu się nie narzuca. Tylko ciało bądź diabeł będą powodować nieporządek. Nikt nie może powiedzieć: „Ależ ja musiałem prorokować/mówić językami, bo nie mogłem oprzeć się Duchowi”. Nie. Każdy wierzący jest w stanie stosować się do wytycznych przedstawionych przez Pawła. Jednym z najoczywistszych znaków nie-Bożego pochodzenia wielu rzekomych „darów duchowych” jest gwałcenie tych biblijnych zasad, co prowadzi do przejawów bardzo cielesnych, a nieraz i demonicznych, którym Paweł pragnął zapobiec.
Paweł nie mówi w tym miejscu, że prorok może prorokować w każdej chwili, ilekroć zechce. Zdolności takiej nie posiadali nawet Jeremiasz, Izajasz, Ezechiel i inni biblijni prorocy. Kiedy na przykład Jeremiasz pragnął przekazać ludowi słowa Boże, musiał czekać na Boga: „A po upływie dziesięciu dni doszło Jeremiasza słowo PANA” (Jer 42,7). Proroctwo bez wątpienia przychodzi wskutek mocy i kierownictwa Bożego, nie zaś wskutek zachcianki człowieka, jak chcieliby nas przekonać niektórzy dzisiejsi entuzjaści tej tezy. Nie może też dar proroctwa być wykładany i przyswajany sobie na seminarium, jak przez wiele lat przekonywał nas John Wimber. Piotr oznajmił: „…proroctwo nie przychodziło nigdy z woli ludzkiej, lecz wypowiadali je ludzie Boży, natchnieni Duchem Świętym” (2 P 1,21). Żaden człowiek nie jest w stanie zainicjować czy wywołać działania Ducha Świętego!
Nie ma też pod tym względem różnic między poszczególnymi charyzmatami. Wszelki dar Ducha zostaje dany w konkretnych okolicznościach, aby wypełnić zamiar Boży w danej chwili, nigdy natomiast nie staje się posiadaną na stałe mocą, której człowiek może użyć w chwili uznanej przez siebie za stosowną. Jeśli ktoś położył ręce na kimś chorym, modlił się za niego i osoba ta została natychmiast uzdrowiona (przeżycia takiego doświadczyłem kilkakrotnie, i w jednej, i w drugiej roli), to był to przejaw daru uzdrawiania zgodnego z wolą Bożą. Osoba modląca się stała się w tym momencie Bożym narzędziem, nie znaczy to jednak, iż posiada ona odtąd moc uzdrawiania, którą może spożytkować w dowolnej chwili. Takie wyobrażenie jest jednym z największych błędów ruchu charyzmatycznego. Cóż pomyśleć o tych, którzy wyobrazili sobie, iż posiedli „misję udrawiania”, i następnie w telewizji i rozmaitych miejscach publicznych bardzo się starali zademonstrować dar, który wedle swego mniemania posiadają – i okazuje się, że się pomylili. Narażają oni imię Pana na pohańbienie.
Jeśli na słowo od Boga, udzielane w wybranym przez Niego czasie i w wybrany przez Niego sposób, musieli czekać nawet wielcy prorocy biblijni, to każdy, kto wyobraża sobie, iż posiada jakiś dar Ducha i może go używać wedle woli, oszukuje sam siebie. Dotyczy to również daru języków.
Wyobrażanie sobie, że „język modlitewny” można „praktykować” w dowolnej chwili, to wielki błąd tego, co krytycy – z powodu obsesji na punkcie tego jednego daru – trafnie nazwali „ruchem językowym”. Nic nie wskazuje na to, że „języki” stanowią tu odrębną kategorię, wiadomo natomiast, że – jak wszystkie prawdziwe dary duchowe – mogą być tylko przejawem Ducha Świętego. W poważnym błędzie tkwią natomiast ci, którzy obiecują, że o konkretnej godzinie w konkretnym kościele czy programie TV odbędzie się „nabożeństwo cudów” i mają zamiar w tym czasie dokonywać „cudów” bądź nauczać, jak dokonywać „znaków i cudów”, bądź też twierdzić, że językami można sobie mówić w dowolnej chwili. Wszystko, co podaje się za „dar Ducha”, a nie jest przez Niego zainicjowane, pochodzi z woli człowieka, a nie z woli Boga.
Powinniśmy pamiętać o Bożym ostrzeżeniu przekazanym przez Jeremiasza: „Fałszywie prorokują prorocy w Moim imieniu; nie posłałem ich ani nie dałem im poleceń, ani nie mówiłem do nich. Kłamliwe widzenia, marne wieszczby i wymysły swojego serca wam prorokują” (Jer 14,14). Niestety, oskarżenie to dotyczy wielu tych, którzy przypisują sobie dziś posiadanie darów Ducha Świętego.
The Berean Call czerwiec 1996.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).

„Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim.”
(Ewangelia Jana 3,36)

Wstecz

******

JAMES DOBSON PROPAGUJE FREUDA
Martin i Deidre Bobganowie
Pacjenci to bezwartościowe śmiecie. Jedyny z nich pożytek to fakt, że pomagają nam zarobić na utrzymanie i dostarczają materiału do badań. Tak czy inaczej, pomóc im nie możemy.[1]
Zygmunt Freud
Chyba żaden pojedynczy człowiek nie wywarł na wiek dwudziesty wpływu tak głębokiego jak Zygmunt Freud. Jego dzieła kształtowały na psychiatrię, antropologię, socjologię, penologię i oświatę, dostarczając w dodatku nieskończonej ilości materiału dla powieściopisarzy i dramatopisarzy. Freud stworzył „całkiem nowy klimat opinii”, na lepsze czy na gorsze, w każdym razie zmienił oblicze społeczeństwa.[2]
E. M. Thornton
Zygmunt Freud to najwybitniejsze nazwisko w całej dziedzinie psychoterapii. Jest on zresztą uważany za ojca ruchu psychoterapeutycznego, a jego koncepcje dominują w późniejszych teoriach i terapiach.
Freud opracował skomplikowany zestaw teorii mających opisywać ludzką osobowość i pomagać w zrozumieniu zaburzeń umysłowo-emocjonalnych i leczeniu ich. Zasadniczym składnikiem tych teorii jest to, co opisywał jako nieświadomą partię umysłu. Nieświadoma część duszy jest przed nami ukryta i niedostępna dla bezpośredniego poznania. Używa się tu zwykle porównania do góry lodowej: większość umysłu jest głęboko zanurzona, ukryta i pełna ogromu motywów o potężnej sile.
Freud uważał, że na myśli i czyny człowieka wpływa głównie właśnie nieświadoma część umysłu, a nie jego część świadoma. Uważał nawet, że nieświadomość nie tylko wpływa na wszystko, co człowiek czyni, ale wręcz o tym decyduje.

Freud uważał, że nieświadomość nie tylko wpływa na wszystko, co człowiek czyni, ale wręcz o tym decyduje…
Taki determinizm psychiczny tworzy się zdaniem Freuda przez nieświadome pierwsze pięć lat życia człowieka. Rzekomym dowodem na istnienie nieświadomości mają być sny, fobie (nieuzasadnione lęki) i przejęzyczenia (wypowiedzenie czegoś, czego nie miało się zamiaru powiedzieć).
Odkąd Freud ogłosił doktrynę o nieświadomości i związane z nią teorie, jego dzieło zyskało podziw i powszechne uznanie, wywierając znaczący wpływ na pisma i myśl dwudziestego stulecia. Tymczasem ów zbiór teorii o ludzkiej psyche jest w istocie zbiorem fantazji jednego człowieka. Teorie te z poziomu fantazji wyniesiono na piedestał faktu, uznano za ewangeliczną prawdę i zastosowano w niemal każdej dziedzinie ludzkiego działania.
Freud obmyślił psychoanalizę jako metodę leczenia zaburzeń umysłowo-emocjonalnych, w szczególności zaś badania tego, co uznawał za nieświadomą część umysłu. Psychoanaliza wpłynęła na większą część dzisiejszej psychoterapii i jest jednym z najświętszych systemów tej dziedziny. Dziś wprawdzie to tylko jedna z metod, mimo to pozostaje w przekonaniu niektórych niedoścignionym lekiem, jako źródło zachodniej psychoterapii.
Kompleks Edypa
Kamieniem węgielnym procesu psychoanalitycznego jest szereg teorii dotyczących nieświadomości. Należy do nich Freudowska teoria o seksualności dzieci i stanowiąca jeden z jej wielu elementów teoria kompleksu Edypa.
Według teorii o seksualności dziecięcej pierwsze kilka lat życia w ogromnej mierze wpływa na wszystko, co nastąpi potem. Freud wierzył, że podczas pierwszych pięciu czy sześciu lat życia każdy człowiek na świecie od początku dziejów musi przechodzić przez pewne etapy rozwoju. Niepowodzenie w ich pokonywaniu bądź doświadczenie urazu podczas jednego z nich ma rzekomo powodować niewyjaśnione szkody w psychice. Freud opisał coś, co nazwał mianem kompleksu Edypa. Teorię tę uznał za jedno ze swych największych odkryć ze względu na jej rzekomą uniwersalność. Stwierdził: „Każdemu przybyciu nowego człowieka na tę planetę towarzyszy zadanie przezwyciężenia kompleksu Edypa; każdy, komu się to nie uda, pada ofiarą neurozy”.[3]

Freudowski zbiór teorii o ludzkiej psyche jest w istocie zbiorem fantazji jednego człowieka…
Freud uważał, że podczas tzw. fallicznego etapu rozwoju każdy chłopiec pragnie zabić ojca i odbyć stosunek z matką, każda zaś dziewczynka pragnie zabić matkę i odbyć stosunek z ojcem. Przypisywał takie pragnienia wszystkim dzieciom w wieku od 3 do 6 lat. Według tej teorii zarówno chłopiec jak i dziewczynka początkowo kochają matkę i odrzucają ojca, gdyż jest on rywalem o jej względy. To nastawienie utrzymuje się w chłopcu tak długo, aż w końcu nieświadomie pożąda on śmierci bądź nieobecności ojca, którego uznaje za rywala, chcąc odbyć stosunek z matką.
U dziewczynek jest inaczej. Już we wczesnym dzieciństwie dziewczynka dostrzega, że chłopiec ma wystający organ płciowy, podczas gdy ona ma tylko pustą jamę. Uznaje matkę za winną jej położenia, co rodzi w niej uczucie wrogości. Miłość do matki przenosi więc dziewczynka na miłość do ojca, posiadającego zresztą ów cenny organ, który dziewczynka pragnie z nim dzielić podczas stosunku.
To bynajmniej nie koniec tej ponurej i szalonej teorii. Freud opisuje jeszcze, w jaki sposób można położyć kres tej wrogości i zmysłowości. Otóż wedle tej pełnej bredni i wymysłów koncepcji chłopiec rozwiązuje kompleks Edypa poprzez lęk przed kastracją. Podświadomie lęka się on, że ojciec za karę za pożądanie matki odetnie mu członek. Lęk ten pomaga chłopcu przebrnąć przez tę fazę rozwoju, gdyż zmusza go do rezygnacji z nieświadomych pożądliwości.
Dziewczynka natomiast obawia się, że matka za karę za pożądanie ojca okaleczy jej organ płciowy. Ponieważ jednak wyczuwa, że już została wykastrowana, koniec końców nie przestaje pożądać męskiego organu płciowego. Kobiecy lęk przed kastracją przybiera postać tzw. zazdrości o członek. Zdaniem Freuda każda kobieta to po prostu okaleczony mężczyzna, który lęk przed kastracją chce przezwyciężyć poprzez pożądanie męskiego organu płciowego.

Teorię kompleksu Edypa uznał Freud za jedno ze swych największych odkryć ze względu na jej rzekomą uniwersalność…
Freud nauczał też, że homoseksualizm jest skutkiem niepowodzenia w opanowaniu kompleksu Edypa, a winą za niego obarczał rodziców. W książce The Psychological Society (Psychologiczne społeczeństwo) Martin Gross tak opisuje rozumowanie Freuda:
Freud i wielu jego dzisiejszych następców uważało homoseksualizm za karę, jaka spada na chłopca za nieporadzenie sobie w Edypowej walce z podstępną, dominującą, nadmiernie czułą matką – typową panią Portnoy. Zamiast koniec końców utożsamić się ze znienawidzonym ojcem i przezwyciężyć Edypową rywalizację chłopiec utożsamia się z matką. Odtąd mężczyzna-homoseksualista wybiera innych mężczyzn za obiekt swej miłości. […] We Freudowskim modelu homoseksualizmu dziecko otaczające czcią męski członek będzie okazywało pogardę pozbawionej członka kobiecie. Dochodzi do tego lęk przed wykastrowaniem przez rozgniewanego rywala-ojca.[4]
Choć niewielu współczesnych psychoterapeutów podpisałoby się pod każdą bez wyjątku teorią Freuda, to jednak wielu propaguje jego teorię o dominującej matce i nieobecnym ojcu jako przyczynie homoseksualizmu syna. Comprehensive Textbook of Psychiatry podaje taki współczesny pogląd na homoseksualizm, pogląd zrodzony z myśli Freuda:
Sytuacja rodzinna, która najprawdopodobniej zrodzi homoseksualistę albo heteroseksualistę z poważnymi problemami homoseksualnymi, to obcy, wrogi ojciec i krótko trzymająca dziecko, nadopiekuńcza, podstępna matka, która dominuje w rodzinie i lekceważy męża.[5]
Karl Popper, uważany za jednego z największych filozofów nauki, stwierdził, że teoria Freuda i jej podobne „choć udają naukę, więcej mają w istocie wspólnego z prymitywnymi mitami niż z nauką; przypominają raczej astrologię niż astronomię”.[6]
Autorytet dla kościoła
Teorie Freuda w ohydny sposób zniekształcają biblijną antropologię i powinny być przez chrześcijan odrzucone. Jednym zaś z najohydniejszych zniekształceń prawdy Bożej jest teoria kompleksu Edypa. Żadne prawdziwe dziecko Boże nie zniosłoby tak heretyckiej propozycji. Tymczasem jesteśmy zmuszeni wysnuć wniosek, iż godzi się na nią James Dobson.
W listopadzie 1998 roku Focus on the Family, którego Dobson jest szefem, sponsorował konferencję pt. „Homoseksualizm i młodzież”. Jednym z głównych mówców był dr Joseph Nicolosi, psychoterapeuta katolicki, autor książki Reparative Therapy of Male Homoseksuality (Terapia lecznicza homoseksualności u mężczyzn).
W swej książce, a także w wykładach na konferencji odsłania Nicolosi swe Freudowskie poglądy. Mówi na przykład:
Zazwyczaj mamy do czynienia z nadmiernie bliską więzią pomiędzy matką a synem, z ojcem odległym od obojga. […] Być może jednym z istotnych czynników jest bliskość matki w chwili, gdy dwu- lub trzyletni chłopiec doświadcza problemów z ojcem. Otwarta, współczująca matka może się stać takim zagłębiem emocjonalnego bezpieczeństwa, iż chłopiec łatwo może się całkowicie odsunąć od ojca.[7]

Budując swą terapię leczniczą na Freudowskim fundamencie Nicolosi jest zmuszony zaoferować Freudowskie rozwiązanie…
W rozmowie na temat homoseksualizmu, jaką Dobson z nim przeprowadził, Nicolosi mówi o „nikłej więzi z ojcem i nadmiernie zaangażowanej matce”.
Podstawy Freudowskiego kompleksu Edypa są w książce i wykładach Nicolosiego oczywiste. Dobson musiał o tym wiedzieć wcześniej, gdyż zanim zaprosił go na konferencję, przeprowadzał z nim wywiad radiowy. W Focus on the Family możemy zamówić taśmę z tym wywiadem.
Kompleks Edypa – kamień węgielny Freudowskiej psychoanalizy – jest też kamieniem węgielnym książki „Terapia lecznicza homoseksualności u mężczyzn”. I jak leczenie przez całe życie jest znakiem firmowym psychoanalizy Freuda, tak jest też z terapią Nicolosiego. Pisze on:
W swym ostatnim dziele „Analiza: zakańczalna i niezakańczalna” Freud doszedł do wniosku, że analiza jest zasadniczo procesem trwającym przez całe życie. Zasada ta sprawdza się w leczeniu homoseksualności.[8]
Budując swą terapię leczniczą na Freudowskim fundamencie Nicolosi jest zmuszony zaoferować Freudowskie rozwiązanie. Wywiad Dobsona z Nicolosim pokazuje, iż Dobson jest świadomy podejścia swego rozmówcy. Jako psycholog Dobson jest w stanie rozpoznać, że korzenie „Terapii leczniczej homoseksualności u mężczyzn” są Freudowskie. Czytelnicy i słuchacze Dobsona powinni więc zadać mu pytanie, dlaczego wspiera podejście zrodzone z teorii Freuda, teorii z piekła rodem. Zdając sobie sprawę, że Freudowskie koncepcje, jakim Nicolosi dał wyraz w wywiadzie, będzie też propagował na konferencji „Homoseksualizm i młodzież”, Dobson zdecydował się jednak zaprosić go jako jednego z głównych mówców. Nicolosi zabiera głos na ten temat również podczas konferencji organizowanych przez kościół katolicki.
Jeszcze niecałe 50 lat temu dowiedzenie czołowemu chrześcijaninowi ewangelikalnemu, że akceptuje teorię kompleksu Edypa, byłoby podstawą do zakwestionowania całej jego posługi. Dziś jednak kościół stał się zbyt „mądry” i zbyt letni, zbyt światowy, aby tak się mogło stać. Dziś taka krytyka wywoła co najwyżej ziewnięcie albo i oburzenie, że ktoś się na nią poważył.

Odrzucając biblijną koncepcję powszechności grzechu stajemy się bezbronni wobec najrozmaitszych odstępstw…
Odrzucając biblijną koncepcję powszechności grzechu stajemy się bezbronni wobec najrozmaitszych odstępstw, spośród których jednym jest Freudowska nauka o powszechnym wśród dzieci fantazjowaniu o kazirodztwie i morderstwie. Ci, którzy nie chcą pogodzić się z myślą o upadłej naturze człowieka, ukazanej w Biblii, są za to gotowi uwierzyć w istnienie wszechpotężnej nieświadomości, której siłą napędową jest dziecięca seksualność. Wielu uwierzyło Freudowi, że kompleks Edypa, lęk przed kastracją i zazdrość o członek (w wypadku kobiet) psychicznie decydują o całym życiu każdego człowieka.
PsychoHeresy Awareness Letter maj/czerwiec 1999
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).

Przypisy:

20. Sigmund Freud, cyt. w: A. Haynal, Controversies in Psychoanalytic Method, New York University Press, New York 1989, s. 32.
21. E. M. Thornton, The Freudian Fallacy, The Dial Press, Doubleday and Company, Garden City 1984, s. ix.
22. Sigmund Freud, Three Essays on the Theory of Sexuality (1905), vol. 7, Hoghart Press, London 1953, s. 226.
23. Martin Gross, The Psychological Society, Random House, Inc., New York 1978, s. 79-80 (wyróżn. w oryginale).
24. Alfred M. Freedman i Harold I. Kaplan, Comprehensive Textbook of Psychiatry, Williams&Wilkins Company, Baltimore 1967, s. 968.
25. Karl Popper, „Scientific Theory and Falsifiability”, [w:] Perspectives in Philosophy, red. Robert N. Beck; Holt, Rinehart, Winston, New York 1975, s. 343.
26. Joseph Nicolosi, Reparative Therapy of Male Homosexuality, Jason Aronson Inc., Northvale, NJ, 1997, s. 28-29.
27. Ibid., s. 22.

Wstecz

*******

Z pytań do The Berean Call
WSZECHWIEDZĄCA RÓŻDŻKA

Podczas naszych odwiedzin u znajomego małżeństwa (nauczycielka szkoły niedzielnej i diakon) gospodarz oznajmił, że potrzebuje zlokalizować przebieg instalacji podziemnej. […] Mój mąż wygiął metalowy wieszak w kształt litery Y i pokazał, że potrafi za pomocą jakiegoś „naturalnego pola magnetycznego” albo „siły energetycznej” zlokalizować biegnące pod ziemią kable. Próbowało tego po kolei kilka obecnych na przyjęciu małżeństw. Trzymając wieszak lekko w dłoniach i chodząc naokoło ze zdumieniem odkrywali, że drut nagle podskakuje w rękach i pokazuje, gdzie jest kabel. […] Kiedy gospodarz chciał mnie namówić do spróbowania, odmówiłam, tłumacząc, że przypomina mi to wróżenie, na przykład wróżby z wody albo tabliczki ouija. Zmartwiłam się, jak prędko wszyscy dali się wciągnąć w coś, co do czego nie ma żadnej pewności naukowej i co może się okazać przesądem albo jeszcze gorzej: praktyką zabronioną przez Boga.
Słusznie przypuszcza pani, że nie istnieje naukowe uzasadnienie takiej praktyki. Nie istnieje pole siłowe, które mogłoby wygiąć wieszak w kierunku ukazującym bieg kabla pod ziemią. Nazywa się to różdżkarstwem i jest formą wróżbiarstwa, jednoznacznie zabronionego w Biblii (5 Moj 18,10 i in.). To najprostsza droga do uwikłania się w okultyzm. Zdumiewające, jak prędko przynosi ona rezultaty w przypadku prawie każdego człowieka – podobnie jak tabliczka ouija.
W Stanach Zjednoczonych zlokalizowano tą metodą ponad 500 tysięcy źródeł wodnych. Jest to praktyka tak bardzo już uznana, że nawet prestiżowy periodyk naukowy Smithsonian opublikował pochlebny artykuł o różdżkarstwie (styczeń 1996). Tymczasem nie może tu być mowy o „polu siłowym” czy „energii magnetycznej”, bo mamy do czynienia z przekazywaniem informacji. Różdżkarze mogą się posłużyć dowolnym materiałem (drewno, plastik, drut, metal itd.), aby znaleźć dowolną rzecz: ropę, złoto, starożytne cywilizacje, wodę, kable elektryczne, ukryte skarby, ludzi itd. W przypadku niektórych różdżkarzy różdżka potrafi określić, jak głęboko trzeba kopać, a nawet ile baryłek np. ropy albo wody będzie się uzyskiwać w ciągu godziny z danego źródła.
W artykule redakcyjnym w piśmie Gold Prospector napisano: „Różdżkarstwo to łatwy sposób uzyskiwania odpowiedzi na pytania. Zadajemy pytania przyrodzie, na które ona (za pośrednictwem naszych instrumentów) odpowiada tak albo nie. […] Na przykład [w wypadku złota] dowiemy się o jakości złoża, uncjach na tonę, obszarze złoża, całkowitej liczbie ton rudy”. Jest to wróżenie. Informacje takie może przekazywać tylko inteligentne źródło, a źródłem tym nie jest Bóg, bo nie można by się z Nim kontaktować za pomocą środków, których sam zabronił. Szatan jednak chętnie nawiąże z nami dialog i dostarczy pożądanych informacji, byle tylko zaciągnąć ludzi w swoją sieć.
Kolejnym dowodem na brak naukowych podstaw różdżkarstwa jest jego skuteczność nawet nad mapami. Bermudy uważano za teren bezwodny; przez ponad 300 lat czerpano wodę tylko z deszczów i przywożono ją na statkach. Lecz 22 października 1949 roku Henry Gross, znajdujący się w Kennebunkport w stanie Maine, zlokalizował trzy źródła za pomocą różdżki i mapy Bermud, dokładnie określając potrzebną głębokość wierceń, jakość wody oraz jej ilość wypływającą w ciągu minuty z każdego źródła. Informacje te okazały się prawdziwe. Wywiercono studnie, które po dziś dzień zaopatrują Bermudy w wodę. Turyści odwiedzający Kennebunkport mogą natomiast oglądać tablicę pamiątkową uwieczniającą zasługi Grossa.
Ostrzeżeniem dla każdego powinien być fakt, że pani mąż, gospodarz oraz inni obecni na przyjęciu chrześcijanie zaakceptowali tę okultystyczną metodę i bez przeszkód z niej skorzystali. Progi okultyzmu bardzo łatwo przekroczyć, na przykład dzięki tabliczce ouija. Być może pani mąż i znajomi powinni przeczytać moją książkę Occult Invasion, gdzie piszemy więcej o różdżkarstwie i wielu innych ścieżkach, którymi okultyzm wkracza do naszego życia, zwodząc i świat, i kościół.
The Berean Call kwiecień 1999.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców. Tytuł pochodzi od redakcji).

Wstecz

****

CESARZE RZYMSCY I MESJASZ
Herb Hirt

U schyłku życia, gdy Domicjan podawał się za Boga i prześladował kościół, apostoł Jan pisał: „cały świat tkwi w złem” (1 J 5,19b). Jan nauczał, że ziemscy władcy, zwykle pozbawieni łaski Bożej, służą celom szatana, nie tylko poprzez swą bezwzględność, ale i poprzez próby pokrzyżowania planów Bożych i uciskania ludu Bożego. Historia starożytna roztacza przed nami krwawą panoramę dziejów ludzi żądnych władzy i dążących do niej przez spiski, knowania, zabójstwa, zamachy stanu. Nieomal przyjętym zwyczajem było eliminowanie przez nowego władcę wszelkich możliwych rywali do tronu.
Nic dziwnego, że gdy władcy ci stanęli wobec Mesjasza, króla, który ich zdaniem mógł im zagrozić, w pierwszym odruchu postanowili pozbyć się tak Jego jak i Jego zwolenników. Takie świadectwo składa historia już od narodzenia Mesjasza i tak będzie się działo aż do chwili, gdy powróci On i zniszczy bezbożne rządy na ziemi.
Przyjrzyjmy się kilku próbom rzymskich władców z pierwszych czterech stuleci naszej ery, usiłujących zgładzić Mesjasza i Jego uczniów.
Herod Wielki, król Judei
Herod to władca znany chrześcijanom jako ten, który nakazał wymordować betlejemskie dzieci (Mt 2). Nie wszyscy jednak wiedzą, że wydarzenie to, choć nie zapisane na kartach historii świeckiej, doskonale odzwierciedla charakter tego władcy. Herod nie był Żydem, ale Idumejczykiem (Edomitą). Nie pochodził zatem z rodu królewskiego, a władcą został wskutek politycznych intryg Rzymu i dzięki wpływom swego ojca Antypatera. W 37 roku przed Chr. senat rzymski ogłosił go królem Żydów. Z biegiem lat Herod coraz bardziej popadał w paranoję. Zaczął mordować nawet własnych synów; zamordował również ukochaną żonę Mariamme, lękając się utraty korony. Cesarz August żartował, że w domu Heroda bezpieczniej być świnią niż synem.
Gdy więc na dwór Heroda zawitali mędrcy ze Wschodu rozpytując o nowo narodzonego króla żydowskiego (Mt 2,2), ten nie mógł myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, żeby jak najszybciej króla tego zgładzić. Ten obłęd doprowadził go do masakry w Betlejem. Apostoł Jan ukazał tę sytuację w Objawieniu 12,4, gdy smok (szatan) stoi przed mającą porodzić kobietą (Izraelem/Marią), aby pożreć Mesjasza. Nie udało mu się jednak. W chwili ukrzyżowania Jezusa wydawało się, że smok wreszcie zwyciężył, gdy tymczasem okazało się to jego największą porażką: Mesjasz bowiem wstąpił do nieba i zasiadł na tronie (Obj 12,5).

Historia starożytna roztacza przed nami krwawą panoramę dziejów ludzi żądnych władzy i dążących do niej przez spiski, knowania, zabójstwa, zamachy stanu. Nieomal przyjętym zwyczajem było eliminowanie przez nowego władcę wszelkich możliwych rywali do tronu…
Poncjusz Piłat, namiestnik Judei i Samarii
(26-36 po Chr.)
Poncjusz Piłat był zawodowym wojskowym, któremu powierzono zadanie utrzymywania porządku nad przydzielonym terytorium. Najprawdopodobniej był człowiekiem, który piął się po szczeblach kariery, aż w końcu zarząd nad Judeą dał mu możliwość sprawowania prawdziwej władzy. Nie miał sentymentu do judaizmu, a nawet robił sobie wrogów pośród Żydów, podkreślając rolę własnej władzy, nadanej mu przez Rzym.
Lekceważenie dla sprawiedliwości i troska głównie o własny stołek przejawiły się w podejściu Piłata do sprawy Jezusa. Wszystkie cztery Ewangelie notują, że Piłat nie dojrzał w Jezusie żadnego zagrożenia wojskowego czy politycznego. Miał nawet zamiar Go uwolnić. Kiedy jednak żydowscy przywódcy religijni postraszyli go, że doniosą cesarzowi Tyberiuszowi o uwolnieniu pretendenta do tronu (J 19,12), Piłat uległ i rozkazał Jezusa ukrzyżować, mimo iż wiedział, że jest to wyrok niesprawiedliwy. Piłat wydał więc prawdziwego Króla świata na śmierć tylko ze względu na swój interes, dla zabezpieczenia swej pozycji.
Ironia losu sprawiła, że później, gdy wezwano go do Rzymu, aby odpowiedział na zarzuty o okrucieństwo podczas incydentu w Samarii, kiedy to nakazał mord na kilku zelotach, Piłat popełnił samobójstwo. Choć Piłat nie był cesarzem, to jednak reprezentował władzę rzymską nad niewielką, pogardzaną w Rzymie krainą. Podejmował decyzje kierując się własną wygodą i najwyraźniej nikt mu w tym nie przeszkadzał. Czyniąc tak, Piłat skazał na śmierć niewinnego człowieka, stając się sprawcą największej niesprawiedliwości w dziejach rodzaju ludzkiego.
Cesarz Neron
(54-68 po Chr.)
Neron był pierwszym cesarzem rzymskim, który prześladował chrześcijan tylko za to, że byli chrześcijanami. Nie chodziło o żadne kwestie teologiczne, np. niechęć do oddawania czci boskiej cezarowi; Neron potrzebował kozła ofiarnego, którego można by ukarać za pożar, jaki zniszczył Rzym. Wówczas już Neron był człowiekiem obłąkanym.
Adoptowany syn cesarza Klaudiusza, przez swą matkę Agrypinę spokrewniony z rodem cesarza Augusta, a prawo do tronu miał dzięki małżeństwu z córką Klaudiusza. Kiedy Klaudiusza zamordowano, cesarzem został w wieku 16 lat Neron. Pierwsze pięć lat jego panowania upłynęło w spokoju, głównie dzięki korzystnemu wpływowi matki, zaufanego zarządcy Burrusa oraz wychowawcy, filozofa Seneki. Kiedy jednak w 59 roku Neron nakazał zamordować matkę, a trzy lata później zmarł Burrus, Neron rozpoczął rządy jako „syn Apollina”. Pozował na aktora i woźnicę rydwanu, a cały Rzym ulegał jego kaprysom.
Szaleństwo Nerona uwidoczniło się nie tylko w tym, że wybrał chrześcijan na kozła ofiarnego, ale i w tym, że znajdował wyraźną rozkosz w ich męczarniach. Rzymski historyk Tacyt pisze, że chrześcijanie umierali w sposób upokarzający (Annuls xv.44). Niektórych przyodziewano w skóry zwierzęce i rzucano na rozszarpanie psom, wielu krzyżowano, najgorszą jednak męczarnią były żywe pochodnie z chrześcijan, którymi otoczono tor wyścigowy dla rydwanów, a sam Neron nocą jeździł po tym torze przy świetle ich płonących ciał. Tradycja kościelna podaje, że w tym właśnie czasie zginęli apostołowie Piotr i Paweł. Pawła ścięto, bo był obywatelem rzymskim, Piotra zaś ukrzyżowano głową w dół, gdyż podobno nie uważał się za godnego umierać tak samo jak Pan.
W końcu Rzymianie doszli do wniosku, że Nerona trzeba się pozbyć. Kiedy Galba zgłosił pretensje do tronu, pretorianie poparli go. Bez nich Neron był nikim. W 68 roku popełnił samobójstwo.
Cesarz Domicjan
(81-96 po Chr.)
Domicjan, młodszy brat cesarza Tytusa (79-81), sprawował autokratyczne rządy i miał określony cel: powrót Rzymu i całego imperium do pierwotnych założeń i pierwotnej religii, co wiązało się z prześladowaniem wszystkiego, co pochodziło z zewnątrz. Dla Rzymian obcymi były nie tylko religie wschodnie, ale i monoteizm judaizmu i chrześcijaństwa. Dla Żydów i chrześcijan sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej z chwilą, gdy Domicjan ogłosił siebie „Panem i Bogiem”, żądając od wszystkich obywateli wielbienia geniuszu cesarza. Wprowadzono więc kult cesarza, mający jednoczyć imperium.
Domicjan zapoczątkował w ten sposób pierwsze prześladowania chrześcijan na skalę całego imperium Najprawdopodobniej właśnie wtedy apostoła Jana zesłano na wyspę Patmos, gdzie otrzymał „Objawienie Jezusa Chrystusa” (Obj 1,1). Księga Objawienia ukazuje, że powszechne prześladowania za czasów Domicjana mają być obrazem prześladowań za czasów Antychrysta, który będzie żądał dla siebie boskiej czci. Jan polecał czytelnikom, aby trwali mocno w Panu w obliczu prześladowań, tak aby gdy nadejdzie ten dzień, mogli panować razem z Chrystusem w Jego Królestwie i żyć wiecznie w nowym Jeruzalem. Domicjan został zamordowany przez rywali politycznych; szatan i antychryst zostaną wrzuceni do jeziora ognia, a Jezus Chrystus, jedyny prawdziwy Król królów i Pan panów, będzie rządził na wieki wieków.
Cesarz Dioklecjan
(284-305)
W połowie III stulecia po Chr. chrześcijaństwo zdążyło się rozprzestrzenić po całym imperium rzymskim, od Brytanii i Hiszpanii na zachodzie do północnej Afryki i Mezopotamii na wschodzie. Ówcześni cesarze zaczęli martwić się o lojalność chrześcijan – zwłaszcza wojskowych – względem imperium. W roku 250 cesarz Decjusz wydał edykt nakazujący każdemu składanie ofiar bóstwom i geniuszowi cezara w wyrazie swej lojalności względem państwa. Kto złożył ofiarę, otrzymywał libellus, dokument zaświadczający o jego lojalności względem bóstw i państwa rzymskiego. Kto takiego dokumentu nie posiadał, musiał się liczyć z utratą nie tylko dobytku, ale i życia.
Cesarz Dioklecjan nasilił te prześladowania. Euzebiusz, historyk kościoła (Historia kościoła, viii.ii.4,5), zapisał: „W 19 roku panowania Dioklecjana [303 r. po Chr.], w miesiącu dystrus, zwanym przez Rzymian marcem, kiedy zbliżało się święto męki naszego Zbawiciela, obwieszczono wszędzie edykty cesarskie, aby burzyć kościoły aż do fundamentów, niszczyć ogniem Pisma święte, tych zaś, którzy zajmują zaszczytne stanowiska, zdegradować, a wyzwoleńców pozbawić wolności, jeśli będą trwać przy chrześcijaństwie”. Jeden z późniejszych edyktów nakładał karę śmierci na tych, którzy nie składali ofiar bóstwom pogańskim.
Ponieważ Dioklecjan i jego cezar Galeriusz panowali na wschodzie, prześladowania były tam znacznie dotkliwsze – a tam właśnie żyła większość chrześcijan. Wielu z nich zginęło, spalono też niestety wiele kopii Pisma Świętego. Prześladowania nie trwały jednak długo; w 305 roku Dioklecjan uspokoił się. W 311 roku Galeriusz, już na łożu śmierci, wydał edykt o tolerancji, który zezwalał chrześcijanom na swobodne dawanie wyrazu swej wierze, jeśli tylko obiecają nie zakłócać pokoju w imperium. Po wojnie domowej między dwoma cezarami-rywalami cesarz Konstantyn wydał edykt mediolański (313 r.), ogłaszając całkowitą wolność religijną w cesarstwie. Na popiołach prześladowań wyrosło potężne cesarstwo bizantyjskie.
Zakończenie
Jak zapisano w czwartym rozdziale Dziejów Apostolskich, apostołowie mieli okazję zwiastować Jezusa jako Pana wszystkim przywódcom żydowskim swoich czasów. Kiedy jednak ci odrzucili poselstwo, apostołowie przypomnieli Psalm 2 (Dz 4,25-26), który głosi, że gdy Pan ustanowi swego Pomazańca na tronie, aby władał światem w sprawiedliwości, królowie ziemi będą się buntować przeciw temu panowaniu. Fakt, że Jezus jest Panem, miast budzić we władcach świata pokorny respekt rodzi w nich opór. Przez dwa tysiące lat nie zmieniło się nic. Z powodu tego oporu Pan „rozgromi je berłem żelaznym, roztłucze jak naczynie gliniane” (Ps 2,9).
Pan ma radę dla władców ziemi: „Bądźcie więc teraz rozsądni, królowie, przyjmijcie przestrogę, sędziowie ziemi! Służcie Panu z bojaźnią i weselcie się, z drżeniem złóżcie Mu hołd, aby się nie rozgniewał i abyście nie zgubili drogi, bo łatwo płonie gniewem. Szczęśliwi wszyscy, którzy Mu ufają!” (Ps 2,10-12).
Walka pomiędzy natchnionymi przez szatana władcami tego świata a Panem Jezusem Chrystusem zakończy się z chwilą, gdy powróci On w chwale ze swymi aniołami i wojskiem, aby położyć kres panowaniu szatana nad ziemią (Obj 19,11-19). Pan Jezus Chrystus zapoczątkuje wówczas królestwo sprawiedliwości, jak obiecywał swym świętym od początku. O to właśnie modlimy się słowami: „Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jak w niebie, tak i na ziemi” (Mt 6,10).
Israel My Glory czerwiec/lipiec 1999.
(Used by permission by The Friends of Israel Gospel Ministry, Inc., Bellmawr, NJ, USA).

Wstecz

*+*+*+

GDZIE BYŁY MIŁOŚĆ I MIŁOSIERDZIE
Historia antysemityzmu chrześcijańskiego
Cz. 2. Średniowiecze

Clarence H. Wagner jr.
Bridges for Peace

Czy wiesz, że pierwszy kościół składał się w większości z Żydów?
Co spowodowało odłączenie kościoła od jego żydowskich korzeni i sprawiło, że prawie wszyscy jego członkowie pochodzili z pogan?
Dlaczego kościół wydał tak wiele antyżydowskich ustaw?
Czy Żydzi są „zabójcami Chrystusa”, jak ich określano w kręgach chrześcijańskich?
Czy kościół zajął miejsce Izraela?
Dlaczego takie wydarzenia jak krucjaty i inkwizycja koncentrowały się na prześladowaniu Żydów?
Czy wiesz, że Marcin Luter miał początkowo dobre stosunki ze społecznością żydowską, później jednak stał się jednym z najbardziej zaciekłych antysemitów?
Czy wiesz, że inspiracją do okrutnych czynów wymierzonych w Żydów były dla Adolfa Hitlera kroniki kościoła?
Co możemy uczynić, aby zmienić ugruntowane od tysiąca ośmiuset lat antysemickie postawy i działania kościoła?
Okres ten obejmuje siedemset lat historii, od czasów Konstantyna do pierwszej wyprawy krzyżowej, która miała miejsce w roku 1096. Średniowiecze jest nazywane „ciemnymi wiekami”. Święte cesarstwo rzymskie szukało wówczas sposobów dotarcia z nową wiarą do pogańskich plemion Europy Zachodniej: Gotów na północy, Wizygotów na zachodzie i Franków.
W literaturze kościelnej tego okresu znajdujemy liczne przykłady antyżydowskich uprzedzeń autorstwa przywódców kościoła. Hilary z Poitiers (291-371) pisze: „Żydzi to ludzie przewrotni, na zawsze przeklęci przez Boga”. Grzegorz z Nyssy, biskup Kapadocji (394 r.): „Żydzi to plemię żmijowe, nienawidzące dobroci”. Św. Hieronim (347-407) opisuje Żydów jako „węże noszące odbicie Judasza, ich psalmy i modlitwy są jak rżenie osłów”.
JAN CHRYZOSTOM I INNI
Pod koniec IV w. Jan Chryzostom, biskup Antiochii i wielki orator, napisał osiem kazań antyżydowskich. Niejednokrotnie widząc, że chrześcijanie rozmawiają z Żydami, składają śluby przed Arką Przymierza, a niektórzy przestrzegają świąt żydowskich, chciał ukrócić te praktyki. W jego dążeniu do nawrócenia na – jak to nazywał – „prawdziwą wiarę” Żydzi stali się kozłami ofiarnymi szeregu kazań. Mówił w nich: „Synagoga jest nie tylko domem publicznym i teatrem, ale i jaskiną zbójców i mieszkaniem dzikich bestii. Żaden Żyd nie uwielbia Boga […] Żydzi są notorycznymi mordercami, opętanymi przez diabła; ich żarłoczność i pijaństwo czyni ich podobnymi do świń. Zabijają i kaleczą się wzajemnie”.
Wynika z tego jasno, że gdyby Żyd-chrześcijanin bądź chrześcijanin wywodzący się z pogan chciał poznać korzenie swej wiary, napotkałby wówczas bardzo niesprzyjającą temu atmosferę. Chryzostom dążył do całkowitego odseparowania chrześcijaństwa od judaizmu. W swej czwartej rozprawie pisał: „Powiedziałem wystarczająco dużo na temat tych, którzy twierdzą, że są po naszej stronie, a którzy są gorliwi w przestrzeganiu żydowskich obyczajów […] lecz ja przeciw Żydom pragnę walczyć […] Żydzi bowiem zostali odrzuceni przez Boga i za zabójstwo Boga, nie ma więc możliwości pokuty”.
Chryzostom słynął z płomiennych wystąpień przeciwko temu, co uznawał za zagrożenie dla swej trzody, włączając w to bogactwo, rozrywki, przywileje i kosztowności. Jednakże jego nauczanie wymierzone w społeczność żydowską, która według niego wywierała negatywny wpływ na chrześcijan, jest niewybaczalnym przejawem antysemityzmu.
„Zabójcy Chrystusa”
Kolejnym fatalnym wkładem Chryzostoma w rozwój chrześcijańskiego antysemityzmu było zrzucenie na naród żydowski odpowiedzialności za zabicie Chrystusa. Nadano wówczas Żydom miano „zabójców Chrystusa”, i tak też byli oni przez kolejne szesnaście stuleci określani przez antysemitów.
Przypatrzmy się korzeniom tego określenia, ale tylko po to, aby nigdy się nim nie posługiwać. Aby usprawiedliwić używanie takiego określenia, cytowano Ewangelię Mateusza 27,25, gdzie Żydzi uznają swą zbiorową odpowiedzialność za ukrzyżowanie Chrystusa: „A cały lud, odpowiadając, rzekł: Krew Jego na nas i na dzieci nasze”.
Po pierwsze, odpowiedzialność całego narodu przez wszystkie pokolenia nie może być ustanawiana na podstawie słów grupy osób. Wypowiadały się one w swoim imieniu, nie zaś w imieniu całego Izraela.
Po drugie, jeśli nawet byli winni śmierci Jezusa przez współudział, to w równej mierze są za nią odpowiedzialni ludzie pochodzenia nieżydowskiego: wyrok wykonali żołnierze rzymscy, przybijając Jezusa gwoździami do krzyża i stawiając krzyż. Jeśli uznamy, że nie wszyscy poganie ponoszą odpowiedzialność, to według tej filozofii powinni być do niej pociągnięci przynajmniej wszyscy Rzymianie! Widać zatem, jak niedorzeczny jest to argument.
Po trzecie, wolą samego Jezusa było pójście na krzyż za grzechy wszystkich ludzi. To nasze zatem grzechy przybiły Go do krzyża, a nie żydowski tłum czy rzymskie wojsko.
Po czwarte, zanim Jezus umarł, powiedział: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Skoro Jezus przebaczył zarówno Żydom jak i Rzymianom, którzy brali udział w Jego ukrzyżowaniu, to kimże jesteśmy my, aby postąpić inaczej?
Żydzi jako naród świadectwa
Niektórzy przywódcy kościelni okresu średniowiecza mieli wiele wątpliwości co do panującej teologii, bo skoro Żydzi i judaizm byli przeklęci przez Boga, czego nauczano od wieków, to czym należało tłumaczyć ich przetrwanie?
Augustyn poruszył tę kwestię w „Kazaniu przeciw Żydom”. Dowodził, że chociaż Żydzi zasłużyli na najsurowszą karę za to, że ukrzyżowali Jezusa, to Opatrzność Boża zachowała ich, aby oni sami i ich Pisma stanowili świadectwo wyższości chrześcijaństwa. Ponadto ich istnienie tłumaczono jako potwierdzenie prawdziwości chrześcijaństwa, czego miał dowodzić triumf kościoła nad synagogą. Mieli być „narodem świadectwa” – niewolnikami i sługami, których należało upokorzyć.
Z tego to powodu władcy świętego cesarstwa rzymskiego wykorzystywali Żydów jako służbę nadworną (servi camerae), pracowali oni jako niewolnicy w bibliotekach nad zachowaniem piśmiennicta hebrajskiego. Żydzi byli też tymi, którym zlecano udzielanie pożyczek, często na wysoki procent. Pożyczanie pieniędzy było koniecznością w rozwijającej się gospodarce, ponieważ jednak udzielanie pożyczek na procent postrzegano jako zagrożenie dla zbawienia chrześcijanina, było ono chrześcijanom zabronione. Kościół zaakceptował zatem proceder pożyczania pieniędzy od Żydów, ponieważ w jego mniemaniu dusze Żydów były już i tak potępione. W późniejszym czasie na Zachodzie ustanawiano Żydów przedstawicielami finansowymi, co utorowało im drogę do bankowości i handlu.
Jak widać, już w średniowieczu został zgromadzony cały ideologiczny arsenał chrześcijańskiego antysemityzmu. Potwierdzają to wydarzenia inicjowane przez kościół. Cyryl, biskup Aleksandrii, wygnał Żydów i rozdał ich mienie chrześcijańskiemu pospólstwu. Upadek pozycji Żydów w społeczeństwie był coraz wyraźniejszy. Judeofobia ograniczała się wówczas głównie do kleru, który starał się trzymać swoją trzodę z dala od Żydów. Kiedy jednak podziały klasowe zaczęły się nasilać, rosnąca w siłę warstwa średnia stała się głownym źródłem antysemityzmu.
Zapoznanie się z historią pierwszego tysiąclecia pozwala dostrzec zerwanie przez kościół więzi z narodem żydowskim. W Liście do Rzymian 1,28-29.31 apostoł Paweł pisze: „Są umiłowanymi ze względu na praojców, nieodwołalne są bowiem dary i powołanie Boże […] gdy wy dostępujecie miłosierdzia […] i oni teraz miłosierdzia dostąpili”. To przesłanie kościół zaczął głosić dopiero niedawno.
Pomimo że są to fakty trudne do przyjęcia, jako chrześcijanie powinniśmy poznawać to, co wielu Żydów od dawna wie o chrześcijaństwie i jego stosunku do narodu żydowskiego. Czy możemy się dziwić ich nieufności względem nas, a także obawom, jakie żywią? Zaprezentowany dotąd rzut oka na historię dowodzi jasno praktyki nadużywania Pisma.
Dotychczas prześledziliśmy pierwsze tysiąc lat historii chrześcijaństwa pod kątem stosunku do narodu żydowskiego i Izraela. Niekorzystne tendencje w miarę upływu czasu nasilały się. Choć dziesięć pierwszych wieków upłynęło pod znakiem judeofobii, to jednak ograniczała się ona przede wszystkim do kleru, który dążył do odizolowania swych wiernych od Żydów. Jednak późniejsze zmiany klasowe w społeczeńswie i rosnąca klasa średnia miały stać się głównym źródłem antysemickiej działalności podsycanej przez kościół i jego uchwały.
WYPRAWY KRZYŻOWE
Pierwsza wyprawa rozpoczęła się w roku 1096. Był to okres tarć w łonie kościoła zachodniego. W tym właśnie czasie dwóch papieży – jeden uznany za antypapieża – rościło sobie prawo do tytułu papieskiego. Papież Urban II po śmierci swego konkurenta chciał doprowadzić do zjednoczenia osiągniętego poprzez wspólne działanie, ogłosił więc krucjatę, świętą wojną przeciwko muzułmanom z Ziemi Świętej, którzy prześladowali chrześcijan, bezcześcili święte miejsca i Jerozolimę.
Latem 1096 roku prosta biedota i rzemieślnicy w liczbie 200 tysięcy zgromadzili się we Francji. Pod ręką nie było jednak żadnych muzułmanów, zwrócili przeto uwagę na Żydów, którzy byli w ich mniemaniu w równym stopniu jak muzułmanie innowiercami i wrogami chrześcijaństwa. Krucjata okrucieństwa zamiast miłosierdzia mogła się zatem rozpocząć już w miejscu zamieszkania.
Maszerując przez Europę krzyżowcy gwałcili, grabili i pustoszyli społeczności żydowskie napotkane po drodze. Wobec głoszonego hasła: „Żydzi ukrzyżowali Zbawiciela i muszą się nawrócić albo zginąć” mieli Żydzi dwa wyjścia: dać się ochrzcić albo umrzeć. Tysiące wybrało męczeńską śmierć.
Choć kościół nie sankcjonował tych aktów przemocy, to czynił bardzo niewiele, by ów proceder ukrócić. Schronienia Żydom udzielało wiele osób duchownych i biskupów. Inni jednak brali czynny udział w egzekucjach.
W Moguncji na przykład tamtejszy arcybiskup zaproponował 1300 Żydom schronienie w swym pałacu. Okazało się jednak, że jest to zaproszenie na rzeź. Wszystkich uciekinierów wymordowano, akcję osobiście nadzorował arcybiskup, któremu zresztą przypadła w udziale część łupu z ograbionych zwłok. Kiedy jednak wieści o masakrze dotarły do cesarza Henryka IV, skonfiskował on zdobycz arcybiskupa i zezwolił Żydom ochrzczonym pod przymusem na powrót do judaizmu.
Kiedy po trzech latach krucjata dotarła do Jerozolimy, liczyła 600 tysięcy uczestniczków. Oblężono miasto, a 15 lipca 1099 roku sforsowano mury. Wybito wszystkich muzułmanów, a także wielu chrześcijan, których z racji ich bliskowschodniej urody wzięto za wyznawców islamu. Żydów zaś spędzono do synagog, po czym krzyżowcy, z wielkimi krzyżami na tarczach, osobiście ułożyli drwa wokół budynków i żywcem palili wszystkich w środku, śpiewając przy tym: „Chwała Ci, Chryste!”
Cóż więc dziwnego, że krzyż jest dla Żydów symbolem nienawiści i śmierci, a nie miłości, pojednania i zbawienia? Stał się on bowiem mieczem wymierzonym przeciwko narodowi żydowskiemu.
W sumie odbyło się dziewięć wypraw krzyżowych. Podczas ostatniej z nich, w 1291 roku, muzułmanie ponownie zawładnęli Ziemią Świętą.
IV SOBÓR LATERAŃSKI
W roku 1251 obradował IV sobór laterański. Zatwierdzono doktrynę o Przeistoczeniu, wedle której ciało i krew Chrystusa są obecne w poświęconej hostii-chlebie i winie. Doktryna ta obowiązuje w kościele katolickim po dzień dzisiejszy. Ta i inne uchwały tego soboru stały się nowym źródłem chrześcijańskiego antysemityzmu.
Profanacja hostii
Przez wiele wieków oskarżano Żydów o to, że bezczeszczą hostię. Mieli rzekomo usiłować wykraść hostię, aby ją potem torturować, przebijać mieczem i palić w akcie ponownego ukrzyżowania Chrystusa. Krążyło wiele wersji opisujących to zmyślone wydarzenie, zwłaszcza w Niemczech w XV wieku. Są one żywe do dziś.
W latach siedemdziesiątych dzieci mojego przyjaciela katolika wróciły do domu z religii i zrelacjonowały historię, jaką opowiedziała im siostra katechetka: „Dwóch chłopców, katolik i Żyd, poszło do kościoła katolickiego. Żyd namówił katolika, aby zdobył hostię. Zabrali ją do domu, zamknęli się w szafie i przebili hostię szpilką. Hostia zaczęła krwawić, szafa napełniła się krwią i chłopcy w niej utonęli!” Oto nowa wersja starego oszczerstwa o profanowaniu hostii, gdzie inicjatorem i głównym winowacją jest jak zwykle Żyd.
Mord rytualny
Z oszczerstwem o profanacji hostii łączy się oszczerstwo o mord rytualny. Według niego Żydzi mordowali ludzi pochodzenia nieżydowskiego, a zwłaszcza chrześcijan, aby zdobyć krew wykorzystywaną później podczas Paschy lub do innych obrzędów. Głoszono też, że Żydzi muszą pić krew chrześcijan, aby móc zachować ludzki wygląd. Miała też ona pomóc w pozbyciu się specyficznego zapachu (foetor judaicus), całkowicie odmiennego od „woni świętości”, jaką roztaczali chrześcijanie. Według innej wersji tego oszczerstwa Żydzi porywali dzieci chrześcijan, zabijali je, a ich ciała wykorzystywali do wypieku macy (przaśnego chleba) na Paschę.
Łatwo odrzucić te oskarżenia, jeśli ma się choć nikłe pojęcie o żywieniowych zasadach Żydów. Nie wolno im było spożywać krwi jakiegokolwiek zwierzęcia, a co dopiero krwi czy ciała człowieka. Sam fakt, że w ogóle było takie nauczanie, wskazuje na całkowitą nieznajomość żydowskiej tradycji i obyczajowości, jak również na brak jakichkolwiek relacji chrześcijańsko-żydowskich i dialogu między obiema grupami.
Niestety, podobne oskarżenia pojawiają się też obecnie. Niedawno w okolicach Minneapolis porwano małego chłopca. Natychmiast w miasteczku zaczęto rozprowadzać ulotkę, według której chłopiec został porwany przez Żydów, jego ciało było bowiem potrzebne do obrzędów paschalnych. Pod koniec XX wieku absurdalny antysemityzm jest nadzwyczaj żywotny.
Znaki rozpoznawcze
Inny dekret przyjęty przez IV sobór laterański nakładał na wszystkich Żydów obowiązek noszenia znaku rozpoznawczego. Znaki te różniły się w zależności od kraju, ale zwykle był to trójkąt z materiału przyszyty do okrycia lub szpiczasta czapka. W ten sposób chrześcijanie mogli uniknąć przypadkowego kontaktu z Żydami. W sztuce średniowiecznej – na obrazach lub płaskorzeźbach – Żydzi mają trójkąt naszyty na ubranie lub szpiczaste czapki na głowie.
Nie można jednak przemilczeć faktu, że w tym samym czasie wiele liczących się osób świeckich i duchownych usiłowało uchronić całe żydowskie osiedla przed podobnymi prześladowaniami. Antysemityzm stał się siłą podsycaną przez rosnącą klasę średnią. Główną jednak przyczyną tych postaw społeczeństwa było wcześniejsze nauczanie kościoła.
INKWIZYCJA
Kolejnym niechlubnym zjawiskiem w dziejach było powołanie inkwizycji przez kościół w Hiszpanii i Portugalii oraz cała jej działalność.
Według prawa kanonicznego inkwizycja nie była uprawniona do mieszania się w wewnętrzne sprawy Żydów, gdyż jej celem było wykrywanie heretyków wśród chrześcijan. Jednakże prawo to opierało się na założeniu, że obecność Żydów sprzyja szerzeniu się herezji w społeczności chrześcijan.
W połowie XV wieku hiszpańska inkwizycja zaczęła wyszukiwać i prześladować ludzi odchodzących od kościoła. Później objęła zasięgiem swego działania także społeczność żydowską. Początkowo skupiono się na dziesiątkach tysięcy Żydów, którzy zostali zmuszeni do przyjęcia chrztu (określano ich mianem „nawróconych” lub „nowych chrześcijan”). Uważając ich za chrześcijan oczekiwano, że będą się odpowiednio zachowywać, mimo iż „nawrócenie” nie było ich wolnym wyborem, a ochrzczenie kogoś pod przymusem nie czyni z niego chrześcijanina. Wielu „nowych chrześcijan” próbowało się przystosować, aby móc żyć i pracować w chrześcijańskim społeczeństwie Hiszpanii i Portugalii.
Inni nie chcieli iść na kompromis i byli prześladowani za swą wiarę. Wielu trzymało się nadal żydowskich obyczajów, takich jak zapalanie świec w piątkowy wieczór, zmienianie szat w szabat, wstrzymywanie się od wieprzowiny i ryb bez łusek, obchodzenie świąt itd. Według prawa inkwizycyjnego podstawą do postawienia kogoś przed sądem inkwizycyjnym było przyłapanie go na przestrzeganiu któregokolwiek spośród 37 obyczajów żydowskich. Chrześcijan wzywano do wypatrywania tych oznak i donoszenia na tych, którzy tak postępują i przez to odchodzą od wiary. Jeśli już ktoś stanął przed sądem, nie było możliwości uniknięcia kary: Jeśli się przyznał, ale nie nawrócił, czekało go spalenie żywcem. Jeśli się przyznał i nawrócił, czekało go publiczne poniżenie. Każde ewentualne późniejsze odstępstwo oznaczało karę śmierci. Jeśli się nie przyznał, to nawet pomimo niewinności był torturowany, a następnie spalony.
Ponieważ kościół nie mógł dokonywać egzekucji, zadanie to przekazano świeckiemu przedstawicielowi sądu inkwizycyjnego. Nie wolno było kościołowi przelewać krwi, toteż egzekucji dokonywano inaczej: przez spalenie. Usprawiedliwiano to cytatem z Ewangelii Jana 15,6: „Kto nie trwa we Mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną”. Należy dodać, że własność skazanych konfiskowano i przekazywano na własność sądu inkwizycyjnego.
W końcu nawet praktykujących, a nie „nawróconych” Żydów stawiano przed sądem inkwizycyjnym, uważając, że jako judaici mają zły wpływ na nawróconych. „Sądzono” ich, a potem palono.
Inkwizycja hiszpańska działała w latach 1480-1820. Wskutek jej poczynań ucierpiało 350 tysięcy Żydów.
Ciąg dalszy nastąpi.

Wstecz

********************

CZERWONA JAŁÓWKA

16 marca 1997 roku w londyńskim Sunday Telegraph zamieszczono notatkę o narodzinach czerwonej jałówki. Oznaczają one rychłą perspektywę budowy Trzeciej Świątyni w Jerozolimie.
Konserwatywni Żydzi ogłosili narodziny czerwonej jałówki danym im przez Boga znakiem, że oto wkrótce rozpocznie się odbudowa trzeciej świątyni w Jerozolimie.
Zespół ekspertów rabinackich wydał wtedy oświadczenie, w którym potwierdził, że zwierzę urodzone sześć miesięcy wcześniej, w religijnym kibucu w pobliżu północnoizraelskiego portu Hajfa, spełnia wszystkie biblijne kryteria wymagane od doskonale „świętej” krowy.
Zgodnie z Księgą Liczb 19,2-7 zwierzę jest konieczne, aby dokonać starożytnego żydowskiego rytuału oczyszczenia. „Powiedz do synów izraelskich, niech przywiodą do ciebie jałówkę maści czerwonej, nietkniętą, która nie ma żadnej wady, i na której jeszcze nie było jarzma” – mówi czwarta księga Starego Testamentu, będąca również częścią żydowskiego Pisma Świętego, Tory.
Jałówka zostanie zabita i w całości spalona, a z jej popiołów zostanie sporządzona płynna pasta, niezbędna w ceremonii, jaka według ortodoksyjnych Żydów musi zostać odprawiona, zanim wkroczą oni na Wzgórze Świątynne, aby rozpocząć budowę nowego przybytku. Zgodnie z nauką rabinów od czasu zniszczenia ostatniej świątyni, zbudowanej przez Heroda, a zrównanej z ziemią przez przyszłego cesarza rzymskiego Tytusa w 70 r. n.e., nigdy dotąd nie narodziła się na biblijnej ziemi Izraela tak doskonale czerwona jałówka.
Narodziny zwierzęcia, z czarno-białej krowy i ciemnobrązowego byka, zostały obwołane „cudem” przez działaczy dążących do odbudowania Trzeciej Świątyni i przygotowania Jerozolimy na nadejście żydowskiego mesjasza.
Jednak wierni będą musieli poczekać, aż jałówka będzie miała co najmniej trzy lata, gdyż dopiero wtedy może zostać złożona w rytualnej ofierze. Dokonanie tego obrzędu umożliwi religijnym Żydom wkroczenie w nowe tysiąclecie – millennium (co jest wydarzeniem związanym z religią i kalendarzem chrześcijańskim, ale mimo tego jest postrzegane jako znaczące) w stanie rytualnej czystości.
Wiadomość o pojawieniu się czerwonej jałówki nie została dobrze przyjęta przez muzułmanów. Miejsce, na którym niegdyś stała żydowska świątynia, jest obecnie zajmowane przez święte sanktuarium islamu – przez meczet „Kopuła Skały”. Żydowscy ekstremiści chcą zburzyć Kopułę i sąsiadujący z nią meczet Al-Aksa, aby zwolnić miejsce dla nowej świątyni. W 1985 roku aresztowano w Izraelu grupę żydowskich terrorystów, którzy planowali zniszczyć Kopułę materiałami wybuchowymi.
A jednak działacze żydowscy uważają wybudowanie nowej świątyni za swoją świętą misję. „2000 lat czekaliśmy na znak od Boga, a teraz On dał nam czerwoną jałówkę” – powiedział Jehuda Ecjon (niegdyś, w latach osiemdziesiątych, przywódca grupy, która planowała wysadzenie Kopuły), który brał udział w przeprowadzonej inspekcji czerwonej jałówki w Kfar Hassidim. „Zmartwiło nas, że jest na niej kilka białych włosków, ale rabini są usatysfakcjonowani i twierdzą, że to jest ta czerwona jałówka, o której mówi Biblia” – powiedział Pan Ecjon.
P.S.: Jak łatwo obliczyć, jałówka narodziła się na początku października 1996 roku, a więc wymagany wiek 3 lat osiągnie w październiku 1999.
(mgs)

Wstecz

*********************

HIPOTEZA EWOLUCJI: Nauka czy religia?

Michał Prończuk
część 2
Przedstawię teraz listę obserwacji w świetle dwu światopoglądów – biblijnego i ewolucyjnego. Wcześniej jednak chciałbym pokazać za M. Poolem podstawowe założenia nauki, które pomogą nam w ocenie przedstawionych przeze mnie wniosków.ZAŁOŻENIA NAUKI

1. Racjonalność.

To założenie, że nasze procesy myślowe mają sens i są zasadniczo wiarygodne. To założenie jest podstawowe dla wszystkich gałęzi wiedzy. Nie można nawet dyskutować, czy jest to założenie słuszne, nie przyjmując, że tak właśnie jest!
2. Pojmowalność.

Podczas gdy racjonalność zakłada, że możemy sensownie myśleć i rozumieć, pojmowalność zakłada, że świat może być zrozumiany. Gdybyśmy w to nie wierzyli, nie byłoby sensu wgłębiać się w naukę.
3. Uporządkowanie.

Wiara, że natura jest uporządkowana, że jest kosmosem, a nie chaosem, nadaje celowość poszukiwaniom wzorców, które można by podsumować w postaci praw naukowych.
4. Jednolitość.

Wiara w jednolitość natury zakłada,że pomimo ciągłych zmian świata rządzące w nim prawa natury pozostają jednak takie same bez względu na czas i miejsce. Na przykład, mimo że grawitacja powoduje zarówno narodziny jak i śmierć gwiazd, samo prawo grawitacji pozostaje niezmienne.
5. Opłacalność.

Bez przyjęcia, że zajmowanie się nauką jest warte zachodu i słuszne, nie byłoby sensu zajmować się nią.
OBSERWACJE

„Wszechświat jest niezwykle precyzyjnym mechanizmem.”
Hipoteza ewolucji:

Wszechświat utworzył się po Wielkim Wybuchu z punktu osobliwego(nikt nie wie dokładnie, co to jest); Warunki początkowe nie są znane, ponieważ nie mogły tam obowiązywać zisiejsze prawa przyrody, np. masa punktowa; Nie są znane przyczyny początku Wielkiego Wybuchu; Świat biologiczny powstał na skutek mutacji i doboru naturalnego.
Biblia:

Skomplikowany i precyzyjny wszechświat został stworzony przez najwyższy intelekt – Boga; Świat biologiczny został stworzony według swoich gatunków (Rdz 1,11.20); Świat został stworzony z niczego.
Jedyne założenie, jakie musimy tu przyjąć, to otwartość na wszystkie przyczyny powstania świata, w tym też stworzenia go przez Boga. Jest to obowiązek każdego naukowca, który chce być uczciwy.

Problemy hipotezy ewolucji

Większość tych wyjaśnień to ogólniki nie tłumaczące szczegółów, np. jak dobór naturalny doprowadził do powstania całej gamy różnych gatunków roślin i zwierząt. (Twierdzi się, że przetrwały najlepiej przystosowane, a najlepiej przystosowane to te, które przetrwały. Jest to tautologia, a ona niczego nie wyjaśnia). Badania naukowe nie potwierdziły do tej pory doświadczalnie, że mutacje mogą doprowadzić do wyżej zorganizowanych struktur, ani tego, że są korzystne dla organizmu. Tezę, że mutacje, dobór naturalny i czas doprowadziły do powstania szechświata, trzeba przyjąć przez wiarę. Uwierzyć trzeba też w Wielki Wybuch, ponieważ według dzisiaj obowiązujących praw natury nie powinien był on się wydarzyć. Ponadto trzeba uwierzyć wbrew logice i doświadczeniu, że skomplikowany i precyzyjny kosmos powstał przez przypadek (nie chcę tutaj przedstawiać wyliczeń statystycznych; z pewnością można przyjąć, że prawdopodobieństwo przypadkowego zaistnienia świata wynosi zero).

„Istnienie u ludzi takich cech jak: zło, dobro, wyrzuty sumienia, uczucia, moralność, altruizm, intelekt, poczucie braku doskonałości (stąd różne systemy religijne mające doprowadzić do doskonałości)”
Hipoteza ewolucji:

Do tej pory nie spotkałem się z rozsądnym wyjaśnieniem tych rzeczy. Dziedzina, która próbuje się tym zajmować, tj.socjobiologia, twierdzi – mówiąc ogólnie – że doprowadziły do tego nasze geny. Geny motywują na przykład osobnika do osiągnięcia wysokiego statusu materialnego w celu zabezpieczenia środowiska własnego rozwoju i maksymalnego rozmnożenia się; podobnie tłumaczone są też inne uczucia czy zachowania ludzi, np. kultura.
Biblia:

Ludzie są stworzeni na podobieństwo Boga, który posiada uczucia; Biblia opisuje przyczyny zła, wyrzutów sumienia i innych uczuć. (Np. zło spowodowane jest buntem pierwszych ludzi przeciwko Bogu).

Problemy hipotezy ewolucji

Przede wszystkim są to tylko hasła nie mające nic wspólnego z rzeczywistością, ponieważ:
– geny są informacją. Czy informacja może mieć jakiekolwiek dążenia, skoro nie jest intelektem?
– poza tym tezy te nie sprawdzają się w praktyce, np. osoby wykształcone i dobrze sytuowane bynajmniej nie „rozmnażają się w dużych ilościach”.

„Istnienie życia biologicznego”
Hipoteza ewolucji:

Nie posiada żadnych empirycznych przykładów ożywienia czy przemiany martwej natury w żywą.
Biblia:

Bóg sprawił, że świat biologiczny ożył(Rdz 1).

„Istnienie praw natury (praw fizyki, chemii, matematyki, biologii i innych)”
Hipoteza ewolucji:

Zupełny brak jakichkolwiek wyjaśnień; dowiadujemy się tylko tyle, że dana materia lub prawo jest takie, bo jest to jego cecha lub właściwość (tautologia).
Biblia:

Bóg stworzył ten świat i prawa nim rządzące.

W tym miejscu chciałbym się zatrzymać, ponieważ uważam istnienie praw przyrody za najmocniejszy argument wskazujący na Boga jako twórcę tego świata. Zastanówmy się przez chwilę, jak dużo jest praw rządzących tym światem – np. prawa matematyki, dobrze nam znane funkcje kwadratowe lub całki czy twierdzenie Pitagorasa mające zastosowanie w praktyce. Chciałbym przypomnieć – może niepotrzebnie – że te prawa istniały przed ich odkryciem i sformułowaniem przez ludzi.
SKĄD SIĘ WZIĘŁY TE NIEPRZELICZONE ILOŚCI PRAW? Czyżby przypadek i dobór naturalny to sprawiły? Jednak prawa nie są materią, a poza tym – z czego miałyby ewoluować i na jakich zasadach? Głupotą byłoby wstawiać przypadek i dobór naturalny przy wyjaśnianiu powstania praw przyrody.

Prawa te – odkryte i nie odkryte – – rządzą całym światem: ruchy obiektów niebieskich, działania mechanizmów (spalanie w silniku spalinowym), przemiana materii w świecie biologicznym oraz wszystko inne.

Prawa te ściśle się uzupełniają i nie mogą być ze sobą sprzeczne. Dużą ilość z nich naukowcy opisali w postaci definicji i wzorów matematycznych i z powodzeniem wykorzystują w praktyce.

Kiedy zastanawiamy się nad jakimikolwiek prawami, to musimy dojść do wniosku, że ich istnienie ma jakiś cel. Na przykład prawo karne czy cywilne lub handlowe reguluje określone rzeczy. Jednak kiedy coś ma cel, to nasza logika i doświadczenie mówią, że za tym na pewno kryje się jakiś intelekt. Nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że prawo handlowe wyewoluowało przypadkiem z innego prawa bądź że powstało przypadkiem z niczego.

Pragnę tutaj podkreślić, jak niedoskonałe są prawa stworzone przez człowieka w porównaniu z doskonałością i precyzją praw przyrody. Zauważmy także, że w porównaniu z prawami ludzkimi prawa natury są niesamowicie skuteczne, bez jakichkolwiek znanych nam środków egzekwowania ich. Kto jest ich egzekutorem?

Ostateczny wniosek jest tylko jeden: za każdym prawem musi stać prawodawca; jakość prawa jest uzależniona od mądrości prawodawcy.

„Istnienie takiego dokumentu historycznego jak Biblia.”
Metody analiz historycznych twierdzają jednogłośnie, że nie ma bardziej wiarygodnego dokumentu historycznego;przypomnijmy, że istnieje około 25 000 różnych manuskryptów, wśród których brak istotnych różnic w treści.
Hipoteza ewolucji:

Pomija ten dokument, nie wykazując jego fałszywości.
Biblia:

Określa samą siebie jako rawdziwa,np.Tym 3,16.

„Istnienie skamielin zwierząt i roślin.”
Hipoteza ewolucji:

Uważa je za koronny dowód prawdziwości istnienia ewolucji, pokazujący rozwój gatunków.
Biblia:

Nic nie mówi o skamieniałościach, ale mówi o totalnej ogólnoświatowej katastrofie, jaką był potop, czego skutkie mmogą być skamieliny.

Czym są skamieliny?

Skamieliny powstają w specyficznych warunkach, tzn. przez nagłe odcięcie dostępu tlenu, którego potrzebują bakterie dokonujące rozkładu. Oznacza to, że dany obiekt musi być szczelnie otoczony izolatorem. Doświadczenie wykazało, że takim izolatorem jest np. muł powstający podczas powodzi, przykrywający zwierzęta i rośliny.

W przypadku biblijnego potopu chodziłoby o jedną ogólnoświatową atastrofę, a w przypadku ewolucji o cały szereg powodzi.

„Skamieliny pokazują nam zawsze formy gotowe fauny i flory, tzn. w pełni przystosowane do życia.”
Hipoteza ewolucji:

Domaga się, by wśród skamielin były egzemplarze nieprzystosowane, niepełne, niekompletne, na drodze rozwoju. Powinno ich być dużo więcej niż wszystkich skamieniałych gatunków kompletnych, ponieważ w ewolucji działał przypadek, stąd egzemplarze chybione powinny występować w ogromnych ilościach.
Biblia:

Istoty zostały stworzone przez Boga, jako istoty w pełni ukształtowane, stąd brak form przejściowych wydaje się być oczywisty.

Problemy hipotezy ewolucji

Ze względu na zupełny brak form przejściowych i niekompletnych ewolucjoniści postulowali hipotezę ewolucji skokowej, tzw. „obiecującego potworka”. Miało to polegać na tym, że pod wpływem potężnej mutacji dany gatunek w krótkim czasie jednego lub kilku pokoleń zmienia się w inny. Na przykład gatunek kota po jednym lub kilku pokoleniach jest już prapsem. (Pamiętajmy, że każda z tych mutacji od razu musi dać samca i samicę o kodzie genetycznym umożliwiającym rozmnażanie oraz że musiałoby to wystąpić u wszystkich gatunków). Postulowana hipoteza jest tak nieprawdopodobna, że większość ewolucjonistów woli przyjąć koncepcję ewolucji ciągłej.

„Istnienie złożonych systemów w organizmach żywych, np. wzrok (oko + system nerwowy + obszar mózgu przetwarzający dane).”
Hipoteza ewolucji:

Nie jest w stanie wytłumaczyć istnienia tych systemów za pomocą przypadku i doboru naturalnego, ponieważ każdy taki system domaga się celowości jako przyczyny zaistnienia. Krótko mówiąc,jest tylko jedna alternatywa powstania takich systemów: Albo powstawały po kolei na skutek przypadku: oko, nerwy, mózg, co nasuwa wniosek, że ślepy los w długim okresie stworzył świetnie do siebie dopasowane systemy, albo zostały one stworzone od razu w gotowej formie przez tenże ślepy los. Przyjęcie którejkolwiek z odpowiedzi wymaga olbrzymiej i bezpodstawnej wiary.
Biblia:

Świat istot żywych stworzył inteligentny i wszechwiedzący Bóg.

Przedstawione powyżej obserwacje są tylko mizernym wycinkiem dowodów pokazujących wyższość Biblii nad hipotezą ewolucji. Warto na przykład zastanowić się nad takimi sprawami jak: proroctwa w Biblii, degradacja świata (wymieranie gatunków, postępująca entropia,czyli dążenie świata do całkowitego bezruchu i bezładu – co na to ewolucja?), istnienie 33 relacji o potopie u różnych narodów, istnienie pojęcia Boga, istnienie intelektu, pamięci, istnienie świata duchowego, istnienie cudów, strach przed śmiercią, istnienie galaktyk z tzw. poprzeczką (składających się z jądra i prostopadłych do niego ramion, które wcale nie powinny być prostopadłe, lecz spiralnie skręcone), wszechobecne dążenie ludzi do poczucia szczęścia, zaspokojenia, bezpieczeństwa, na ogół nie osiągane, oraz wiele innych rzeczy, które obserwujemy na co dzień.
Podsumowując, przypominam, że podczas budowania jakiejkolwiek teorii musimy brać pod uwagę jak największą ilość elementów, uwzględniając prawa przyrody i logiki oraz otwartość na różne rozwiązania.

Właśnie naturalne wyjaśnianie świata (ale nie wszystkiego) prowadzi do wniosku, że jego początek jest nadnaturalny.

Naukowcy-ewolucjoniści nie stosują się do wyżej wymienionych kryteriów. Ich podstawowym błędnym założeniem jest przymus wyjaśnienia wszystkiego w sposób naturalny, pomimo że nie jest to założenie potrzebne dla uprawiania nauki.

Według mnie właśnie naturalne wyjaśnianie świata (ale nie wszystkiego) prowadzi do wniosku, że jego początek jest nadnaturalny. Dlatego właśnie owi naukowcy nie potrafią znaleźć uniwersalnej i spójnej teorii wyjaśniającej ten świat.

Mam nadzieję, że niniejszy artykuł skłoni wielu z was do refleksji nad własnym światopoglądem; jestem też otwarty na polemikę.

KONIEC

Do niniejszej pracy wykorzystałem książki:

1. J.G. Johnson, Na bezdrożach teorii ewolucji.
2. Pan Bóg czy dobór naturalny?
3. M. Pool, Nauka a wiara, Vocatio,Warszawa 1993.
4. D. Richardson, Wieczność w ich sercach, Pojednanie, Lublin 1993.
5. W. Gottwald, Nauka przeciwna Biblii?,Ku Światłu.
6. M. Pajewski, Ewolucja czy stworzenie.
7. F.F. Bruce, Wiarygodność pism Nowego Testamentu, Areopag, Katowice 1991.
8. Zgodność nauki z Pismem świętym.
9. G.D. Fee, D. Stuart, Jak czytać Biblię, Kerygma.
10. Astronomia popularna, Wiedza Powszechna, Warszawa 1990.

Wstecz

+*+*+*+

Albert James Dager
NOWA ORTODOKSJA I NOWA EWANGELIZACJA NA UCZCZENIE ROKU 2000
część 5
NEOORTODOKSJA
U podłoża chrześcijaństwa zorientowanego na ziemię leży neoortodoksja, filozofia zrodzona mniej więcej na przełomie XIX i XX wieku i rozwijająca się zwłaszcza podczas I wojny światowej. Opiera się ona na przekonaniu o szlachetności człowieka i na nadziei, że zdołamy tworzyć świat pozostający w harmonii z samym sobą. Główne troski tej filozofii to sprawiedliwość społeczna, ochrona środowiska, zaprzestanie wojen i ukształtowanie sprawiedliwego i pokojowego społeczeństwa.
Jednym z pierwszych czołowych propagatorów neoortodoksji był Edward Scribner Ames, którego uwagi mocno przypominają pisma Toma Sine’a i jego popleczników. Spostrzegamy to w twierdzeniu Amesa, że Jezus tak samo interesował się budową społeczeństwa sprawiedliwego:
Przed dzisiejszymi chrześcijanami stoi jeszcze jeden i jeszcze bardziej atrakcyjny cel. Chodzi o wzbogacenie i poszerzenie zakresu życia ludzkiego tu i teraz, w przekonaniu, że jest to zarazem najlepsze przygotowanie na wszystko, co może nieść przyszłość.
Cel ten przypomina w swym duchu cel stanowiący najpierwotniejszy ideał Jezusa, czyli społeczne przesłanie Jego nauk.41
Tak jak ojciec wzburzyłby się na myśl, że jego miłość do syna potrzebuje pobudzenia przez jakikolwiek nakaz bądź i ożywienia przez nadzieję jakiejś nagrody, tak tysiące tych, którzy przyswoili sobie wizję społeczną na nasze czasy, trudzą się nad lepszymi prawami, lepszymi szkołami, lepszym wypoczynkiem, nie czekając na jakiś tekst biboiljny, który by im powiedział, że taki jest ich obowiązek, i nie spodziewając się żadnego wynagrodzenia, prócz możliwości oglądania osiągniętych wyników. Stopniowo staje się coraz oczywistsze, że taka właśnie postawa dominowała w umyśle i woli Jezusa. Dlatego też przywódcy reform społecznych, humanitarnych w pełni zgadzają się z jego [sic] duchem i ideałami. Rozwinęli w sobie to samo zainteresowanie budowaniem społeczeństwa, które będzie służyło najgłębszym potrzebom ludzkim. [42]
[…]
Neoortodoksja widzi w Jezusie jedyne w swoim rodzaju ucieleśnienie wszystkiego, co szlachetne w człowieku, ale nie Boga. Bóg – powiada się – kształtuje się w życiu społecznym ludzi. Innymi słowy, jest On wytworem ludzkiej wyobraźni, ale wytworem dobrym, popychającym człowieka ku wyższym celom dla dobra ludzkości i jej środowiska. Biblia nie jest nieomylna i bezbłędna, dostarcza jednak sporo inspiracji wyższym ambicjom ludzkim, podobnie jak pisma wielkich myślicieli wszystkich epok. Jezus nie jest żywy, nie zasiada po prawicy Ojca; On „żył w przywiązaniu swoich uczniów i w pociągającej wierze w jego królestwo miłości”. [43]
Filozofia ta brzmi biblijnie w swej warstwie językowej, lecz de facto przeczy istocie Wiary. Podaje się za chrześcijańską, lecz proponuje zupełnie inną definicję chrześcijaństwa.
To dzięki tej postawie miłości, centralnej dla nauki chrześcijaństwa, postawie spontanicznej i nieuniknionej w życiu jako takim, nie jest fantastycznym marzeniem coraz intensywniejsze dążenie świata do znalezienia siebie samego i do nazwania siebie chrześcijaninem. [44]
Neoortodoksja zaczęła zanieczyszczać kościoły na początku XX wieku. Ponieważ chrześcijańscy myśliciele nie chcieli „wylewać dziecka z kąpielą” albo też zdawało im się, że w ten sposób i wilk będzie syty, i owca cała, przejęli w znacznym stopniu świecką myśl neoortodoksji, zatrzymując jednakże biblijną chrystologię.
Ci, którzy posługują się podobnymi eufemizmami, aby bronić swego przywiązania do bezbożnych filozofii, nie dostrzegają, że choć mogą się one odnosić to świata naturalnego, to nie mogą dotyczyć świata duchowego.
Nie istnieje inne źródło prawdy duchowej poza Słowem Bożym zawartym w Piśmie Świętym. Wychodząc poza Pismo w poszukiwaniu prawdy dotyczącej duszy i duchowego życia człowieka, dajemy posłuch filozoficznym propozycjom szatana. Z tej właśnie przyczyny w kościele święci dziś triumfy integracjonizm psychologiczny. Ludziom wydaje się, że psychologia może zaoferować naszym problemom rozwiązania nie uwzględnione w Piśmie. Usiłują więc schrystianizować psychologię albo spsychologizować chrześcijaństwo. Również i to stanowisko lansowała neoortodoksja przed stu laty. To przecież właśnie neoortodoksja wprowadziła do kościoła filozoficzne wywody psychologów. Dziś zakorzeniła się ona tak głęboko wśród słynnych postaci chrześcijaństwa i znanych dziennikarzy, iż jej wyroki budzą u wielu zdeklarowanych chrześcijan respekt większy niż Słowo Boże.
Neoortodoksja oddziałuje na kościół po dziś dzień, obecnie poprzez neoewangelikalizm.
NEOEWANGELIKALIZM
Neoewangelikalizm różni się od neoortodoksji wyznawaniem biblijnej chrystologii. Chrystologia neoortodoksyjna nie opiera się na Biblii, a mandat biblijny wedle neoortodoksji sprowadza się do ocalenia przed zagładą życia i ziemi. Nowy ewangelikalizm zaś dodaje do biblijnego mandatu zbawiania dusz i pomagania indywidualnym ludziom także apel o ocalenie ziemi przed zagładą. Nawołuje nie tylko do służenia cierpiącym, ale do wykorzenienia przyczyn tego cierpienia. Przemyśliwa więc nad sposobami położenia kresu ubóstwu i wojnom, zajmuje się działalnością społeczno-polityczną, która – jeśli tylko wezmą ją w swe ręce chrześcijanie – uczyni świat lepszym miejscem do życia. W tym sensie neoewangelikalizm znajduje wspólną płaszczyznę z teologią wyzwolenia i katolicyzmem, a także rozlicznymi planami Światowej Rady Kościołów. Stąd tendencja ku ekumenicznej jedności kosztem spraw doktrynalnych. Podłożem tych zabiegów jest jednakże filozofia anty-Chrystusowa, która wykorzystała dobre intencje poczciwych chrześcijan dla realizacji własnych celów – tworzenia społeczeństwa „pokojowego i sprawiedliwego”.
New Age? I tak, i nie
Podobnie jako neoortodoksja, także neoewangelikalizm nie zgodzi się z chrystologicznego punktu widzenia z oficjalną filozofią ruchu Nowej Ery.
New Age głosi, że człowiek i kosmos podlegają właśnie transformacji ku wyższemu poziomowi, zachodzącej w postaci samoistnego procesu ewolucyjnego. „Bóstwem” czuwającym na tą transformacją jest Umysł Wszechświata czy też Świadomość Uniwersalna. „Bóstwo” to nieustannie działa, niszcząc każdy poprzedni stary porządek i ustanawiając nowy. Na ziemi przybiera to postać nowego porządku społecznego i doprowadzi do złotego wieku pokoju i sprawiedliwości. „Sprawiedliwość” oznacza jednakże nie karanie złoczyńców – lecz równy podział dóbr. Integralną część nowego ładu stanowi więc socjalizm.
Neoewangelikalizm stwierdza, że teologiczne przesłanki New Age są fałszywe, że spirytyzm, czary oraz wszystkie dziwaczne przejawy renesansu pogaństwa są złe. Człowiek i kosmos zmierzają ku transformacji, lecz nastąpi ona dzięki rosnącej powszechnie świadomości, iż Jezus Chrystus jest Panem nad swoim stworzeniem. Stworzenie to musi być zachowane jako hołd dla Niego i wyraz posłuszeństwa Jego władzy. Kiedy społeczeństwo będzie się stawało coraz bardziej „schrystianizowane”, to świadomość, że Jezus Chrystus jest Panem (a przynajmniej, że jest On godzien czci za swój wkład w rozwój etyki biblijnej), doprowadzi do uspokojenia sił w przyrodzie i człowieku, dzięki czemu środowisko polepszy się. Według wyznawców nowego ewangelikalizmu chodzi o działanie na rzecz jak największej chrystianizacji świata.
Po drodze jednakże wskutek głębokiego zanieczyszczenia neoortodoksją znajdą oni wspólny język z ruchem Nowej Ery w sprawach ochrony środowiska, społecznych i politycznych.
Bez wątpienia neoewangelikalizm wyrósł z biblijnego pragnienia czynienia miłosierdzia: karmienia głodnych, udzielania ubogim, uzdrawiania chorych, głoszenia Ewangelii. Czyny te jednak – wypełniane indywidualnie w ramach lokalnego kościoła i jego działalności misyjnej – uznano za niewystarczające. Powstawały organizacje pozakościelne, starające się poszerzać działalność misyjną na jak największą skalę w jak najkrótszym czasie. Ordynowano zawodowych misjonarzy z całym personelem pomocniczym, planowano pokaźne budżety, zakładano biura public relations mające za zadanie zbierać fundusze.
Samo w sobie zjawisko to nie musi być złe. Problem pojawia się wtedy, kiedy zawodowców zatrudnia się nie dlatego, że odpowiedzieli oni posłusznie na wezwanie Pana, ale dlatego, iż mają oni naturalne pragnienie pomagania innym. Na scenę wchodzą więc ludzie o poglądach i wierzeniach znacznie bliższych idei „dobrych uczynków” niż pragnieniu zachowania biblijnej czystości we wszystkich swych poczynaniach. Częściej przez niewiedzę niż przez diabelski podstęp przyswoili sobie pewną mentalność New Age.
Ważne jest, abyśmy we wszystkich naszych poczynaniach – czy to w dziedzinie świeckiej, czy duchowej – zawsze trwali przy czystości nauki biblijnej. Czystość nauki to nie dogmatyzm oderwany od dobrych czynów, lecz trzymanie się ich biblijnych ram. Wiara bez uczynków jest martwa, pisze Jakub; lecz uczynki bez wiary to drewno, słoma i ściernie – równie martwe. Uczeń Jezusa Chrystusa jest powołany zarówno do prawdziwej, biblijnej wiary (która wymaga obrony – Jd 3) jak i do ofiarnych czynów miłości ku wszystkim, czy to braciom w Chrystusie, czy nieprzyjaciołom.
PODSUMOWANIE
Każda w zasadzie pozytywna filozofia ludzka opiera się na pragnieniu zbudowania świata wolnego od wszelkiego zła. Wojny, ubóstwo, choroby i śmierć to największe zagrożenia pogodnego życia człowieka. Jeśli udało by się je wyeliminować, wówczas życie człowieka byłoby nie tylko znośniejsze, ale i bardzo przyjemne… A jednak Słowo Boże ostrzega, że im bliżej końca, tym zło będzie się szerzyć coraz bardziej:
A gdy siedział na Górze Oliwnej, przystąpili do Niego uczniowie na osobności, mówiąc: Powiedz nam, kiedy się to stanie i jaki będzie znak Twego przyjścia i końca świata?
A Jezus odpowiadając, rzekł im: Baczcie, żeby was kto nie zwiódł.
Albowiem wielu przyjdzie w imieniu Moim, mówiąc: Jam jest Chrystus, i wielu zwiodą.
Potem usłyszycie o wojnach i wieści wojenne. Baczcie, abyście się nie trwożyli, bo musi się to stać, ale to jeszcze nie koniec.
Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu, i będzie głód, i mór, a miejcami trzęsienia ziemi.
Ale to wszystko dopiero początek boleści.
Wtedy wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was dla imienia Mego.
I wówczas wielu się zgorszy i nawzajem wydawać się będą, i nawzajem nienawidzić.
I powstanie wielu fałszywych proroków, i zwiodą wielu.
A ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie.
A kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.
I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec.
(Mt 24,3-14)
Dla człowieka złem są tragedie dotykające go z powodu jego grzesznego stanu; dla Boga złem jest wszystko, co człowiek czyni wbrew Jego Słowu i niezgodnie z Jego wolą. Ludzkie usiłowania czynienia dobra – nawet dobra nakazanego przez Boga – zrodzą w najlepszym razie tylko drewno, słomę i ściernie. Chrześcijanie, którym się zdaje, że podpisując się pod anty-Chrystusowymi filozofiami ocalą świat przed sądem Bożym (czyli owym „złem”, które starają się ze świata wyrugować), walczą de facto z Bogiem. Pomimo iż jednym z elementów tego przedsięwzięcia jest ewangelizacja świata.
Jezus nie powołał nas do „działalności społecznej”, do polepszania warunków życia ludzi na tej ziemi. Oczywiście nasze ewentualne zaangażowanie się w taką działalność to indywidualna sprawa między nami a Panem. Nie upoważnia nas to jednak do narzucania takiej misji całemu Ciału Chrystusowemu, zwłaszcza jeśli działalność ta wymaga niebiblijnych kompromisów z obcymi elementami świeckimi czy też religijnymi.
Królestwo Jezusa nie jest z tego świata (J 18,36), który przemija. Choć w naszym postępowaniu wobec środowiska naturalnego i innych spraw ziemskich powinniśmy być roztropni i ostrożni, to naczelnym naszym zadaniem jest być świadkami Jezusa Chrystusa i służyć potrzebom bliźnich. Przyczyna bowiem cierpienia pozostanie aktywna tak długo, jak długo ludzkość będzie trwała w grzechach. Jedynie przez ponowne narodziny w wierze w Jezusa Chrystusa można wyzwolić się z takiego stanu, w pełni zaś dopiero po zmartwychwstaniu.
Nawet podczas tysiącletniego panowania Chrystusa zło nie przestanie mieszkać w sercach nowych obywateli Millennium i tych, którzy narodzą się w trakcie jego trwania. Dopiero po wypełnieniu wszystkich rzeczy, kiedy Jezus odbędzie sąd nad wszystkimi ludźmi, zapanuje na dobre sprawiedliwość, pokój i radość – w Nowym Niebie i Nowej Ziemi. Wszelkie próby osiągnięcia takiego stanu wcześniej są buntem przeciwko Bogu, pomimo towarzyszących im wysiłków ewangelizacyjnych.
Tak intensywne wysiłki ewangelizacyjne jak też próby zachęcenia całego świata do świętowania na cześć Chrystusa mają podłoże ekumeniczne i zostały obmyślone odgórnie, co w połączeniu ze światopoglądem zorientowanym na ziemię, przypominającym New Age, wskazuje, iż to nie Bóg jest ich autorem.
Media Spotlight. A Biblical analysis of religious and secular media. Special Report.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawcy).
Przypisy:
[41] Edward Scribner Ames, The New Orthodoxy, The University of Chicago Press, Chicago 1918, s. 89.
[42] Ibid., s. 30-32.
[43] Ibid., s. 85.
[44] Ibid., s. 24.

Wstecz

*******

Czy HOLOCAUST to chrześcijańskie bestialstwo?
Elwood McQuaid
„I wierzę, że postępowanie moje jest zgodne z wolą Wszechmocnego stwórcy. Mając się na baczności przed Żydami, staję w obronie dzieła rąk Pana” (Adolf Hitler, 13 sierpnia 1920).
Fakt, iż Adolf Hitler był przez wielu uznawany – i sam siebie uważał – za obrońcę „dzieła rąk Pana”, jest jedną z najbardziej katastrofalnych tragedii wszechczasów. Długie wieki prześladowań z rąk tak zwanych „chrześcijan” osiągnęły dla Żydów kulminację właśnie w chwili, gdy Hitler ogłosił swe osławione „ostateczne rozwiązanie”. Po eksterminacji około sześciu milionów Żydów w Europie, będącej rzekomo bastionem Cywilizacji Chrześcijańskiej, Żydzi całego świata wiedzieli już, co mogą myśleć o „chrześcijańskich” współobywatelach.
Wspomnienie o Holokauście pozostaje raną tak bolesną, iż nie jest de facto możliwym ogarnięcie i poukładanie w umyśle bezmiaru okrucieństwa i cierpień, jakich doznały ofiary hitleryzmu. Być może z tej właśnie przyczyny rewizjoniści – zaprzeczający faktyczności Holokaustu – zyskują szeroki posłuch dla swych niedorzecznych i niebezpiecznych teorii. Póki jednak żyje jeszcze pośród nas spora grupa starszych ludzi z niebieskimi numerami obozowymi na rękach, świat ma do dyspozycji świadków tamtych wydarzeń. Gdy jednak oni oraz świadkowie ich męczarni odejdą, możemy się spodziewać prawdziwej powodzi rewelacji antysemitów i ludzi, którzy nie są w stanie pogodzić się z historyczną prawdą.
Teraz więc jest odpowiednia chwila, by Żydzi i chrześcijanie, którzy znają fakty, dostarczyli niepodważalnego materiału dowodowego i pozostawili kolejne tomy bezsprzecznych informacji, liczb i obrazów, opisujących to, czego nie wolno nam zapomnieć. Zapomnienie o tym postawiłoby bowiem następne pokolenie przed makabryczną perspektywą powtórzenia się historii.
Religia polityczna
Aby wyjaśnić wszelkie niejasności (czyli wyprostować przeinaczenia faktów), trzeba przede wszystkim zauważyć, że Holokaust nie był zjawiskiem o podłożu „chrześcijańskim”. Jestem przekonany, że zgodne z prawdą rozumienie charakteru i przebiegu Holokaustu pozwala obnażyć korzenie wszelkiego antysemityzmu i obiektywnie je ocenić. Poza tym jeśli obnaży się naturę pomyłek i mitów, wówczas Żydzi i ewangelikalni chrześcijanie mogą stworzyć opartą na faktach płaszczyznę porozumienia, które może się okazać pożyteczne dla obu stron.
Stwierdzenie, że Adolf Hitler, katolik z pochodzenia, nienawidził Żydów, jest karygodnym niedomówieniem. Płomień nienawiści, rozniecony w jego młodości, rozgorzał aż do białości w chwili objęcia przez niego rządów nad Niemcami i prób stworzenia „rasy panów”. Pod koniec swych dni, kryjąc się w bunkrze wśród ruin płonącego Berlina, dyktator nie zaprzestał miotać klątw na Żydów. Gardził potomkami Abrahama tak głęboko, że nienawiść tę wpisał nawet w swój testament.
Przede wszystkim nakazuję przywódcom narodu i ich podwładnym, aby przestrzegali praw rasowych w całej rozciągłości i bez litości obnażali tę powszechną truciznę wszystkich narodów – międzynarodowe Żydostwo.
Szaleńcza pogarda Hitlera wobec narodu żydowskiego była tak absolutna, iż w jego przekonaniu gdyby Żydzi objęli polityczną władzę nad światem, ludzie wyginęliby z powierzchni ziemi. „Gdyby Żyd” – dowodził Hitler – „zatriumfował nad ludnością świata, jego korona byłaby dla ludzkości wieńcem żałobnym, a planeta nasza znów krążyłaby po swej orbicie w eterze bez śladów ludzkiego życia na niej, jak miliony lat temu”.
Indywidualna nienawiść wobec jakiegoś narodu, choć godna ubolewania, jest tragedią pojedynczego człowieka. Czym innym jest jednak usystematyzowanie tej zawziętości w postać broni politycznej, która podgrzewa rozmaite uprzedzenia, odwracając za to uwagę co ciekawszych oczu od faktycznych celów danego reżimu. Wydźwięk i natężenie nazistowskiej kampanii czyniącej z Żydów kozły ofiarne stały się pożywką dla szowinistycznych namiętności i skłoniły większość naiwnego narodu do całkowicie biernego przyglądania się obrazowi rzeźni, jaką stała się Europa. W 1920 roku w jednej z monachijskich piwiarni przyszły fhrer gardłował o konieczności ukucia nowego hasła, hasła, które nie ograniczy się tylko do Niemiec: „Antysemici świata, łączcie się. Mieszkańcy Europy, wyzwólcie się”. Wezwał również do „gruntownego rozwiązania […] usunięcia Żydów spomiędzy naszego ludu”. Zastanawiamy się dziś, jak to możliwe, że taki program masowego ludobójstwa zdołano uruchomić bez zaniepokojenia szerszej opinii publicznej. Niestety, nie można powiedzieć, że kraj nie domyślał się zamiarów swego fhrera. W książce The Rise and Fall of the Third Reich (Powstanie i upadek Trzeciej Rzeszy) Willam H. Shirer wskazuje:
O różne rzeczy można oskarżać Adolfa Hitlera, ale z pewnością nie o to, że na piśmie nie wyłożył dokładnie, jakiego rodzaju Niemcy pragnie uczynić, jeśli dojdzie do władzy, i jakiego rodzaju świat ma zamiar stworzyć poprzez zbrojny podbój niemiecki.
Państwo, jakie zamierzał stworzyć Hitler, nie było chrześcijańską utopią. Trzeba powiedzieć otwarcie, iż różnie można by nazywać Hitlera i jego siepaczy, na pewno jednak nie można ich nazwać chrześcijanami. Skojarzenia z „chrześcijaństwem” biorą się stąd, iż Hitlerowi udało się skutecznie wykorzystać pewne tendencje obecne niestety w różnych środowiskach katolickich i protestanckich w Niemczech. Wziąwszy pod uwagę uporczywe ataki, jakie przypuszczali na Biblię i prawowierne chrześcijaństwo teologowie liberalni i sekundujący im niewierzący humaniści, trudno się dziwić, że wielu Niemców – „chrześcijan” tylko z nazwy – nie przejmowało się wcale tym, co się wokół dzieje. A niezmordowana hitlerowska machina antyżydowskiej propagandy w połączeniu z początkowymi sukcesami politycznymi i militarnymi Trzeciej Rzeszy zdołała tak skutecznie otumanić społeczeństwo, że los żydowskich sąsiadów nikogo zbytnio nie obchodził. Trzeba też dodać, że milczenie Watykanu i większych denominacji protestanckich aż do chwili, gdy było już o wiele za późno, pozostaną na zawsze haniebnym kontrastem do tego wszystkiego, co reprezentuje Chrystus i Jego prawdziwy kościół.
„Panowie świata”
Religia Trzeciej Rzeszy miała zniszczyć i zastąpić to, co można by nazwać „tradycyjnym chrześcijaństwem”. Zamysłów tych dowodzą stosunki łączące Hitlera z Houstonem Stewartem Chamberlainem, bratankiem brytyjskiego premiera sir Nevilla Chamberlaina. Mówiło się powszechnie o tym, że to Houston Stewart Chamberlain jest duchowym ojcem Trzeciej Rzeszy. To on ujrzał w Niemcach rasę panów, a w ich przywódcy męża opatrznościowego, który wyprowadzi lud germański z pustyni. Poglądy teologiczne młodszego Chamberlaina były, mówiąc oględnie, osobliwe.
Ten, kto twierdzi, że Jezus był Żydem, jest albo głupcem, albo kłamcą. […] Jezus nie był Żydem.
Zapytany o faktyczną wobec tego narodowość Jezusa, odparł: „Zapewne był Aryjczykiem! Jeśli już nie w pełni z krwi, to w każdym razie z racji swej nauki moralnej i religijnej”. Chamberlain posunął się wręcz do tego, że nawet najwybitniejszym postaciom historii żydowskiej, jak Dawid i biblijni prorocy, przypisał pochodzenie germańskie.
Ta germańska obsesja na punkcie wyższości rasowej i zaludnienia planety czystymi rasowo „panami świata” wymagała stworzenia nowej religii. Adolf Hitler, który w Mein Kampf wielokrotnie używał określenia „Panowie Ziemi”, widział w sobie ucieleśnienie cezara-boga.
Pod koniec lat trzydziestych stało się jasne, że naziści zamierzają zniszczyć niemieckie chrześcijaństwo. Martin Bormann i Heinrich Himmler, zachęceni przez Hitlera, zaczęli propagować powrót do starego pogaństwa i kultu dawnych germańskich bóstw plemiennych oraz tworzenie przez fanatycznych nazistów swoistego neopoganizmu. W 1941 roku Bormann oznajmił publicznie: „Narodowy Socjalizm i chrześcijaństwo są nie do pogodzenia”.
Bormann i jego tłukący buciorami w bruk towarzysze nie byli osamotnieni w swoim ekstremizmie. Dr Reinhardt Krause, naczelnik okręgowy „Niemieckich Chrześcijan” w Berlinie, zaproponował odrzucenie Starego Testamentu oraz objął patronat nad rewizją Nowego Testamentu, tak aby nauki Jezusa mogły odpowiadać „w całej rozciągłości wymogom Narodowego Socjalizmu”. „Kościół Niemiecki” Adolfa Hitlera słyszał apele o „Jeden Naród, Jedną Rzeszę, Jedną Wiarę”. Ulegli duszpasterze musieli składać ślubowanie wierności fhrerowi i m.in. wykluczać ze swych kościołów nawróconych Żydów.
Dr Hans Kerrl, nazistowski prawnik, został w 1935 roku mianowany ministrem spraw kościelnych i otrzymał zadanie przekonania protestantów do programu obmyślonego dla „Kościoła Niemieckiego”. Poglądy Kerrla na chrześcijaństwo pozwalają nam zajrzeć w samo sedno narodowego socjalizmu.
Partia [narodowo-socjalistyczna] opiera się na fundamencie pozytywnego chrześcijaństwa, pozytywne chrześcijaństwo zaś to narodowy socjalizm. […] Narodowy socjalizm jest pełnieniem woli Bożej […] wola Boża objawia się w krwi niemieckiej. […] Wiara w Chrystusa jako Syna Bożego? Śmiech mnie ogarnia. […] Nie, chrześcijaństwo nie musi się kurczowo trzymać składu apostolskiego. […] Prawdziwe chrześcijaństwo reprezentuje partia, naród zaś niemiecki został dziś przez tę partię, a zwłaszcza przez Fhrera, wezwany do prawdziwego chrześcijaństwa […] Fhrer to zwiastun nowego objawienia.
Hitlerowe „nowe objawienie” dla Niemiec zostało częściowo zawarte w 30-punktowym programie przygotowanym dla „Narodowego Kościoła Rzeszy”. Dwa punkty z tego programu w sposób szczególny uwydatniają relację między reżimem nazistowskim a prawdziwym chrześcijaństwem.
Kościół Narodowy żąda natychmiastowego zaprzestania druku i rozpowszechniania Biblii w Niemczech [13].
Na ołtarzach nie może spoczywać nic, jak tylko Mein Kampf (dla narodu niemieckiego, a zatem i dla Boga księga najświętsza), po lewej zaś stronie ołtarza miecz [19].
W oczach Hitlera i jego demonicznych popleczników Narodowy Kościół Rzeszy był ucieleśnieniem „Religii Politycznej”, mającej służyć „panom świata” przez całe świetlane dzieje tysiącletniej Rzeszy.
Ewangeliczny oścień w faszystowskim ciele
Od początku jednakże byli chrześcijanie – niestety w mniejszości – którzy sprzeciwiali sie religijnemu przymierzu z przyodzianymi w swastyki wysłannikami diabła. Grupy takie jak „Kościół Konfesyjny”, „Duszpasterska Liga Ratunkowa” czy „Ewangeliczny Kościół Niemiec” stanęły na drodze powodzi pogaństwa, zalewającej cały naród.
Grupy takie roztropnie zdeklarowały swoją wiarę w Słowo Boże jako jedyną zasadę wiary i praktyki. Już w 1933 roku pewna grupa duszpasterzy sformułowała oświadczenie, iż kościół został powołany do istnienia przez Boga, a Chrystus został ustanowiony jego żywą mocą. Deklaracja ta głosiła, że państwo jest ustanowione przez Boga w celu ujarzmiania grzesznych namiętności ludzkich i że nie istnieje żaden konkretnie „chrześcijański” ustrój państwowy; chrześcijanie powinni być posłuszni Bogu, a nie człowiekowi; kiedy więc państwo usiłuje zapanować nad ludzkimi sumieniami, staje się państwem antychrześcijańskim. Również kiedy partie polityczne przyjmują formę religijną, popełniają gwałt na państwie. Chrześcijanie powinni zatem przeciwstawiać się zarówno ubóstwianiu państwa jak i wszelkiej partii, która usiłuje uzyskać całkowitą władzę nad jednostką.
Duszpasterska Liga Ratunkowa, składająca się głównie z ludzi młodych, stanowczo zareagowała na to, co uznała za wprowadzanie do kościoła niemieckiego teologii pogańskiej.
„Nie zamierzamy zasłużyć sobie na hańbiące miano tępych psów” – oznajmili jej członkowie. – „Wobec naszych społeczności i wobec Kościoła mamy obowiązek przeciwstawić się fałszowaniu Ewangelii. Z całą stanowczością uznajemy Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu za jedyny probierz wiary i życia.
Ta wierność zasadom biblijnym zainspirowała wiele aktów odważnego sprzeciwu wobec prześladowań Żydów i innych firmowanych przez nazistów okrucieństw, jak choćby prawnie uznana eutanazja.
Reakcja Hitlera na postępowanie chrześcijańskich parweniuszy, którzy odmówili zgięcia karku przed cezarem, była twarda. Zdecydował, że skoro kontrolowany przez nazistów Kościół Niemiecki nie potrafi zmusić kościołów ewangelikalnych do podporządkowania się zasadom nowej religii, to sam rząd jest zobowiązany objąć kierownictwo nad kościołami.
Hitlerowa wizja „kierownictwa” nad dysydenckimi kościołami miała typowo nazistowski charakter. Pod koniec 1935 roku Gestapo zdążyło aresztować już 700 pastorów Kościoła Konfesyjnego; w roku 1936 dołączyły do nich w obozach koncentracyjnych setki następnych; w 1937 roku kolejnych 807 pastorów i świeckich uznano za wywrotowców. Nim reżim zakończył swój byt, tysiące niemieckich ewangelicznie wierzących chrześcijan zdążyło dać świadectwo swej wierze, woląc wybrać śmierć bądź życie za drutami faszystowskich obozów śmierci. Ludzie ci – o których mało się mówi i mało pamięta – stoją dziś w szeregach Sprawiedliwych wśród Narodów, którzy nie odważyli się wyprzeć Zbawcy i Jego rodaków.
Israel My Glory kwiecień/maj 1995
(Used by permission by The Friends of Israel Gospel Ministry, Inc., Bellmawr, NJ, USA).
Autor – Elwood McQuaid – jest również autorem biograficznych książek o Cwim Kaliszerze: Cwi oraz Zvi and the Next Generation, a także piastuje funkcję dyrektora misji Friends of Israel.

Wstecz

+*+-*+*-+

O Wcieleniu – Dave Hunt
A zaprawdę wielka jest tajemnica pobożności, że Bóg objawiony jest w ciele, usprawiedliwiony jest w duchu, widziany jest od Aniołów, kazany jest poganom, uwierzono Mu na świecie, wzięty jest w górę do chwały”(1 Tym 3,16; BG).
Jakąż tajemnicą jest Wcielenie! Jakie to niesamowite, a zarazem nieodzowne dla naszego zbawienia, iż Bóg, jak zapowiadali hebrajscy prorocy (Iz 7,14; 9,5; Mich 5,2; Zach 12,10 itd.), stał się człowiekiem. W chwili Wcielenia jednak nie przestał być Bogiem – byłoby to niemożliwe. Bóg i człowiek istnieją teraz w jednej Osobie: Panu Jezusie Chrystusie, jedynym Bogu-człowieku!
Maria, będąca w chwili poczęcia i narodzenia Jezusa dziewicą, wiedziała, że to Bóg jest Ojcem jej dziecka – była to jednakże prawda zbyt wielka do ogarnięcia. Jezus ssał pokarm z jej piersi, wzrastał u jej boku, a nocą Jego równy oddech mieszał się z oddechami innych śpiących dzieci, których ojcem był Józef (Mt 12,47; 13,55; Mk 3,32; Łk 8,20). Był dzieckiem do tego topnia „normalnym”, iż Maria nabrała nawyku nazywania Józefa Jego ojcem: „Oto ojciec Twój i ja bolejąc szukaliśmy Ciebie”. A gdy Jezus delikatnie przypomniał: „Czyż nie wiedzieliście, że w tym, co jest Ojca Mego, Ja być muszę?”, ani ona, ani Józef „nie rozumieli tego słowa, które im mówił”. Lecz Maria „zachowywała wszystkie te słowa w sercu swoim” (Łk 2,19.48-51;BW).
W Nazarecie Jezus nie cieszył się bynajmniej powszechną atencją. Nie poznano się na Nim, a nawet znienawidzono Go „bez przyczyny” (J15,18.25)! Oto sam Bóg, Stwórca świata, zstąpił między swe stworzenia – a one Nim wzgardziły! Jakże ogromna przepaść oddzieliła człowieka od Boga! I jak niewielu potrafiło przyznać, że „Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę Jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy” (J1,14).
Starannie dobierane słownictwo Pisma nazywa Chrystusa „drugim człowiekiem” 1 Kor 15,47). Od czasów Adama aż do Jego przyjścia nie było człowieka, który byłby w pełni zaplanowanej przez Boga godzien miana „człowiek”. Tak jak Adam został stworzony przez Boga, tak i ciało Chrystusa zostało przez Niego utworzone w łonie dziewicy: „…aleś ciało dla Mnie przysposobił” (Hbr 10,5). Oto wreszcie pojawił się taki człowiek, jakiego zamyślił Bóg. A zarazem pojawił się Bóg w postaci człowieka: „Kto Mnie widział, widział Ojca” (J 14,9).
Jako protoplasta nowego rodzaju ludzkiego: tych, którzy narodzili się na nowo, Chrystus jest też nazywany „ostatnim Adamem” (1 Kor 15,45). Odkupieni przez Jego krew (Ef 1,7; Kol 1,14), ci, którym dał życie wieczne jako dar swej łaski, „nie zginą na wieki” (J 10,28). Nie będzie już potrzeby przyjścia Adama trzeciego czy czwartego. Jakież to niepojęte, że Bóg stał się człowiekiem, i jak cudowne wynikają dla nas z tego konsekwencje na wieczność! Bóg musiał stać się człowiekiem, jeśli miała zostać zapłacona kara, której za grzech człowieka domagała się Jego nieskończona sprawiedliwość. „Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć” (Rz 5,12), to „przez człowieka też przyszło zmartwychwstanie” (1 Kor 15,21).
BÓG MUSIAŁ STAĆ SIĘ CZŁOWIEKIEM, JEŚLI MIAŁA ZOSTAĆ ZAPŁACONA KARA, KTÓREJ ZA GRZECH CZŁOWIEKA DOMAGAŁA SIĘ NIESKOŃCZONA
SPRAWIEDLIWOŚĆ BOŻA.
Objawiony w Biblii Bóg uczynił wszechświat z niczego. Kosmos nie jest Bogiem ani przedłużeniem Bóstwa, ani też Bóg nie jest częścią wszechświata. Dlatego też mówienie o Bogu w rodzaju żeńskim, nazywanie Go „Matką Ziemią”, „Matką Naturą” czy nawet „Matką/Ojcem Bogiem” to przejaw poważnej herezji. Kobieta hoduje swe potomstwo w swoim łonie, a następnie wydaje je z siebie na świat – czegoś podobnego Bóg nie czyni. Człowiek, choć uczyniony na podobieństwo Boże (1 Mojż 1,26-27), nie jest bynajmniej przedłużeniem Boga ani Jego częścią, ale zupełnie odrębną istotą.
Na podobieństwo Boże
Oczywiście „podobieństwo Boże” nie ma nic wspólnego z fizyczną formą człowieka, gdyż „Bóg jest duchem” (J 4,24). Człowiek jest stworzony na obraz Boży pod względem duchowym i moralnym. Ciało ludzkie uczynił Bóg „z prochu ziemi”; lecz nasza dusza i duch nie mają natury fizycznej: „PAN Bóg […] tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą” (1 Mojż 2,7). Odzwierciedlając w pewnym sensie swą naturą naturę Boga – Ojca, Syna i Ducha – człowiek jest także istotą trójjedyną: ciałem, duszą i duchem. Apostoł Paweł pisał: „…cały duch wasz i dusza, i ciało niech będą zachowane bez nagany na przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (1 Tes 5,23). Słowo Boże przenika „aż do rozdzielenia duszy i ducha” (Hbr 4,12). Uczyniwszy człowieka trójjedyną istotą na swoje podobieństwo, Bóg mógł stać się człowiekiem, aby odkupić swe stworzenie.
Na początku Duch Boży przebywał w duchach Adama i Ewy. Ich myśli kierowały się ku Bogu. Radość z zażywania rozmaitych cielesnych przyjemności i poczucie własnej tożsamości przewyższały wszystko, co nam dziś znane, ponieważ wszystko służyło chwale Bożej, a nie szukaniu swego. Gdy pierwsi ludzie zgrzeszyli, Duch Boży opuścił ich ducha, a ich myśli zwróciły się od Boga ku swemu ja. Tak oto my, ich potomstwo, jesteśmy z natury zmysłowi, samolubni i materialistyczni. Miast radości obcowania z Bogiem człowiek znajduje radość w obfitujących na tym świecie „pożądliwości ciała, pożądliwości oczu i pysze życia” (1 J 2,16).
Na tych trzech pożądliwościach wyczerpuje się faktycznie cała oferta szatana i świata. Dostrzegamy je w grzechu Ewy: rozkoszny smak zakazanego owocu, jego kuszący wygląd oraz mądrość, którą miał jej zapewnić. Dostrzegamy je też w kuszeniu Chrystusa: aby zamienił kamienie w chleb, by zaspokoić cielesny głód; aby skoczył w dół z narożnika Świątyni i przywoławszy aniołów, które nosiłyby go na rękach, mógł cieszyć się czcią zdumionych Żydów; i aby uległ czarowi perspektywy objęcia „wszystkich królestw świata i chwały ich” (Mt 4,1-11). W odróżnieniu od pierwszego człowieka i pierwszego Adama, Drugi Człowiek i Ostatni Adam nie skorzystał z rady szatana. \
CZŁOWIEK NIE MA SZANS BYĆ SPRAWIEDLIWYM – DOPÓKI DUCH BOŻY NIE ZAMIESZKA W NIM I NIE ZACZNIE NA POWRÓT WŁADAĆ W JEGO DUCHU.
W każdym człowieku – wyjąwszy Chrystusa, niezwykłego Boga-człowieka – toczy się zażarta walka między ciałem a Duchem Bożym: „Gdyż ciało pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału” (Gal 5,17). Nawet Paweł przyznał: „…albowiem nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię” (Rz 7,18-19). Duch człowieka stał się niewolnikiem jego duszy i ciała. Człowiek nie ma szans być sprawiedliwym, nawet największa jego moralność i prawość będą zawsze co najwyżej jak „szata splugawiona” (Iz 64,6) – póki Duch Boży nie zamieszka w nim i nie zacznie na powrót władać w jego duchu. Jedynie Chrystus, w którego Osobie Bóg i człowiek stali się jednością, może sprawić to pojednanie w ludzkim sercu. Paweł, który biadał: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?”, za chwilę wołał triumfalnie: „Bogu niech będą dzięki [że wybawienie istnieje] przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego” (Rz 7,24-25).
Człowiek bez duszy
Dawid radował się: „…cudownie mnie stworzyłeś” (Ps 139,14). Lecz materializm doprowadził do trywializacji człowieka. Nauka materialistyczna zaprzeczyła istnieniu niefizycznego ducha i duszy ludzkiej, redukując człowieka do mechanizmu reagującego na bodźce. W jej interpretacji ludzkie myśli, ambicje, upodobania, a nawet poczucie sprawiedliwości, miłość i współczucie można wytłumaczyć w kategoriach zjawisk elektrycznych i chemicznych zachodzących w mózgu i układzie nerwowym. To absurdalne podejście stało się podstawą teorii Zygmunta Freuda i wciąż odgrywa zasadniczą rolę w farmakologicznym leczeniu dolegliwości umysłowych.
Owszem, mózg można uznać za swoisty komputer – ale żaden komputer nie działa sam z siebie! Ktoś musi mu mówić, co ma robić. Jakąż naiwnością jest sądzić, że myśli biorą początek w komputerze! Gdyby tak było, bylibyśmy więźniami swoich mózgów, bezradnie sterowani przez procesy chemiczno-elektryczne określające nasze myśli, a nawet moralność i uczucia. Ale myśli biorą początek z naszej duszy i ducha, które posługują się mózgiem, aby operować ciałem i obcować z fizycznym światem doznań zmysłowych, w którym nasze ciało funkcjonuje.
Przeniesienie na psychiatrię
W naszym mózgu jest więcej komórek niż gwiazd na niebie, a komórki te tworzą miliardy neuronów i biliony synaps, utrzymywanych w doskonałej równowadze. Co więcej, tajemnicze połączenie pomiędzy duchem człowieka, uczynionym na podobieństwo Boże, a jego mózgiem i ciałem, niezmiennie wymyka się poznaniu naukowemu. A mimo to sferę tę wciąż poddaje się niebezpiecznym eksperymentom, usiłując za pomocą substancji chemicznych doprowadzić do zmiany ludzkiego zachowania, zachowania, które wedle Bożego zamiaru miało odzwierciedlać doskonałą czystość Bożą, ale dziś wyraża bunt i grzech człowieka jako dziecka szatana: „Ojcem waszym jest diabeł” (J 8,44). Nie istnieją chemiczne rozwiązania dla problemów duchowych. Mimo to miliony ludzi zażywa prozac, effexor, valium, ritalin, zoloft, paxil itd., chcąc w ten sposób uporać się w problemami duchowymi.
Biblia naucza, iż niepokój człowieka, zmagania, pożądliwości, gniew, wewnętrzne rozdarcie oraz inne trapiące go „zaburzenia emocjonalne” mają podłoże duchowe (2 Kor 7,1; Gal 5,16; Kol 1,21). Wynikają one z ludzkiego buntu przeciwko Bogu i z przygnębiającego oddzielenia od Boga, do którego bunt ten doprowadził w głębi naszej istoty. Rozwiązaniem więc emocjonalnych i duchowych problemów człowieka jest pojednanie się z Bogiem. Niestety, rozwiązanie to ignoruje się zastępując je korygowaniem „nierównowagi chemicznej” w mózgu za pomocą substancji chemicznych.
Bez wątpienia mózg jako narząd fizyczny jest narażony na różne, nawet poważne uszkodzenia. Jednakże nawet niewierzący psychiatrzy przyznają, iż jest to organ zbyt złożony, aby dało się go precyzyjnie „modyfikować” za pomocą leków. Dr med. Peter R. Breggin, z którego poglądami nie zgadzamy się bynajmniej w całej rozciągłości, to jeden z czołowych na świecie znawców dziedziny leków psychoaktywnych. Breggin zwraca uwagę, że „czynności biochemiczne, które sterują mózgiem, pozostają niemal całkowicie okryte tajemnicą. Jeśli nawet depresja […] ma przyczynę biologiczną bądź genetyczną, to nie zostało to wykazane naukowo. […] Teoria biopsychiatrii pozostaje czystą spekulacją i przeczy znakomitej części doświadczenia badawczego i klinicznego tudzież zdrowemu rozsądkowi”.1 Breggin dodaje:
Teoria braku równowagi biochemicznej to nic więcej jak najnowsza spekulacja biopsychiatryczna, przedstawiana opinii publicznej jako prawda naukowa. Jak na ironię prawda jest taka: Jedyne znane przypadki nierównowagi biochemicznej w mózgu niemal wszystkich pacjentów lekarzy psychiatrów są wynikiem leczenia. […] Ciekawe, że podczas gdy psychiatrzy wykazują tak wielką troskę o niebezpieczeństwo braku równowagi chemicznej, to wszystkie znane leki psychiatryczne wywołują rozległe stany nierównowagi chemicznej w mózgu… [wyróżnienie dodano].
Głupotą wydaje się liczyć na to, że poprzez zablokowanie pewnych funkcji biochemicznych mózgu [a to właśnie mają na celu wszystkie leki psychiatryczne] osiągnie się poprawę stanu mózgu i umysłu. U podłoża tego leży groźne założenie, iż eksperymenty z tym najbardziej złożonym organem wszechświata są bezpieczne i skuteczne!2
Większość osób polegających na rozwiązaniach chemicznych nie chce przyjąć do wiadomości niewyobrażalnych wprost skutków eksperymentowania z mózgiem. Również psychologowie chrześcijańscy nie chcą dopuścić myśli o jeszcze poważniejszych skutkach eksperymentowania z reakcjami mózgu na duszę i ducha człowieka, „uczynionymi tak cudownie”, na obraz i podobieństwo Boże!
[Słowo ostrzeżenia: Nie radzimy jednakże nikomu obecnie zażywającemu leki psychiatryczne, aby z miejsca je odstawił. Środki tego rodzaju nieraz powodują uzależnienie i nagłe ich odstawienie mogłoby wywołać drastyczne skutki. Wszelkich zmian leczenia należy dokonywać pod nadzorem lekarza. Chcemy jedynie zwrócić uwagę, że nikt tak naprawdę nie wie, w jaki sposób działają te leki i jaki jest pełny zakres ich oddziaływania. Wiele leków przepisywanych latami przez lekarzy dopiero niedawno okazało się wybitnie szkodliwymi, do tego stopnia, iż zupełnie wycofano je z rynku].
Zależność między duchem a mózgiem i ciałem jest znana tylko Bogu. Moralne i duchowe skutki eksperymentów z mózgiem i układem nerwowym za pomocą substancji chemicznych mogą się okazać znacznie gorsze niż zagrożenia fizyczne. Weźmy na ten przykład depresję. Stosowane przy niej leki nazbyt często przesłaniają faktyczną potrzebę i przeszkadzają cierpiącemu zwrócić się do Chrystusa w poszukiwaniu duchowego rozwiązania, jakie tylko w Nim można znaleźć. Szukając chemicznego rozwiązania tego problemu, nauka ignoruje – bo nie jest się w stanie do tego odnieść – coś, co powinno stać na pierwszym miejscu: pojednanie z Bogiem dzięki odkupieniu, które jest tylko w Panu Jezusie Chrystusie. Poprzez Wcielenie w Jego osobie Bóg zjednoczył się z człowiekiem, i to Chrystus zapewnia to pojednanie i harmonię duchowi ludzkiemu, gdy uznajemy Go za Zbawcę i zapraszamy, by w nas zamieszkał. Chrześcijaństwo, w przeciwieństwie do hinduizmu, buddyzmu, islamu itd., nie jest zestawem zasad, które należy w miarę swych sił realizować. Jedynie sam Chrystus jest zdolny wieść życie Chrystusowe i będzie je wiódł w tych i przez tych, którzy w Niego wierzą. Zwróćmy uwagę na przedziwne słowa Pawła: „…spodobało się [Bogu], […] aby objawić Syna swego we mnie…” (Gal 1,15-16; BT). Bóg pragnie objawić swojego Syna także w nas. Na tym polega chrześcijaństwo!
ŻYCIE CHRZEŚCIJANINA BIEGNIE POPRZEZ PRÓBY, POKUSY, KONFLIKTY POMIĘDZY CIAŁEM A DUCHEM, KTÓRE BÓG DOPUSZCZA,
ABY WYSZŁO NA JAW, CZY NAPRAWDĘ MU ZAUFALIŚMY I CZY DOCHOWAMY POSŁUSZEŃSTWA.
Zamieszkiwanie Chrystusa w duchu ludzkim jest tajemnicą równie wielką jak samo Wcielenie. Staje się On życiem tych, którzy Mu ufają i są posłuszni Jego słowu: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal 2,20; BW); „Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu” (Kol 3,3). Bez wątpienia mieszkający w nas Duch Chrystusowy nie potrzebuje pomocy psychoterapeutycznej czy chemicznej. Do nas należy jedynie zaufać Mu, być posłusznym i radować się w Nim. Lecz Chrystus wcale nie obiecuje życia łatwego. Życie chrześcijanina biegnie poprzez próby, pokusy, konflikty między ciałem a Duchem, które Bóg dopuszcza, aby wyszło na jaw, czy naprawdę Mu zaufaliśmy i czy dochowamy posłuszeństwa. Powiedział Izraelowi:
Zachowaj też w pamięci całą drogę, którą PAN, Bóg twój, prowadził cię przez czterdzieści lat po pustyni, aby cię ukorzyć i doświadczyć, i aby poznać, co jest w twoim sercu, czy będziesz przestrzegał Jego przykazań, czy nie. Upokarzał cię i morzył cię głodem, […] aby dać ci poznać, iż człowiek nie samym chlebem żyje, lecz że człowiek żyć będzie wszystkim, co wychodzi z ust PANA [5 Mojż 8,2-3].
Bez Wcielenia rodzaj ludzki byłby skazany na wieczne potępienie, „gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (Rz 3,23), a „zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 6,23). Wierzymy w Chrystusa jako naszego Wybawcę od kary za grzech. Zaufajmy Mu zatem również w pełni jako Temu, który w nas mieszka i który pokona grzech w naszym życiu. Radujmy się „bogactwem chwały tej tajemnicy, którą jest Chrystus w [nas], nadzieja chwały” (Kol 1,27)!
The Berean Call grudzień 1996.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).

Przypisy:
1. Peter R. Breggin, M.D., Talking Back to Prozac: What Doctors Aren’t Telling You About Today’s Most Controversial Drug, St. Martin’s Paperbacks, 1994, s. 34, 39.
2. Ibid., s. 34, 37, 38-40.

Wstecz

***********

Z pytań do Dave’a Hunta
Mocno pan przesadził, wypowiadając się na temat, na którym się pan nie zna. Lepiej niech się pan trzyma wykładania Pisma, a unika dziedzin mało związanych z celem istnienia The Berean Call. Są ludzie, którzy naprawdę potrzebują prozaku, litu i innych leków i którym one służą. Twierdzenie, że ludzie ci ich nie potrzebują i że mają za mało ufności do Pana, obarczy wielu poczuciem winy. Wielu poczuje się zranionymi. Niech pan jeszcze zaleci, żeby cukrzycy zrezygnowali z insuliny! Jeśli jako chrześcijanie jesteśmy bezpieczni od schorzeń mózgu, to pewnie jesteśmy też odporni na grypę!
Zgadzam się, że nie istnieją chemiczne rozwiązania problemów duchowych, ale… Wspomniane leki stosuje się nie tyle w celu zaradzenia poważnym problemom duchowym, ale w celu zaleczenia poważnych zaburzeń emocjonalnych. […] Oskarżanie tych z nas, którzy bez własnej winy są utrapieni takimi zaburzeniami, o problemy duchowe jest okrucieństwem i bezdusznością, […] czynem niebezpiecznym i grzesznym. Nie do pana należy diagnozowanie chorób umysłu (które bez względu na pańskie zdanie istnieją). Choć nigdy nie poradziłabym nikomu, aby leki takie zażywał, doznałam dzięki nim prawdziwej ulgi. […] Niech pan odwoła to, co napisał.
Ciągle przekonujemy się, jak trudno nieraz uniknąć poważnych nieporozumień. Pozwolę sobie coś wyjaśnić: Nie osądzaliśmy nikogo, kto przyjmuje takie leki, ani też nie stwierdziliśmy, że leków tych nie potrzebuje i że powinien jest od razu odstawić (zamieściliśmy nawet co do tego słowo ostrzeżenia). Nie sugerowaliśmy też, że chrześcijanom nie grożą schorzenia mózgu ani też że schorzenia mózgu to skutek niewiary czy problemów duchowych (zwróciliśmy nawet uwagę, że „mózg jako narząd fizyczny jest narażony na różne, nawet poważne uszkodzenia”). Nie podejmowaliśmy też próby diagnozowania chorób (podkreśliliśmy nawet, że „wszelkie zmiany leczenia należy przeprowadzać pod nadzorem lekarza”).
Owszem, powiedzieliśmy, że wszystkie problemy rodzaju ludzkiego są owocem jego oddzielenia od Boga, mają więc podłoże duchowe. Z pewnością gdyby Adam i Ewa (i wszyscy ich potomkowie) nie zgrzeszyli, nie znalibyśmy dziś problemów ani dolegliwości umysłowych. Nie sugerowaliśmy jednak, że każdy taki problem to wynik grzechu osoby przezeń utrapionej.
Prawdą jest, że często podkreślamy różnicę pomiędzy mózgiem jako organem fizycznym, który może doznawać urazów czy schorzeń, a zatem potrzebować pomocy medycznej, a umysłem, który nie jest fizyczny. Stąd określenie „choroba umysłowa” jest nielogiczne i może często służyć jako usprawiedliwienie grzechu, sposobność do unikania moralnej odpowiedzialności i okazja do „leczenia” grzechu jako „problemu psychologicznego”, wymagającego terapii, a nie skruchy i pomocy Bożej.
(Prosiłbym również, aby nie porównywać insuliny, działającej od karku w dół, z lekami, które oddziałują na mózg. Trzeba pamiętać, że nikt nie potrafi ocenić, jakie szkody środki te wyrządzają mózgowi!).
To prawda, że nie jestem ani lekarzem, ani farmaceutą – nasze wnioski nie wymagają jednakże takiej wiedzy. Zasugerowaliśmy tylko, że co najmniej w niektórych wypadkach poleganie na jednym czy kilku lekach może zastąpić naszą ufność do Pana – a do niej właśnie chcieliśmy zachęcić. Myślę, że chrześcijanie się z tym zgodzą.
Nawet niewierzący zauważają problemy związane z farmakologicznym sposobem usuwania stresu czy cierpień psychicznych. Znana psychoanalityczka Elizabeth Zetzel uważa przetrwanie przez daną osobę przez niepokój i depresję za istotny czynnik w zdrowym rozwoju emocjonalnym. Przestrzega ona przed sztucznym poprawianiem sobie nastroju pigułką, która może pozbawić człowieka okazji umacniającego przeżycia, niezbędnego do osiągnięcia prawdziwego rozwiązania. O ileż bardziej uwagi te sprawdzą się w wypadku chrześcijan, którzy nieraz zbyt łatwo ulegliby pokusie bezbolesnego wyjścia z sytuacji za pomocą leku, tracąc w ten sposób cenną lekcję wytrwałości i wiary, jakiej chce im udzielić Bóg! Nie stawialiśmy diagnoz, nikogo też nie oskarżaliśmy. Zachęcaliśmy jedynie do rozważenia takiej możliwości i postępowania wedle prowadzenia Pana.
Zamieściliśmy też pewne przestrogi, gdyż rzekome „cudowne środki” są nader często wynoszone pod niebiosa, a nazbyt rzadko jasno krytykowane. Nie zapominajmy, że podobnie jak dziś prozak, tak jakiś czas temu świat medyczny i osoby ją zażywające polecały kokainę i jej korzystny wpływ! Kokainę zażywał, głośno zachwalał i przepisywał innym Freud. Dopiero później zakazano jej używania. Nie ma tu miejsca na drukowanie długiej listy środków, które jeszcze całkiem niedawno przez kilka lat wysoko ceniono, by później zupełnie zakazać ich używania bądź poważnie je ograniczyć z powodu ich szkodliwości, którą chcąc nie chcąc musiano uznać. Wielu psychiatrów „lekiem-cudem” okrzyknęło LSD, które przez lata było w użytku, aż do zakazu wydanego przez rząd amerykański w 1966 roku. Po dziś dzień są lekarze domagający się jego legalizacji.
Odnotowano liczne przypadki samobójstw, zabójstw i rozmaitych problemów, których zaistnienie przypisuje się właśnie prozakowi. Środek ten otrzymał licencję w 1988 roku, a już w lutym 1990 roku w piśmie American Journal of Psychiatry psychiatra prowadzący pracę badawczą dr Martin Teicher udokumentował „sześć przypadków pacjentów cierpiących na depresję, którzy w okresie od dwóch do siedmiu tygodni od rozpoczęcia kuracji prozakiem zaczęli cierpieć na gwałtowne myśli samobójcze. Czworo usiłowało się zranić lub zabić. Przymus ten zanikał po odstawieniu prozaku” (Time 30 VII 1990, s. 54). W roku 1991 na terenie Ameryki zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu „grupy wsparcia ofiar prozaku”, grupujące tych, którzy niegdyś go zażywali, bądź ich spadkobierców. Do końca roku 1992 przeciwko producentowi prozaku Eli Lilly wytoczono już 170 spraw sądowych. Czy taka informacja nie skłania do ostrożności?
W artykule przypomnieliśmy też, że mózg to najbardziej złożony mechanizm we wszechświecie i że NIKT NIE WIE, JAKI JEST FAKTYCZNY PEŁNY SKUTEK DZIAŁANIA TYCH LEKÓW NA MÓZG, ZWŁASZCZA NA DŁUŻSZĄ METĘ. Przepisywanie przez lekarza prozaku (bądź ritalinu czy podobnych środków) w niczym nie przypomina więc pracy inżyniera zdolnego precyzyjnie zreperować maszynę. Taką a nie inną receptę wypisuje się nie na podstawie diagnozy mózgu, lecz najczęściej na podstawie objawów behawioralnych. Prozak serwuje się na wszystko: od „niskiej samooceny” i „depresji zimowej” aż po otyłość, anoreksję, bulimię, fobie, niepokój, zespół chronicznego zmęczenia, migreny, artretyzm. Prozak służy jako środek nie do zapewniania mózgowi „równowagi” (de facto wywołuje on nierównowagę, wpływając na poziom serotoniny i dopaminy), ale do sztucznego wytwarzania dobrego nastroju.
Breggin to nie jedyny psychiatra krytykujący „psychiatrię biologiczną”, czyli używanie substancji chemicznych do zmiany nastroju. Jest wielu innych, jak choćby autorzy dziewięciu esejów zawartych w wydanej w 1995 roku książce Pseudoscience in Biological Psychiatry (Pseudonaukowość psychiatrii biologicznej). Artykuły krytyczne ukazały się też w pismach psychiatrycznych i psychologicznych. Na przykład w Psychology Today z września/października 1995 zamieszczono długi artykuł, zakończony wnioskami, że „dwie trzecie przypadków [we wszystkich badaniach] […] radzi sobie równie dobrze przy użyciu placebo co przy użyciu aktywnych środków medycznych”. Nie istnieją wyniki badań, które potwierdzałyby ponad wszelką wątpliwość, że prozak i podobne leki dają lepsze rezultaty niż placebo. A zatem nawet jeśliby uznać Boga tylko za placebo, to w dwu trzecich przypadków pacjent wyszedłby równie dobrze na ufaniu Bogu jak na ufaniu lekowi. Czyżby łatwiej było zaufać pigułce, i to nawet placebo, niż Bogu?
Skuteczność tych leków jest wciąż przedmiotem wątpliwości, które nie zostały bynajmniej rozstrzygnięte. Elizabeth Wurtzel, autorka książki Prozac Nation, która zażywa prozak od chwili dopuszczenia go do sprzedaży i nie jest w stanie go odstawić, pisze: „Silna, nieodparta depresja nie da się żadnym środkom chemicznym. […] Nawet przy zażywaniu prozaku i litu zdarzało mi się ulegać głębokim depresjom”.
Nie jest też prawdą, że The Berean Call nie powinno interesować się tematem substancji chemicznych używanych jako leki i że nie ma to nic wspólnego z Pismem Świętym. Nowy Testament czterokrotnie wspomina o czarach, potępia je i zapowiada, że odżyją one w dniach ostatnich i że ludzie nie będą się chcieli od nich odwrócić (Obj 9,21; 18,23; 21,8; 22,15). Greckim słowem przetłumaczonym jako „czary” jest farmakeia – od tego pochodzi słowo „farmacja”. Substancje psychoaktywne od dawna łączono z okultyzmem – a dziś prozak jest bardzo popularny wśród młodzieży jako „rozrywkowy” narkotyk. Co najmniej przestroga jest tu na miejscu.
Pragniemy okazywać się pomocnymi. Na pewno nie chcielibyśmy nikogo urazić ani sprawiać bólu, a jedynie zachęcać do uważnego rozważenia działania pewnych środków medycznych i związanych z nimi zagrożeń, a także do głębszego zaufania Bogu.
The Berean Call luty 1997.
(Druk za uprzejmą zgodą Wydawców).

Wstecz

+-*+-*+-*s

Renald Showers
PODSTAWY WIARY(3)
OBJAWIENIE OGÓLNE Część 1

W poprzednim artykule z tej serii powiedzieliśmy o istnieniu dwu rodzajów Boskiego objawienia: ogólnego i szczególnego. Objawienie ogólne polega na odsłanianiu przez Boga wiedzy za pomocą środków dostępnych dla każdego człowieka. Jak wynika z Pisma Świętego, Bóg posługuje się trzema głównymi środkami objawienia ogólnego: przyrodą, historią i sumieniem. Wszyscy ludzie mają kontakt z taką lub inną postacią przyrody i historii, każdy też człowiek ma sumienie.
Znajdujemy w Biblii co najmniej trzy fragmenty, które wskazują, że Bóg odkrywa ludziom poznanie za pośrednictwem przyrody. Pierwszy z nich to Psalm 19,2-7.
Dawid rozpoczyna ten psalm słowami: „Niebiosa opowiadają chwałę Boga, a firmament głosi dzieło rąk Jego” (w. 2).
Słowo przetłumaczone tutaj jako „chwała” to hebrajskie kabod, które oznacza bycie ciężkim, ważkim. 1 W Biblii występuje ono najczęściej w sensie przenośnym, na „określenie jakiejś ważkiej osoby w społeczeństwie, kogoś szanowanego, znaczącego, godnego czci” 2. Chwała danej osoby to zatem coś, co czyni wrażenie na innych, co domaga się uznania, jest źródłem siły tej osoby, wyróżnia ją spośród innych. Na przykład chwałą nazywa Biblia wielkie bogactwo Jakuba czy wpływową pozycję Józefa w Egipcie (1 Mojż 31,1; 45,13), one to bowiem zapewniły im wpływ i uznanie wśród innych.
Słowo przełożone jako „głosi” oznacza po hebrajsku „wywyższać, uwypuklać jakąś sprawę wobec kogoś”. 3
Znając znaczenie słów „chwała” i „głosić” dochodzimy do wniosku, że według słów Dawida w Psalmie 19,2 niebiosa rozgłaszają o Bogu coś, co jest imponujące i potężne. Ukazują coś, co powinno być oczywistością dla ludzkiego oka i umysłu: wyrazisty, łatwo dostrzegalny znak firmowy dzieła Jego rąk. Wspaniałość, piękno, porządek i układ niebios są świadectwem istnienia, mądrości i mocy swego Stwórcy.
Czy nie nabieraliśmy przekonania o istnieniu i wielkości Boga patrząc na wspaniałe, usiane gwiazdami niebiosa w pogodną noc? Jeśli nie, to może zrobią na nas wrażenie pewne dane. Planeta Ziemia waży około 6 600 trylionów ton (trylion to 18 dodatkowych zer – 1018). 4 Jest ona ogromna w porównaniu z wielkością człowieka, jednakże na tle całego układu słonecznego wydaje się maleńka: objętość Słońca wypełniłoby aż 1 300 000 planet wielkości Ziemi. 5
Słońce – tak ogromne – jest jednak przecież jedną z najmniejszych gwiazd naszej galaktyki. Pewna gwiazda o nazwie Antares jest takim gigantem, iż jej objętość 90 milionów razy przewyższa objętość Słońca, jej średnica zaś jest 390 milionów razy dłuższa. 6
Pomimo tak monstrualnych rozmiarów Antares to zaledwie jedna z około 100 miliardów gwiazd w naszej galaktyce, 7 która jest tak rozległa, że światło pędzące z prędkością blisko 300 000 km/s potrzebowałoby stu tysięcy lat, aby przebiec z jednego jej krańca na drugi. 8 Jej grubość wynosi 5-10 tysięcy lat świetlnych. 9
Pomimo swego ogromu nasza galaktyka jest zaledwie jedną z miliarda galaktyk, które astronomowie zdołali sfotografować. 10 Do użytku wchodzą coraz nowsze techniki i narzędzia badania niebios. Nie tak dawno „największy teleskop optyczny na świecie dostrzegł obraz najdalszej ze znanych galaktyk. […] Leży ona w odległości około 12-15 miliardów lat świetlnych od Drogi Mlecznej”, a „jej średnica wynosi 200 000 lat świetlnych”! 11
Czy w takim kontekście nie zaczynamy zdawać sobie sprawy ze swej niepozorności? Dlaczego Bóg stworzył wszechświat tak wspaniały, piękna, uporządkowany i sensowny? Uczynił to, aby dać stworzonym przez siebie ludziom pojęcie o swoim istnieniu i wielkości, tak aby pozwoliły Mu przemieniać swoje życie. Obserwując niebiosa, powinniśmy być pod wrażeniem bezkresności Boga i naszej ograniczoności. Dawid zauważył: „Gdy oglądam niebo Twoje, dzieło palców Twoich, księżyc i gwiazdy, które Ty ustanowiłeś: Czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz, lub syn człowieczy, że go nawiedzasz?” (Ps 8,4-5).
W Psalmie 19 Dawid podkreśla wymiar czasu: „Dzień dniowi przekazuje wieść, a noc nocy podaje wiadomość” (w. 3). Posiłkując się Commentary on the Old Testament (Komentarzem do Starego Testamentu) Keila i Delitzscha, Leonard J. Coppes zwraca uwagę na wagę słowa przetłumaczonego jako „przekazuje”: „W Psalmie 19,3 naba wyobraża >>nieprzerwany przekaz<< i >>niewyczerpane źródło<<, jakim jest >>dzień<< rozgłaszający chwałę Bożą”.12 Dawid mówi więc, że objawienie wiedzy o Bogu przekazywane przez niebiosa nie jest ograniczone czasem. Trwa 24 godziny na dobę bez przerwy od początków czasu. Bez względu więc na okres, epokę historyczną, w której żyje taki czy inny człowiek, ma on zawsze dostęp do tego samego objawienia.
W wersecie 4 Dawid podkreśla czynnik języka: „Nie jest to mowa, nie są to języki, nie słychać ich głosu” (przekład dosłowny). Dawid chciał uzmysłowić nam, że nie mamy tu do czynienia ze słyszalną mową, językiem w zwykłym rozumieniu tego słowa. Ten przekaz wiedzy o chwale Bożej odbywa się w milczeniu, nie przyjmuje formy werbalnej i nie można mówić o barierach językowych, które przeszkadzałyby w jego efektywnym komunikowaniu. Dlatego objawienie to jest zrozumiałe dla ludzi każdego języka.
W wersecie 5a-b Dawid podkreśla czynnik geograficzny: „A jednak po całej ziemi rozbrzmiewa ich dźwięk i do krańców świata dochodzą ich słowa…” Według Earla S. Kallanda Dawid pod wyrazem przetłumaczonym tutaj jako „słowa” ma na myśli „objawienie Boże”. 13 Dawid chciał więc podkreślić, że objawienie wiedzy o Bogu udzielane za pośrednictwem niebios ma zasięg ogólnoświatowy, dociera do każdego regionu geograficznego. Dzięki temu bez względu na miejsce swego zamieszkania każdy człowiek ma bezpośredni dostęp do tego objawienia. Ralph H. Alexander zgadza się z tym: „Samo stworzenie daje >>ogólnoświatowe<< świadectwo na rzecz chwały Bożej (Ps 19,5), co powinno prowadzić do uwielbienia Jahwe (Ps 98,1)”. 14
W wyrażeniu „po całej ziemi rozbrzmiewa ich dźwięk” zawarta jest jeszcze inna wskazówka. Słowo przetłumaczone tu jako „dźwięk” [w Biblii Gdańskiej użyto trafniejszego określenia „porządek” – red.] jest w Starym Testamencie często używane na określenie sznura mierniczego, miary, którą określa się wielkość przedmiotów (Iz 34,17; 44,13; Jer 31,39). O słowie tym John E. Hartley wyraził się następująco: „Chodzi tu zasadniczo o sznur mierniczy. Towarzyszący pionowi (Iz 28,17)”. 15 W świetle takiej koncepcji otrzymujemy dodatkową wymowę Ps 19,5: wiedza dotycząca Boga objawiana na całym świecie za pośrednictwem niebios jest fundamentem pewnego światopoglądu. Fundament ten (czyli istnienie, mądrość i moc jedynego nieograniczonego przedwiecznego Boga, który stworzył wszechświat) jest sznurem mierniczym, probierzem, za pomocą którego należy oceniać fundamenty wszystkich innych światopoglądów. Wszelki fundament nie odpowiadający temu probierzowi kłóci się z rzeczywistością, podobnie jak oparte na nim poglądy.
W wersetach 5c i 6 Dawid zastosował dwuczęściowe porównanie do słońca, ilustrując jego rolę w objawianiu Boga. Po pierwsze więc słońce „jak oblubieniec wychodzi ze swej komnaty”. Dawid nawiązał tu do jednego z żydowskich zwyczajów weselnych w czasach biblijnych. Kiedy nowożeńcy w noc poślubną przybywali do domu ojca pana młodego, drużbowie odprowadzali ich do sypialni (huppah). A kiedy drużbowie i drużki czekali na zewnątrz, młodzi konsumowali swe małżeństwo w fizycznym zjednoczeniu. 16
Po skonsumowaniu małżeństwa pan młody wychodził z sypialni, aby oznajmić o tym czekającym na zewnątrz (J 3,29). 17 Podobnie więc słońce, ukrywszy się przed naszym wzrokiem w godzinach ciemności, co rano wychodzi w końcu z ukrycia, ukazując się nad wschodnim widnokręgiem. Posuwając się przez niebiosa ze wschodu na zachód, obwieszcza ono istnienie nieograniczonego, przedwiecznego Boga, który dzięki swej mocy i mądrości stworzył słońca i umieścił je na niebiosach. Ono więc wiernie co dzień daje o tym świadectwo całemu światu.
W drugim porównaniu słońce „raduje się jak bohater, biegnąc swą drogą”. Jak biegacz, który zaprawił ciało do trudów i cieszy się na widok linii startowej i na myśl o biegu, tak słońce raduje się zbliżając się do wschodniego widnokręgu, gdyż posiada moc konieczną do codziennego przebiegnięcia nieboskłonu i zaświadczenia o Bogu. Słońce ma moc tak wielką, że „codziennie Ziemia otrzymuje w postaci energii słonecznej około 20 tysięcy razy więcej niż całkowita nasza zdolność wytwarzania energii na Ziemi”. 18 „Słońce co sekundę zamienia w energię pięć milionów ton materii”. 19 Pomimo tego posiada ono zdolność, „aby przy obecnym tempie tego procesu świecić jeszcze przez…100 miliardów lat”. 20
Nawet ślepiec, który nigdy nie widział słońca, jest odbiorcą jego świadectwa o Bogu. Dawid powiedział: „…nic się nie ukryje przed jego żarem” (w. 7). W ten czy inny sposób każdy człowiek jego doświadcza: czy to w postaci widoku, czy gorąca, czy też skutków, jakie wywiera ono na oświetlane przedmioty. Według słów Dawida z wersetów 2-7 Psalmu 19 nie istnieje czas, język czy bariery geograficzne, które stanowiłyby przeszkodę dla niebios w ich objawianiu wiedzy o Bogu. Bez względu na epokę, w jakiej żyje, język, jakim mówi, i miejsce, w jakim mieszka, każdy człowiek świadectwo to odbiera. A każdy światopogląd, który z tą objawioną wiedzą się rozmija, rozmija się też z ostateczną rzeczywistością.
W następnym odcinku przeanalizujemy pozostałe dwa ustępy biblijne poświęcone Bożemu objawianiu poznania za pośrednictwem przyrody.

Israel My Glory sierpień/wrzesień 1995.
(Used by permission by The Friends of Israel Gospel Ministry, Inc., Bellmawr, NJ, USA).

Z przyczyn nieznanych brak jest przypisów bibliograficznych

Wstecz

************************

David A. DeWitt
DLACZEGO CHRZEŚCIJAŃSTWO?
III. Światopoglądy. Część 2
Światopoglądy mniej popularne: finalizm
STANOWISKO FINALIZMU: „BÓG MA KRES.”
1. Bóg jest osobą, mającą od czasu do czasu pewną styczność z pewną częścią wszechświata.
2. Bóg jest stwórcą. Stworzył świat (albo też materię, z której świat wyewoluował), tzn. jest praprzyczyną wszechświata.
3. Bóg jest ograniczony. Jest ograniczony czasem, zmienia się i w pewnym możliwym dla siebie stopniu angażuje się w sprawy wszechświata, wielu jednak rzeczy pomimo swej chęci uczynić nie jest w stanie. Nie jest wszechmogący.
4. Dobro spotyka ludzi złych, a zło ludzi dobrych dlatego, że w taki kształt wyewoluował ten świat. (Od czasów Darwina większość zwolenników finalizmu uważa, że do stworzenia człowieka Bóg wykorzystał procesy ewolucji). Bóg opowiada się za sprawiedliwością, ale nie zawsze jest w stanie ją zapewnić.
5. Bóg – mimo że nie jest wszechmogący – jest jednak wszechmiłujący. Rzecz oczywista, Bóg jest ograniczony w swych możliwościach, gdyż nawet On nie może jednocześnie tworzyć i niszczyć, czynić kwadratowych kół, kijów o jednym końcu czy kamieni tak wielkich, iżby sam nie mógł ich unieść. Nie może On też grzeszyć. Ograniczeniem jest dla Niego także świat pełen wolnych stworzeń. Wszystko to sprawia, że Bóg musi liczyć się z ograniczeniami.
6. Większość zwolenników finalizmu nie wierzy w cuda. Część nie wyklucza ich możliwości, zazwyczaj jednak gdy cud nastąpi, zaprzeczy jego prawdziwości.
7. Zło istnieje naprawdę. Jego prawdziwość jest tak wielka, iż nakłada ono ograniczenia na Boga. Naszym moralnym obowiązkiem jest współpracowanie z Bogiem (a nawet posunięcia na własną rękę) w celu przezwyciężania zła.
8. Bóg jest zmienny; nie istnieją zatem żadne absoluty moralne czy etyczne. Skoro Bóg ulega przekształceniom, zmieniają się także one.
9. Nie ma gwarancji, że zło zostanie kiedykolwiek zniszczone. Finaliści-optymiści mają taką nadzieję, wszyscy jednak zwolennicy tego światopoglądu przyznają, iż nie ma pewności ostatecznego zwycięstwa nad złem. Walka może toczyć się w nieskończoność, a nawet zło może ostatecznie zwyciężyć.
ARGUMENTACJA FINALIZMU

1. Gdyby Bóg był wszechmocny, byłby w stanie zwyciężyć zło.
2. Gdyby Bóg był wszechmiłujący (bezwzględnie dobry), zniszczyłby zło.
3. Zło nie zostało zniszczone.
4. Stąd wniosek, że albo Boga nie ma, albo ma On pewne ograniczenia.
5. Są jednak dowody na istnienie Boga.
6. A zatem Bóg musi mieć jakieś ograniczenia.
SŁABE PUNKTY FINALIZMU

1. Bóg mający kres sam potrzebowałby stwórcy, nie mógłby więc być praprzyczyną wszystkiego. Finaliści stają tu przed tym samym dylatem co ateiści. Doprowadza ich to do niekończącego się cofania ku poprzednim przyczynom albo też do wniosku o przyczynie, która spowodowała się sama – a żaden z tych przypadków nie jest możliwy. Zajmiemy się tym bliżej przy okazji ateizmu.
2. Wiekuisty Bóg, który byłby wszechmiłujący, ale jednak ograniczony, nie stworzyłby świata takiego jak nasz, w którym istniałoby zło, bowiem czynienie czegoś złym (bądź dopuszczanie, aby takim się stało) w sytuacji, gdy nie jest się w stanie temu złu zaradzić, nie byłoby przejawem wszechmiłości ani miłości w ogóle. (Miłość pragnie tego, co najlepsze, dla danej osoby).
3. Nie jest godzien czci ten, kto posiada kres. A oddawanie czci stworzeniu to bałwochwalstwo. Jak stwierdził Paul Tillich, nie należy oddawać się ostatecznie niczemu, co samo nie jest ostateczne.
4. Istnienie zła nie wyklucza istnienia nieograniczonego Boga. Jeśli w punkcie (3) argumentacji finalizmu dodać słowo „jeszcze”, otrzymamy stwierdzenie: „Zło nie zostało jeszcze zniszczone”. Trzeba wtedy dopuścić możliwość istnienia Boga, który nie ma kresu. A wykazując, że wszechdobry i wszechmocny Bóg naprawdę istnieje (uczynimy to omawiając teizm), musimy dojść do wniosku, iż w przyszłości zło zostanie bez wątpienia pokonane.
5. Jeśli Bóg posiadałby kres, to wedle jakiej miary należałoby Go mierzyć? Nie możemy mierzyć Go wedle Jego własnej miary, gdyż do tej dorasta On doskonale już z definicji. Jeśli jednak mierzylibyśmy Go wedle jakiejś miary z zewnątrz, to źródłem tej miary i tak musiałby być Bóg (bo prawa i nakazy moralne zawsze pochodzą od prawodawców i twórców zasad moralnych). A zatem na jakiej podstawie zwolennik finiteizmu mógłby orzekać, że Bóg jest dobry czy miłujący? Jeśli Bóg nie jest ostatecznością, to miara musiałaby pochodzić skąd inąd, a skoro tak, to to inne źródło trzeba by uznać za Boga.
6. Przypisywanie Bogu ograniczeń w zakresie mocy, ale nie w zakresie miłości jest postępowaniem arbitralnym i pobożnym życzeniem. Za pomocą jakiego probierza można by zdecydować, które przymioty Boga należy ograniczyć? Jeszcze coś: Czy Bóg mógłby być nieskończenie dobry, gdyby nie był istotą pod każdym względem nieograniczoną? Nic i nikt nie moży być kimś więcej, niż jest w stanie być. Przymioty Boga nie mogłbyby przewyższać ograniczeń Jego natury.
7. Jeśli Bóg ma kres, to nie mamy żadnej gwarancji, że zło zostanie pokonane. A skoro tak, to cóż mogłoby nas skłaniać to całkowitego oddania się Mu? Zazwyczaj wolimy przegrywać bitwę po stronie, która w końcu wygra, niż wygrywać bitwę po stronie, która w końcu przegra.
WNIOSKI: FINALIZM JEST ZAPRZECZALNY

Do oceny finalizmu zastosujmy najlepszy ze znanych nam sprawdzianów prawdy: test niezaprzeczalności. Aby dany światopogląd mógł zostać uznany:
– jego prawda musi być logicznie niezaprzeczalna;
– jego fałszywość musi być logicznie niepotwierdzalna.
Okazuje się jednak, że:
1. Finiteizm nie jest niezaprzeczalny (podaliśmy przed chwilą siedem argumentów podważających jego prawdziwość).
2. Fałszywość finalizmu można potwierdzić (co uczyniliśmy w siedmiu wspomnianych punktach.
Finiteizm jest zatem światopoglądem fałszywym.
(Z książki Why Christianity? A Study of Apologetic Systems, Relational Concepts, Inc.)

Wstecz

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: tymoteusz

0 komentarzy

  1. Jeśli pragniesz otrzymać bezpłatnie literaturę chrześcijańską albo masz pytania dotyczące treści Biblii, zachęcamy i zapraszamy abyś napisał do nas na adres:
    RLCh – Rozpowszechnianie Literatury Chrześcijańskiej, ul. Fabryczna 18, 98-400 Wieruszów, woj. łódzkie
    albo:
    RLCh – Rozpowszechnianie Literatury Chrześcijańskiej, ul. Ostrowska 1, 63-520 Grabów nad Prosną, woj. wielkopolskie

    http://chrzescijanin.googlepages.com/

    http://chrzescijanie.info/

    http://Chrystus.Jezus.pl/

    http://nt.own.pl/

Pozostaw odpowiedź chrzescijanin Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *